Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syrakuzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syrakuzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 kwietnia 2014

Pojmanie Chrystusa Caravaggia na Wielki Piątek




    W poście Dublin- miasto artystów, poetów, pisarzy, buntowników, polityków... wspomniałam o Irlandzkiej Galerii Narodowej i słynnym obrazie Michelangelo Merisi da Caravaggio, Pojmanie Chrystusa, znanym także pod nazwą Pocałunku Judasza.
    Obraz ten fascynował mnie od wielu lat i może nie od momentu odnalezienia go w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku, lecz nieco później.
    A tak naprawdę zagłębiłam się w jego losy dopiero w dwa tysiące dziesiątym roku, kiedy to w niewielkim kościółku, w Hacjendzie Hernána Cortésa - San Jose Vista Hermosa w Meksyku osłupiała z wrażenia zatrzymałam się przy obrazie, który natychmiast skojarzył mi się z dziełem Caravaggia. Namalowano na nim tylko dwie twarze, Jezusa i Judasza i na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że ktoś je wyciął z całej sceny pojmania, wmontował w ramy i zawiesił w mało znanej meksykańskiej kaplicy.  

Kościół w meksykańskiej hacjendzie. Pocałunek Judasza widoczny po lewej stronie

Pocałunek Judasza

    Obrazem Caravaggia odnalezionym w klasztorze jezuitów w Dublinie zainteresował się włoski historyk sztuki pracujący w Narodowej Galerii Irlandii, Sergio Benedetti, który postanowił prześledzić jego historię i udowodnić ponad wszelką wątpliwość jego autentyczność.
    O odnalezionym po dwóch stuleciach dziele namalowanym przez mistrza włoskiego baroku, opętanego przez demony rozpisywały się nie tylko gazety. Tajemnicze losy Pojmania Chrystusa zafascynowały amerykańskiego pisarza Jonathana Harr'ego, które przedstawił w książce
The Lost Painting przetłumaczonej na język polski pod tytułem Zaginiony obraz.

   
Szacuje się, że do dnia dzisiejszego przetrwało od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu dzieł Michelangelo Merisi da Caravaggio, przenikniętych emocjonalną siłą i ogromną energią, taką jaką obdarzony był jego twórca. Pojmanie Chrystusa spowodowało zamieszanie w świecie sztuki i ponowne narodziny barokowego malarza.

    Wiemy, że Caravaggio przybył do Wiecznego Miasta z Mediolanu w tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym drugim roku, latem lub wczesną jesienią i kiedy wmieszał się w tłum żebraków i jałmużników, jasnowidzów, żonglerów, ulicznych grajków, prostytutek, urwisów, pielgrzymów i duchownych miał dwadzieścia jeden lat.
    Ówczesne rzymskie powietrze przesiąknięte było rozmaitymi zapachami. Co rano, opróżniano nocniki wylewając je z okna na ulicę. Zwiędłe warzywa i owoce zalegały stosami obrzeża targowisk, a bezpańskie psy wałęsały się w pobliżu jatek i targów rybnych, szukając ochłapów wśród kałuż krwi i rojów much.
    Cyrulik Luca, który opatrywał kiedyś ranę Caravaggiowi odniesioną w bójce ze stajennym, tak opisuje artystę: młody mężczyzna, około dwudziestu, dwudziestu pięciu lat, z rzadką czarną brodą, krępej budowy, czarnooki, o krzaczastych brwiach i gęstych niesfornych włosach, ubierał się na czarno, niestarannie, miał znoszone pończochy i wystrzępiony płaszcz.
    Był hulaką i jak widać nieobce mu były rozboje.  Od nicości wspiął się do sławy i majątku, ale sukces nie złagodził jego gwałtownej natury, która doprowadziła go do szybkiego upadku. Popełnił morderstwo i musiał uciekać z Rzymu.
    Miał wielu naśladowców, zwanych caravaggionistami, do których należał Gerrit van Honthorst, któremu początkowo przypisywano autorstwo kopii Pojmania Chrystusa, która okazała się być oryginałem.
    Obraz ten jak i kilka innych,
Michelangelo Merisi namalował na zamówienie kardynała Ciriaka Mattei, u którego mieszkał około dwóch lat. Z pałacu kardynała  wyprowadził się po drugim stycznia tysiąc sześćset trzeciego roku, wkrótce po ostatniej płatności za Pojmanie Chrystusa.
 

