Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liberamente z Grodna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liberamente z Grodna. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Mój kościół parafialny i jego tradycja muzyczna



    cd Któż z nas nie kocha tradycji, takiej która nie krępuje, którą przekazujemy z pokolenia na pokolenie.
    Tradycja jest rozumem całego narodu, przesianym z jednego wieku w drugi - mówiła  niemiecka pisarka, historyk i filozof Ricarda Huch, żyjąca na przełomie wieków dziewiętnastego i dwudziestego, a więc w latach kiedy to postępująca industrializacja dokonywała ogromnych przemian we wszystkich dziedzinach życia nie tylko w Europie.
     Fabrykanci, bankierzy, stara arystokracja i elity władzy wznosili wspaniałe gmachy, pałace, wille i rezydencje.
Budowano biblioteki, opery i sale koncertowe. Powstawały muzea, a także kliniki i szpitale…

     Polski, niespokojny czas przemian naznaczony był krwią uczestników walk narodowowyzwoleńczych…
    W powstaniu styczniowym zginęły dziesiątki tysięcy osób, liczbę zesłanych na Sybir ocenia się na trzydzieści osiem tysięcy. Klęska powstania narodowego przeciwko Rosji spowodowała ogromne straty ludnościowe, materialne, oraz konfiskatę majątków uczestników powstania… Ogrom ofiar pochłonęły dwie wojny…

    Jak wspominałam w poprzednim poście przemiany objęły także Supraśl.
Obok siebie, żyły społeczności katolików, ewangelików, prawosławnych i Żydów, kultywujące własne tradycje.
     W zapiskach prawosławnego kronikarza, Rosjanina archimandryty Nikolaja Dałmatowa z tysiąc osiemset sześćdziesiątego trzeciego roku czytamy, że niektórzy mieszkańcy Supraśla niemieckiego pochodzenia, w okresie powstania styczniowego zarażeni polskim fanatyzmem, śpiewali po domach polskie pieśni patriotyczne Z dymem pożarów i inne.

    Dzisiaj właśnie, kontynuując poprzedni post o historii mojego kościoła parafialnego chciałabym przedstawić w dużym skrócie jego tradycję muzyczną sięgającą zboru ewangelicko-augsburskiego pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego.
    Notatka o pierwszym ewangelickim chórze śpiewaczym pochodzi z tysiąc osiemset siedemdziesiątego roku, następna zaś mówi o chórze skupiającym kobiety i mężczyzn, którym przez dwadzieścia lat od roku tysiąc dziewięćset dziewiętnastego kierował nauczyciel Alfred Schwember. W kolejnej notatce kalendarium czytamy, że na początku lat trzydziestych, z inicjatywy Adeli Buchholtz powstała ewangelicka orkiestra puzonów, którą prowadził  miejscowy organista Erwin Dege. Wtedy to, za sumę tysiąca czterystu czterdziestu koron, czeska firma zrealizowała zamówienie orkiestry na instrumenty dęte …
     Za czasów prezesury pastora Teodora Zirkwitza w Kościelnej Radzie Parafialnej w dniach dwudziestego dziewiątego i trzydziestego czerwca tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego roku obchodzono jubileusz pięćdziesięciolecia zbudowania zboru ewangelickiego w Supraślu.
    Uświetnieniem dwudniowych uroczystości były występy miejscowego chóru
i puzonistów, supraskiej skrzypaczki Schwalbe, białostockich chórów Concordia i Chóru Stowarzyszenia Młodzieży, a także Chóru Męskiego z pobliskiego zboru z Michałowa. Liturgię odprawili pastorzy Plamsch i Kraeter, przemówienie powitalne oraz kazanie w języku niemieckim wygłosił ksiądz Benno Kraeter, zaś kazanie w języku polskim pastor Loppe. Podczas uroczystości poświęcono żyrandol podarowany na tę okoliczność przez ewangelickie dzieci…


