sobota, 10 października 2026

Serock - tam gdzie Bug wpada do Narwi. Dwór Szaniawskich w Zegrzynku. Pałac Radziwiłłów w Jadwisinie. Rezerwaty przyrody i inne ciekawostki.

 

    Wrzesień rozpoczął się tygodniowym wyjazdem na Lubelszczyznę, później dwa dni spędziliśmy w Serocku, skąd pojechaliśmy jeszcze na tydzień do Augustowa.
     O ostatnim pobycie w Lubelskim powstał już jeden wpis i zapewne powstaną kolejne, bowiem zwiedziliśmy tam kilka miejsc, do których wcześniej nie dotarliśmy, i co ciekawe, na początku października pojechaliśmy w tamte strony ponownie.

    
Dzisiaj zatrzymam się w Serocku, mieście przez które na przestrzeni lat przejeżdżaliśmy niejednokrotnie, ale nigdy nie zatrzymywaliśmy się
w nim. Pojechaliśmy tam na zaproszenie Przyjaciół, którzy właśnie w Serocku postanowili świętować swoją porcelanową rocznicę ślubu.

    
Przed rozpoczęciem uroczystości mieliśmy trochę czasu, ażeby rozejrzeć się po okolicy. Zatrzymaliśmy się w hotelu Pan Tadeusz położonym nad Jeziorem Zegrzyńskim z dostępem do linii brzegowej, gdzie zbudowano drewniany pomost, służący między innymi do cumowania statków turystycznych. Właśnie stamtąd kolejnego dnia ruszyliśmy w rejs po jeziorze. Hotel usytuowany na wysokiej, zalesionej skarpie posiada strome zejście na plażę, częściowo są to kamienne schody, częściowo wyłożona kamienną kostką pochyła ścieżka. Zejście jest nieco łatwiejsze od powrotnej wspinaczki kończącej się zadyszką.

    
Serock, rozlokowany wzdłuż wysokiego brzegu Narwi, którego powstanie datuje się na X wiek, rozwój swój zawdzięcza dwóm rzekom: i Narwi, i Bugowi. Pierwsi mieszkańcy, zamieszkujący obronne grodzisko Barbarka, spławiali nimi towary, a sami trudnili się rybołówstwem, retmaństwem, flisactwem.
Obok grodu, w miejscu, gdzie wcześniej istniała osada targowa, wyrosło miasto, któremu w 1417 roku książę Janusz I Starszy nadał prawa miejskie. Do dziś zachował się wytyczony przez księcia układ ulic z rynkiem i ratuszem w centrum.





     Ostatni książęta mazowieccy - Stanisław i jego młodszy brat Janusz III - ufundowali tu gotycki kościół, który  pierwotnie nosił wezwanie świętego Wojciecha, a obecnie Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. 
    W tym właśnie zabytkowym kościele przy ulicy Farnej, jednym z najcenniejszych zabytków Mazowsza, który obchodzi w tym roku swoje 500-lecie odbyła się uroczysta msza święta, podczas której nasi Przyjaciele odnowili przyrzeczenia małżeńskie.


 

 
    Późnogotycka, jednonawowa, orientowana świątynia z basztami o charakterze obronnym przetrwała w doskonałym stanie, mimo że przez minione stulecia miasto nawiedzały wojny, pożary i inne kataklizmy.
    Usytuowana jest na wysokiej skarpie gęsto porośniętej zielenią. Z poziomu Narwi wypatrzeć można wschodnią jej część.







 
    
Niegdyś na fasadzie od strony zachodniej znajdował się unikatowy zegar słoneczny z wierszowanym napisem o charakterze memento mori: To pomnij, czas ucieka, śmierć goni, wieczność czeka. Dziś jest tam nowy zegar, a na nim trochę już wyblakły napis: Tempus Fugit
(czas ucieka). I choć książęta ufundowali kościół, to nie dane im było modlić się w tej świątyni. Została bowiem ukończona już po ich tragicznym zgonie i włączeniu Mazowsza do Polski.






