Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ernest Hemingway. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ernest Hemingway. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2012

Wesołość jest rodzajem odwagi /Ernest Hemingway/



Ernest Hemingway

    Nie tak dawno, bo w lutym ubiegłego roku ukazała się książka Pauli McLain 
"The Paris Wife". Prawa do niej wykupiło 25 państw. Polskie tłumaczenie tej powieści pod tytułem "Madame Hemingway" dostępne było już kilka miesięcy później, bo w październiku tego samego roku.
    Zamysł napisania książki o jakimś pisarzu Paula McLain nosiła od dawna i jak sama mówi, szukała inspiracji. 
    Sięgnęła po "Ruchome święto" Ernesta Hemingwaya - paryski pamiętnik lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Zachwycona tą wyjątkową epoką zaczęła zbierać materiały do powieści, której bohaterem miał zostać Ernest Hemingway i … jego pierwsza żona Hadley Richardson. Paula przeczytała wiele ciekawych biografii najpierw o osiem lat starszej od Ernesta, Hadley, później o samym Erneście, odnalazła przechowywane w Bibliotece Johna F. Kennedy’ego w Bostonie listy miłosne pisane przed ślubem przez Hadley, dokumenty i rękopisy pisarza. I tak powstała "Paryska żona"czy też inaczej "Madame Hemingway" historia wielkiej miłości, opowieść o kobiecie i mężczyźnie, mężczyźnie jakże innym, od tego, którego znamy jako człowieka trudnego w kontaktach, niestroniącego od alkoholu, bijatyk i innych męskich rozrywek…, zaś u Pauli niezwykle ciepłego, wrażliwego i ludzkiego. 
    Książka McLain dała Hadley szansę wyjścia na pierwszy plan, sprawiła, że czytelnik poczuł, jak to jest być żoną człowieka silnego, nadzwyczajnego. Bo czy takim nie był?  Kochali się miłością głęboką, prawdziwą i nieustającą, skrzywdził ją, ale ona kochała go do samego końca. A on? Kiedy w 1961 roku popełnił samobójstwo, w jego maszynie do pisania znaleziono strony "Ruchomego święta", wspomnienie tych niezwykle pięknych lat spędzonych razem w Paryżu, lat przepełnionych czystością, niewinnością, dobrem…

    Miałam okazję dotknąć Ernesta Hemingwaya na Kubie. Tak, tak, dotknąć, bo tak czułam zwiedzając jego posiadłość La Finca Vigia we wsi San Francisco de Paula, kilkanaście kilometrów od Hawany. Pisarz przyjechał na Kubę w 1932 roku na turniej rybacki. Zawody łowienia ryb odbywały się przy użyciu szerokiego oburęcznego miecza.
    Po tym wydarzeniu często pojawiał się na wyspie, a po zakończeniu wojny domowej w Hiszpanii przyjechał do Hawany na dłużej i zatrzymał się w hotelu Ambos Mundos.
W 1939 roku za namową trzeciej żony Marthy Gelhorn wynajął La Finca Vigia, a w grudniu 1940 kupił ją. W 1943 roku sprowadził tu swoją czwarta żonę Mary Welsh.

   Zaglądając do środka tego kolonialnego domu, zaprojektowanego przez katalońskiego architekta Miguela Pascuala y Baguera, na terenie zajmowanym niegdyś przez armię hiszpańską, spacerując po kilkunastohektarowym ogrodzie miałam wrażenie jakbym podglądała ciągle obecnego tam Hemingwaya. Bo czy domy nie są jak ludzie? Mają swój wiek, swoje zmęczenie, swoje szaleństwa… A może nie? Może to ludzie są jak domy, z ich piwnicami, strychami, ścianami i meblami…, z ich wielkimi oknami i szerokimi drzwiami wychodzącymi na piękne ogrody…
   