    Pominę losy tego słynnego dzieła do momentu, kiedy po tysiąc dziewięćset dwudziestym pierwszym roku, najprawdopodobniej w czasach Wielkiego Kryzysu, właścicielką obrazu o tematyce religijnej, ściemniałym z upływem lat, stała się irlandzka lekarz pediatrii Marie-Lea-Wilson.
    Odkrywca obrazu Sergio Benedetti postanowił dowiedzieć się czegoś więcej na temat Irlandki. Poszukiwania rozpoczął od wizyty w archiwum sądowym, gdzie spodziewał się znaleźć jej testament.
    Wkrótce zebrał o niej sporo informacji.

   
Urodziła się w Charleville w hrabstwie Cork w tysiąc osiemset osiemdziesiątym ósmym roku w katolickiej, dobrze sytuowanej rodzinie. Nadano jej imiona Marie Monica Eugenie Ryan. Marie idąc w ślady ojca - doradcy prawnego, studiowała prawo. W wieku dwudziestu pięciu lat wyszła za mąż za Anglika, protestanta, kapitana Percivala Lea-Wilsona, który zajmował stanowisko inspektora dystryktu Irlandzkiej Policji Królewskiej w Gorey.
    Dwa lata po ślubie kapitan Lea-Wilson objął nadzór nad grupą dwustu pięćdziesięciu  irlandzkich republikanów, uczestników powstania wielkanocnego, wśród których znajdowali się dwaj bohaterzy narodowi Tom Clarke i Michael Collins. Po uzyskaniu przez Irlandię niepodległości więźniowie opowiadali jak to angielski kapitan poniżał ich, zmuszał do rozbierania się do naga, stania na deszczu i leżenia z twarzą w błocie. IRA wydała wyrok na Percivala, a kiedy ten dowiedział się, że jest ścigany zaczął pić. Pewnego czerwcowego poranka tysiąc dziewięćset dwudziestego roku został zastrzelony przed własnym domem w momencie gdy wychodził po gazetę.
    Wdowa, Marie Lea-Wilson popadła w długi stan żałoby. Kilka lat po śmierci męża poznała ojca Thomasa Finlaya, który zaoferował jej duchowe przewodnictwo. Miała już nieco ponad trzydzieści lat kiedy podjęła studia medyczne w Kolegium Świętej Trójcy. Dyplom uzyskała jako kobieta czterdziestoletnia. Była jedyną kobietą-lekarzem w szpitalu w Dublinie, zaprzysięgłą katoliczką w zawodzie zdominowanym przez męskich zwolenników protestantyzmu.
        Jedna z sióstr, która znała panią doktor od lat pięćdziesiątych opisała ją jako drobną, skurczoną kobietę, o siwych włosach z żółtym pasmem biegnącym przez środek głowy. Nieprzerwanie ćmiła papierosy. Ubierała się w ciemne wiktoriańskie stroje, w spódnice do kostek. Do klapy długiego czarnego płaszcza miała przypięty rząd religijnych odznaczeń, a jeszcze więcej medali zdobiło jej przód bluzki. Co roku odbywała pielgrzymki do sanktuarium w Fatimie i kilka razy odwiedziła Watykan.
    Do pracy docierała samochodem prowadzonym przez jej gospodynię Bridget, która posiadała osobliwy talent do jazdy.
    Przez trzy poranki w tygodniu udzielała porad i przyjmowała dzieci bez skierowań. Mówiono, że miała wiele serca dla ubogich. Blisko pół wieku mieszkała w dużym georgiańskim domu przy Upper Fitzwilliam Street, zaledwie kilka kroków od siedziby jezuitów. Nie miała dzieci i w pierwszej wersji testamentu pozostawiła znaczną część majątku swojej długoletniej gospodyni. Jednak później zmieniła zapis, i całkowicie pomijając Bridget, poleciła przekazać majątek na cele charytatywne, głównie dla dublińskiego szpitala dziecięcego, w którym pracowała ponad czterdzieści lat.

