piątek, 1 lutego 2013

Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp


    Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają.
    Bo ludzie źli, ach, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.
 
    W niedzielę, dwudziestego siódmego stycznia, po raz ostatni śpiewaliśmy kolędy, chociaż w tradycji polskiej ich śpiewanie dopuszcza się do drugiego lutego, do Święta Ofiarowania Pańskiego.
    Przed południem, na zaproszenie księdza Józefa Kowalczuka, wystąpiliśmy z dwoma mini koncertami w Kościele Wniebowstąpienia Pańskiego w Karakulach. Najpierw kolędy zaśpiewali najmłodsi, z zespołu Żelki i Przyjaciele, a później chór z parafii NMP Królowej Polski z Supraśla.
    Od kilku lat oba zespoły prowadzi Janusz Fidziukiewicz, a wspiera go całym sercem jego żona Joanna, o czym już wielokrotnie pisałam.
Żelki i Przyjaciele, w minionym roku wystąpiły w kilku koncertach konkursowych, promujących młode talenty i zdobyły pierwsze nagrodzone miejsca. Nie sposób nie zauważyć postępów w rozwoju najmłodszych muzyków, ich coraz większych umiejętności panowania nad instrumentami, odważnego śpiewania, a także dyscypliny i powagi artystycznej…
    W zespole występują dzieci z Supraśla, Ogrodniczek, Karakul i Ciasnego. 


W mroźne przedpołudnie spotykamy się wszyscy przed domem Janusza

Jest nas coraz więcej

Pojedziemy do Karakul kilkoma samochodami

To był piękny słoneczny dzień

Jesteśmy prawie w komplecie

Wyjeżdżamy do Karakul

Kropeczka już tęskni.

Edyta i Dorota na parkingu przed kościołem w Karakulach

Kościół Wniebowstąpienia Pańskiego w Karakulach

Sprawdzamy sprzęt

Jeszcze przed rozpoczęciem mszy świętej

Za chwilę rozpocznie się msza święta

Organista pracujący w Kościele Wniebowstąpienia Pańskiego w Karakulach

Jest i mój Rici. On także robił zdjęcia.

Zespół Żelki i Przyjaciele

Julia, Ola, Asia, Krzyś, Gosia

Paulina, Gabrysia, Julia, Mateusz, Ola, w tle Kinga

Ola Augustynowicz z Ogrodniczek - dzwony rurowe, dzwonki chromatyczne, akordeon

Ola i Kinga Anikiej z Supraśla - keyboard

Tomek Staleńczyk z Ciasnego - instrumenty perkusyjne

Mateusz Świrydowicz z Ogrodniczek - perkusja i Ola Litwinowicz z Supraśla - gitara basowa

Paulinka Lewkowicz z Supraśla - gitara solowa

Asia Owczarz z Supraśla - gitara rytmiczna 

Julia Racewicz z Karakul - mandolina

Gabrysia Tomaszewska z Ogrodniczek - gitara hawajska

Krzyś Krawczuk z Supraśla i Gosia Świrydowicz z Ogrodniczek

Od strony prezbiterium

Chór z Supraśla

    Koncert w Karakulach zakończyliśmy pieśnią włoskiego kompozytora 
i organisty Giuseppe de Marzi. Giuseppe de Marzi urodził się w maju tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego roku w Castello Arzignano w regionie Wenecji Euganejskiej. Ten siedemdziesięcioośmiolatek ma w swoim dorobku ponad sto utworów chóralnych, do których napisał, i muzykę, i słowa. Największą popularnością na świecie cieszy się jego utwór Signore delle cime, co w wolnym tłumaczeniu znaczy Pan lub Władca wierchów, czy też szczytów.
    Giuseppe de Marzi zadedykował ją swojemu przyjacielowi Bepi Bertagnoli, który zginął tragicznie w górach w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym ósmym roku. Ciekawym jest fakt, że Giuseppe de Marzi, często podpisuje się jako Giuseppe Bepi de Marzi, być może dlatego, żeby pamięć o przyjacielu była ciągle żywa. A tak brzmią mniej więcej w wolnym tłumaczeniu na język polski słowa pieśni, którą przetłumaczono także na wiele innych języków.

Boże nieba, Panie szczytów.
Jeden z naszych przyjaciół poprosił górę.
I my Ciebie prosimy,
Tam w raju,
Pozwól przejść przez Twoje szczyty.
Święta Mario, Pani śniegu.
Przykryj białym, miękkim płaszczem
Naszego przyjaciela,
Tam w raju,
I pozwól przejść przez Twoje szczyty


Tej niedzieli po raz ostatni śpiewamy kolędy

Zapowiadam naszą ulubioną pieśń Signore delle cime

    Po koncercie rodzice młodych muzyków przygotowali słodki poczęstunek i zaprosili wszystkich na plebanię kościoła w Karakulach. Nie zabrakło gorącej kawy i herbaty, a także owocowych napojów dla najmłodszych. To było nasze drugie już spotkanie w tej parafii i kto wie może stanie się ono tradycją…
 
Na plebanii kościoła w Karakulach

I od razu cieplej

Zmarzliśmy w kościele, a teraz chętnie wypijemy coś ciepłego

Krzysiowi nadal jest zimno i zostaje w kurtce

Wypiłam trzy kawy z mlekiem

Agnieszka

Emilka i Wojtek

Nasi najmłodsi artyści

    Tego samego dnia, wieczorem, w nieco mniejszym składzie wystąpiliśmy raz jeszcze w Kościele NMP Królowej Polski w Supraślu. Koncert był krótki ze względu na duży mróz. Jedną z kolęd zaśpiewał burmistrz gminy Radek Dobrowolski. Poznaliśmy także nowego dyrektora Centrum Kultury i Rekreacji Adama Jakucia. Nasz występ zakończyliśmy tą sama pieśnią Signore delle cime. Zadedykowaliśmy ją wikaremu, księdzu Grzegorzowi, w podzięce za prezent dla zespołu, a mianowicie piękny błyszczący saksofon.

