Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mediolan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mediolan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

La Scala i Festiwal Muzyczny "GLORIA"

... cd  
czyli, co łączy Supraśl z Mediolanem.

    Supraśl to małe miasteczko w sercu Puszczy Knyszyńskiej
bez wątpienia jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Jest tak piękne i tak magnetyczne, że od momentu narodzin po dziś w nim siedzę. Tutaj korzenie zapuścili moi rodzice, a ja je wzmacniam i zapuszczam jeszcze głębiej…
     Do Supraśla przyjeżdża wiele osób i wiele zostaje na zawsze - urzeczeni położeniem miasteczka wdychają powietrze przesycone eterycznymi zapachami sosny i świerka. Jednym z licznych ostańców supraskich był ksiądz Włodzimierz Prawdziwy, o którym pisałam tutaj. Tu był, tu żył 
i tu pozostał na zawsze. 26 lipca tego roku minie sześć lat, od dnia kiedy zginął śmiercią tragiczną na drodze z Białegostoku do Warszawy, w zderzeniu z samochodem ciężarowym.
    Oprócz samych zalet ksiądz Włodzimierz Prawdziwy miał jedną słabość - kochał operę - jego pasja była tak wielka, że o muzyce poważnej mógł rozprawiać jak nie jeden profesjonalista. Znał libretta, nucił partie solowe, 
a do tego wszystkiego kochał balet, sam też prowadził w parafii zajęcia muzyczne. Miał pokaźny zbiór krążków CD – sonaty, koncerty, kantaty, symfonie, preludia, opery, operetki… I gdyby nie powołanie do stanu kapłańskiego, służba człowiekowi i Bogu, pewnie zostałby wierny tradycjom rodzinnym i kształciłby się dalej w ukochanej przez siebie dziedzinie.
    Ojciec księdza Włodzimierza, Aleksander Teliga – światowej sławy śpiewak, należący do czołówki europejskich basów – zaprosił go na swój kolejny występ do mediolańskiej La Scali, na operę Piotra Czajkowskiego, 
z librettem napisanym przez Modesta Czajkowskiego według poematu Aleksandra Puszkina Eugeniusz Oniegin. 
    O ile dobrze pamiętam przedstawienie operowe miało odbyć się w lutym 2006 roku. Kiedy ksiądz Włodzimierz w przerwie między lekcjami cały rozpromieniony, z tajemniczym błyskiem w oku opowiedział mi o tym szczęśliwym wydarzeniu i wyjeździe do Mediolanu, moja wyobraźnia jak zwykle, nieco za szybko zaczęła pracować i omal nie krzyknęłam w euforii, żeby zabrał mnie ze sobą. Opanowałam jednak moje emocje i pomyślałam, że kiedyś też tam pojadę i zobaczę słynny Teatro alla Scala
    … I tak oto, dokładnie 22 marca tego roku, czyli sześć lat od pamiętnej rozmowy, moje marzenie się spełniło…
    Idąc do budynku opery starą wyłożoną kamieniem ulicą, wzdłuż której biegły tory miejskiego tramwaju nie wiedziałam, co zobaczę. Myślałam 
o księdzu Włodzimierzu, o tym ile cennej wiedzy by mi przekazał gdyby był tutaj ze mną. Jego uśmiechnięta twarz ciągle była żywa w mojej świadomości... 
    Kiedy doszłam do Piazza Scala, zobaczyłam  neoklasyczny gmach – jeden z najsłynniejszych teatrów operowych na świecie. We Włoszech są trzy teatry o renomie światowej: Teatro San Carlo w Neapolu, La Fenice w Wenecji i oczywiście La Scala wybudowana na zlecenie Marii Teresy, na miejscu stojącego tam niegdyś kościoła Santa Maria della Scala, któremu teatr zawdzięcza swoje imię. Zapewne wszyscy pamiętacie znanego muzyka epoki - Antonio Salieriego - rywala Wolfganga Amadeusza Mozarta? 
To właśnie jego opera Europa riconosciuta była pierwszą, inaugurującą otwarcie teatru, a także balet Apollo Placato Giuseppe Canzianiego, w sierpniu 1778 roku
    Zewnętrze gmachu nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak jego wnętrze. Cenne zbiory Museo Teatrale alla Scala, podobały mi się najbardziej. Otwarto je w marcu 1913 roku, z inicjatywy kilku miłośników i pasjonatów sztuki teatralnej, wśród których znajdował się Arrigo Boito - poeta, kompozytor i librecista, syn włoskiego malarza i polskiej hrabiny Józefiny Radolińskiej. Pierwszą kolekcję należącą do antykwariusza Giulio Sambona kupiono na aukcji w Paryżu, za pieniądze zebrane w ciągu tygodnia. Dzisiaj w muzeum teatru można oglądać liczne popiersia i portrety kompozytorów, dyrygentów, instrumentalistów, śpiewaków…, którzy przyczynili się do rozsławienia La Scali. Odnalazłam także portret architekta tej neoklasycznej budowli Giuseppe Piermariniego, autorstwa Martino Knollera. Uwagę moją przyciągały dawne instrumenty klawiszowe – takie jak siedemnastowieczny spinet, lub też szpinet, z wymalowanym nań w 1669 roku obrazem Angelo Solimena. Niezwykle ciekawą była także kolekcja porcelany, pochodząca z aukcji Sambona… 