    Kontynuowanie tradycji muzycznej w dawnej świątyni ewangelickiej, dzisiaj w kościele katolickim rozpoczęło się od Wojciecha Załęskiego i jego żony Jadwigi Sczykowskiej-Załęskiej. To w ich domu w rozmowach z Iwoną i Januszem Musialikami - pracownikami Akademii Muzycznej w Białymstoku i Wiesławem Szczepaniakiem, zrodził się pomysł napisania kompozycji tematycznie związanej z obrazem Matki Bożej Supraskiej - Matki Kościoła i patronki parafii.
    Tego całego zamieszania dokonała pani Maria Cubrzyńska-Leonarczyk odkryciem w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym roku tekstów  Modlitwy do Nayświętszey Maryi Panny Supraślskiey Wielkimi cudami słynącey oraz Pieśni do
Nayświętszey Maryi Panny Supraślskiey. Treść utworów i intencja anonimowego autora w sposób szczególny skupiła uwagę wymienionych rozmówców.

    Ich determinacja, poprzez Jerzego Stankiewicza - prezesa Krakowskiego Oddziału Związku Kompozytorów Polskich doprowadziła do Juliusza Łuciuka - laureata  szeregu nagród kompozytorskich w kraju i za granicą, absolwenta krakowskiej Wyższej Szkoły Muzycznej i Uniwersytetu  Jagiellońskiego oraz studiów kompozytorskich kontynuowanych w Paryżu u Nadii Boulanger i Maxa Deutscha.


     W konsekwencji - pisał Juliusz Łuciuk - zainteresowałem się historią cudownego obrazu Matki Bożej Supraskiej, jego znaczeniem dla rozwoju kultu maryjnego wśród miejscowej ludności, jak również tragicznym losem obrazu, który zaginął w 1915 roku podczas ewakuacji zakonu w głąb Rosji.
     Niezwykła  w swojej staropolszczyźnie osiemnastowieczna poezja z Supraśla, o archaicznej składni, pisowni i treści,
zainspirowała mnie twórczo.
    Z dostarczonych nam przez pana Janusza Musialika i Wojciecha Załęskiego obszernych materiałów historycznych i literackich wybraliśmy wraz z żoną dwa teksty: obszerną Pieśń i Modlitwę do Matki Bożey Supraślskiey.
    Wybrane fragmenty z tych dwóch utworów poetyckich stały się podstawą do stworzenia „libretta”, które przybrało formę litanii. Tworzy ją pięć segmentów litanijnych, z których każdy eksponuje trzy części. Są to inwokacja, modlitwa
i sekwencja.
    Inwokacja opiewa cudowne przymioty Matki Bożej Supraskiej i jest niezmiennym, powtarzającym się zawołaniem litanijnym.
    Modlitwa wyraża różnorodne, zmienne prośby grzesznika zanoszone do Matki Bożej, a sekwencje są refleksyjnym rozważaniem modlitewnym.
    Kompozycję tę dedykowałem i przekazałem bezinteresownie czcicielom Matki Bożej z Supraśla i miłośnikom tej ziemi. Młody malarz wrocławski Marek Kulig, zainspirowany przez historię Supraśla i obrazu, namalował nawiązując do zachowanych kopii wizerunku Matki Bożej Supraskiej, obraz dużych rozmiarów, który przywiózł do Supraśla na prawykonanie Litanii i ofiarował go parafii.
/Obraz Marka Kuliga znajduje się na plebanii/

    Trzeciego czerwca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku w Kościele pod wezwaniem NMP Królowej Polski, w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej wykonano po raz pierwszy publicznie Litanię do Matki Bożey Supraślskiey skomponowaną przez Juliusza Łuciuka.
     Wśród wykonawców znalazła się jedna z najwybitniejszych śpiewaczek oratoryjno-kantatowych, Jadwiga Rappé prezentująca utwory różnych epok muzycznych, od baroku do współczesności.
    Wystąpił Białostocki Chór Kameralny Cantica Cantamus prowadzony przez panią profesor sztuk muzycznych Violettę Bielecką, założycielkę chóru
i dyrygenta artystycznego.
    Polską Orkiestrą Radiową dyrygował Marcin Nałęcz-Niesiołowski, dyrektor naczelny i artystyczny Filharmonii Białostockiej, który oprócz działalności dyrygenckiej zajmuje się wokalistyką. Jego różnorodne programy obejmują zarówno wielkie dzieła wokalno-instrumentalne, muzykę symfoniczną, operową jak i prawykonania współczesnej muzyki polskiej.
     Pierwsze publiczne wykonanie Litanii do Matki Bożey Supraślskiey zadedykowano Janowi Pawłowi II w przeddzień jego wizyty w Polsce.

