sobota, 12 maja 2012

La Scala i Festiwal Muzyczny "GLORIA"

... cd  
czyli, co łączy Supraśl z Mediolanem.

    Supraśl to małe miasteczko w sercu Puszczy Knyszyńskiej
bez wątpienia jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Jest tak piękne i tak magnetyczne, że od momentu narodzin po dziś dzień w nim siedzę. Tutaj korzenie zapuścili moi rodzice, a ja je wzmacniam i zapuszczam jeszcze głębiej…
     Do Supraśla przyjeżdża wiele osób i wiele zostaje na zawsze - urzeczeni położeniem miasteczka wdychają powietrze przesycone eterycznymi zapachami sosny i świerka. Jednym z licznych ostańców supraskich był ksiądz Włodzimierz Prawdziwy, o którym pisałam tutaj. Tu był, tu żył 
i tu pozostał na zawsze. 26 lipca tego roku minie sześć lat, od dnia kiedy zginął śmiercią tragiczną na drodze z Białegostoku do Warszawy, w zderzeniu z samochodem ciężarowym.
    Oprócz samych zalet ksiądz Włodzimierz Prawdziwy miał jedną słabość - kochał operę - jego pasja była tak wielka, że o muzyce poważnej mógł rozprawiać jak nie jeden profesjonalista. Znał libretta, nucił partie solowe, 
a do tego wszystkiego kochał balet, sam też prowadził w parafii zajęcia muzyczne. Miał pokaźny zbiór krążków CD – sonaty, koncerty, kantaty, symfonie, preludia, opery, operetki… I gdyby nie powołanie do stanu kapłańskiego, służba człowiekowi i Bogu, pewnie zostałby wierny tradycjom rodzinnym i kształciłby się dalej w ukochanej przez siebie dziedzinie.
    Ojciec księdza Włodzimierza, Aleksander Teliga – światowej sławy śpiewak, należący do czołówki europejskich basów – zaprosił go na swój kolejny występ do mediolańskiej La Scali, na operę Piotra Czajkowskiego, 
z librettem napisanym przez Modesta Czajkowskiego według poematu Aleksandra Puszkina Eugeniusz Oniegin. 
    O ile dobrze pamiętam przedstawienie operowe miało odbyć się w lutym 2006 roku. Kiedy ksiądz Włodzimierz w przerwie między lekcjami cały rozpromieniony, z tajemniczym błyskiem w oku opowiedział mi o tym szczęśliwym wydarzeniu i wyjeździe do Mediolanu, moja wyobraźnia jak zwykle, nieco za szybko zaczęła pracować i omal nie krzyknęłam w euforii, żeby zabrał mnie ze sobą. Opanowałam jednak moje emocje i pomyślałam, że kiedyś też tam pojadę i zobaczę słynny Teatro alla Scala
    … I tak oto, dokładnie 22 marca tego roku, czyli sześć lat od pamiętnej rozmowy, moje marzenie się spełniło…
    Idąc do budynku opery starą wyłożoną kamieniem ulicą, wzdłuż której biegły tory miejskiego tramwaju nie wiedziałam, co zobaczę. Myślałam 
o księdzu Włodzimierzu, o tym ile cennej wiedzy by mi przekazał gdyby był tutaj ze mną. Jego uśmiechnięta twarz ciągle była żywa w mojej świadomości... 
    Kiedy doszłam do Piazza Scala, zobaczyłam  neoklasyczny gmach – jeden z najsłynniejszych teatrów operowych na świecie. We Włoszech są trzy teatry o renomie światowej: Teatro San Carlo w Neapolu, La Fenice w Wenecji i oczywiście La Scala wybudowana na zlecenie Marii Teresy, na miejscu stojącego tam niegdyś kościoła Santa Maria della Scala, któremu teatr zawdzięcza swoje imię. Zapewne wszyscy pamiętacie znanego muzyka epoki - Antonio Salieriego - rywala Wolfganga Amadeusza Mozarta? 
To właśnie jego opera Europa riconosciuta była pierwszą, inaugurującą otwarcie teatru, a także balet Apollo Placato Giuseppe Canzianiego, w sierpniu 1778 roku
    Zewnętrze gmachu nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak jego wnętrze. Cenne zbiory Museo Teatrale alla Scala, podobały mi się najbardziej. Otwarto je w marcu 1913 roku, z inicjatywy kilku miłośników i pasjonatów sztuki teatralnej, wśród których znajdował się Arrigo Boito - poeta, kompozytor i librecista, syn włoskiego malarza i polskiej hrabiny Józefiny Radolińskiej. Pierwszą kolekcję należącą do antykwariusza Giulio Sambona kupiono na aukcji w Paryżu, za pieniądze zebrane w ciągu tygodnia. Dzisiaj w muzeum teatru można oglądać liczne popiersia i portrety kompozytorów, dyrygentów, instrumentalistów, śpiewaków…, którzy przyczynili się do rozsławienia La Scali. Odnalazłam także portret architekta tej neoklasycznej budowli Giuseppe Piermariniego, autorstwa Martino Knollera. Uwagę moją przyciągały dawne instrumenty klawiszowe – takie jak siedemnastowieczny spinet, lub też szpinet, z wymalowanym nań w 1669 roku obrazem Angelo Solimena. Niezwykle ciekawą była także kolekcja porcelany, pochodząca z aukcji Sambona… 

