W Albi - miasto w południowej Francji, w
regionie Oksytanii - nade wszystko chciałam zobaczyć ufortyfikowaną,
imponujących rozmiarów gotycką katedrę świętej Cecylii z warowną niegdyś
siedzibą biskupią de la Berbie - obecnie muzeum mieszczące największy na świecie zbiór prac, urodzonego w
Albi Toulouse-Lautreca - ponad tysiąc obrazów, rysunków, litografii, szkiców, plakatów.
Na początku zaznaczę, że 31 lipca
2010 roku, średniowieczne cité, z katedrą świętej Cecylii, pałacem
biskupim de la Berbie, kolegiatą i klasztorem Saint-Salvi, brzegami rzeki Tarn,
starym mostem (pont Vieux) i innymi historycznymi zabytkami, zostało wpisane na
listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Wyjaśnię także znaczenie terminu albigeois (albigensi) - wyraz pisany dużą literą oznacza mieszkańców Albi (les Albigeois), pisany małą członków ruchu religijnego (albigeois - podobnie jak chrześcijanie czy muzułmanie). Pisownia taka pozwala odróżnić czasy wojen albigeńskich, zwanych także krucjatą przeciw albigensom albo krucjatą katarską - dwudziestoletnią kampanię wojskową (1209–1229) zainicjowaną przez Kościół rzymskokatolicki w celu walki z herezją, której winni być mieli przede wszystkim katarzy (albigensi) z Langwedocji oraz, w mniejszym stopniu, waldensi. Zarówno o jednych jak i drugich wspominałam na blogu kilka razy.
Termin albigensi, przyjął się od obecności tego ruchu w Alibi i okolicach, a także od soboru kościelnego (1176), który miał miejsce w pobliżu miasta i na którym doktrynę katarów (z języka greckiego καθαροί katharoi - czyści) głoszącą ideę ubóstwa, skierowaną przeciw ustrojowi feudalnemu i hierarchii kościelnej określono mianem największej dualistycznej herezji średniowiecza.
Zyskujące coraz więcej zwolenników w całej Oksytanii (do 2016 roku dwa regiony Langwedocja-Roussillon i Midi-Pireneje) odmienne spojrzenie na religię chrześcijańską nie podobało się papieżom, mimo iż popierali je baronowie i hrabia Tuluzy Rajmund V.
W 1209 roku Innocenty III ogłosił przeciw albigensom krucjatę, której dowodził wyjątkowo okrutny i bezwzględny Szymon z Montfort. Cały obszar będący pod wpływem katarów został podbity do roku 1229, a ostatecznym ciosem dla przeciwników papieża była zainstalowana w Langwedocji w roku 1233 Inkwizycja. Opór i powstania trwały jeszcze do roku 1255, kiedy upadła twierdza Quéribus, natomiast katarzy byli tropieni i prześladowani dopóki słuch o nich nie zaginął - we Francji w połowie XIV wieku, a we Włoszech w wieku XV.
Jadąc w ten region Francji warto przypomnieć sobie jego burzliwą historię nie pomijając szczegółów dotyczących Albi - miasta powstałego już w czasach starożytnych, które słynie ze swoich ceglanych budowli i wspólnie z Tuluzą (tutaj, tutaj) i Montauban (tutaj) zaliczane jest do tak zwanych villes roses (różowych miast). Materiał (glinę) nadający budowlom kolory od jasnoróżowego do ciemnej pomarańczy pozyskiwano z rzeki Tarn. Najpiękniejsze odcienie różu wydobywają z ceglanych murów promienie słoneczne. Podczas moich podróży, słonecznie było, i w Tuluzie, i w Montauban, natomiast w Albi pierzyna jasnych chmur przesłaniała niebo i padał drobny deszcz. Taka pogoda chyba po raz pierwszy wprawiła mnie w kiepski nastrój. Nie dość, że mżyło to jeszcze zapełniła mi się karta pamięci w aparacie, której na deszczu zmienić nie mogłam. Dopiero w katedrze wyszperałam nową kartę z plecaka.
Tego dnia kiepski humor mnie nie opuszczał. Świątynia w godzinach przedpołudniowych wypełniona była po brzegi. Tłumy zwiedzających uniemożliwiały swobodne robienie zdjęć, a o skupieniu na modlitwie nie było mowy. Z miernym skutkiem fotografowałam tylko wyższe partie katedry. Mniej ludzi, być może ze względu na płatne wejście, znajdowało się w lektorium. A warto było tam wejść, ponieważ zabytków tego typu zachowało się kilka - we Francji dwa. Ten w Albi nie ma sobie równych, zaś ten w Paryżu, w kościele Saint-Étienne-du-Mont jest znacznie skromniejszy i zajmuje mniejszą przestrzeń. W czasach nowożytnych, zgodnie z zaleceniami soboru trydenckiego lektoria zostały w większości rozebrane, a ich funkcję jako miejsca wygłaszania kazania przejęła ambona.
Ogromna, obronna, ceglana bryła, gotyckiej katedry świętej Cecylii (o świętej Cecylii tutaj) górującej nad miastem, zdaje się przypominać każdemu o sile i potędze Kościoła, symbolu triumfu papiestwa nad ruchami schizmatyckimi. Inicjatorem budowy świątyni, rozpoczętej w 1282 roku, był biskup, dominikanin Bernard III de Castanet (ok 1240-1317), inkwizytor Langwedocji i wice inkwizytor Francji, zwalczający ruch heretyckich albigensów (w swojej diecezji prowadził dwie serie procesów inkwizycyjnych przeciwko heretykom, w latach 1286-1287, a następnie w latach 1299-1300).
Pominę opis tej przypominającej cytadelę, monumentalnej budowli, pozbawionej koronkowych gotyckich dekoracji, do której w piętnastym wieku, do południowego surowego muru dobudowano baldachim - imponujący portal z przedsionkiem.
Przyjrzyjmy się jednej z największych ceglanych świątyń na świecie.
Surowe i proste mury zewnętrzne
kontrastują z niezwykle bogatym jednonawowym wnętrzem pozbawionym transeptu. Do
nawy przylega z obu stron dwanaście kaplic, natomiast od wschodu pięć kaplic
otacza wieńcem absydę. Eksplozja barw, w świątyni udekorowanej misternymi
rzeźbami, witrażami oraz renesansowymi freskami scen biblijnych wprawia w
zachwyt każdego. Imponujących rozmiarów, zajmujących powierzchnię dwustu
siedemdziesięciu metrów kwadratowych ślepego muru od strony zachodniej, pod
organami, jest przedstawienie Sądu Ostatecznego
- największy średniowieczny fresk w południowej Francji. Obraz malowany temperą
wyróżnia trzy rejestry: niebo, ziemię i piekło gdzie w przedziałach poświęconym
siedmiu grzechom głównym gestykulują bezbożnicy.
Co ciekawe, prace malarskie na powierzchni osiemnastu i pół tysiąca metrów kwadratowych, wykonało kilkudziesięciu znakomitych artystów włoskich w zawrotnym tempie między 1509 a 1512 rokiem. O mistrzowskim zaangażowaniu w to zdumiewające dzieło niech świadczy fakt, że freski przetrwały do dziś bez żadnych prac konserwatorskich, zachowując świeżość barw!
Warto także zwrócić uwagę na geometryczne zwieńczenia okien, czyli maswerki. Te w Albi są uznawane za najlepszy przykład późnogotyckiej architektury.

Katedra w Albi jest jednym z niewielu kościołów i jedyną francuską katedrą pod wezwaniem Cecylii z Rzymu. Relikwie Świętej, w 1466 roku, przywiózł z Rzymu biskup Jean Jouffroy. Szkatuła ze szczątkami męczennicy, patronki chórzystów, lutników, muzyków, organistów, zespołów wokalno-muzycznych wystawiana jest każdego 22 listopada.
O władzy i bogactwie tutejszych biskupów świadczy wybudowany w sąsiedztwie katedry pałac biskupi, pierwotnie twierdza, która swoją funkcję obronną straciła w siedemnastym wieku. Wtedy to rozebrano mury kurtynowe i na stromej skarpie rzeki Tarn założono malowniczy ogród. Jedynymi elementami dekoracyjnymi są wysokie wieżyczki, ozdobne boniowania wokół okien oraz portal okalający bramę wjazdową. Dzięki ustawie z 9 grudnia 1905 roku, o rozdziale Kościołów od Państwa możliwe było przekształcenie biskupiej rezydencji Palais de la Berbie w muzeum.
W 1922 roku, dwadzieścia jeden lat po śmierci Henri de Toulouse-Lautreca, Maurice Joyant bliski przyjaciel artysty, protektor i marszand, chcąc ocalić dla potomnych i zaprezentować w jak najlepszym świetle bogatą spuściznę po Albigensie, za zgodą hrabiny Adèle de Toulouse-Lautrec, przekazał niezbędne środki na utworzenie muzeum oraz wspaniałą kolekcję jego obrazów, podjął także próbę skatalogowania dzieł malarza i napisał jego pierwszą biografię.
Na teren byłej siedziby biskupiej weszłam przez bramę, po bokach której wisiały dwie fotografie Henri de Toulouse-Lautreca. W pierwszej sali śmiało zrobiłam pierwsze i ostatnie zdjęcie! Jak się okazało nie miałam takiego prawa - na zakaz robienia zdjęć zwrócił mi uwagę pracownik muzeum!
Byłam zrozpaczona widząc tak bogatą kolekcję dzieł Lautreca - dobrze opisaną i zaprezentowaną okresami. O tym, że Henri malował konie nie wiedziałam - zachwycona studium głowy końskiej kupiłam jej reprodukcję w sklepiku z pamiątkami. Moją rozpacz złagodziła możliwość fotografowania plansz z opisem obrazów i notkami biograficznymi artysty.
Inne sale w pałacu mogłam już bez
problemu fotografować.
Wybrałam się także do tej części miasta, w której Henri de Toulouse-Lautrec się urodził. Popatrzmy zatem na stare klimatyczne uliczki, na dom, w którym w niespokojną burzową noc przyszedł na świat.
Kolegiata Saint-Salvi to najstarszy kościół, wzniesiony w szóstym wieku, na cześć pierwszego biskupa Albi świętego Salvi. Świątynia o niejednolitym wyglądzie, efekt długich przekształceń prowadzonych od XI do XVIII wieku, odzwierciedla modę w budownictwie - langwedocką sztukę romańską i architekturę gotycką. Różnica stylów widoczna jest chociażby w użytym materiale, kamień dla starszej, różowa cegła dla nowszej konstrukcji.
Dwunastowieczny krużganek otaczają piękne stare domy niegdyś rezydencje kanoników. Dzwonnica to wieża, której bazę datuje się na jedenasty wiek i której pierwsze piętro jest gotyckie. Szczyt wieży zwieńczony jest ceglaną koroną z wieżyczką strażniczą o florenckim wyglądzie. Największą jednak uwagę skupiłam na wirydarzu, dobrze utrzymanym, kwiatowo-ziołowo-warzywnym ogrodzie wewnątrz kompleksu budynków.
W jedenastym wieku, po wybudowaniu Pont Vieux - mostu dobrze widocznego z tarasów pałacu biskupiego - rozpoczęto pobór opłat za przeprawę przez rzekę Tarn. Nowe przedsięwzięcie spowodowało dynamiczny rozwój miasta, które bardzo szybko stało się jednym z ważniejszych ośrodków handlowych w regionie.
Kolejny okres rozkwitu Albi przeżywało w latach 1450-1560, dzięki uprawie i handlowi rośliną zwaną urzetem barwierskim (Isatis tinctoria), z której otrzymywano niebieski barwnik indygo. Roślina, kwitnąca drobnymi, żółtymi kwiatkami przyczyniła się do zamożności całego regionu wraz z Tuluzą.
Od 1850 do 1930 Albi było głównym ośrodkiem produkcji kapeluszy we Francji. Niestety pierwsza wojna światowa i zmieniająca się moda spowodowały upadek tej branży w mieście, co nie znaczy, że tradycja sprzedaży tego nakrycia głowy zanikła.
Kolejną ciekawą postacią historyczną jest urodzony w okolicach Albi Jean-François de Galaup comte de La Pérouse (1741-1788) - francuski oficer marynarki, żeglarz, odkrywca i naukowiec. Hrabia przeszedł do historii jako dowódca francuskiej wyprawy odkrywczo-geograficznej, wysłanej przez króla Francji Ludwika XVI pod koniec osiemnastego wieku na Pacyfik, z poleceniem zbadania nieznanych dotąd rejonów tego oceanu.
Na wyprawę przygotowano duże i nowoczesne statki Boussole i Astrolabe, wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt badawczy i nawigacyjny. Na pokładach znalazło się wielu uczonych różnych dyscyplin oraz zespół grafików i malarzy. Misja nie miała zadania dokonania podbojów, oprócz badań nastawiona była na nawiązanie kontaktów z tubylcami - stąd w ładowniach okrętów znalazło się wiele europejskich roślin, których uprawy zamierzano ich nauczyć.
Początkowo wyprawa La Pérouse’a przebiegała niemal w komfortowych warunkach. Później słuch o niej zaginął i do roku 1829 nie było wiadomo, co się stało ze statkami i ich załogami. Późniejsze badania archeologiczne szczątków wraków i legendy przekazywane w pieśniach tubylców dają dzisiaj dość pewny obraz tego, że wyprawa rozbiła się na rafach atolu Vanikoro w grupie Wysp Santa Cruz, a cała załoga została zjedzona przez tubylców.
Na cześć La Pérouse’a została nazwana jedna z cieśnin łączących Morze Japońskie z Pacyfikiem. Swojego Albigensa uczcili także mieszkańcy Albi wystawiając mu okazały pomnik na jednym z wielu zielonych skwerów o nazwie Lapérouse.
Na koniec kilka migawek z tego urokliwego różowego miasta położonego w południowej Francji.
Albi, 8 września 2016 roku
Wyjaśnię także znaczenie terminu albigeois (albigensi) - wyraz pisany dużą literą oznacza mieszkańców Albi (les Albigeois), pisany małą członków ruchu religijnego (albigeois - podobnie jak chrześcijanie czy muzułmanie). Pisownia taka pozwala odróżnić czasy wojen albigeńskich, zwanych także krucjatą przeciw albigensom albo krucjatą katarską - dwudziestoletnią kampanię wojskową (1209–1229) zainicjowaną przez Kościół rzymskokatolicki w celu walki z herezją, której winni być mieli przede wszystkim katarzy (albigensi) z Langwedocji oraz, w mniejszym stopniu, waldensi. Zarówno o jednych jak i drugich wspominałam na blogu kilka razy.
Termin albigensi, przyjął się od obecności tego ruchu w Alibi i okolicach, a także od soboru kościelnego (1176), który miał miejsce w pobliżu miasta i na którym doktrynę katarów (z języka greckiego καθαροί katharoi - czyści) głoszącą ideę ubóstwa, skierowaną przeciw ustrojowi feudalnemu i hierarchii kościelnej określono mianem największej dualistycznej herezji średniowiecza.
Zyskujące coraz więcej zwolenników w całej Oksytanii (do 2016 roku dwa regiony Langwedocja-Roussillon i Midi-Pireneje) odmienne spojrzenie na religię chrześcijańską nie podobało się papieżom, mimo iż popierali je baronowie i hrabia Tuluzy Rajmund V.
W 1209 roku Innocenty III ogłosił przeciw albigensom krucjatę, której dowodził wyjątkowo okrutny i bezwzględny Szymon z Montfort. Cały obszar będący pod wpływem katarów został podbity do roku 1229, a ostatecznym ciosem dla przeciwników papieża była zainstalowana w Langwedocji w roku 1233 Inkwizycja. Opór i powstania trwały jeszcze do roku 1255, kiedy upadła twierdza Quéribus, natomiast katarzy byli tropieni i prześladowani dopóki słuch o nich nie zaginął - we Francji w połowie XIV wieku, a we Włoszech w wieku XV.
Jadąc w ten region Francji warto przypomnieć sobie jego burzliwą historię nie pomijając szczegółów dotyczących Albi - miasta powstałego już w czasach starożytnych, które słynie ze swoich ceglanych budowli i wspólnie z Tuluzą (tutaj, tutaj) i Montauban (tutaj) zaliczane jest do tak zwanych villes roses (różowych miast). Materiał (glinę) nadający budowlom kolory od jasnoróżowego do ciemnej pomarańczy pozyskiwano z rzeki Tarn. Najpiękniejsze odcienie różu wydobywają z ceglanych murów promienie słoneczne. Podczas moich podróży, słonecznie było, i w Tuluzie, i w Montauban, natomiast w Albi pierzyna jasnych chmur przesłaniała niebo i padał drobny deszcz. Taka pogoda chyba po raz pierwszy wprawiła mnie w kiepski nastrój. Nie dość, że mżyło to jeszcze zapełniła mi się karta pamięci w aparacie, której na deszczu zmienić nie mogłam. Dopiero w katedrze wyszperałam nową kartę z plecaka.