   
- A jak Pojmanie Chrystusa znalazło się w posiadaniu jezuitów?
Otóż Marie Lea-Wilson miała przyjaciółkę, Norę Stack, również lekarkę. W tysiąc dziewięćset trzydziestym trzecim roku Nora poślubiła Franka Flanagana i w następnym roku urodziła córeczkę Peggy, której Marie została matką chrzestną.
    Z okazji chrzcin małej Peggy, matka chrzestna przekazała w prezencie obraz Caravaggia jezuickiemu kościołowi pod wezwaniem świętego Ignacego, w którym sakrament Chrztu Świętego miał miejsce, chrześnicę zaś obdarowała  biżuterią.
    Jezuici nie bardzo wiedząc co z tak sporej wielkości płótnem zrobić, jako że kościół był dobrze wyposażony zdecydowali się go zawiesić w jadalni domu zakonnego.
    Mijały lata..., w badanie historii płótna zaangażowało się wiele osób, niesłychanie trudnym zadaniem było dublowanie obrazu wykonane przez Benedettiego..., wreszcie przyszła pora powierzenia Pojmania Chrystusa w depozyt Irlandzkiej Galerii Narodowej.
    Ojciec Barbera z Towarzystwa Jezusowego utrzymywał, że w sytuacji braku dokumentów potwierdzających intencje Marie Lea-Wilson, dobro powierzone nie powinno być odsprzedane ani też oddane i skoro otrzymali go za darmo, to nie po to żeby iść z nim na targ, ale udostępnić je nieodpłatnie.
    Tak więc prawnik jezuitów opracował warunki umowy wypożyczenia dzieła Caravaggia na czas nieograniczony. Wszelkie sprawy związane z obrazem, takie jak na przykład wypożyczenie go innym muzeom, galeria miała konsultować z właścicielami. Jezuici uzyskiwaliby też dochody za udzielenie praw do reprodukcji obrazu na pocztówkach i plakatach. Galeria miała także dostarczyć pełnowymiarową, wysokiej jakości reprodukcję, wraz  z ramą, do powieszenia na pustej ścianie w salonie domu zakonnego przy Lower Leeson Street.
 
Galeria Narodowa Irlandii w Dublinie - Pojmanie Chrystusa Caravaggia

Galeria Narodowa Irlandii w Dublinie

Galeria Narodowa Irlandii w Dublinie

Galeria Narodowa Irlandii w Dublinie - obraz Jana Vermeera

      Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że jeden z ostatnich obrazów Caravaggia David z głową Goliata ukazuje młodego Dawida patrzącego melancholijnie na obciętą głowę Goliata, trzymaną za pasmo czarnych, splątanych włosów. Otwarte oczy martwego Goliata - będącego autoportretem malarza - wydają się być skierowane do wewnątrz w przerażeniu, usta otwarte, krew skapująca z odrąbanej szyi - tak jakby Caravaggio znał swoje przeznaczenie.
 
David z głową Goliata

David i Goliat

    Jeden rok swojego życia artysta spędził na Malcie gdzie został przyjęty do zakonu Kawalerów Maltańskich, który to wymagał wkupnego, i które to Caravaggio zapłacił obrazami. Przez kilka miesięcy cieszył się bogatym życiem szlachcica i szacunkiem należnym członkowi zakonu. A potem stoczył walkę z innym kawalerem, za co został uwięziony. Jednak zdołał umknąć surowej i ściśle zhierarchizowanej społeczności i jako zepsuty i chory człowiek usunięty z zakonu dotarł na Sycylię. Ci, którzy zetknęli się z nim na Sycylii opisywali go jako obłąkanego i szalonego. Jako ścigany prawem żył w ciągłym strachu, spał w ubraniu i ze sztyletem przy boku.
    W Syrakuzach, dla kościoła Santa Lucia namalował obraz Pogrzeb świętej Łucji, który miałam okazję zobaczyć. W Messynie, dla kościoła kapucynów stworzył  jeszcze dwa większe dzieła Wskrzeszenie Łazarza i Pokłon Pasterzy, za które otrzymał tysiąc skudów, najwyższe honorarium jakie kiedykolwiek mu wypłacono.
 