       We wnętrzu uwagę przyciągają: 
- nawa sklepiona kolebkowo z gwiaździstą siatką żeber
, które równoległymi wiązkami spływają na pół-filary 
- węższe od nawy prezbiterium z dwoma oryginalnymi ostrołukowymi portalami, pochodzącymi z początkowego okresu budowy świątyni. 



     Znajduje się tu również późnobarokowy ołtarz z 1775 roku z figurami świętego Stanisława i świętego Wojciecha.
    Do bogatego wystroju świątyni przyczyniają się dwa rokokowe ołtarze boczne, lewy z obrazem świętej Anny Samotrzeć (Anny nauczającej Marię) z połowy XIX wieku i prawy z wyobrażeniem świętej Barbary.
    W ołtarzu głównym znajduje się Zwiastowanie NMP i kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.
    Uwagę zwraca także chrzcielnica i ambona ufundowana w 1775 roku przez księdza Antoniego Dzierżańskiego. 














    
1 kwietnia 2006 roku z Gniezna do serockiej świątyni zostały sprowadzone relikwie świętego Wojciecha. Po szczątki Świętego udała się 100-osobowa delegacja parafian
z burmistrzem miasta i ks. prał. Janem Kasińskim. Więcej na temat tego wydarzenia a także życia świętego Wojciecha można wyczytać z tablic informacyjnych rozmieszczonych wzdłuż południowej ściany kościoła (można powiększyć zdjęcia).
















  
  Dodam tu jeszcze, że Mszę świętą z okazji 20-lecia ślubu - odnowienia przyrzeczeń małżeńskich przez naszych Przyjaciół - odprawił i wspaniałe orędzie wygłosił proboszcz ks. kan. dr Dariusz Rojek
(dziekan dekanatu serockiego). Słowo duchownego do głębi poruszyło serca zebranych i zostało nagrodzone gromkimi brawami oraz miłą rozmową i gratulacjami po zakończonej Eucharystii.




      Przy kościele znajduje się grób długoletniego proboszcza ks. Franciszka Kuligowskiego (1870-1963), archidiakona pułtuskiego, kapelana gimnazjum w Płocku oraz wykładowcy w Seminarium Duchownym w czasie walki młodzieży o język polski w szkołach w latach 1904-1905. Został on z nich usunięty przez władze rosyjskie za szerzenie idei patriotycznych. W 1940 roku był więźniem niemieckiego obozu w Działdowie, z którego - po zwolnieniu - został wysiedlony do Generalnej Guberni. 

 
    Obok kościoła znajduje się plebania wybudowana w latach 1898-1899. 

 

     O współczesnym charakterze gminy Serock decyduje Jezioro Zegrzyńskie - zbiornik retencyjny na Narwi, utworzony dopiero w 1963 roku, wykorzystywany jest przede wszystkim do celów rekreacyjnych oraz jako rezerwuar wody pitnej. Wytyczono tu ścieżki spacerowe i szlaki pieszo-rowerowe wiodące przez urokliwe tereny wśród rezerwatów przyrody, opodal miejsc historycznych i zabytków oraz nadrzeczny bulwar z plażą i kąpieliskiem.

    Cząstkę tych atrakcji przyrodniczo-historycznych chciałam zobaczyć jeszcze przed uroczystością odnowienia przysięgi małżeńskiej.

   
 Wcześniej dowiedziałam się, że w Jadwisinie nieopodal hotelu, w odległości około półtora kilometra znajduje się neoklasycystyczny Pałac Radziwiłłów z końca XIX wieku,
położony na skarpie doliny Narwi otoczony 100 ha parkiem, będący fragmentem kompleksu leśnego - Rezerwatu przyrodniczego Jadwisin.  

    Niestety droga, którą obraliśmy
(ścieżka dydaktyczna krajoznawczo-turystyczna Serock-Jadwisin) nie zaprowadziła nas do pałacu. Poszliśmy bowiem wąziutką dróżką wiodącą brzegiem jeziora poniżej wysokiej, ogrodzonej siatką skarpy. Zdążyłam jedynie zauważyć tablicę z napisem Rezerwat przyrodniczy Jadwisin. 