Tego dnia kiepski humor mnie nie opuszczał. Świątynia w godzinach przedpołudniowych wypełniona była po brzegi. Tłumy zwiedzających uniemożliwiały swobodne robienie zdjęć, a o skupieniu na modlitwie nie było mowy. Z miernym skutkiem fotografowałam tylko wyższe partie katedry. Mniej ludzi, być może ze względu na płatne wejście, znajdowało się w lektorium. A warto było tam wejść, ponieważ zabytków tego typu zachowało się kilka - we Francji dwa. Ten w Albi nie ma sobie równych, zaś ten w Paryżu, w kościele Saint-Étienne-du-Mont jest znacznie skromniejszy i zajmuje mniejszą przestrzeń. W czasach nowożytnych, zgodnie z zaleceniami soboru trydenckiego lektoria zostały w większości rozebrane, a ich funkcję jako miejsca wygłaszania kazania przejęła ambona.
Ogromna, obronna, ceglana bryła, gotyckiej katedry świętej Cecylii (o świętej Cecylii tutaj) górującej nad miastem, zdaje się przypominać każdemu o sile i potędze Kościoła, symbolu triumfu papiestwa nad ruchami schizmatyckimi. Inicjatorem budowy świątyni, rozpoczętej w 1282 roku, był biskup, dominikanin Bernard III de Castanet (ok 1240-1317), inkwizytor Langwedocji i wice inkwizytor Francji, zwalczający ruch heretyckich albigensów (w swojej diecezji prowadził dwie serie procesów inkwizycyjnych przeciwko heretykom, w latach 1286-1287, a następnie w latach 1299-1300).
Pominę opis tej przypominającej cytadelę, monumentalnej budowli, pozbawionej koronkowych gotyckich dekoracji, do której w piętnastym wieku, do południowego surowego muru dobudowano baldachim - imponujący portal z przedsionkiem.
Przyjrzyjmy się jednej z największych ceglanych świątyń na świecie.
Co ciekawe, prace malarskie na powierzchni osiemnastu i pół tysiąca metrów kwadratowych, wykonało kilkudziesięciu znakomitych artystów włoskich w zawrotnym tempie między 1509 a 1512 rokiem. O mistrzowskim zaangażowaniu w to zdumiewające dzieło niech świadczy fakt, że freski przetrwały do dziś bez żadnych prac konserwatorskich, zachowując świeżość barw!
Warto także zwrócić uwagę na geometryczne zwieńczenia okien, czyli maswerki. Te w Albi są uznawane za najlepszy przykład późnogotyckiej architektury.
Katedra w Albi jest jednym z niewielu kościołów i jedyną francuską katedrą pod wezwaniem Cecylii z Rzymu. Relikwie Świętej, w 1466 roku, przywiózł z Rzymu biskup Jean Jouffroy. Szkatuła ze szczątkami męczennicy, patronki chórzystów, lutników, muzyków, organistów, zespołów wokalno-muzycznych wystawiana jest każdego 22 listopada.
O władzy i bogactwie tutejszych biskupów świadczy wybudowany w sąsiedztwie katedry pałac biskupi, pierwotnie twierdza, która swoją funkcję obronną straciła w siedemnastym wieku. Wtedy to rozebrano mury kurtynowe i na stromej skarpie rzeki Tarn założono malowniczy ogród. Jedynymi elementami dekoracyjnymi są wysokie wieżyczki, ozdobne boniowania wokół okien oraz portal okalający bramę wjazdową. Dzięki ustawie z 9 grudnia 1905 roku, o rozdziale Kościołów od Państwa możliwe było przekształcenie biskupiej rezydencji Palais de la Berbie w muzeum.
W 1922 roku, dwadzieścia jeden lat po śmierci Henri de Toulouse-Lautreca, Maurice Joyant bliski przyjaciel artysty, protektor i marszand, chcąc ocalić dla potomnych i zaprezentować w jak najlepszym świetle bogatą spuściznę po Albigensie, za zgodą hrabiny Adèle de Toulouse-Lautrec, przekazał niezbędne środki na utworzenie muzeum oraz wspaniałą kolekcję jego obrazów, podjął także próbę skatalogowania dzieł malarza i napisał jego pierwszą biografię.
Na teren byłej siedziby biskupiej weszłam przez bramę, po bokach której wisiały dwie fotografie Henri de Toulouse-Lautreca. W pierwszej sali śmiało zrobiłam pierwsze i ostatnie zdjęcie! Jak się okazało nie miałam takiego prawa - na zakaz robienia zdjęć zwrócił mi uwagę pracownik muzeum!