    Od tamtego pamiętnego dnia tradycja muzyczna umacniała się.
    W kościele występowały chóry i soliści zarówno z Polski jak i zza granicy. 
W ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznej Młodzieży Polskiej i Polonijnej koncertował Polski Chór Pokoju, który doskonali swój warsztat pod profesjonalnym okiem Violetty Bieleckiej.
     Trzeciego lipca ubiegłego roku
, po czternastu latach, od prawykonania Litanii, Polska Orkiestra Pokoju, która wspólnie z chórem weszła w skład Polskiej Filharmonii Pokoju, po raz kolejny zaprezentowała w Kościele NMP Królowej Polski dzieło Juliusza Łuciuka.
     Pamiętam, że zastygłam w bezruchu zaraz na samym początku prezentowanej kompozycji. Najpierw przeleciał po moich plecach przyjemny dreszczyk i mrowienie całego ciała, a zaraz potem moje serce bić zaczęło nieco szybciej. Zasłuchana w mezzosopran Anny Lubańskiej, w śpiewy chórzystów i muzykę nie mogłam się poruszyć, nie mogłam wstać, żeby zrobić chociaż jedno, jedyne zdjęcie. Moja lustrzanka przez cały koncert wisiała bezużytecznie na ławce w ostatnim rzędzie…

    Do tradycji muzycznej wpisał się także chór parafialny założony przez Janusza Fidziukiewicza w dwa tysiące dziewiątym roku oraz schola dziecięco młodzieżowa prowadzona przez jego żonę Joannę. Wspomnę także o nieistniejącym już chórze prowadzonym przez Grażynę Prusik, który w obu supraskich kościołach nie raz dbał o oprawę muzyczną podczas mszy świętych.

     Koncertowały tu zespoły rodzinne i gwiazdy estrad, między innymi Aleksander Teliga, światowej sławy śpiewak należący do czołówki europejskich basów,
założyciel pierwszej w Polsce szkoły operowej, twórca i organizator Europejskiego Festiwalu Muzycznego Gloria, który w tym roku odbył się w Supraślu już po raz siódmy…

    Ostatnie wydarzenie muzyczne w moim parafialnym kościele to koncert dziecięco młodzieżowego zespołu Liberamente, który przyjechał z Grodna na zaproszenie organisty Janusza Fidziukiewicza, w celu nagrania swojej pierwszej płyty, na której znalazło się szesnaście utworów pod wspólnym tytułem Miejcie nadzieję.
    
Na niedzielny występ rodaków zza wschodniej granicy, poprzedzony mszą świętą, przybyli nie tylko mieszkańcy Supraśla. Podczas koncertu młodzi utalentowani śpiewacy wykonali wiele pieśni religijnych i patriotycznych.
    Nie tylko ja wzruszałam się słuchając Barki, Sutanny ubogiej, Białego krzyża, Łodzi życia, Miejcie nadzieję, Kresowianki, Za Niemnem, czy też Polskich Kwiatów… Widziałam łzy wzruszenia na twarzach tych, którym losy Polaków pozostawionych na Kresach i zesłanych w głąb Rosji nie były obce.
     Po duchowej uczcie przyszedł moment podziękowań. Mikrofon przechodził z rąk do rąk, obdarzano się wzajemnie drobnymi upominkami, dyplomami, serdecznymi uściskami. W przedsionku kościoła Supraślanie pozostawili ogromne ilości polskich książek, które trafią do polskich bibliotek w Grodnie.
    Panie z chóru przygotowały na plebanii pożegnalny poczęstunek.

    Jestem przekonana, że to wydarzenie pozostanie na długo w pamięci mieszkańców Supraśla, a w szczególności parafian z Kościoła pod wezwaniem NMP Królowej Polski, jak również Polaków z Grodna.
 
Rozpoczyna się niedzielna msza święta. Liturgię sprawuje ksiądz Grzegorz Błaszko

O oprawę muzyczną zadbał chór parafialny i scholka dziecięco młodzieżowa

Kiedy Janusz dyryguje na organach gra Kamil Rogaczewski

Zespół Liberamente podczas Modlitwy Pańskiej, Ojcze nasz

Wnętrze kościoła NMP Królowej Polski, niegdyś zbór ewangelicki Zmartwychwstania Pańskiego

Chór Liberamente powstał przy parafii Najświętszego Odkupiciela w Grodnie

Dziana Jastrembska, Polina Szagun, Anna Alizar

W dolnym rzędzie Awelina Łukaszewicz, Filip Krawcewicz, Roksana Brodowicz

W górnym rzędzie Karina Bogdzia, Anna Jadeszko, Anfisa Sawościna, Wiktoria Rutkowska

W górnym rzędzie Patrycja Karpowicz, Patrycja Krawcewicz, Julia Kricka, Maria Zarecka

W pierwszym rzędzie w środku Miłana Gaponik

Wspaniałe było wykonanie Kwiatów Polskich

Zespołem Liberamente kieruje Natalia Łojko

Kilka utworów wykonały starsze chórzystki
 
Wnętrze kościoła w niedzielę 17 listopada 2013 roku

Kościół posiada dobrą akustykę

Janusz Fidziukiewicz, jego chór i Supraślanie

Wioletta Kowalczuk i Cezary Andrzej Jurkiewicz z fundacji Kresy w potrzebie - Polacy Polakom

Były i łzy wzruszenia na twarzy prezesa

Kwiaty polskie do studia Janusza Fidziukiewicza

Mistrz i kwiaty polskie

Wioletta Kowalczuk składa podziękowania fundacji Kresy w potrzebie Polacy - Polakom

Wojciech Fiłonowicz, radny Supraśla wręczył kwiaty Wioletcie i zaraz potem Natalii

Adam Jakuć dyrektor Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu

Cezary Andrzej Jurkiewicz, Janusz Fidziukiewicz, ks Grzegorz Błaszko i Adam Jakuć

Marta Matulewicz ofiarowuje swoje krzyżykowe dzieła parafii w Grodnie

Wioletta i Marta

Joanna dziękuje wszystkim tym, którzy wsparli przedsięwzięcie jej męża Janusza

No cóż na zbiorowym zdjęciu zabrakło mnie, autora tekstów i zdjęć


Na zakończenie proponuję wysłuchanie fragmentu Litanii do Matki Bożey Supraślskiey skomponowanej przez Juliusza Łuciuka. 
Wspaniały utwór wart kilku minut uwagi! Polecam!

 Supraśl, 17 listopada 2013 roku

Poprzednie wpisy

piątek, 22 listopada 2013

Ognisko u Krzysia



    cd Krzysztof Szyszko mieszka w Krasnym, w środku lasu, w dolinie Pilnicy, mniej więcej w połowie drogi z Supraśla do Ogrodniczek, wzdłuż której biegnie także urocza ścieżka rowerowa ciągnąca się aż do Białegostoku.
    Zarówno Supraślanie, Białostocczanie jak i goście przybywający z różnych stron jeżdżąc tędy rowerami zatrzymują się często na niewielkim mostku i podziwiając krajobraz Rezerwatu Krasne nabierają sił do dalszej jazdy. Niektórzy zbaczają z asfaltowej ścieżki i znikają w świerkowo sosnowym lesie, żeby  za chwilę znaleźć się w owianym legendą miejscu, a mianowicie nad Jeziorem Komosa, z niewielką wysepką po środku. 

    Krzyś mieszka po przeciwnej stronie szosy, naprzeciwko wspomnianego mostku. Jego dom znajduje się tuż nad Pilnicą, która jest jedną z ośmiu głównych rzeczek dopływowych rzeki Supraśl. Ale zanim Pilnica połączy się z wodami Supraśli, wije się leniwie po świerkowo sosnowym lesie, gubi się w zaroślach, zasila sztucznie utworzone Jezioro Komosa, aż wreszcie dopływa do stawów przy szosie, przepływa pod jezdnią do miejsca gdzie niegdyś stał młyn właściciela tych terenów. Widać ją jeszcze z drogi koło domu Krzysia, a potem znowu znika w gęstwinie lasu, tworząc miejscami malownicze bagna.
    Do tysiąc siedemset dziewięćdziesiątego szóstego roku Pilnica była granicą dóbr supraskich bazylianów z Hrabstwem Zabłudowskim należącym do Michała Radziwiłła, a droga biegnąca wzdłuż jeziorka nosiła nazwę drogi klasztornej.