Mediolan - Teatro alla Scala po środku zdjęcia

Neoklasyczny gmach Teatro alla Scala

Museo Teatrale alla Scala

Museo  i Teatro alla Scala

Łuk Triumfalny Galerii Vittorio Emanuele II od strony Piazza Scala

Afisze we wnętrzu teatru

Afisze we wnętrzu teatru

Widownia z lożą centralną i loże boczne na sześciu poziomach

Loże boczne i fragment sceny













    No więc, co łączy tak odległe i różne miejscowości ?
Myślę, że za przyczyną księdza Włodzimierza Prawdziwego, łączy je muzyka. 
To w Supraślu, z inicjatywy jego ojca Aleksandra i matki Haliny organizowany jest od 2007 roku Europejski Młodzieżowy Festiwal Muzyczny „Gloria” z repertuarem operowo – operetkowym.
    W wywiadzie dla Kuriera Porannego z sierpnia 2010 roku Aleksander Teliga powiedział miedzy innymi:
    Los sprawił, że nasz syn, ks. Włodzimierz Prawdziwy, trafił do supraskiej parafii jako wikariusz. Wtedy razem z żoną zaczęliśmy tu przyjeżdżać coraz częściej. Wszyscy księża, którzy wówczas tutaj pracowali, okazali się wspaniałymi ludźmi. Włodzimierza nie ma już dzisiaj z nami, ale pozostała jeszcze muzyka, śpiew Supraśla.
     A na pytanie:
     Dlaczego wybrał właśnie Supraśl na miejsce swojego festiwalu?
     Odpowiedział:
     Po pierwsze – jest tutaj Puszcza Knyszyńska. Po drugie – to stało się za sprawą śmierci mojego syna. Włodzimierz kochał operę. Często jeździliśmy razem na festiwale. Pół roku przed jego śmiercią chciałem spełnić marzenie syna, postanowiłem więc zaprosić go do La Scali. Jednak, kiedy leciał do Mediolanu samolotem, warunki były wyjątkowo niekorzystne. Pamiętam, że padał wtedy gęsty śnieg, a on przez osiem godzin musiał siedzieć w samolocie na lotnisku. Kiedy jednak udało mu się dotrzeć na miejsce, zrozumiałem, jak bardzo było to dla niego ważne.

    Byłam na koncertach i chociaż nie odbywały się one w bogatych wnętrzach sal operowych, a w ujeżdżalni koni, czy też w auli Centrum Edukacji to głos niosło tak samo, a licznie zgromadzona publiczność mogła podziwiać wielu utalentowanych śpiewaków.
    Mam nadzieję, że pomysłodawcy festiwalu będą spotykać się z większą życzliwością urzędników i problemy finansowe nie będą stały na przeszkodzie kontynuowania tego znakomitego wydarzenia muzycznego.