    Jak się później okazało mniej więcej na wysokości tej tablicy znajdowała się dziewiętnastowieczna, stylem nawiązująca do architektury francuskiej epoki renesansu, odrestaurowana rezydencja Macieja Józefa Radziwiłła (1842–1907) herbu Trąby i jego żony Jadwigi z Krasińskich (1842-1913) herbu Ślepowron. Ponoć nie jest dostępna do zwiedzania, ale w sieci można znaleźć zdjęcia i krótki film na YT.


 

     Mając nadzieję, że może uda nam się wspiąć na górę poszliśmy dalej i po półtora kilometra zorientowaliśmy się, że znajdujemy się już na terenie innego Rezerwatu przyrody Wąwozu Szaniawskiego. 


     Na wysokości hotelu Klub Mila Zegrzynek, do którego można też dojechać autem inną drogą, spostrzegliśmy drogowskaz kierujący do ruin Dworku Szaniawskich. Ryszard marudził, krytykował narzucone przeze mnie szybkie tempo marszu, moją ciekawość zobaczenia kilku betonowych stopni schodów, czyli tego co pozostało po modrzewiowym dworku, od którego dzieliło nas zaledwie kilkadziesiąt metrów. Mając na uwadze jego słabszą kondycję po kilku interwencjach chirurgicznych, dalej poszłam sama ścieżką leśną, położoną nieco wyżej, ale wciąż biegnącą wzdłuż jeziora, szerszą i zarośniętą po obu stronach starymi, okazałymi drzewami liściastymi. 









   
 Dworek wybudowano prawdopodobnie około 1838 roku dla rodziny Stanisława Krasińskiego, właściciela tych terenów. W 1856 roku okoliczny teren wydzierżawiła spółka zbożowa z Warszawy, która  wybudowała tu młyn parowy. Posadę dyrektora objął Zygmunt Szaniawski, ojciec późniejszego pisarza, znanego dramaturga i felietonisty Jerzego Szaniawskiego, który w tym dworze w 1886 roku przyszedł na świat.

    
Młyn spłonął w 1901 roku i nie został odbudowany. W 1914 roku, kiedy majątek przeszedł prawnie na własność Szaniawskich, Zygmunt znalazł inny sposób na działalność gospodarczą - urokliwa okolica była idealna do utworzenia letniska i domki po robotnikach Szaniawscy zamienili na kwatery letniskowe. Zegrzynek odwiedzali znani pisarze i artyści, których nie będę tu wymieniać.

    
Po śmierci rodziców właścicielem Zegrzynka został Jerzy Szaniawski. Pisarz zmarł w 1970 roku, a siedem lat później, 15 września, jego dworek spłonął doszczętnie.
Spłonęła także spuścizna po Szaniawskim, w tym liczne niepublikowane utwory - Szaniawski wspominał, że napisał 77 dramatów, a wydrukowano tylko około 30.  Do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę tam się stało…



    Szaniawski miał 76 lat, kiedy ożenił się z młodszą od siebie o 20 lat malarką Wandą Anitą Szatkowską. - Czy był szczęśliwy w tym związku?  - Zaraz po ślubie Wanda wprowadziła w dworku ostry reżim i jak twierdzą sąsiedzi, męża starała się wszelkimi sposobami odizolować od otoczenia. Zamykała go na przykład w domu, a raz nawet w pobliskim chlewiku. Zdumionemu i spokojnemu pisarzowi tłumaczyła, że to dlatego, żeby ktoś nie wyrządził mu krzywdy…

    
Nie trudno się domyślić, że życie pisarza stało się taką udręką, że pewnego dnia, 1967 roku, próbował utopić się w Narwi. Uratował go łowiący z łodzi w pobliżu znajomy wędkarz. Na początku lat siedemdziesiątych Szaniawski poczuł się bardzo źle. Trafił do szpitala w Warszawie, ale niezrównoważona żona zaraz go wypisała i zawiozła do znajomej w stolicy. Leczyła go własnymi sposobami, karmiąc go między innymi rozpuszczonym gipsem. Szaniawski wkrótce zmarł…