Mediolan - Teatro alla Scala po środku zdjęcia

Neoklasyczny gmach Teatro alla Scala

Museo Teatrale alla Scala

Museo  i Teatro alla Scala

Łuk Triumfalny Galerii Vittorio Emanuele II od strony Piazza Scala

Afisze we wnętrzu teatru

Afisze we wnętrzu teatru

Widownia z lożą centralną i loże boczne na sześciu poziomach

Loże boczne i fragment sceny













    No więc, co łączy tak odległe i różne miejscowości ?
Myślę, że za przyczyną księdza Włodzimierza Prawdziwego, łączy je muzyka. 
To w Supraślu, z inicjatywy jego ojca Aleksandra i matki Haliny organizowany jest od 2007 roku Europejski Młodzieżowy Festiwal Muzyczny „Gloria” z repertuarem operowo – operetkowym.
    W wywiadzie dla Kuriera Porannego z sierpnia 2010 roku Aleksander Teliga powiedział miedzy innymi:
    Los sprawił, że nasz syn, ks. Włodzimierz Prawdziwy, trafił do supraskiej parafii jako wikariusz. Wtedy razem z żoną zaczęliśmy tu przyjeżdżać coraz częściej. Wszyscy księża, którzy wówczas tutaj pracowali, okazali się wspaniałymi ludźmi. Włodzimierza nie ma już dzisiaj z nami, ale pozostała jeszcze muzyka, śpiew Supraśla.
     A na pytanie:
     Dlaczego wybrał właśnie Supraśl na miejsce swojego festiwalu?
     Odpowiedział:
     Po pierwsze – jest tutaj Puszcza Knyszyńska. Po drugie – to stało się za sprawą śmierci mojego syna. Włodzimierz kochał operę. Często jeździliśmy razem na festiwale. Pół roku przed jego śmiercią chciałem spełnić marzenie syna, postanowiłem więc zaprosić go do La Scali. Jednak, kiedy leciał do Mediolanu samolotem, warunki były wyjątkowo niekorzystne. Pamiętam, że padał wtedy gęsty śnieg, a on przez osiem godzin musiał siedzieć w samolocie na lotnisku. Kiedy jednak udało mu się dotrzeć na miejsce, zrozumiałem, jak bardzo było to dla niego ważne.

    Byłam na koncertach i chociaż nie odbywały się one w bogatych wnętrzach sal operowych, a w ujeżdżalni koni, czy też w auli Centrum Edukacji to głos niosło tak samo, a licznie zgromadzona publiczność mogła podziwiać wielu utalentowanych śpiewaków.
    Mam nadzieję, że pomysłodawcy festiwalu będą spotykać się z większą życzliwością urzędników i problemy finansowe nie będą stały na przeszkodzie kontynuowania tego znakomitego wydarzenia muzycznego.


    Tylko w Supraślu festiwal może istnieć, bo tylko to miejsce nadaje mu odpowiednią oprawę. Status uzdrowiska i wyjątkowy klimat zapewnia festiwalowi powodzenie i stwarza jak najlepsze warunki wypoczynku. Lato w Supraślu, na łonie natury, nad rzeką, wśród łąk i lasów, to niezapomniany, pełen romantycznych chwil relaks, okraszony popołudniowymi koncertami muzyczno wokalnymi, to czas spotkań ze znakomitymi wykonawcami, ciekawe rozmowy przy ognisku w małych przyrodniczych enklawach, nad strumieniami, stawami, na plaży…., z szemrzącym głosem przyrody, światełkami migocącymi i odbijającymi się w wodzie, z niebem rozgwieżdżonym…
Ech…, wspomnienia.
    Myślę, że każdy w miarę swoich możliwości na różne sposoby może wspierać pomysłodawców Europejskiego Młodzieżowego Festiwalu Muzycznego „Gloria” i zatrzymać go w naszym mieście.
Rozsławiajmy i my nasz kurort poprzez organizowanie tego typu imprez kulturalnych, a za parę lat będzie się o nas mówiło w Mediolanie.
    Ech…, przydałby się letni amfiteatr.  

cdn ...