Byłam zrozpaczona widząc tak bogatą kolekcję dzieł Lautreca - dobrze opisaną i zaprezentowaną okresami. O tym, że Henri malował konie nie wiedziałam - zachwycona studium głowy końskiej kupiłam jej reprodukcję w sklepiku z pamiątkami. Moją rozpacz złagodziła możliwość fotografowania plansz z opisem obrazów i notkami biograficznymi artysty.
Wybrałam się także do tej części miasta, w której Henri de Toulouse-Lautrec się urodził. Popatrzmy zatem na stare klimatyczne uliczki, na dom, w którym w niespokojną burzową noc przyszedł na świat.
Kolegiata Saint-Salvi to najstarszy kościół, wzniesiony w szóstym wieku, na cześć pierwszego biskupa Albi świętego Salvi. Świątynia o niejednolitym wyglądzie, efekt długich przekształceń prowadzonych od XI do XVIII wieku, odzwierciedla modę w budownictwie - langwedocką sztukę romańską i architekturę gotycką. Różnica stylów widoczna jest chociażby w użytym materiale, kamień dla starszej, różowa cegła dla nowszej konstrukcji.
Dwunastowieczny krużganek otaczają piękne stare domy niegdyś rezydencje kanoników. Dzwonnica to wieża, której bazę datuje się na jedenasty wiek i której pierwsze piętro jest gotyckie. Szczyt wieży zwieńczony jest ceglaną koroną z wieżyczką strażniczą o florenckim wyglądzie. Największą jednak uwagę skupiłam na wirydarzu, dobrze utrzymanym, kwiatowo-ziołowo-warzywnym ogrodzie wewnątrz kompleksu budynków.
W jedenastym wieku, po wybudowaniu Pont Vieux - mostu dobrze widocznego z tarasów pałacu biskupiego - rozpoczęto pobór opłat za przeprawę przez rzekę Tarn. Nowe przedsięwzięcie spowodowało dynamiczny rozwój miasta, które bardzo szybko stało się jednym z ważniejszych ośrodków handlowych w regionie.
Kolejny okres rozkwitu Albi przeżywało w latach 1450-1560, dzięki uprawie i handlowi rośliną zwaną urzetem barwierskim (Isatis tinctoria), z której otrzymywano niebieski barwnik indygo. Roślina, kwitnąca drobnymi, żółtymi kwiatkami przyczyniła się do zamożności całego regionu wraz z Tuluzą.
Od 1850 do 1930 Albi było głównym ośrodkiem produkcji kapeluszy we Francji. Niestety pierwsza wojna światowa i zmieniająca się moda spowodowały upadek tej branży w mieście, co nie znaczy, że tradycja sprzedaży tego nakrycia głowy zanikła.
Kolejną ciekawą postacią historyczną jest urodzony w okolicach Albi Jean-François de Galaup comte de La Pérouse (1741-1788) - francuski oficer marynarki, żeglarz, odkrywca i naukowiec. Hrabia przeszedł do historii jako dowódca francuskiej wyprawy odkrywczo-geograficznej, wysłanej przez króla Francji Ludwika XVI pod koniec osiemnastego wieku na Pacyfik, z poleceniem zbadania nieznanych dotąd rejonów tego oceanu.
Na wyprawę przygotowano duże i nowoczesne statki Boussole i Astrolabe, wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt badawczy i nawigacyjny. Na pokładach znalazło się wielu uczonych różnych dyscyplin oraz zespół grafików i malarzy. Misja nie miała zadania dokonania podbojów, oprócz badań nastawiona była na nawiązanie kontaktów z tubylcami - stąd w ładowniach okrętów znalazło się wiele europejskich roślin, których uprawy zamierzano ich nauczyć.
Początkowo wyprawa La Pérouse’a przebiegała niemal w komfortowych warunkach. Później słuch o niej zaginął i do roku 1829 nie było wiadomo, co się stało ze statkami i ich załogami. Późniejsze badania archeologiczne szczątków wraków i legendy przekazywane w pieśniach tubylców dają dzisiaj dość pewny obraz tego, że wyprawa rozbiła się na rafach atolu Vanikoro w grupie Wysp Santa Cruz, a cała załoga została zjedzona przez tubylców.
Na cześć La Pérouse’a została nazwana jedna z cieśnin łączących Morze Japońskie z Pacyfikiem. Swojego Albigensa uczcili także mieszkańcy Albi wystawiając mu okazały pomnik na jednym z wielu zielonych skwerów o nazwie Lapérouse.
Na koniec kilka migawek z tego urokliwego różowego miasta położonego w południowej Francji.
Albi, 8 września 2016 roku