     Otwarte drzwi i okna zapraszały do środka. Czułam zapach kogoś, kto tam mieszaka, kto, gdzieś przed chwilą ukrył się przede mną i zapraszał do gry w chowanego. Biegałam więc, po pokojach i ogromnym egzotycznym ogrodzie, zatrzymywałam wzrok na drobiazgach, na pustych i tylko co otwartych butelkach z alkoholem, obok których leżał korkociąg z grubą zakrzywioną rączką, pasującą do ręki właściciela domu, wciągałam zapach tlącego się cygara, omiatałam wzrokiem oryginalne meble w salonie: porte-revues (gazetnik), ulubiony fotel, okrągłą pufę, kupioną w Kairze, imponujące głowy zwierząt na ścianach...
    A w jadalni - wielkie kudu, na środku stół, przy którym zasiadali przyjaciele ze wsi San Francisco de Paula, jak również sławy kina i literatury światowej...
    W bibliotece - lew i leopard, płyta Glenna Millera na gramofonie...Debussy, Strawiński, Schubert, Bach i Beethoven..., ponad 8000 książek na półkach, ponad tysiąc listów, cenne trofea myśliwskie...
    A w sypialni - bawół  i antylopa, którą upolował sam, w górach Idazo… Na łóżku porozrzucane książki i czasopisma, na stole - różne przedmioty. A tam wielkie mokasyny z zużytymi podeszwami, ubrania na polowania, kolekcja sztyletów nazistowskich, strzelby, wędki…
    W łazience waga i mnóstwo cyferek na ścianie, codziennie wypisywanych liczb określających ciężar ciała… Obsesja to, czy co - zastanawiałam się.


Kuba - La Finca Vigia - dom pisarza

Taras spowity zielenią przed głównym wejściem do domu pisarza

Widok na jadalnię z salonu. Po prawej porte-revues

Salon i biblioteka. Okrągła pufa kupiona w Kairze.

Na stole korkociąg, popielniczka z cygarem...

Biblioteka

Wybiegam do ogrodu...

    Wiedziona zapachem wybiegam do ogrodu, w nadziei, że właśnie tutaj odnajdę sprawcę zabawy. Każdy zakątek, każda roślina przyciąga swoją oryginalnością. Ale oto, obok domu, na szczycie wzgórza, dostrzegam wieżę. Pozostawiam na chwilę zielone zakątki ogrodu i po wąskich schodkach wchodzę na górę gdzie w przeszklonym pomieszczeniu dostrzegam biurko, a na nim maszynę do pisania Underwood. 
    - Przecież Hemingway nie miał zwyczaju pisać w wieży! 
    Najlepiej lubił pracować w swojej sypialni, gdzie przy stole spędzał godziny pisząc na stojąco, z gołymi stopami, w okularach w metalowej oprawie. Dlaczego pisał stojąc? Odpowiedź wydaje się być prosta! Długie godziny, dnie całe przy biurku w pozycji siedzącej w końcu przyniosły niepożądane dolegliwości - być może ból kręgosłupa, opuchnięte nogi, złe krążenie grożące zatorem - nękające ciało, a w głowie kotłowały się myśli, które chciał przelać na papier. Stąd wszędzie mnóstwo wygodnych foteli i innych siedzisk. Kto wie może alkohol był swojego rodzaju panaceum na dolegliwości ciała i przytłumienie gotującego się umysłu? Sama nie raz mam ochotę podnieść się z wygodnego, obitego skórą, miękkiego krzesła i pracować na stojąco, albo zawiesić nogi gdzieś na suficie. Kto nigdy nie spędzał wieczności przed klawiaturą ten nie jest w stanie zrozumieć!
    W wieży, w witrynie za szkłem, zauważam pierwsze oryginalne wydania książek pisarza. Na ścianach czarno białe fotografie, przy oknie luneta. Ech, był tu przed chwilą – pomyślałam i rozglądał się po okolicy otulonej bujną zwrotnikową roślinnością, słuchał dźwięków ocierających się o siebie i kołyszących na wietrze bambusów, podziwiał Cieśninę Florydzką z tworzącymi się na niej ciepłymi prądami morskimi - Golfstromem...  

W wieży

Wieża. W szklanej witrynie.

Jedna z fotografii zdobiącej ściany w wieży

Część ogrodu przy wejściu do wieży.

Na horyzoncie Cieśnina Florydzka

Idę ścieżką w stronę basenu i łodzi Pilar

    Wychodzę z wieży i ścieżką wśród zieleni pędzę w kierunku basenu i łodzi Pilar

- Co zrobisz z Pilar, jeśli umrę przed tobą? 
  - zapytał pisarz Gregorio Fuentesa.  
- Nigdy nie wypłynę nią w morze. Ustawię łódź opodal twojego domu
  - odpowiedział Fuentes, który razem z Hemingwayem pływał po Morzu Karaibskim i którego uważa się za pierwowzór rybaka Santiago z opowiadania "Stary człowiek i morze".

