poniedziałek, 23 lutego 2015

Paryż - Galeries Lafayette Haussmann


    Szóstego sierpnia padało od samego rana i nic nie wskazywało na to, że pogoda się poprawi i zaświeci słońce. Nie miałam odpowiednich butów na taką chlapę więc postanowiłam, że tego dnia po ulicach Paryża spacerować nie będę i wprost z podziemnej kolejki metra wejdę do słynnego domu handlowego Galeries Lafayette Haussmann, znajdującej się na rogu ulic La Fayette i Chaussée-d'Antin.
    Nie miałam zamiaru niczego kupować  jako że było już po tak zwanych soldach i wszędzie prezentowano nowe kolekcje w cenach nie na moją kieszeń. Zresztą nie ja jedna miałam taki zamiar. Wiele osób przychodzi tam z ciekawości, chęci przyjrzenia się zarówno nowym trendom modowym jak i samemu budynkowi z przepiękną kopułą pod którą montowane są okresowe dekoracje, nawiązujące do świąt czy też innych wydarzeń.

    Tym razem był to ogromny biały balon z podwieszonym pomostem, przypominającym huśtawkę, na krawędzi którego siedział mężczyzna i z góry obserwował to co się dzieje wewnątrz luksusowego magazynu, otwartego pod koniec dziewiętnastego wieku. Do owego pomostu prowadziła wąska kładka z połączonych ze sobą równolegle desek, która skojarzyła mi się z rozpiętym pomiędzy drzewami hamakiem.
    Zastanawiałam się dlaczego akurat balon. Pomyślałam, że może ma to związek z historią baloniarstwa i po powrocie do domu zajrzałam do źródeł. Okazało się, że pierwszej udokumentowanej próby wzniesienia w powietrze balonu wypełnionego gorącym powietrzem dokonał portugalski wynalazca, jezuita i nadworny kapelan króla Jana V, Bartholomeo Lourenço de Gusmăo. Wyczyn ten odnotowano ósmego sierpnia tysiąc siedemset dziewiątego roku. Siedemdziesiąt cztery lata później, również w sierpniu, francuski fizyk Jacques Alexandre Charles wypuścił w powietrze z Champ de Mars w Paryżu pierwszy napełniony wodorem balon o średnicy czterech metrów.
    Uznałam więc, że dekoracja ma związek z sierpniowymi odkryciami sprzed setek lat i nie dociekałam innego powodu.

 
  Inną atrakcją domu handlowego jest taras widokowy na siódmym piętrze, z którego za darmo można podziwiać słynne paryskie zabytki. Tego dnia jednak na deszcz postanowiłam nie wychodzić. Na jednym z pięter obejrzałam wystawę promującą znane w świecie wyroby pochodzące z różnych regionów Francji...
    Już dawno nie widziałam tak wspaniałej kolekcji bagaży podróżnych, walizek, walizeczek, toreb, torebeczek, plecaków, plecaczków w najprzeróżniejszych wymiarach, kształtach i kolorach. Na tym stoisku i stoiskach z perfumami chyba było najwięcej klientów.

   
Ponoć każdego dnia Galeries Lafayette Haussmann odwiedza około osiemdziesiąt tysięcy ludzi a w ciągu roku sprzedaje się ponad dwadzieścia pięć milionów różnych artykułów. W okresie wyprzedaży ceny spadają nawet do osiemdziesięciu procent.
 































    Jednak z całą odpowiedzialnością twierdzę, że ceny w Galeries Lafayette Haussmann w Paryżu są znacznie niższe od tych w słynnym londyńskim Harrodsie. Tam doznałam prawdziwego zawrotu głowy, kreacje w cenach porównywalnych do cen samochodów. A ciekawskich także wielu, tłok przy gablocie z pierścionkiem zaręczynowym księżnej Diany. Miałam wtedy ze sobą zwykłą cyfrówkę i zdjęć wnętrz nie robiłam, bo wychodziły zbyt ciemne. Na pamiątkę zostawiłam jedno zrobione gdzieś w przejściach między piętrami i dwa przed domem towarowym w tym jedno z przesympatycznym panem, którego zadaniem było otwierać i zamykać drzwi klientom...




                                      Paryż, 6 sierpnia 2014 roku

14 komentarzy:

  1. Wspaniała wycieczka
    pozdrawiam serdecznie
    Maciej Organ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Macieju, zapraszam na kolejne i również serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  2. no i to jest galeria handlowa przez duże G:) podoba mi się jej architektura, nie dziwię się, że ludzie chodzą tam nie tylko kupować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można tam też zrobić zakupy w dziale spożywczym, zresztą bajecznie wyglądającym, można coś zjeść, odpocząć na tarasie, obejrzeć jakąś wystawę itp....
      W niektórych działach tłumy, czego niestety nie lubię...
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia (wiem- powtarzam się!). Sądząc po radosnej minie pana Odźwiernego i tak chętnie pozującego, masz dar oczarowywania mężczyzn.
    Podobną galerię widziałem w Mediolanie, podobną w sensie cen.
    Ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzaj się, powtarzaj, lubię Twoje powtórki...no i jestem dumna z tego, że dałeś się oczarować, co świadczy tylko o tym, że jestem kobietą z krwi i kości a nie jakąś marną jej kopią...

