cd Półwysep Inishowen przypomina mi kształtem lejek, który jak sama nazwa wskazuje ułatwia wlewanie płynów do rozmaitych pojemników i zbiorników z wąskim przelotem. Ten jednak lejek działa inaczej, zasysająco. Wcina się w wyspę wyrzynając w niej dwie zatoki Lough Swilly i Lough Foyle - dwa wielkie estuaria, w których mieszają się słodkie wody rzeczne ze słonymi wodami zatok podczas cyklicznych pływów Oceanu Atlantyckiego.
W dolnej części owego geograficznego lejka, po jego lewej stronie leży Buncrana, po prawej zaś Derry. Dwa miasta dzieli niewielka odległość, zaledwie szesnaście mil, około pół godziny jazdy samochodem drogą R238.
Derry to drugie co do wielkości miasto Irlandii Północnej. Leży nad rzeką Foyle, która kształtem przypomina długą rurkę kolejnego geograficznego lejka i jest jakby przedłużeniem zatoki Lough Foyle.
Nazwa miasta od ponad czterystu lat budzi wielkie emocje mieszkańców, prowokuje nieustanne konflikty i krwawe starcia miedzy katolikami a protestantami. Nigdzie nie widziałam oficjalnej nazwy Londonderry, której przedrostek ciągle wymazywany jest przez jej przeciwników. Natomiast poza Irlandią Północną wszędzie na drogowskazach widnieje najpierw Doire - co w języku irlandzkim znaczy dąb (las dębowy), a pod spodem Derry.
- No i jak to się ma do setek lat doświadczeń okupionych morzem krwi jednych i drugich?
- Co dzisiaj powiedziałby na to jeden z głównych patronów Zielonej Wyspy, potomek Nialla, królewskiego rodu Ui Neil święty Kolumba, którego irlandzkie imię ma wymowną treść, bowiem Columcille (Colum Cille) oznacza Gołębia Kościoła? - To właśnie on, około połowy szóstego wieku założył pierwszy chrześcijański klasztor w Derry.
Sześćset lat później, w dwunastym stuleciu, Flaitbertach Ó Brolchain, opat owego klasztoru rozpoczął budowę wspaniałej świątyni Teampall Mór, co przyczyniło się do wytyczenia granic nowej diecezji, przeniesienia siedziby biskupiej do Derry i ustanowienia Teampall Mór katedrą diecezjalną, którą była przez trzysta lat.
W drugiej połowie szesnastego wieku świątynię uszkodził ponoć jakiś przypadkowy wybuch, a w tysiąc sześćsetnym roku Sir Henry Docwra, na czele czterech tysięcy zbrojnych zajął miasto, zburzył katedrę, a z pozyskanego kamienia wzniósł mury obronne, angielskiej, najdalej wysuniętej na zachód twierdzy.
Na początku siedemnastego stulecia do twierdzy zaczęła napływać ludność protestancka z Londynu i zasiedlać się wewnątrz fortecy nadając jej nazwę Londonderry. Pod koniec owego wieku protestanci odparli atak katolików. Wydarzenie to każdego roku upamiętniane jest przez nich marszami prowokującymi kolejne konflikty wyznaniowe. Zapewne wielu z nas pamięta Krwawą Niedzielę w katolickiej dzielnicy Bogside.
Dzisiaj, media naprzemiennie używają obu nazw, jednego dnia na przykład na autobusach można zobaczyć napis Derry, drugiego Londonderry.
Nowe dzielnice, katolicka Bogside i protestancka Waterside wylały się poza obręb doskonale zachowanych murów o długości półtora kilometra i wysokości dochodzącej nawet do dwunastu metrów. Do starego miasta można wejść przez jedną z czterech bram i obejść je wałem z bastionami uzbrojonymi w armaty pochodzące z pierwszej połowy siedemnastego wieku.
Jako, że wróg nigdy nie wdarł się do cytadeli, nazwano ją dziewiczą The Maiden City. Wewnątrz murów zachowało się wiele zabytków, ciekawy jest układ krzyżujących się pod kątem prostym ulic i plac The Diamond po środku.