    Krzyś mieszka w dołku, bo zarówno od strony Supraśla, jak i od strony Ogrodniczek zjeżdża się do niego z leśnych wzgórz. Krzyś często narzeka, na słaby kontakt ze światem, bo przez owe wzgórza traci zasięg z siecią telefonii komórkowej i z internetem.
     Ze względu na położenie Krasnego należy pamiętać jadąc samochodem, o zachowaniu szczególnej ostrożności, bowiem nad śliską nawierzchnią, w szczególności jesienią i zimą unosi się mgła i ogranicza widoczność. Ci, którym brakuje wyobraźni, lekceważą ograniczenie prędkości do sześćdziesięciu kilometrów na godzinę i pędzą pod górkę, zarówno w jedną jak i w drugą stronę przekraczając podwójną ciągłą linię, a nawet wyprzedzając na zakręcie. Wypadków, groźnych w skutkach jest tam wiele.

    Tuż za domem Krzyś ma dwa oczka wodne zasilane źródełkami i kawałek łąki w większości podmokłej. Nad brzegiem jednego z urokliwych lusterek wodnych wybudował wiatę, do której zaprasza przyjaciół na wspólne biesiadowanie przy ognisku.
     W trzech ostatnich postach pisałam o młodych Polakach z Grodna, którzy przyjechali do Supraśla, na zaproszenie Janusza Fidziukiewicza, który zaproponował zespołowi Liberamente nagranie płyty w jego studiu.
    Krzyś, który tak jak i ja należy do parafialnego chóru bez nazwy, całym sercem zaangażował się w przyjęcie rodaków zza wschodniej granicy i właśnie u siebie zorganizował ognisko, na które przyjechali także goście z Warszawy z fundacji Kresy w potrzebie - Polacy Polakom.
    To co działo się owego listopadowego wieczora widać na zamieszczonych poniżej zdjęciach. Gospodarz jak zawsze pomyślał o wszystkim, wykosił trawę, oświetlił teren, wymościł ławki kocami, ustawił sprzęt do karaoke, przygotował mikrofony, instrumenty, jednym słowem zadbał o to, co mogłoby urozmaicić i umilić wieczór jego gościom.
    Żona Krzysztofa, Renata, ugotowała gar przepysznego bigosu, a panie z chóru zapewniły kiełbaski na ognisko, napoje gorące i zimne,
upiekły ciasta…, postarały się, żeby nikomu niczego nie zabrakło…

    O godzinie siedemnastej nad staw zajechała Kolejka
Bajkowa, kolejna atrakcja sobotniego wieczoru, którą zafundował jej właściciel Kazimierz Mróz. Przywiózł spod Bukowiska dzieci, młodzież, dwie panie opiekunki,  kierowcę Witalija Brackowa, oraz gości z Warszawy…


    Najśmieszniejsze były patyki do pieczenia kiełbasek na ognisku. I na te pojedyncze witki i te z rozgałęzieniami na końcu nadziewano po kilka kawałków, które podczas pieczenia ześlizgiwały się w ogień. Śmiechu było przy tym co nie miara, a panie musiały posłać kogoś do Supraśla po kolejną porcję kiełbasy.

    Atrakcją nie lada było karaoke. Dziewczynki z Grodna śpiewały czystą polszczyzną znane polskie przeboje posiłkując się tekstami wyświetlanymi na ekranie laptopa… Były także i solowe występy. Gorące hiszpańskie melodie wyśpiewywał prezes fundacji Cezary Andrzej Jurkiewicz…
    Działo się, oj działo…
 






















