    
Po pogrzebie, dworek w Zegrzynku przejął Zakład Doświadczalny Instytutu Ziemniaka z pobliskiego Jadwisina. Wanda zajmowała kilka niewielkich pomieszczeń. Dom popadał w ruinę, a na każdą próbę jego ratowania Wanda odpowiadała: - Niech tylko ktoś tu przyjdzie, a wszystko podpalę!. I oto wieczorem, 15 września 1977 roku, mieszkańcy Jadwisina zauważyli nad Zegrzynkiem czerwoną łunę. Około godziny 22 na posterunek milicji w Serocku przybiegła Wanda, wołając, że została napadnięta w swoim dworze. Gdy przyjechała straż (po dwóch godzinach!) cały budynek stał w ogniu. Rankiem w wypalonych zgliszczach strażacy znaleźli zwęglone ciała dwóch mężczyzn, którzy prawdopodobnie pijani spowodowali pożar. Jeden z nich ponoć był ślusarzem i wykonywał drobne naprawy, drugi zaś był jego kolegą.
    Śledztwo z braku dowodów umorzono w 1978 roku,
a Wandę Anitę skierowano na obserwację do szpitala psychiatrycznego w Tworkach. Szaniawska zmarła w listopadzie 1991 roku, w wieku 85 lat.

    
Z pięknego dworku nad Narwią pozostały ruiny murowanych piwnic, schody wejściowe i dwa ceglane słupy bramy wjazdowej. W pobliżu schodów stoi tablica informacyjna ze starymi zdjęciami, ławeczki i głaz z tablicą upamiętniającą życie i twórczość pisarza.














    
Nieistniejący dworek można obejrzeć w melodramacie Zabawka Michała Waszyńskiego, nakręconym w 1933 roku i dramacie wojennym Lotna Andrzeja Wajdy z 1959 roku.
    Otaczający ruiny las i wąwóz uznane zostały w 1977 roku za rezerwat przyrody nazwany Wąwozem Szaniawskiego. Nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć tego pofałdowanego terenu, ze względu na ostre światło spłaszczające powierzchnię. Nie widać na nich głębokości jarów.

    
Niewątpliwie, miejsce to skłania do refleksji nad burzliwym i tragicznym losem nie zabiegającego o rozgłos
pisarza, który wybrał ciche życie, wolał las, rzekę, rozmowy z ludźmi,  których nazwiska później trafiały do jego sztuk. 
    Warto przypomnieć sobie tego jednego z najcichszych, a zarazem najbardziej zagadkowych ludzi polskiej literatury XX wieku.


    
Kolejny dzień, obfitował w kolejne wrażenia. Rozpoczęliśmy go wczesnym śniadaniem, później godzinnym relaksem w hotelowym basenie, czasem na kawę i ciasteczko, i wreszcie wspólnym rejsem łodzią turystyczną, który rozpoczął się mniej więcej kwadrans po jedenastej. Jedni wsiedli na statek już przy hotelowej plaży, a drudzy nieco mniej sprawni
(zejście jak wspomniałam było strome) czekali przy pomoście na plaży miejskiej. Tam też kapitan odebrał prowiant na podróż, świeżo usmażone ryby, sałatki, frytki, piwo, wodę. Było nieco chłodniej niż poprzedniego dnia i raczej pochmurnie, ale każdy był zadowolony i wybrał odpowiednie dla siebie miejsce, na dolnym ciepłym pokładzie lub na wietrznym górnym.




















    Myślę, że zarówno Jubilaci jak i zaproszeni goście długo jeszcze wspominać będą miłe, spędzone razem chwile. Zapomniałam dodać, że jubileuszowa kolacja i zabawa trwała do drugiej nad ranem i wszyscy jak widać było po twarzach byli wypoczęci…

 

Serock, 19-20 września 2026 roku