środa, 16 stycznia 2013

Hacjenda Hernána Cortésa - San Jose Vista Hermosa

cd...
    Kiedy umęczy mnie otaczająca rzeczywistość, a paskudna szarość wciśnie w cztery kąty, wtedy puszczam wodze fantazji i uruchamiam wyobraźnię. 
To, co mogę sobie wyobrazić często zamienia się w realny obraz. Nieraz, zastanawiam się jak to możliwe, że sen nie jest już snem, a ja jestem częścią obrazu wyśnionej krainy, brakującym elementem układanki.
    George Bernard Shaw powiedział, że:  
    Wyobraźnia jest początkiem tworzenia. Wyobrażasz sobie to, czego pragniesz, chcesz tego, co sobie wyobraziłeś i w końcu tworzysz to, czego chcesz.
    Zapewne moja umiejętność panowania nad wyobraźnią przyczynia się do tworzenia tego, czego chcę. Nieraz, po wielu latach, moje uśpione marzenia urzeczywistniają się. Ktoś by zapytał skąd owe marzenia się biorą? Odpowiedź jest prosta. Biorą się z własnych pragnień dążenia do doskonałości, chęci poznania świata, z przeczytanych książek, a szczególnie z niezwykle barwnych opisów miejsc, zjawisk i ludzi w nich zawartych, a także z własnych obserwacji i doświadczeń…

    Z okresu mojej wczesnej młodości pamiętam dokładny opis hiszpańskiej hacjendy, który na tyle pobudził moją wyobraźnię, że widziałam w niej siebie, jako beztrosko bawiące się dziecko. Chowałam się na strychach, pełnych tajemniczych przedmiotów, otwierałam wielkie kufry pokryte cieniutką warstwą kurzu, który przy unoszeniu wieka wzbijał się i opadał w smudze rozedrganego światła wpadającego do środka przez małe okrągłe okna w szczytach budowli. Podpierałam głowę rękoma i z łokciami wspartymi na kamiennych łukach, obserwowałam z góry wielki dziedziniec, na którym zawsze działo się coś ciekawego, zajeżdżały powozy zaprzężone w konie, ktoś z nich wysiadał i ktoś nimi odjeżdżał, ktoś spacerował, albo odpoczywał w cieniu rozłożystych drzew. I jeszcze te piękne kobiety w strojnych sukniach z kolorowymi wachlarzami w rękach i ci przystojni panowie…
    Nie ograniczałam się jednak do podglądania tętniącej życiem hacjendy. Biegałam także po prerii wypalonej słońcem i wdychałam gorące powietrze południa. Zabawom tym towarzyszyła mi zawsze jakaś dziwna poświata, rozproszony snop światła, za którym uparcie podążałam i którego końca nie byłam w stanie ani zobaczyć, ani doścignąć…
    Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że któregoś dnia, z bijącym sercem i olbrzymią ciekawością będę jechać do niewielkiego miasteczka Tequesquitengo, położonego nad jeziorem o tej samej nazwie, na lunch do San Jose Vista Hermosa, jednej z trzech monumentalnych hacjend Hernána Cortésa, położonych w odległości około pięćdziesięciu kilometrów na południe od Cuernavaki. Jak już wspominałam w poprzednim poście Karol V Habsburg, król Hiszpanii i cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, za zasługi dla Korony, przydzielił Cortésowi ziemie w krainie wiecznej wiosny, w żyznej dolinie o glebie wulkanicznej, na której hiszpański konkwistador zakładał plantacje trzciny cukrowej, a z pozyskanego surowca produkował cukier trzcinowy…

W drodze z Acapulco do Tequesquitengo

W drodze z Acapulco do Tequesquitengo

W drodze z Acapulco do Tequesquitengo

W drodze z Acapulco do Tequesquitengo

    Sam termin hacjenda zastosowano po raz pierwszy w szesnastym wieku, w Nowej Hiszpanii. Gospodarstwa rolno-hodowlane, na wzór gospodarstw andaluzyjskich, tworzono w Meksyku, Argentynie, Chile, w części Wicekrólestwa Nowej Granady, a mianowicie w Kolumbii i Wenezueli, jak również w części Brazylii pod nazwą fazendas.
    W tysiąc dziewięćset siedemnastym roku, liberalna konstytucja meksykańska, nakazała znacjonalizowanie tych gospodarstw i podzielenie ich na mniejsze zwane ejido.