Syrakuzy - kościół Santa Lucia
 
Syrakuzy - Kościół Santa Lucia - Caravaggio - Pogrzeb świętej Łucji

   Michelangelo Merisi da Caravaggio zmarł osiemnastego lipca tysiąc sześćset dziesiątego roku w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Prawdopodobną przyczyną śmierci była dyzenteria i odwodnienie organizmu osłabionego jeszcze w wyniku odniesionych ran.
    Wieść o śmierci artysty dotarła do Watykanu dziesięć dni później. Do tego czasu papież Paweł V zdążył już podpisać ułaskawienie.


     Z okazji Święta Wielkiej Nocy życzę wszystkim Czytelnikom Naprzeciw SZCZĘŚCIU radosnych chwil w gronie najbliższych poprzedzonych chwilą zadumy nad tajemnicą życia i śmierci w czasie Triduum Paschalnego 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Syrakuzy - Ortygia



     Kołyską Syrakuz nazywa się wysepkę Ortygia najciekawszą część miasta, na którą dostać się można od strony lądu wejściem dla spacerowiczów Corso Umberto I albo dla zmotoryzowanych Via Malta wiodącą na most Ponte Nuovo. Warto jednak zostawić samochód gdzieś w okolicy i zwiedzać Ortygię pieszo, bowiem jej długość to zaledwie jeden kilometr, a szerokość pięćset metrów.
    Już kilka kroków za mostem, przy Largo XXV Luglio znajdują się ruiny najstarszej na Sycylii świątyni doryckiej z szóstego stulecia przed naszą erą, poświęconej Apollinowi, która na przestrzeni wieków pełniła różnorakie funkcje: kościoła w okresie bizantyjskim, meczetu za panowania Arabów, później znowu kościoła za Normanów, aż wreszcie w szesnastym stuleciu koszar za panowania Hiszpanów.
    Dzisiaj otwarta Ortygia była niegdyś fortecą, do której wiodły trzy duże bramy zburzone w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym trzecim roku wraz z murami.
 
Syrakuzy - Ortigia

Syrakuzy - Ponte Nuovo

Życie przenosi się na malownicze uliczki Ortygii

Przypomina mi majstra Dżepettę i jego Pinokia z bajki Carla Collodiego

Ruiny świątyni Apollina

     Idąc od świątyni Apollina w stronę katedry warto zatrzymać się na Placu Archimedesa z Fontanną Artemidy. Twórca fontanny Giulio Moschetti przedstawił tam wyjątkowo popularną na Ortygii scenę mitologiczną. Oto w środku wodotrysku bogini łowów zamienia w źródło swoją nimfę Aretuzę uciekającą przed ścigającym ją Alfejosem. Wokoło wśród tryskających strumieni wyłaniają się: pędzący rumak, tryton i syrena.  
     Źródło Aretuzy znajduje się w końcowej części wysepki. Tam też gromadzi się zawsze spory tłumek. Niewiarygodne wręcz, że owo źródło wytryskuje wodą słodką przy samym morzu.
    Według mitu, Alfejos prześladował swoją miłością nimfę Artemidy, Aretuzę i aby ją dosięgnąć zamienił się w rzekę, ścigał  ją pod ziemią i morzem, aż na Sycylię, gdzie połączył się z nią na wieki.
    Źródło Aretuzy, półokrągły basen utworzony w tysiąc osiemset czterdziestym trzecim roku inspirował i inspiruje poetów i pisarzy, fascynował i fascynuje podróżników i zwykłych turystów.
    Legenda  ta zauroczyła także naszego znakomitego kompozytora Karola Szymanowskiego.
Stworzył on nowatorskie dzieło muzyczne, jeden z najwybitniejszych utworów światowej literatury skrzypcowej,  a mianowicie Mity opus 30 - trzy miniatury na skrzypce i fortepian:  Źródło Aretuzy, Narcyz, Driady i Pan.
        W połowie listopada tysiąc dziewięćset dwudziestego trzeciego roku, Karol Szymanowski w liście do amerykańskiego skrzypka Roberta Imandta pisał:
     [...] To nie ma być dramat, rozwijający się w następujących po sobie scenach, z których (każda) ma znaczenie anegdotyczne - to raczej złożony wyraz muzyczny porywającego piękna Mitu. 'Tonacja' główna 'płynącej wody' w Aretuzie, 'wody stojącej' w Narcyzie (nieruchoma i przejrzysta powierzchnia wody, w której odbija się piękność Narcyza) - oto są główne linie dzieła [...] W 'Driadach' można by wyobrazić sobie treści w sensie anegdotycznym. A więc szmery lasu w gorącą letnią noc, tysiące tajemniczych głosów, krzyżujących się ze sobą w ciemnościach - zabawy i tańce Driad. Nagle dźwięk fletu Pana. Cisza i niepokój [...]
 