Z murów roztacza się widok na obie dzielnice, katolicką po stronie zachodniej rzeki Foyle i protestancką po stronie wschodniej. W katolickiej, Irlandczycy mają w zwyczaju wywieszać flagi w barwach narodowych Irlandii, protestanci zaś malują uliczne krawężniki w kolorach flagi angielskiej. Na murach w obu dzielnicach nie brakuje prowokujących malowideł. Na jednym z murali w Waterside widnieje napis, który można przetłumaczyć mniej więcej tak: Lojaliści z zachodniego brzegu Londonderry nadal w oblężeniu nigdy nie poddadzą się.
- Ech! Ta ciągła gotowość walki, ta nie mająca końca nienawiść jednych do drugich!
- A ja?
No cóż, jako katoliczka swoją wizytę w mieście rozpoczęłam od zwiedzania neogotyckiej, rzymskokatolickiej Katedry świętego Eugeniusza konsekrowanej po raz pierwszy w drugiej połowie dziewiętnastego wieku i po raz drugi w kwietniu tysiąc dziewięćset trzydziestego szóstego, po zakończonej rozbudowie kościoła wzbogaconej o strzelistą wieżę i spłacie wszystkich długów.
Kolejną renowację świątyni, oczyszczanie murów zewnętrznych i reorganizację wnętrza przeprowadzono pod koniec ubiegłego stulecia...
Do Derry pojechaliśmy w poniedziałek, dwudziestego czwartego marca. To był szósty dzień mojego pobytu na Półwyspie Inishowen, dzień deszczowy i bardzo, bardzo wietrzny. Pamiętam kiedy wjechaliśmy autem na plac katedralny, a właściwie starannie utrzymany park na wzgórzu, wiał silny wiatr pędzący ciężkie deszczowe chmury.
Po przyjeździe do Irlandii, od razu na samym początku otrzymałam kilka instrukcji - powiedziano co mi wolno, a czego mi nie wolno, a więc nie wolno było wsiadać do samochodu dwóm osobom naraz, najpierw wsiadała jedna osoba i zamykała za sobą drzwi, później druga. Przestrzegałam instrukcji, ale na placu przed katedrą zanim zdążyłam otworzyć drzwi stał już za nimi mój Anioł Stróż i gdyby ich nie przytrzymał z drugiej strony, zapewne porywisty wiatr wyrwał by mi je z ręki.
Ech! Te irlandzkie przeciągi! A wiecie, że nawet okna w domach otwierają się celowo ze stopniowanym oporem. Nie mam pojęcia jaki mechanizm mają wbudowany, że trzeba użyć niewielkiej siły, żeby ustąpiły.
Pogoda nie poprawiła się ani wieczorem, ani nocą, wiało jeszcze gwałtowniej.
Siedzieliśmy w saloniku, a właściwie w domowym kinie i oglądaliśmy kolejny odcinek amerykańskiej adaptacji angielskiego mini serialu House of Cards.
W pewnym momencie siła wiatru wzmagana bębniącym o szyby okienne deszczem była tak ogromna, że nie słyszeliśmy dialogów, ani nawet siebie. Ale dla nas żywioł nie stanowił zagrożenia. Gospodarz wciśnięty w ogromny skórzany biały fotel pykał spokojnie fajeczkę, a ja z nogami podwiniętymi siedziałam na kanapie obitej tą sama materią, wpatrywałam się w ogień buzujący w kominku i sączyłam irlandzką bushmills whiskey. Po chwili wróciliśmy do naszego serialu nad którym dyskutowaliśmy do późnej nocy. Finezyjne intrygi, oszustwa, niezwykle silne osobowości, sposoby jakimi politycy pną się na szczyt po władzę i pokonują kolejne szczeble posuwając się nawet do zbrodni podgrzewały atmosferę...
Derry - Londonderry - mury twierdzy
Plac The Diamond wewnątrz murów obronnych
Katedra Kościoła anglikańskiego świętego Kolumba
Uliczki i budowle wewnątrz murów obronnych
Widok na Bogside - dzielnicę katolicką z Katedrą świętego Eugeniusza
Widok na Waterside
Wnętrze St Eugene's Cathedral
Poza murami
Wokół supermarketu nad rzeką Foyle
cdn