    Wyróżnia się trzy typy hacjend.
    Pierwszy, to zabudowania wokoło wewnętrznego dziedzińca, przy którym wznoszą się budynek główny, budynki administracyjne i kaplica, a poza nimi domy dla robotników.
    Drugi, to luźno rozrzucona zabudowa otoczona murem z jednym wejściem w celu kontrolowania wchodzących i wychodzących pracowników.
   Trzeci zaś, to hacjendy mieszane, z elementami zarówno tych pierwszych jak i drugich.

    Hacjendę San Jose Vista Hermosa zaliczyłabym do trzeciego mieszanego typu hacjend, wybudowanej w pierwszej połowie szesnastego wieku.
    W drodze do Tequesquitengo obserwowałam krajobraz spalony słońcem. Żółte, suche trawy gęsto ścieliły się po obu stronach drogi i nic nie zapowiadało oazy zieleni, którą zobaczyłam za bramą ogromnego muru. 
    Trzysta sześćdziesiąt dni słonecznych w roku ze średnią temperaturą około dwudziestu sześciu stopni powyżej zera, to liczby, które wyjaśniają wszystko. 
    Gdyby nie odpowiedni system nawadniania terenów zamkniętych murem, nigdy nie zobaczyłabym hacjendy moich marzeń.
 

    Po śmierci Hernána Cortésa do Nowej Hiszpanii przybył jego syn, Martin Cortés, spadkobierca bogactw, zaszczytów i tytułu Pana i Markiza del Valle de Oaxaca.
    Według wielu historyków, hacjenda Vista Hermosa była jego ulubionym miejscem. Wraz z kilkoma encomenderos walczył o niedopuszczenie zniesienia encomiendas, krótko mówiąc był zwolennikiem niewolniczego systemu gospodarowania i kontroli nad ludnością indiańską na podbitych przez Hiszpanię posiadłościach kolonialnych w Ameryce Łacińskiej. Jako encomendero ten, który uzyskał encomiendę, miał prawo do ściągania od Indian trybutu należnego koronie hiszpańskiej w zamian za opiekę nad Indianami oraz szerzenie wśród nich chrześcijaństwa. System początkowo zbliżony do niewolnictwa, wzorowany na praktyce ściągania haraczu z ludności muzułmańskiej i żydowskiej w okresie rekonkwisty, upodobnił się następnie do pańszczyzny. 
    Za udział w walkach o zachowanie encomiendas Martina wygnano z Meksyku do Hiszpanii. Schedę po nim objął syn Fernando z tytułem trzeciego Pana i Markiza del Valle de Oaxaca, który wkrótce zmarł. Pedro, drugi syn Martina, z tytułem czwartego Pana i Markiza del Valle de Oaxaca stoczył burzliwą batalię z żoną Fernanda o dziedziczenie majątku. Z Hiszpanii sprowadzono zgodną z oryginałem kopię woli jego dziadka Hernána Cortésa i ostatecznie spór rozstrzygnięto na korzyść Pedra, który w tysiąc sześćset dwudziestym pierwszym roku sprzedał hacjendę rycerzowi Zakonu Calatrava.
     Byli jeszcze inni spadkobiercy Martina, jak chociażby jego córka Juana z tytułem
piątej Pani i Markizy del Valle de Oaxaca. Martin posiadał trójkę dzieci ze swoją siostrzenicę Aną Ramirez de Arellano, którą poślubił jeszcze w Hiszpanii, przed wyjazdem do Meksyku…

     Na początku osiemnastego wieku nieruchomość została kupiona przez Gabriela Yeromo. Powiększył on plantację trzciny cukrowej i udoskonalił wodociąg, którym płynęła woda z pobliskiego jeziora
Tequesquitengo, powstałego w kraterze wygasłego wulkanu, bogata w siarkę i jej związki…
 

     Właściciele hacjendy zmieniali się jeszcze kilka razy aż do rewolucji w tysiąc dziewięćset dziesiątym roku, kiedy to na arenę polityczną wkroczył Emiliano Zapta, przywódca chłopskiej partyzantki. W czasie działań partyzanckich, Zapata rozdzielał pomiędzy chłopów posiadłości obszarników, często przy tym paląc zdobyte hacjendy. Ogień podłożył także w Vista Hermosa pozostawiając po dawnej świetności kamienne zgliszcza.
 

    W tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym roku zniszczone włości Hernána Cortésa przejęła spółka Fernanda Martineza i Fernanda Gonzaleza. Obaj panowie odbudowali hacjendę według pierwotnych planów i udostępnili ją turystom. 
    Można tam wynająć pokój lub apartament, zamieszkać w jednym z kolonialnych domów z własnym ogrodem i basenem, można wynająć salę bankietową, organizować przyjęcia, spotkania biznesowe i wypoczywać we wspaniałym tropikalnym ogrodzie, gdzie zorganizowano przestrzeń do gry w golfa, tenisa, jazdy konno, można wreszcie zamienić się w kowboja i spróbować sił w rodeo, albo skorzystać z kąpieli w którymś z kilku basenów, można wypuścić dzieci na plac zabaw i pozwolić im na penetrowanie tuneli, piwnic i wielu innych ciekawych zakamarków hacjendy. Można obejrzeć ptaszarnię, i miejsca wydzielone dla domowego ptactwa, stajnie i stodoły jak również budynek, w którym produkowano cukier trzcinowy i alkohol…
 

Podcienia posiadłości Cortesa ze zgromadzonymi tam powozami

Podcienia posiadłości Cortesa ze zgromadzonymi tam powozami

Zgromadzono tutaj kilka takich pojazdów zaprzęgowych z epoki

Podcienia tej olbrzymiej posiadłości wyposażono także w meble kolonialne

Jedno z wejść

W piwnicach hacjendy przetrzymywano więźniów nie tylko politycznych

Przez piwnice w których się zagubiłam wchodzę do restauracji na lunch

Chyba zamówiłam jakąś rybę

Pod sklepieniem restauracji

Tuż obok restauracji niewielkie patio i wiele przejść

Największy basen w hacjendzie

Coś w rodzaju akweduktu, a może akwedukt spinający dwa brzegi

Pod takim łukiem dającym dużo cienia można pluskać się w wodzie

Są także miejsca wyznaczone dla dzieci

Bugenwille panoszą się wszędzie


Tropikalna roślinność w ogrodach hacjendy

Palmy królewskie na tle ogromnych murów okalających hacjendę

Po raz pierwszy widziałam tak niezwykłe okazy palmy królewskiej

Widok z balkonu willi La casa de las Palomas 161

Ten sam balkon willi La casa de las Palomas 161

Tropikalny ogród hacjendy

Nie mam pojęcia do czego służy ta budowla pokryta trawą

Woliera dla pawi

Można wynająć jeden z wielu domów z własnym basenem

A ponad willami sterczy dumnie komin cukrowni

Wszędzie można znaleźć cień

W takich miejscach nie czuje się upału

Mogłabym tutaj spędzić resztę mojego życia

Nie ma dwóch identycznych pokoi w Vista Hermosa, każdy umeblowany jest inaczej

Ileż ludzi mieszkało w Vista Hermosa, robotników i niewolników...

Tajemne przejścia ?

Przepiękna willa z okrągłymi oknami

Tak właśnie wyobrażałam sobie prawdziwą hacjendę

Przed wejściem do toalety mozaikowa ławka

A w ogrodzie w środku fontanny ułożono olbrzymi cudny bukiet ze świeżych mieczyków

Kolejne domy i alejki spacerowe w hacjendzie Vista Hermosa

Wewnętrzne przejścia i miejsca do wypoczynku

Ups, prawie identyczne, jak wyżej...

