Kazimierz Dolny odwiedziłam po raz pierwszy w sierpniu 2018 roku, niespełna osiem lat temu. Była to dla mnie jedna z tych ciekawszych podróży, po długiej terapii onkologicznej, podczas których sprawdzałam wydolność mojego organizmu, związaną z dłuższym wysiłkiem bez nadmiernego męczenia się.
Cztery miesiące wcześniej test kondycyjny przeszłam na Maderze podczas intensywnego zwiedzania wyspy i jak się okazało był to sprawdzian nie tylko dla mnie, ale i dla Ryszarda, który zaskoczył mnie swoją odwagą w pokonywaniu ogromnych pochyłości terenu wypożyczonym Fiatem Punto. Byłam wtedy po 33 kursach chemioterapii (ostatni 34 po powrocie z Madery) i 28 cyklach radioterapii. Odrastały mi włosy, kręcone i gęste, które jednak, z powodu trwającej do dziś hormonoterapii, mocno się przerzedziły.
Maderę często wspominam, jako moją największą i najpiękniejszą przygodę. Ekstremalnym dla mnie wyzwaniem, dla Ryszarda zresztą także, była piesza wyprawa (bo tylko taka jest tam możliwa) na najdalej na wschód wysuniętą dziką część Madery, na jej długi, wąski i mocno pofałdowany, górzysty półwysep Ponta de São Lourenço, który tak jak i cała wyspa powstał z erupcji wulkanów wyrzucających lawę z dna oceanicznego. Jednym słowem cud natury! Quelle aventure! Zobacz tutaj.
Na wspominaną z nostalgią Maderę nie udało mi się polecieć po raz kolejny, ale za to trzy miesiące temu, pod koniec października 2025 dwukrotnie odwiedziłam Kazimierz Dolny. Naszą bazą wypadową był Nałęczów. To z Nałęczowa pojechaliśmy też do Zamościa, Zwierzyńca, Kębła, Wilkowa, Szczebrzeszyna.
Jak już wspominałam w poprzednim poście polska złota jesień 2025 nie rozpieszczała ciepłem, pogoda była zmienna.
O Kazimierzu Dolnym rozpisywać się nie będę, bowiem sporo ciekawych informacji można znaleźć we wcześniejszych wpisach tutaj, tutaj i tutaj,
Wkleję tylko trochę zdjęć miasta w aurze deszczowej, z pierwszej wycieczki, podczas której odwiedziliśmy kilka prywatnych galerii sztuki.
W Galerii malarstwa i rzeźby Leonardo, w której swoje prace prezentuje wielu współczesnych artystów kupiliśmy naścienną ceramiczną płaskorzeźbę stylem nawiązującą do sztuki secesyjnej.
Obok Sanktuarium Matki Boskiej Kazimierskiej, na wzgórzu Plebania Górna odkryliśmy miejsca parkingowe i tam za
niewielką opłatą (puszka na bramie wjazdowej) zostawiliśmy samochód.
Wracając z Kazimierza do Nałęczowa zatrzymaliśmy się we wsi Wilków, która jest siedzibą gminy Wilków, najmniejszą siedzibą gminy województwa lubelskiego. Słynie z uprawy chmielu. Wysokie sięgające siedmiu metrów konstrukcje słupowe z siatkami wpisują się w krajobraz tych terenów.
W czasie powodzi, która dotknęła Polskę w maju 2010, pod wodą znalazło się 90 procent powierzchni gminy. Zalane zostały 23 wioski. Jedyną wsią, która nie ucierpiała w wyniku powodzi był Rogów.
Zaznaczony poziom wylewu Wisły z 1833 i 2010 roku odnaleźliśmy w dwóch miejscach przy kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Floriana i świętej Urszuli.
22 maja 2010 roku media donosiły, że po przerwaniu wałów w Zastowie cała gmina Wilków znalazła się pod wodą. W samym Wilkowie prawie wszystkie budynki zalane były do wysokości pierwszego piętra, w Zastowie z nad wody wystawały tylko dachy. Ludzi ewakuowano za pomocą łodzi oraz śmigłowców wojskowych. Dojazd do Wilkowa od strony Dobrego był niemożliwy.
Podczas drugiej wycieczki do Kazimierza Dolnego pozwoliliśmy sobie na krótki spacer promenadą nadwiślańską wzdłuż alei Kazimierza Wielkiego. W Piekarni Zgoda kupiliśmy dwa duże, pachnące i jeszcze cieplutkie koguty. Legendę o kazimierskim kogucie zamieszczam poniżej.
Między Kazimierzem Dolnym a Nałęczowem znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy z cudowną, czternastowieczną figurką Matki Bożej z Dzieciątkiem, zaliczaną do tak zwanych Pięknych Madonn, patrz tutaj, a niecałe dwa kilometry na południowy zachód od Wąwolnicy, w miejscu historycznego cudu w Kęble stoi kapliczka Matki Boskiej Kębelskiej z kamieniem, wokół którego gromadzili się wierni prosząc Maryję o potrzebne łaski.
To niewielkie sanktuarium odwiedzają grupy pielgrzymkowe, mieszkańcy i turyści indywidualni tacy jak my. Panuje tu atmosfera tajemniczości i głębokiej duchowości. Przed przeszklonymi drzwiami pojawiają się wciąż świeże kwiaty. Na ogół drzwi kaplicy są zamknięte, ale my podczas drugiej tam wycieczki mieliśmy okazję wejść do środka. Pani grabiąca liście pozostawiła otwarte na oścież wejście. (Najprawdopodobniej podczas deszczowej pierwszej wyprawy do Kębła zostawiłam na zewnętrznym ołtarzu osłonkę obiektywu)
Październik 2025

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz