W tym roku Wielkanoc
przypada na 5 kwietnia, zaś
imienny
Ryszarda, które ostatnimi laty spędzaliśmy poza domem, wypadają w Wielki Piątek 3 kwietnia.
Ze względu na bliskość tych dat i zbliżający się termin naszego pobytu w
sanatorium, nie zdecydowaliśmy się tym razem na imieninowy wyjazd.
Jednak, żeby mężowskie święto nie
pozostawało bez echa przypomnę jeden z wcześniejszych wyjazdów imieninowych, do
Giżycka, miasta, w którym byliśmy nie raz i które opisywałam wcześniej pod
tytułem
Wyspa Giżycka - jeziora, kanały, zamek krzyżacki, Twierdza Boyen... Wtedy
Wielkanoc wypadała nieco później - 9 kwietnia.
Zamieszkaliśmy w zamku krzyżackim, posadowionym nad Kanałem Łuczańskim -
historyczną droga wodną, ze słynnym zabytkowym mostem obrotowym, łączącą dwa
wielkie mazurskie jeziora: Niegocin na południu z jeziorem Kisajno na północy.
W czasie naszego pobytu kanał był w przebudowie, planowano
wykonać nowe umocnienia brzegowe, a na odcinkach przeznaczonych do cumowania
odbojnice gumowe i poldery. Na skarpach przygotowywano miejsca pod nowe schodki
zejściowe oraz miejsca wylotów odprowadzających wody opadowe. Sprawne i
przejrzyste informowanie żeglarzy o zmianach i wydarzeniach na szlaku umożliwiać
miały od strony Niegocina i Kisajna nowe ekrany ledowe.
Idąc ulicą Nadbrzeżną śledziliśmy
pracę maszyn umieszczonych między innymi na specjalnych platformach.
Na placu imienia Andrzeja "Balona" Tarasiewicza (1959-1998) uwagę
zwracała tablica upamiętniającą patrona
placu - giżycczanina, człowieka Mazur, instruktora bezpiecznego
nurkowania, miłośnika natury, ratownika WOPR, a także prezesa Klubu Płetwal w
Giżycku...
Pobliski budynek Andrzej Tarasiewicz zaadaptował na
przyjazny dom dla młodzieży, który stał się miejscem spotkań, a także bazą
szkoleniową.
Trochę czasu spędziliśmy na przystani jachtowej Dalba, znajdującej się w
końcowym odcinku ulicy Nadbrzeżnej - początkiem lub jak kto woli końcem Kanału
Łuczańskiego. Kontakt z naturą, słoneczna pogoda mimo silnego wiatru, wprawiała
nas w dobry nastrój.
Z przystani do miejskiej plaży było już niedaleko, a
stamtąd na molo z kładką biegnącą ponad portami Żeglugi Mazurskiej i Ekomariny w stronę ulicy Kolejowej z kładką nad torami oferującą rozległe widoki na miasto.
Ryszard został na dole w Ekomarinie,
ja zaś wjechałam windą na górę, żeby zrobić kilka zdjęć z wyższej perspektywy. Obserwując
okolicę przez wizjer lustrzanki straciłam z oczu Solenizanta i nie wiedziałam,
co robić, czy czekać na niego na kładce czy zbiec do mariny i tam go szukać.
Postanowiłam zostać na górze i stamtąd wypatrywać zguby, która zniknęła wraz z
moim telefonem komórkowym pozostawionym w plecaku. Czas mijał, wiatr hulał, wzburzenie
rosło, nadzieja na odnalezienie się malała!
Zobaczyłam go daleko jak przechodził
przez tory na drugą stronę trakcji kolejowej i zmierzał w stronę kładki. Machałam
ręką, ale on - zodiakalny Byk - jakby mnie nie zauważał, a kiedy już stanęliśmy
oko w oko wygarnął mi, że to ja jestem sprawczynią tego całego nieporozumienia.
Ech, rogacizna zawsze twierdzić będzie, że najlepszą obroną jest atak!
Kontynuowaliśmy spacer po mieście idąc w stronę zamku. Ja jak zawsze z zainteresowaniem przyglądałam się
mijanym obiektom, Ryszard zaś nie widział w nich nic szczególnego: park jak
park, kościół jak kościół, pomnik jak pomnik...
W mieście wiatr nie był już tak
przejmujący jak nad jeziorem a zatem trochę czasu postanowiliśmy spędzić w
parku przy zamku. Na kładce przez Kanał Łuczański spotkaliśmy młodzież szkolną
na pieszej wycieczce, z której dwóch chłopców poprosiło o zrobienia im zdjęcia.
Piękna, słoneczna pogoda sprawiła, że na dłużej zatrzymaliśmy się w amfiteatrze
znajdującym się przy zejściu z kładki.
Podczas tego pobytu skupiliśmy się bardziej na przyjemnościach
oferowanych przez hotel: stylowe wnętrza, wygodne komnaty, relaks w strefie
wellness z basenem, sauną, jacuzzi, restauracja w zamkowej bibliotece z salą
kominkową, oranżerią, stolikami na antresoli w iście romantycznym klimacie oraz
inne atrakcje.
Wieczorem, w dzień imienin Ryszarda delektowaliśmy
się kuchnią, w której szefował Łukasz Siemaszko. Kolacje jak i śniadania były
wyśmienite.
Giżycko,
02-04.04.2023 rok