Czułam się tutaj jak hiszpańska arystokratka

Jeden z wymarzonych obrazów

Białe, jakby odlane z betonu pnie palmy królewskiej

Jeden z gatunków filodendrona

Filodendrony doskonale wspinają się po pniach innych drzew

Tutaj można spróbować swoich sił w rodeo

Między rodeo a stajniami

Można pojeździć konno

Ptactwo domowe

     Zapewne nie wiele osób może sobie pozwolić na zorganizowanie tam luksusowego przyjęcia weselnego i wziąć ślub w niewielkiej kaplicy, albo przed wejściem do niej, przy zorganizowanym specjalnie na tę okazję ołtarzu, oświetlonym o zmierzchu mnóstwem kolorowych lampionów i z wiwatami połączonymi z pokazem fajerwerków…


    Jako że, lubię zwiedzać obiekty sakralne weszłam do owej kaplicy i jak zawsze znalazłam coś, co przykuło moja uwagę. Ale zanim opowiem, co to było opiszę ten niewielki kościółek, którego stylu w żaden sposób określić się nie da, po prostu był to jeden z budynków epoki wkomponowany w cały zespół innych budowli okresu kolonialnego. 
    Najpierw przyjrzałam się ołtarzowi, którego retabulum, dla niewtajemniczonych nastawa ołtarzowa, było wykonane ze srebra, albo posrebrzane. W centralnym punkcie, w szeroką wykonaną także w srebrze ramę, wmontowano obraz Matki Bożej z Guadalupe, która króluje niemalże w każdym miejscu w Meksyku. 
    W bocznych niszach znajdowały się dwa wyobrażenia świętego Antoniego z Dzieciątkiem na ręku. Na ścianach wisiało kilka obrazów i ten, na który zwróciłam uwagę jak tylko weszłam do kaplicy. Początkowo zastanawiałam się skąd ja ten obraz znam. Chwila zastanowienia i już wiedziałam, że artysta wzorował się na Pojmaniu Chrystusa, Caravaggia, wykonanego w tysiąc sześćset drugim roku na zlecenie kardynała Matei. Ktoś namalował jedynie niewielki fragment tego powszechnie znanego dzieła. Na płótnie były tylko dwie osoby, a właściwie dwie twarze, Jezusa i Judasza, uchwycone przez malarza w momencie, kiedy Judasz pocałunkiem zdradza Mistrza. 
    Obraz Caravaggia był niezwykle popularny w owych czasach i wiele znamienitych postaci ówczesnego świata chciało go zawiesić w swoich salonach. Wykonano więc kilka kopii, lepszych i gorszych. Wiadomo, że oryginalne płótno zaginęło w osiemnastym wieku i nikt nie wiedział, co się z nim stało. Dopiero w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku, włoski historyk sztuki, pracujący w National Gallery w Irlandii, Sergio Benedetti rozpoczął badanie obrazu znajdującego się w klasztorze jezuitów w Dublinie, uważanego za kopię pędzla holenderskiego caravaggionisty van Honthorsta. Jego gruntowna konserwacja pozwoliła rozwiać wątpliwości co do autorstwa tego dzieła. To niesamowicie ciekawa i długa historia, do poznania której zachęcam…


Zaraz za tymi korzeniami znajduje się wejście do kaplicy, tuż za nią budynek cukrowni

Wejście do kaplicy

Srebrne retabulum z obrazem Matki Boskiej z Guadalupe

Srebrne detale retabulum

Pojmanie Chrystusa lub Pocałunek Chrystusa - obraz Caravaggia /zdjęcie z internetu/