      Wydaje mi się, że kiedyś rozmawialiśmy na temat Mediolanu. Obok Galerii Vittorio Emanauele nie da się przejść obojętnie mimo zawrotnych cen. Oczywiście poczyniłam zakup w Mediolanie ale w innym sklepie znanej hiszpańskiej marki Desigual...
      Masz ochotę zajrzeć raz jeszcze do Mediolanu ?
      http://ewa-naprzeciwszczciu.blogspot.com/2012/04/moje-podroze-katedra-w-mediolanie-i.html

      Ucałowania odwzajemnione :)

      Usuń
    2. Ależ z Twoich doświadczeń dotyczących Mediolanu już skorzystałem. Teraz jestem na etapie wykorzystania Twoich opisów dotyczących Sycylii (dziękuję za wyczerpujący opis!) . Wycieczka odbędzie się w maju a w planie jest Katania, Taormina, Etna itd. Dodatkowym przeżyciem będzie lot samolotem- wstyd się przyznać, ale dotychczas nigdy jeszcze nie korzystałem z tego środka komunikacji.
      W planach jest jeszcze wrześniowy wypad do Neapolu, oczywiście połączony ze zwiedzaniem okolicy (na szczęście tym razem to już samochodem).

      Potwierdzam- jesteś "kobietą z krwi i kości"...
      Buziaki

      Usuń
    3. Sycylia jest wyjątkowa i jeżeli będę miała okazję pojechania tam raz jeszcze to na pewno to zrobię. Marzą mi się jeszcze wyspy Morza Tyrreńskiego te, na których nie byłam, w szczególności Panarea i Stromboli...
      Mam nadzieję, że dasz się ponieść chęciom i zobaczysz wiele innych miejscowości. Polecam Erice, a Taorminie powiedz ode mnie dzień dobry, a ze szczytów dwóch wzgórz Castelmola i Castello wykrzycz, że tam wrócisz, nawet gdybyś miał polecieć balonem. Ech! Mogłabym się spakować już teraz i za godzinę być gotowa do drogi...
      Cieszę się na Twój wyjazd. Wykorzystaj każdą wolną chwilę - odpoczniesz po powrocie do domu, no i opowiesz mi swoje wrażenia.
      W Neapolu nie byłam, ale to nic straconego.
      Buziaki odwzajemnione :))*
      A ja tymczasem na krótką przejażdżkę rowerem tak dla lepszej kondycji...

      Usuń
  4. Witaj, Ewuniu! :***

    Tym razem szczęka mi opadła ;D Wprawdzie na samą myśl o cenach w takim przybytku modowej rozpusty dostaję gęsiej skórki i raczej wątpliwa sprawa, bym się kiedyś tam zapuściła, to jednak zazdroszczę widoków bo wiem, co to za miejsce, znam z licznych publikacji i zdjęć. Ja i moda z wyższej półki raczej nie pasujemy do siebie, nie tylko dlatego, że większość ludzi bierze mnie za małolatę... Preferuję raczej luźne stroje, wygodne w każdej podróży, co tu dużo mówić... trampeciara ze mnie ;DDDD Ale marki które mogłaś obejrzeć z bliska, Prada, Dior, etc... Naprawdę zazdroszczę i gratuluję pomysłu na wycieczkę. Nie samymi dziełami sztuki sprzed setek lat człowiek żyje, wokół nas jest wiele współczesnych.

    Pozdrawiam cieplutko :*** :))) (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię paryskie domy mody i zaglądam tam zawsze kiedy jestem w Paryżu. Czasami kupuję coś na wyprzedażach. Ale Galeries Lafayette to nie największy luksus. Najdroższe i najbardziej ekskluzywne sklepy znajdują się przy Avenue Montaigne, do których nie wchodzę ale przechodzę obok. Nawet nie wiem jak miałabym się tam zachować zaglądając jedynie z ciekawości.... i zwracając na siebie uwagę kilku pracowników na raz...
      Zresztą podobnie jak Ty nie mam potrzeby posiadania markowych produktów i gdybym dysponowała większymi sumami pieniędzy to wydałabym je oczywiście na podróże...
      Pierwszą połowę kwietnia spędzę w Paryżu. ( Ech! A mam jeszcze wiele materiału z ostatniego lata do pokazania....)
      Buziaki cmoki i ćmoki przesyłam :)

      Usuń
  5. Niesamowity dom handlowy, zazdroszczę wycieczki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Galerię Lafayette wspominam bardzo miło, pewnego dnia przez podobny do twojego przypadek weszłam napić się kawy i traf chciał, iż do dziś wspominam tę kawę, jako jedną z najlepszych jakie piłam w Paryżu, a piłam ich sporo. Nie dam głowy, czy rzeczywiście była ona tak dobra, czy to tylko splot okoliczności sprawił, iż tak mi smakowała. Potem kilkakrotnie wracałam i już nie trafiłam na tamtą chwilę. Co do zakupów- to kompletnie mnie one nie interesowały, chyba założyłam z góry, że to nie na moją kieszeń (kiedy usłyszałam od pracownicy hotelu, iż torebka na przecenie kosztowała w GL sześć tysięcy euro), natomiast przespacerować się, pogapić na piękną secesyjną kopułę, na wyglądające niczym teatralne loże piętra galerii, no i ta cudowna panorama i widok na moją ukochaną Operę Garnier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chyba najlepszą kawę piłam na tarasie Centre Georges Pompidou. Wydaje mi się, że jej smak potęgowała panorama Paryża, a poza tym byliśmy tam w szóstkę: dwa zaprzyjaźnione małżeństwa z jedynakami...
      A w Operze Garniera nasze dzieciaki tańczyły walca, gdzieś mam to utrwalone na papierowym zdjęciu...
      Buziaki :)

      Usuń