    Tylko w Supraślu festiwal może istnieć, bo tylko to miejsce nadaje mu odpowiednią oprawę. Status uzdrowiska i wyjątkowy klimat zapewnia festiwalowi powodzenie i stwarza jak najlepsze warunki wypoczynku. Lato w Supraślu, na łonie natury, nad rzeką, wśród łąk i lasów, to niezapomniany, pełen romantycznych chwil relaks, okraszony popołudniowymi koncertami muzyczno wokalnymi, to czas spotkań ze znakomitymi wykonawcami, ciekawe rozmowy przy ognisku w małych przyrodniczych enklawach, nad strumieniami, stawami, na plaży…., z szemrzącym głosem przyrody, światełkami migocącymi i odbijającymi się w wodzie, z niebem rozgwieżdżonym…
Ech…, wspomnienia.
    Myślę, że każdy w miarę swoich możliwości na różne sposoby może wspierać pomysłodawców Europejskiego Młodzieżowego Festiwalu Muzycznego „Gloria” i zatrzymać go w naszym mieście.
Rozsławiajmy i my nasz kurort poprzez organizowanie tego typu imprez kulturalnych, a za parę lat będzie się o nas mówiło w Mediolanie.
    Ech…, przydałby się letni amfiteatr.  

cdn ...

poniedziałek, 7 maja 2012

Bona i Zamek Sforzów w Mediolanie

...cd
Bona w stroju wdowy - Lucas Cranach Młodszy - około 1555 roku

    18 kwietnia 1518 roku koronowano na królową Polski złotowłosą kobietę, przybyłą z Italii. Kobietą tą była Bona Sforza, której czarna legenda przetrwała do dziś. 
Kim była owa władczyni znienawidzona przez Polaków?
    Wśród przodków tej niewątpliwie starannie wykształconej i bardzo pięknej kobiety aż roi się od wybitnych postaci: wielkich polityków, wspaniałych wojowników, znakomitych mecenasów nauki i sztuki, a także okrutników, przeniewierców, trucicieli i zbrodniarzy.
    Dziad Bony ze strony matki, Alfons II Aragoński, protektor uczonych i artystów, zasłużony dla rozwoju humanizmu, założyciel pierwszej włoskiej Akademii humanistycznej, podczas wojny z Wenecją o Ferrarę nie wahał się zatruwać wody w weneckich cysternach.
    Pradziad Bony po mieczu, fundator potęgi Sforzów, Franciszek, uchodził w oczach współczesnych, a także historyków za władcę sprawiedliwego i humanitarnego, ale już dziad, Galeazza Maria Sforza, cieszył się opinią okrutnika i rozpustnika.
    O uczonych kobietach z tej rodziny krążą całe podania, w których rzeczywistość miesza się z plotką. Jedna z prababek, słynna Bianka Maria, żona Franciszka Sforzy towarzyszyła mężowi nie raz w najtrudniejszych wyprawach wojennych, a także na własną rękę, samodzielnie kierowała obroną Cremony przed Wenecjanami. To ona w okrutny sposób pozbawiła życia jednej z konkubin Franciszka.
    Niech wspomnę babkę Bony, Hipolitę Marię, która budziła podziw swoim wykształceniem. To ona wygłosiła błyskotliwą mowę przed papieżem Piusem II i gronem książąt w czasie kongresu w Mantui.
    Niezwykłymi kobietami były cioteczne babki, a także cioteczne i rodzone ciotki. Nieustraszona Katarzyna Sforza, wykorzystując zgon Sykstusa IV, zajęła Zamek Św. Anioła i nie wydała go zdumionym kardynałom, zanim nie okupili się jej mężowi Hieronimowi Riario, a po zamordowaniu go przez spiskowców, nie ulękła się pogróżek zamordowania jej dzieci i sama objęła władzę w Imoli i Forli. Pamiętacie osławionego Cezara Borgię? To właśnie on zastawił na Katarzynę pułapkę. Ale ona zdążyła uciec do Florencji. Co zostawiła po sobie ta niezwykle rozumna i zręczna kobieta? Otóż został po niej zbiór własnoręcznie spisanych recept na kosmetyki konserwujących urodę, a także na truciznę, która wedle życzenia miała zabijać w ciągu dwu tygodni lub miesiąca.
    A kto nie słyszał o drugiej ciotce Bony, Lukrecji Borgii, siostrze Cezara, córce papieża Aleksandra VI? Czy przypadkiem przyjaźń tych dwóch kobiet, nie przyczyniła się do rozprzestrzenienia legendy o Bonie - trucicielce, która urodą, gwałtownym charakterem, uporem i ambicjami politycznymi przypominała swoją ciotkę Lukrecję?
    Kilka bliskich kuzynek zabłysło wyjątkowymi talentami intelektualno – literackimi.
    Wiktoria Colonna, melancholijna piękność, po śmierci swojego męża Ferrante d’Avalos – margrabiego Pescary – poświęciła się twórczości poetyckiej i sprawie reformy Kościoła.
    Izabela Sforza, autorka traktatu filozoficznego Della Vera tranquillita dell’animo, także poetka, interesowała się alchemią i astronomią.
    A w Mediolanie, w pałacu siostry ciotecznej, Hipolity Sforzy, odbywały się głośne w całej Italii biesiady literackie…