4 komentarze:

  1. Ciekawy reportaz, zaraz zagladnelam do google i poczytalam o Supraslu, malo zdjec, ale te ktore zobaczylam pokazuja miasteczko jakie bym pewnie polubila. Powinnas zrobic obszerny post na temat Twego miasta. Szukalam w Twoim archiwum, ale nie znalazlam. Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj,
    Na temat Supraśla znajdziesz coś niecoś klikając na etykiety: "Co w Supraślu słychać", "Moje ulubione ścieżki rowerowe", "Święta", "Przyjaciele", "Rodzina".
    Dużo wiadomości jest także w "OBRAZACH". Właściwie większość Kartek z Pamiętnika mówi o Supraślu. Nie jest to jednak jakiś całościowy materiał o moim miasteczku, tylko zapiski wydarzeń. W "Moich podróżach" nie piszę o moim mieście. Wyjątkiem jest ostatni wpis.
    Kto wie może zbiorę więcej informacji w jednym poście.

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, radośnie i ciepło, a jak będziesz miała ochotę przyjeżdżaj tu. Zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest komentarz Hani, wysłany do mnie mailem:

    Witam Ewa,
    Wrażenia Twoje są identyczne z moimi z Mediolanu, sprzed roku.
    Muzeum zwiedziłyśmy z Anią, (istotnie budynek la Scali nie robi wrażenia o czym lojalnie uprzedzają przewodniki), zajrzałyśmy na widownię, odbywały się próby. Niestety tego dnia nie odbywał się żaden spektakl,
    Ewa, wyobraź sobie, że rok temu jadąc pociągiem poznałam matkę księdza, o którym piszesz.

    Prowadzi na Śląsku (chyba w Bytomiu wraz z mężem) szkołę wokalno- muzyczną.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie
    PS. Kawa dalej aktualna,tylko napisz sms-em kiedy masz czas.
    Hanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, Słońce ;)

    Wreszcie znalazłam chwilę, aby nadrobić zaległą wizytę na twoim blogu. Masz naprawdę wprawną rękę, że tak powiem, zdjęcia zawsze są wyraziste, pełne szczegółów, co oczywiście świadczy o wyjątkowej bystrości twego umysłu. Dostrzegasz to wszystko, co innym turystom mogłoby umknąć.
    Muzyka klasyczna jest moim najukochańszym przedziałem muzyki, pomimo iż żadnym wielkim znawcą nie jestem, jak wspomniany przez ciebie śp. ksiądz Włodzimierz. Zawsze twierdziłam, że nawet wśród kapłanów zdarzają się co pewien czas ludzie wyjątkowi, aczkolwiek świat szybko ich unicestwia. Dziwne są koleje losu. Ale wracając do muzyki... Najbardziej koffam Dvořáka, Brahmsa, Vivaldiego oraz Rachmaninowa, aczkolwiek zdarza mi się rozpłynąć pod ekspresywnym Mozartem czy Beethovenem. Z oper bardzo lubię Carmen, ale z nieco delikatniejszych, Jezioro Łabędzie czy Dziadka do orzechów -- Czajkowskiego. Jedno z największych marzeń życiowych? Móc obejrzeć i wysłuchać Carmen na żywo właśnie w La Scali. Ach... Chyba wynieśliby mnie stamtąd na noszach X,D Pełna ekscytacja.
    Bardzo też podobają mi się zdjęcia wnętrz... Błękitna tapeta i piękne, białe posągi oraz kolumny wspierające galeryjkę, brak mi słów. Tak kiedyś będę mieszkać ;D Hihihihi... Pomarzyć można, prawda?
    Z rozkoszą obejrzałam te zdjęcia. Zazdroszczę całą sobą.

    Pozdrawiam i jak zawsze całuję :*** (Cmok-Ćmok-Cmok). :P

    OdpowiedzUsuń