    Jak już wcześniej wspomniałam miejsce to owiane jest legendami i żeby nadać mojej relacji klimatu tajemniczości opowiem jedną z nich.
     Niegdyś tereny te należały do rodziny Rybakiewiczów, prawdopodobnie była to rodzina szlachecka. Za przyczyną właściciela tych ziem zbudowano młyn i budynki dla pracowników. Jeden z nich do dzisiaj stoi przy drodze, niszczeje i  nie nadaje się do użytku. Krzyś pod dachówkami na strychu znajduje co i rusz jakieś skarby, takie jak list, czy zdjęcia. Te ostatnie po wydobyciu z opakowania rozsypały się i nie dało się uratować żadnego z nich.
    Być może na tragicznych losach rodziny oparte są legendy.
    Kilkadziesiąt lat temu proboszcz supraskiej parafii ksiądz Stanisław Bójnowski poproszony został  o poświęcenie tego miejsca w celu wypędzenia straszącego tam ducha. Czyjego? A no miało tu miejsce samobójstwo poprzez powieszenie…
     W Krasnym oprócz doskonale prosperującego młyna, były też i farbiarnie.
    To Rybakiewicz pod koniec dziewiętnastego wieku  sfinansował przedsięwzięcie utworzenia sztucznego jeziora. Ponoć przy jego kopaniu pracowali żołnierze wojska polskiego.
    Po wojnie w okresie wywłaszczeń grunty Rybakiewiczów przeszły na skarb państwa, które później przekazane zostały związkowi wędkarskiemu.
 
    Ale, ale…, czas na obiecaną legendę. W czasach kiedy to miejsce tętniło życiem, gdzieś w tych okolicach swój warsztat posiadał kołodziej, który zajmował się wyrobem drewnianych wozów, sań, a w szczególności kół. Stelmacha nazywano Rudobrodym. Rudobrody był silnym, młodym, ale niestety nieśmiałym mężczyzną. W związku z tym wiódł samotnicze pracowite życie. Powodziło mu się nieźle, dorobił się własnego domu i kawałka ziemi z sadem.
     Przeciwieństwem Rudobrodego był jego brat Zbyszek, który nie stronił od kobiet, lubił wesołe towarzystwo i dobrą zabawę.
     Którejś wiosny stelmach ujrzał nad brzegiem jeziora zjawiskową piękność, Helena było jej na imię. Zakochał się w dziewczynie na zabój od pierwszego wejrzenia, ale ponieważ był nieśmiały uczuć swoich do urodziwej panny nie zdradził.
    Tej samej wiosny Helena poznała Zbyszka i wkrótce zostali kochankami. Zbyszko chciał pojąć za żonę piękną Helenę, jednak z braku majątku zgody na ślub nie wyraził ojciec dziewczyny. Spotykali się więc potajemnie na wzgórzu porośniętym brzeziną, w miejscu, gdzie zbocze schodzi do Jeziora Komosa.
    Spotkaniom tym z ukrycia przyglądał się Rudobrody i cierpiał katusze. Okropne męki trawiły jego ciało i duszę. Chciał nawet targnąć się na swoje życie, żeby ukrócić cierpienia. Kupił sznur konopny, wybrał drzewo nad jeziorem, ale kiedy uświadomił sobie jakie męki piekielne czekają samobójców po śmierci odstąpił od tego zamiaru i postanowił zabić brata.
    Pewnej nocy zaczaił się na niego, a kiedy usłyszał kroki zbliżającej się postaci, z rykiem wyskoczył zza drzewa na ścieżkę i kamieniem uderzył ją w głowę. Trzask pękającej czaszki przeszył leśną ciszę, a kiedy księżyc oświetlił postać leżącą  u stóp kołodzieja, ten ujrzał twarz ukochanej Heleny.
    Od tamtej pory nikt nie widział Rudobrodego, a nad jeziorem w sierpniowe noce przy pełni księżyca słychać na wyspie czasami płacz, czasami rozdzierający krzyk.
    Wyspa porośnięta jest krzakami i drzewami, a dostępu do niej bronią gęste zarośla…
 

Nad Pilnicą. Przede mną droga klasztorna i Jezioro Komosa
 
Czekam na mojego R(udobrodego). W tle owiana legendą wyspa na Jeziorze Komosa.

Wreszcie dopadł mnie mój R(udobrody)

O letnim ognisku u Krzysia pisałam tutaj
    
Supraśl, 16 listopada 2013 roku
cdn