    Matka Bony, Izabela pochodziła ze starożytnej hiszpańskiej dynastii Aragonów, władającej Neapolem, spokrewnionej z najznakomitszymi domami panującymi w całej Europie. Ciotecznym wujem księżnej Izabeli był cesarz Maksymilian I. Sama Izabela wydana za mąż za słabego i zdegenerowanego potomka Sforzów, księcia Mediolanu Giangaleazza, ubezwłasnowolnionego przez przebiegłego stryja Ludwika il Moro, wydała na świat syna Franciszka Marię i trzy córki: Hipolitę, Bonę Marię i Biankę Marię. Franciszek Maria żył dwadzieścia jeden lat, Hipolita osiem, Bianka Maria zaś niecały rok. Tylko Bona Maria, urodzona 2 lutego 1494 roku dożyła wieku sześćdziesięciu trzech lat i niestety nie zmarła śmiercią naturalną, lecz została otruta po powrocie do księstwa Bari, przez zaufanego dworzanina na zlecenie Habsburgów. 

Jan Matejko - Otrucie królowej Bony - 1859

    Dzieciństwo Bony było bardzo burzliwe tak jak stosunki ówczesnych włoskich dworów. Ucieczka z Mediolanu, pobyt w Rzymie, niespokojne dni w Neapolu i na Ischii zapewne wryły się jej w pamięć. Z jej dziecięcego świata znikali najbliżsi, a widok zrozpaczonej matki uczył ją nieufności.
     Jednak księżna Izabela urządziła z rozmachem nowe życie w Bari, otaczając się gwarnym tłumem, urzędnikami, damami dworu, służbą… Swój osobny dwór posiadał tam mały Roderyk Borgia syn Lukrecji, który po zamordowaniu jego ojca przez brata matki, Cezara Borgię, stał się niewygodny i przesłany Izabeli na wychowanie. Mała Bona także miała swój własny dwór, składający się z kilku osób. Izabela sprawnie zarządzała swym małym państewkiem, popierała rozwój nauki i literatury, interesowała się oświatą, przyjaźniła z większością humanistów neapolitańskich, brała udział w ich dysputach, kształtowała swą rezydencję zgodnie z duchem czasu…
    Bona tymczasem wyrastała z lat dziecięcych. Roderyk nie ukończywszy trzynastego roku życia zmarł. Jakie wrażenie wywarła na Bonie śmierć młodszego kuzyna – kolejna strata po zgonach sióstr i brata?
    Jedynej pozostałej córce, Izabela zapewniła staranną edukację. Bona, przeznaczona przez los do władania musiała otrzymać solidne przygotowanie do swej zaszczytnej funkcji, wynoszącej ją ponad zwykłych śmiertelników. Ta, której dane jest panowanie nawet nad mężczyznami musi kształcić ducha, studiując księgi świętych mężów i filozofów, uczyć się naśladować przykłady znakomitych kobiet… Wychowywano więc Bonę na władczynię, przygotowywano do polityki. Wkrótce stała się ona znawczynią literatury klasycznej, opanowała łacinę w mowie i piśmie, studiowała historię, zwłaszcza dzieje rodzinnego Mediolanu, poznawała dzieła Ojców Kościoła, zgłębiała tajniki teologii, uczyła się podstaw prawa i administracji państwowej. Nie obce było jej przyrodolecznictwo, matematyka, geografia… Izabela zadbała także o jej wychowanie fizyczne: jazda konna, polowanie, gry sportowe, wychowanie muzyczne: śpiew, gra na kilku instrumentach, nauka tańca…
Księżna matka planowała wydać Bonę za księcia Maksymiliana Sforzę, syna znienawidzonego przez nią Ludwika il Moro, który przepędził ją z Mediolanu. Teraz, kiedy nadarzała się okazja, pragnęła tam powrócić w glorii władzy i wziąć odwet za lata upokorzeń i wygnanie. Jednak Maksymilian był niezdecydowany, w związku z tym Izabela podjęła próbę wydania córki za księcia Filipa Sabaudzkiego, który władając Sabaudią, mógłby wykorzystać prawa Bony do Mediolanu i upomnieć się o nie. Jak widać,  Mediolan był celem Izabeli i spędzał jej sen z oczu.
    Jednak wszystko zależało od przebiegu wojny, jaka toczyła się w północnych Włoszech. W rezultacie Mediolan poddał się Francuzom, a niedoszły mąż Maksymilian został wywieziony do Francji. Niespełnione nadzieje były ogromnym ciosem dla Izabeli, która jakby po raz drugi utraciła Księstwo. Zimne kalkulacje dynastyczno – polityczne przerwała wieść o śmierci Barbary Zapolya, małżonki króla Polski, Zygmunta I. Sam cesarz Maksymilian zaangażował się w wyswatanie dwudziesto jedno letniej Bony z czterdziesto ośmio letnim wdowcem…