Krótki koncert w Kościele NMP KP w Supraślu

     Świąteczny dzień zakończyliśmy kolacją, zorganizowaną naprędce przez koleżanki z chóru. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na dębowym, parafialnym stole pojawiły się znakomite w smaku pieczenie, sałatki, sery, różne inne zimne przekąski, marynaty, słodkie rogaliki, owoce w cieście francuskim, a także coś gorącego na zmarznięte członki…

Ania z Gosią przygotowały kolację. Pomagała Paulinka.

Zaczynamy od gorącej herbaty

Jak Rodzina

Ech...!  Młodość !

    Ech…, karnawał jeszcze trawa! A jak są zapusty to musi być i zabawa!
We wtorek, o godzinie siedemnastej spotkaliśmy się w Mieldziczówce pod wiatą. Kiedy tam dotarłam moje przyjaciółki z chóru uwijały się przy gazowej kuchni i rozpalonym kominku. Na jednym z palników perkotał gulasz a la strogonow, a w kominku na rozżarzonych do czerwoności drwach stał żeliwny garnek z gorącym tradycyjnym polskim bigosem. W powietrzu czuć było zapach podgrzewanej babki ziemniaczanej i podsmażanych mielonych kotletów. Zaraz też, mogliśmy owych smakołyków spróbować.
    We wtorek zelżał mróz i zrobiło się nieco cieplej. Na następne dni tygodnia prognozowano odwilż i temperatury plusowe. Cieszyliśmy się więc drobniutkimi płatkami śniegu wirującymi w powietrzu i niewielkim mrozem. Po Mieldziczówce krążyły jak bracia syjamscy, dwa młode wilczury Dolar i Rubel – pupile właściciela. Chodziły tak, jakby były zrośnięte bokami i obserwowały z bezpiecznej odległości, co też dzieje się na ich terytorium. Nie podchodziły do gości, nie łasiły się i nie prosiły o jedzenie.
    Po treściwych gorących daniach, Ania z błyskiem w oku kroiła delikatne ciasto z bakaliami, przełożone cienką warstwą kremu... Ślinka ciekła wszystkim na widok deseru… 
    Czas płynął szybko w oczekiwaniu na jeszcze dwie osoby, które do Mieldziczówki dotarły dwie godziny później. Zaraz też podjechała para sań zaprzężonych w dwie dorodne kobyłki. Zajęliśmy miejsca, zapaliliśmy pochodnie i ruszyliśmy w ciemny las. Księżyc zaczynał właśnie swoją pierwszą kwadrę i nie miał zamiaru nawet w zmniejszonym rozmiarze przebić się przez warstwę chmur. Nadal padał drobny śnieg, a jego biel rozjaśniała tajemniczy nocą las. A jak tajemniczo, to i z przygodami. Najpierw w pierwszych saniach puściła uprząż konia, później woźnica skręcił za wcześnie w lewo i wjechał w wąską nieprzetartą drogę, która kończyła się gęstymi krzakami. Musieliśmy wracać, zgasły pochodnie, a przy manewrze skrętu wyprzęgła się druga kobyłka i zaczęła wierzgać tylnymi nogami, bo jeden z bocznych dyszli odczepił się, drugi zaś skosił i ułożył między tylnymi, a przednimi nogami konia. Przydały się światła telefonów komórkowych…
    Bez paniki dotarliśmy z powrotem do Mieldziczówki. Zostaliśmy tam jeszcze jakiś czas, a tańce urządziliśmy już we wnętrzu…

Kamil - student UW w Białymstoku i młody organista

Jan - znakomity bas

Gosia - sopran

Grzegorz i Janusz

Joanna - alt, Janusz - organista i dyrygent

Janusz i Kamil

Emilka - alt, Wojtek - tenor

Kamil i Jan

Ania, Kamil i Gosia

Czekaliśmy już tylko na Wojtka

Pierwsze sanie przed nami
  
Pierwszymi saniami powozi sam właściciel Mieldziczówki (jeszcze nie żonaty!)


Nie lubię jak konie ciężko pracują


Pierwsze sanie


Kobyłka z pierwszych sań


Śliczna jest


Po kuligu rozgrzewamy się przy kominku


Jadło było wyśmienite, co widać...


Tańce w Mieldziczówce


Edyta - alt


No to weselmy się


Ech...!  Zapusty !


A komu za gorąco...


I to by było na tyle...

    Szeroko otwarta brama gospodarstwa młodego Piotra Mieldzicza zaprasza nie tylko zimą. Tutaj na skraju lasu panuje cisza i spokój. Można więc doskonale wypocząć z dala od zgiełku wielkiego miasta... 

Niedziela, 27 stycznia 2013 roku 
Wtorek, 29 stycznia 2013 roku