Niezbyt udane dzieło, ale przykuwające uwagę - obraz w kaplicy

Kolorowe mozaiki

    Na zakończenie dodam jeszcze kilka ciekawostek dotyczących Hernána Cortésa, pierwszego właściciela Hacjendy San Jose Vista Hermosa.
    Ponoć był mężczyzną bardzo kochliwym i podobno już w czasach młodzieńczych relegowano go z Uniwersytetu w Salamance za jakieś gorszące ekscesy sercowe.
    Obrażony i upokorzony młodzian, niedoszły prawnik, wyruszył więc za Ocean. W bliżej nieznanych okolicznościach związał się na Kubie z kobietą indiańską, która urodziła mu córkę. Krótko przed trzydziestką ożenił się z przybyłą na wyspę Hiszpanką, Cataliną Juárez Marcaida, z którą mieszkał przez cztery lata aż do wyruszenia do Meksyku w tysiąc pięćset osiemnastym roku. Po trzech latach przymusowej separacji prawowita małżonka połączyła się wreszcie z mężem w zdobytym przez konkwistę Meksyku. Zmarła, jednak w niewyjaśnionych okolicznościach – jak rozpowiadała ulica – na skutek uduszenia przez własnego męża, co nigdy nie zostało mu dowiedzione przez królewską komisję, badającą tę sprawę.
    
Podczas całej wyprawy
Cortés związał się blisko z otrzymaną od Majów, urodziwą i inteligentną niewolnicą imieniem Malinali, pochodzącą z Azteków, ochrzczoną jako Marina i występującą w niektórych źródłach pod imieniem Malinche. W tysiąc pięćset dwudziestym drugim roku Malinche urodziła syna, który po swoim dziadku otrzymał imię Martin. Jako tłumaczka, nie odstępowała Cortésa na krok. Bez jej pomocy w komunikowaniu się z indiańskimi władcami, w tym z Montezumą, zdobywca Meksyku nigdy nie zdołałby w tak spektakularny sposób dokonać podboju imperium azteckiego. Cortés nie mógł poślubić Malinche, bo pozostawał jeszcze w legalnym związku małżeńskim. Wydał ją zatem za jednego ze swoich zaufanych żołnierzy, konkwistadora z Estremadury, Juana Jaramilla, któremu urodziła córkę.
     Cortés pozostając w związku z jedną kobietą, adorował inne, a wśród nich Elwirę de Hermosillę czy ukochaną córkę Montezumy, piękną Tecuichpo, ochrzczoną jako Donia Isabela, z którą też miał dziecko. Przez jakiś czas pozostawał w intymnym związku z dwiema innymi córkami azteckiego króla, ochrzczonymi jako Ana i Ines. Obie zginęły w tragiczną noc la noche triste. Podczas odwrotu ze zrewoltowanego miasta zginęła także córka dzielnego wodza Cacamy, Donia Francisca, którą Cortés trzymał przy sobie.
    Słynny konkwistador miewał doraźnie jeszcze inne kobiety indiańskie, ale po przybyciu do Hiszpanii na podobną miłosną swawolę nie mógł sobie pozwolić. Ustatkował się i ożenił z Juaną de Zuñiga, która urodziła mu jeszcze troje dzieci w tym Martina, pierwszego spadkobiercę tytułu Pana i Markiza del Valle de Oaxaca...

Spełniło się moje marzenie

Meksyk, Hacjenda San Jose Vista Hermosa,
19 listopada 2010 roku 
cdn...

6 komentarzy:

  1. ciekawa podróż w przeszłość, efektowne zdjęcia dodają uroku całej historii ... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Sławku w mojej społeczności blogowej :)

      Usuń
  2. Podoba mi się tamtejsza architektura, mam wrażenie, że jestem w jakiejś bajce, brakuje tylko rycerzy rodem z epickich opowieści szykujących się na wyprawę... A poza tym "palmy rządzą" ^ ^
    I oto chodzi, Ewuniu, aby mieć w sobie taki "zakątek", gdzie można się skryć, gdzie można być sobą, czuć się wolnym. W realu różnie to bywa, ale naszej duszy nikt nam nigdy nie zniewoli :)

    Pozdrawiam cieplutko :)) :*** (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duszy nikt nam nie zniewoli :)

      Całuski :)):**

      Usuń
  3. Ewo, pięknie napisałaś i pięknie pokazałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że jesteś. Brakowało mi Twoich plus jedynek i Twojego miniaturowego zdjęcia obok.
      Uściski :))

      Usuń