Jan Matejko - portret młodej Bony

    Jak potoczyły się losy przyszłej królowej? Wielu z Was, zafascynowanych historią na pewno je zna. Jeżeli nie, polecam książkę Marii Boguckiej „Bona Sforza”, skąd zaczerpnęłam materiał do mojego dzisiejszego blogowego wpisu.
     Dlaczego sięgnęłam do tak odległych czasów? Otóż, wyprawiając się do Mediolanu, chciałam nie tylko zobaczyć symbol tego miasta - Katedrę Narodzin św. Marii, ale także piętnastowieczny zamek obronny Castello Sforzesco, który kojarzył mi się zawsze z potężnym rodem arystokratycznym, z którego wywodziła się Bona – królowa Polski.
    I tak przez sympatię dla tej niezwykłej kobiety chciałam po raz kolejny wyciągnąć na światło dzienne jej zasługi. Jako kobieta lepiej rozumiem jej działania. Wielu badaczy nie szczędzi jej słów uznania odkrywając prawdę i pisząc na nowo jej biografię. Jak trudnym zadaniem jest obalenie krzywdzących opinii, utrwalanych bez skrupułów przez pisarzy oświeceniowych. Nie kto inny jak tylko Ignacy Krasicki maluje ją jako chytrą i chciwą Włoszkę, a szambelan Stanisława Augusta, Jan Duklan Ochocki pisze w swoich pamiętnikach, że przy zwiedzaniu Wawelu, oglądał apartamenty zamieszkiwane przez królową Bonę, niecną żonę Zygmunta I, która potem uwiozła w Polsce zebrane i łupieżą, i przekupstwem ogromne sumy.
Z kolei Józef Wybicki, twórca dramatu Zygmunt August oskarża Bonę i Kmitę jako wrogów ojczyzny o popełnienie zbrodni w stosunku do Barbary i Zygmunta Augusta, symbolizujących prawość i patriotyzm. Oświecenie nie kreowało prawdziwego oblicza królowej, która była tak bliska jego ideom, usiłując zbudować podstawy silnej władzy królewskiej, wzmocnić powagę tronu, umocnić międzynarodową pozycję Polski. Złą przysługę oddał królowej ksiądz Teodor Waga, który w popularnej Historii książąt i królów polskich wyraził opinię: Przywiozła ona z Włoch nie znane na polskiej ziemi przewrotność i niegodziwość, dawała otuchę ludziom podłym i złego charakteru, a władając królem starym, młodego wychowaniem opiekując się, starego mierziła w obliczu narodu, młodego do nierządnego i niewieściego żywota zachęcała.
Podobne słowa powtarzał Joachim Lelewel i Jan Nepomucen Czarnowski.
Sądzono nawet, że sam Zygmunt August był zdania, że matka otruła Barbarę, która bezsprzecznie zmarła na raka. Nie będę skupiać się na fałszywych oskarżeniach tej bez wątpienia mądrej kobiety, której nieszczęściem była jej płeć i która za przeciwników miała zajadłą, żądną władzy szlachtę.
    Na szczęście w okresie międzywojennym podjęto próby odmalowania nieprawdziwego portretu Bony i ukazania jej w innym świetle.
    Władysław Pociecha pisał o niej w Polskim słowniku biograficznym: Obdarzona nieprzeciętnym rozumem, przystępna do poddanych, broniąca biednych i słabych przed uciskiem, była dumna i bezwzględna wobec możnych, a bardzo wymagająca w stosunku do podwładnych. Przy tym skryta, obraźliwa, ulegała łatwo chorobliwym wybuchom gniewu […]. W oczach nienawidzącej jej opozycji i dzięki propagandzie habsburskiej (rozsiewającej plotki o trucicielstwie) urosła do symbolu zła gubiącego Polskę.
   Henryk Barycz przyznał jej wybitną indywidualność i różnorodne talenty przy trudnym charakterze, pozytywnie ocenił troskę królowej o losy państwa, choć walkę o reformy przegrała, podkreślił jej działalność w zakresie zapewnienia opieki prawnej chłopom, mieszczanom i Żydom, stawiania tamy samowoli możnych, podejmowania akcji kolonizacyjnych: zakładania miast i wsi, zamiany danin na czynsze… Niewątpliwym osiągnięciem Bony było rozszerzenie dyplomatycznych stosunków polsko – włoskich, jej zabiegi o poszerzenie dostępu do Bałtyku, rozległa działalność kulturalna w sztukach pięknych, a także w sferze towarzyskiej i obyczajowej, w literaturze i nauce…
    Prezentuje się ją jako mądrego, przewidującego polityka i działacza gospodarczego, przypisuje się jej pozytywną rolę jako przywódcy stronnictwa antyhabsburskiego w Polsce.
    
    W dziewiętnastym wieku zafascynowany Boną był Jan Matejko. W latach młodzieńczych poświęcił jej obraz przedstawiający dramatyczną scenę otrucia starej królowej przez jej nadwornego lekarza. Później jeszcze dwukrotnie namalował ją w swoich dojrzałych kompozycjach: Podniesieniu dzwonu Zygmunta i w Hołdzie pruskim - na obu piękna i bardzo młoda, o poważnej, pełnej zadumy twarzy.
    Tak więc, jeszcze raz trywialnie, za Marią Bogucką, mogę stwierdzić, że zła sława rozchodzi się szybciej i żyje dłużej intensywniej niż rozgłos pochwalny.

Jan Matejko - Podniesienie dzwonu Zygmunta - 1874

    Nie dziw się Drogi Czytelniku, że właśnie z Mediolanem i panującym tam niegdyś potężnym rodem Sforzów kojarzyć będę Bonę Marię, z Bożej łaski królową Polski, wielką księżną Litwy, księżną Bari i Rossano, pani Rusi, Prus, Mazowsza itd.
    Cieszę się niezmiernie, że dane mi było zobaczyć ceglane mury zamku, wielką budowlę, z której Franciszek Sforza, pradziad Bony, pragnął uczynić prawdziwą, godną swojego rodu rezydencję. Dzisiaj w tym regularnym otoczonym fosą czworoboku z narożnymi wieżami, wieżą Torre del Filarete i wieżą Bony Sabaudzkiej, z wewnętrznym obszernym dziedzińcem zwanym Piazza d’Armi, a także dwoma mniejszymi dziedzińcami,  mieszczą się liczne instytucje kulturalne oraz duży kompleks muzealny z ciekawymi kolekcjami począwszy od zbiorów wczesnochrześcijańskich, poprzez te szesnastowieczne, jak na przykład Pieta Rondanini Michała Anioła, i te z następnych czterech wieków…


Pomnik Giuseppe Garibaldi na tle Castello Sforzesco od strony via Dante
Zamek Sforzów z wieżą okrągłą narożną i wieżą bramną Torre delle Filarete
Nad bramą - płaskorzeźba króla Włoch - Humberto I de Saboya /1844-1900/

Fontanna przed bramą Zamku Sforzów
Dziedziniec wewnętrzny - Scuola Superiore d'Arte Applicata all Industria
Dziedziniec wewnętrzny Zamku Sforzów
Dziedziniec z wieżą Bony Sabaudzkiej
Fragment murów obronnych i wieża Bony Sabaudzkiej
Muzeum w Zamku Sforzów
Zamek od strony parku miejskiego Parco Sempione
Fragment dawnych murów obronnych - Parco Sempione
Łuk Triumfalny na placu Arco della Pace

     Za zamkiem rozciąga się piękny miejski park w stylu angielskim, z placem Arco della Pace, na którym wznosi się neoklasyczny łuk wybudowany ku czci Napoleona przez Luigiego Cagnolę, później poświęcony Franciszkowi I Habsburgowi, a w końcu – niepodległości Włoch.