    Między basenem a łodzią, przy grobach ulubionych zwierząt pisarza, pojawiają się odwiedzające je psy, których w posiadłości ciągle pełno i które żyją tutaj raczej w dostatku, choć na takie nie wyglądają. Turyści karmią je wszelkiego rodzaju delicjami, resztkami z obfitych hotelowych śniadań.

Sławne kobiety pływały tutaj nago

Słynna łódź Hemingwaya Pilar.

W odwiedzinach na psim cmentarzu

Jest ich tutaj jeszcze więcej

    Wdycham powietrze przesycone mnogością zapachów roślin tropikalnych. Zachwyca mnie palma królewska, której prosty i długi jakby odlany z betonu biało szary pień wynosił wachlarz liści gdzieś hen ponad inne drzewa i pieścił w słońcu. Przysiadam na chwilę w gąszczu zieleni i plątaninie korzeni. Co rusz patrzę w niebo, albo nasłuchuję kroków. Teraz mam nadzieję, że to właściciel mnie odnajdzie i otworzy szerokim gestem drzwi domu dla gości, w którym to nie raz przebywali i ci wielcy, i ci maluczcy...

W gąszczu zieleni i plątaninie korzeni

Fragment tropikalnego ogrodu

Dom dla gości

    Ale oto jeszcze jedna niespodzianka, nagroda na koniec zabawy w podchody – stary niebiesko biały Ford z 1957 roku, z tablicą rejestracyjną, z napisem CUBA i numerem HSJ, 124. 
    Ech, gospodarz pomyślał o wszystkim! Użyczył mi nawet swojego samochodu! Wsiadam do tego niezwykle pięknego pojazdu bez dachu i w drogę!

Ford Hemingwaya z 1957 roku

    Jakiż nie bywały smutek zapanował w moim sercu, kiedy musiałam rozstać się z tą baśniową scenerią.
    Rzucając ostatnie spojrzenie na posiadłość Hemingwaya, rozmyślam o tym, o czym pisał w "Pożegnaniu z bronią":

 Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie chcą się złamać, świat zabija. Zabija w równej mierze najlepszych, najdelikatniejszych i najdzielniejszych. Jeżeli nie jesteś żadnym z nich, możesz być pewien, że zabije cię także, ale bez szczególnego pośpiechu.

    Ale to nie był jeszcze koniec mojej przygody z tym niezwykłym człowiekiem. Wiedziona instynktem i nieustającą ciekawością pojechałam jego śladami do małej wioski rybackiej Cojimar, miejsca jakże odmiennego od tego, w którym przed chwilą przebywałam.
   Nad samym morzem, w pobliżu starego hiszpańskiego bastionu Torreon de Cojimar, gdzie Hemingway cumował swoją łódź Pilar, Kubańczycy wznieśli monument z popiersiem pisarza. Jakby nie było mieszkał tutaj 21 lat i opisywał ich codzienne losy.

Na tle starego hiszpańskiego bastionu Torreon de Cojimar

W stronę morza

     A oto i La Terrazza, ulubiona tawerna, w której powstał pomysł napisania opowiadania "Stary człowiek i morze". Ściany lokalu zdobią fotografie Papy Ernesta Hemingwaya, w rogu z widokiem na morze stoi nakryty stół, gotowy na przyjęcie swojego stałego bywalca…
    Zaglądam do menu: jak na kubańskie standardy zawiera sporo propozycji z owocami morza, a za   przyjemność obcowania z historią trzeba drogo zapłacić...
    Zamawiam niebieski koktajl Gregorio Fuentes i zatapiam się w kubańskich rytmach, zachwycających wyrafinowanymi formami muzycznymi - fuzja smutnej kolonialnej przeszłości i socjalistycznego rygoru...

La Terrazza de Cojimar - w oczekiwaniu na Hemingwaya

Zakończony połów marlina - jedna z fotografii w La Terrazza

Zamawiam koktajl Gregorio Fuentes

Przyjemny w smaku, z dużą ilością lodu....

Guajira Guantanamera...

Wesołość jest rodzajem odwagi /EH/

    Do moich uszu dociera melodia "Guajira Guantanamera" (Dziewczyna z Guantanamo) - najbardziej znana na Kubie pieśń skomponowana w latach dwudziestych minionego stulecia, przez Joseito Fernandeza do słów poematu Versos Sencillos, napisanego przez Jose Marti.
    Poddaję się hipnotyzującej i porywającej muzyce kubańskiej...Czas na salsę...

Wesołość jest rodzajem odwagi. /EH/

Wspomnienie z podróży z 21 listopada 2010 roku