Prozerpina - Dante Gabriel Rosetti

    Dziś w Źródle Aretuzy pływają kaczki i ryby z gatunku cefal pospolity, spotykany w przyujściowych odcinkach rzek. Ryby te osiągają długość około pięćdziesięciu, sześćdziesięciu centymetrów i masę od dwóch do czterech kilogramów. Świetnie pływają i skaczą.
    W basenie rosną papirusy - symbol Syrakuz.
   O papirusach napiszę trochę więcej, jako że ich produkcja ma korzenie antyczne i ciągle jest ważnym elementem kultury i historii Syrakuz.
Jedynym terenem w Europie, gdzie rośnie papirus gatunku cyperus siracusano, są zarośla nad rzeką Ciane. Obszar ten od tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku objęty jest Rezerwatem Naturalnym Rzeki Ciane i Salin Syrakuz.
    Ażeby dotrzeć do dorzecza czczonej w starożytności Ciane należy wrócić do Corso Umberto i po wyjściu z Ortygii skręcić w lewo. Ci którzy chcą obejrzeć miejsce, w którym rozegrała się mitologiczna scena porwania do Hadesu Prozerpiny (greckiej Persefony) córki Ceres (greckiej Demeter) przez Plutona (greckiego Hadesa) muszą wsiąść w łódkę. Być może przy odrobinie szczęścia, mijając wysokie łodygi papirusu usłyszą cichy płacz nimfy Cyane (greckiej Kiane), która próbując przeszkodzić uprowadzeniu Prozerpiny została przez Plutona zamieniona w rzekę Ciane.
 
Źródło Aretuzy

Słynne papirusy w Źródle Aretuzy, kaczki i ryby

    Syrakuzy słyną z artystów - rzemieślników, którzy zajmują się ręczną produkcją papirusu. Papirus otrzymują metodą opisywaną przez Pliniusza w XIII księdze Historii Naturalnej. Wybiera się najmiększą i najbielszą część łodygi cyperusa siracusano rosnącego przy samej wodzie i tylko jego pięćdziesięciocentymetrowy odcinek powyżej korzenia. Do produkcji fabrycznej fałszywego papirusu używa się całości łodygi. Najpierw zdejmuje się korę, potem struga się paski wzdłuż łodygi, po czym moczy się je wodzie z solami mineralnymi przez osiem godzin. Później układa się je na bawełnianej ściereczce, począwszy od pasków pionowych, od lewej do prawej, następnie paski poziome od góry do dołu, nakrywa się je ściereczką i wałkuje ciężkim marmurowym wałkiem, niemal identycznym, jakiego używano trzy tysiące lat temu. Gotową kartę suszy się na powietrzu...
 