    Ech…, dopóki będzie istniał człowiek, dopóty będą i wojny. Historia pozbawiła mnie wyobrażenia świata - gdzie miłość i dobroć…

Mediolan, 22 marca 2012 roku  
 cdn...

czwartek, 26 kwietnia 2012

Katedra w Mediolanie i Galeria Vittorio Emanuele II

... cd

    Mediolan – budzi różne skojarzenia i wyobrażenia.
    Od dawien dawna interesowało mnie to miasto, a tak na dobre zaczęłam poważnie myśleć o wyprawie do Mediolanu po obejrzeniu znakomitego moim zdaniem włoskiego melodramatu Luki Guadagnino „Jestem miłością” z Tildą Swinton w roli głównej, którego premiera miała miejsce w 2009 roku. I gdybym nawet zapomniała fabułę tego filmu, to z pewnością w pamięci pozostaną mi na zawsze luksusowe wnętrza posiadłości - potężnej i bogatej rodziny mieszkającej w Mediolanie, wspaniała muzyka i oczywiście fascynujące obrazy i nie tylko te miejskie, ale także i te plenerowe – opanowana do perfekcji sztuka operatorska. Jednym z takich właśnie obrazów, który utkwił mi w głowie, był moment, kiedy Emma – główna bohaterka - filmowana jest na dachu katedry. Ta scena tak mnie urzekła, że już wtedy zapragnęłam się tam znaleźć i tak jak Emma zadumać i przez nieskończoną ilość pinakli i łęków oporowych spojrzeć z góry na panoramę miasta i ludzką egzystencję, a także spojrzeć z dołu na tę przeogromną marmurową bryłę, na wzniesienie której zaangażowane były nie policzone rzesze ludzi. Innych rewelacyjnych scen nie będę opisywać, bo nie film jest tematem dzisiejszego mojego wpisu i tutaj zakończę mój zachwyt nad dziełem Guadagnino i skupię się na katedrze, którą zostawiłam sobie na koniec zwiedzania Mediolanu, tak jak poobiedni deser.
    Do katedry szłam od strony Piazza della Scala ogromnym krzyżowym pasażem wybudowanym w dziewiętnastym wieku przez Giuseppe Mengoni, zakończonym łukiem triumfalnym wychodzącym wprost na Plac Katedralny Piazza del Duomo. Pasaż ten, oficjalnie został otwarty 1 stycznia 1878 roku przez króla zjednoczonych Włoch Vittorio Emanuele II i przyjął nazwę tegoż władcy. Do tej niezwykłej krzyżowej konstrukcji, użyto cementu zmieszanego z ochrą - nieorganicznym pigmentem, bogatym w związki żelaza, uzyskując w ten sposób naturalny, trwały i ciekawy efekt w kolorze jasnego brązu. Dach ze szkła i metalu na skrzyżowaniu dwóch ulic połączyła ogromna kopuła i tak galeria Vittorio Emanuele II stała się mediolańskim salonem, łączącym dwa najważniejsze chyba miejsca Teatr La Scalę i Katedrę - trzecią co do wielkości na świecie, po Bazylice w Rzymie i Katedrze w Sewilli.

Galeria Vittorio Emanuele II

Centralna ośmiokątna przestrzeń zwieńczona kopułą

Cztery strony świata - Europa

Cztery strony świata - Azja

Cztery strony świata - Ameryka

Cztery strony świata - Afryka

Ekskluzywne sklepy z haute couture

Mediolańska haute couture

    Budowę świątyni zapoczątkowaną pod koniec czternastego wieku, przez Gian Galeazza Viscontiego, tak naprawdę ukończono dopiero w dziewiętnastym stuleciu, a niektóre prace trwają do dziś. Moim skromnym zdaniem, jest to niewątpliwie jedna z najciekawszych, a może nawet najciekawsza budowla sakralna, jaką dotąd widziałam. Moim ulubionym stylem architektonicznym jest francuski gotyk płomienisty, a katedra w Mediolanie jest w większości gotycka, nie brak tutaj elementów barokowych czy neogotyckich.
    Budowla na planie krzyża łacińskiego posiada pięć naw, trzy transepty i głębokie prezbiterium otoczone deambulatorium w wielokątnej apsydzie, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale i wewnątrz. I tak jak niewysłowioną radość sprawia mi oglądanie witraży w Sainte Chapelle w Paryżu, tak i tutaj popadłam w zauroczenie tą niezwykłą techniką dekorowania olbrzymich otworów okiennych.
    Na skrzyżowaniu transeptu pnie się w górę wieża - latarnia - w stylu bardziej francuska niż włoska. Jej strzelistość łagodzą różnice w wysokości naw bocznych – element architektoniczny charakterystyczny dla gotyku lombardzkiego. Wieża zwieńczona jest pozłacaną w całości figurą Matki Bożej, zwanej La Madonnina. W czasie Drugiej Wojny światowej została dokładnie owinięta szmatami, ażeby odbijające się od złotych powierzchni światło nie ściągało nad katedrę samolotów bombardujących miasto. Zdjęto także witraże i zastąpiono je roletami. Dzisiaj można jeszcze dostrzec ślady po nalotach bombowych.
     Kiedy wreszcie dotarłam na szczyt katedry wieża z La Madonniną osłonięta była rusztowaniami. Przyglądałam się ułożonym dachówkowo płytom marmurowym, podziwiałam elementy konstrukcji, mniejsze i większe detale ozdobne, dotykałam, gładziłam, aż wreszcie przysiadłam tak jak wiele innych osób w wiosennym słońcu i po prostu trwałam tak przez jakiś czas. Potem tak jak wszyscy podziwiałam panoramę Mediolanu, zerkając z góry na Plac Katedralny i tłum ludzi krążący wokół świątyni. Niesamowite jest to, że konstrukcja ma kilka poziomów i zanim weszłam na szczyt pokonałam wiele marmurowych stopni schodów, korytarzy, tarasów, przejść otwartych i zamykanych drzwiami, prostych i łukowatych...
     Ech…, warto było przyjechać tutaj dla samej budowli, która także i wewnątrz okazała się być niezwykła. Wielkim zaskoczeniem dla mnie była mnogość obrazów porozwieszanych między pięćdziesięcioma dwiema kolumnami różnych stylów, dzielącymi nawy i podtrzymującymi żebrowane sklepienia. A posadzka? To melanż jasnego i ciemnego marmuru: czarny pochodzi z Varenny, biały, różowy i szary z Candogli, czerwony z Arzo, jest jeszcze i marmur z Werony
    Wnętrze katedry jest tak bogate w treści, że pewnie zanudziłabym niejednego z Was opisując drobiazgowo każdy ołtarz, każdy grobowiec, świętych, czy też artystów, którzy całe lata spędzili przy budowie i dekorowaniu kościoła.

























    Obszerne pięcionawowe wnętrze katedry zdobią witraże, przez które przenika światło i penetruje najciemniejsze zakątki wydobywając z każdego szczegółu jego niepowtarzalne piękno.
    Warto wejść do krypty i zobaczyć grobowiec św. Karola Boromeusza. Tam w kryształowej trumnie pod ołtarzem głównym złożono relikwie świętego – arcybiskupa Mediolanu oddanego bez reszty dziełu reformy trydenckiej. Znany z wielkiej skromności i dobroci wspierał ubogich, nawiedzał chorych i zajmował się nimi w czasie epidemii dżumy, ospy…, wykorzystując całą wiedzę medyczną jaką posiadał.
    Kiedy obejmował diecezję jako arcybiskup Mediolanu, jej stan religijny był żałosny, tak w odniesieniu do duchowieństwa, jak i świeckich. Założył pierwsze seminarium duchowne, wyższą szkołę filozofii i teologii, kolegium w Pawii dla uboższej młodzieży, zakładał szkoły żeńskie, fundował sierocińce, przytułki dla bezdomnych, przytułki dla dziewcząt i kobiet, wspierał Bractwo Nauki Chrześcijańskiej, zakładał bractwa dla świeckich… Jego energia i chęć niesienia pomocy w potrzebie była ogromna. Zachorował na febrę i na skutek gorączki zmarł przedwcześnie, mając zaledwie 46 lat. Kiedy umierał diecezja była wzorem dla całego chrześcijańskiego świata. Jego dzieło rozbłysło takim blaskiem, iż można było słusznie napisać: reforma Kościoła była córką reformy mediolańskiej.
    Święty Karol Boromeusz był patronem Karola Wojtyły papieża Polaka Jana Pawła II.





























Mediolan, 22 marca 2012 roku 
cdn ...