    Ale, ale..., wracam na plac katedralny Piazza del Duomo, na którym najważniejszym zabytkiem jest oczywiście katedra, będąca połączeniem wielu różnych elementów architektonicznych, a przede wszystkim połączenia okresu pogańskiego z chrześcijańskim.
    Pogańska była świątynia Ateny /Minerwy/ z początku piątego wieku przed Chrystusem. Wzniesiono ją na miejscu wcześniejszej budowli sakralnej z ósmego wieku przed naszą erą. Jej konstrukcję zlecił Gelon  tyran Geli i Syrakuz po zwycięskiej bitwie stoczonej z Kartagińczykami pod Himerą. Klęskę poniosła wówczas armia punicka dowodzona przez Hamilkara, który na widok uciekających żołnierzy rzucił się w płomienie ofiarnego stosu. Zwycięstwo Gelona przyniosło mu sławę w świecie greckim i popularność w Syrakuzach. Po jego śmierci poświęcono mu kaplicę i czczono jako herosa. Jak wiemy z historii, siedemdziesiąt lat później inny wódz kartagińskich wojsk, Hannibal, zniszczył w odwecie Himerę...
    Trzydzieści sześć kolumn doryckich w epoce bizantyjskiej zespolono murem i pokryto cienką warstwą malowanego tynku.
    Potężne kolumny, które niegdyś otaczały celę pozostawiono na swoim miejscu i połączono je ośmioma  arkadami po obu stronach, tworząc tym samym bazylikę o trzech nawach.
    Podczas trzęsień ziemi w tysiąc pięćset  czterdziestym drugim i tysiąc sześćset dziewięćdziesiątym trzecim roku zniszczeniu uległa fasada katedry, którą zrekonstruowano w pierwszej połowie osiemnastego wieku według projektu włoskiego architekta Andrei Palmy, jednego z najbardziej znanych przedstawicieli baroku sycylijskiego.
    Fasada katedry wzbogacona jest posągami świętych. Jest tam święta Łucja i święty Marciano. W niszy nad wejściem umieszczono statuę Madonny del Pilar, której poświęcona jest katedra. Po obu stronach schodów stoją figury świętych Piotra i Pawła. 
    Wewnątrz  w nawach bocznych znajdują się między innymi kaplica Najświętszego Sakramentu, kaplica Krzyża Świętego, kaplica świętej Łucji, kaplica Matki Boskiej Śnieżnej, kaplica świętego Marciano, a także baptysterium z misą grecką na cokole normańskim i fragmenty mozaiki również z okresu Normanów. Przy ścianie w lewej nawie z widocznymi antycznymi kolumnami stoją trzy posągi, pierwszy z nich to święta Katarzyna Aleksandryjska, dzieło nieznanego rzeźbiarza, drugi to święta Łucja, dzieło Antonello Gagini z tysiąc pięćset dwudziestego siódmego roku, trzeci to Madonna z Dzieciątkiem dłuta Domenico Gagini z szesnastego wieku...
 
Katedra na Piazza del Duomo i pałac biskupi po prawej

Nawa główna katedry

Ołtarz nawy głównej - Narodzenie Maryi

Kaplica Najświętszego Sakramentu

Sklepienie kaplicy Najświętszego Sakramentu - freski Agostino Scilla

Kaplica świętej Łucji

Kaplica Krzyża Świętego

Sklepienie w kaplicy Krzyża Świętego

Baptysterium

Św Katarzyna, Madonna z Dzieciątkiem, św Łucja

    Plac katedralny przyciąga turystów swoją niepowtarzalną barokową urodą. W dzień słoneczny wydaje się być cały biały i tylko błękitne niebo przełamuje jego jasność. Warto przysiąść na chwilę i przyjrzeć się tej niezwykle eleganckiej barokowej przestrzeni. Ja przysiadłam na stopniach kościoła świętej Łucji i obserwowałam fasady budynków:
- po lewej stronie katedry pałac senatorski /Palazzo Senatorio/
  wzniesiony na ruinach dawnej świątyni porządku jońskiego,
- po prawej stronie katedry pałac biskupi /Palazzo Vescovile/ z
  przepięknym tarasem i ogrodem na dachu
- naprzeciwko katedry pałac Beneventano del Bosco

Po środku Palazzo Beneventano del Bosco

Palazzo Beneventano del Bosco

Na stopniach kościoła świętej Łucji

Nawa główna kościoła świętej Łucji

Wnętrze kościoła świętej Łucji - obraz Caravaggia - Pogrzeb św Łucji

Wnętrze kościoła świętej Łucji

Piazza del Duomo

Gdzieś na cyplu wysepki Ortygii

Cypel wyspy Ortygii

Cukierkowe wnętrze

    I tak niegdyś znane tylko z książek Syrakuzy, które we wczesnej młodości rozpaliły moją wyobraźnię stały się rzeczywistością. Mogłam sycić zmysły historią miasta nie tylko tą zapisaną w dziełach literackich i dokumentach, ale także tą utrwaloną w dziełach artystów i architektów.