czwartek, 30 czerwca 2016

Miłość matczyna i rzecz o morderczyni, którą przed karą uchroniła Dyrektywa ptasia


    Kto chociaż raz odwiedził Silvarium, leśny ogród w Nadleśnictwie Poczopek i zanurzył się we wszystkie jego zakamarki, ten może snuć niekończące się opowieści o życiu mieszkańców lasu, począwszy od tych najmniejszych, takich jak chociażby mrówki, czy pszczoły aż po żubry, największe osobniki na tym terenie.

    W ostatnim poście zaprezentowałam najpiękniejszą ropuchę Bufosławę zaklętą w ogromny kamień, a dziś kolej na inne arcyciekawe zwierzątko, sowę śnieżną, która nie tak dawno, zasłynęła w świecie, morderczym aktem dokonanym na partnerze tego samego gatunku sprowadzonym specjalnie dla niej z Niemiec. Sama pochodzi z Opola i gdyby nie jej pewna ułomność nigdy w Przytulisku by się nie znalazła. Mieszka w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Ssaków, w Strigiforium, przeznaczonym dla sów, które z różnych powodów nie mogą być zwrócone naturze.

   
Sowa śnieżna, tak jak i kilka jej krewniaczek żyje więc w specjalnej wolierze, ale charakterek ma nieco inny niż lokatorki sąsiednich pomieszczeń, i ani swojego lokum, ani jedzenia, za żadne skarby nie chce dzielić nawet z samcem. No, chyba, żeby znalazł się taki co by ją zapłodnił i oboje doczekali się potomstwa.
    Darmozjadów nie znosi!
    Nikt się nie spodziewał, że sprowadzony na osłodę samotności niemiecki fatygant będzie miał defekt jąder i na ojca się nie nada. Mądra sowa niemalże od razu zorientowała się w sytuacji i pomyślała, że skoro matką zostać nie może, to najlepiej dla niej będzie jak niepłodnego zalotnika się pozbędzie, a może nawet zje, bo przecież należy do mięsożernych ptaków. Jak pomyślała tak i zrobiła,
i któregoś dnia opiekunowie pary znaleźli w klatce resztki zadziobanego na śmierć Niemca. Opolskiej sprawczyni mordu nie ukarano, bowiem chroniła ją Dyrektywa ptasia.

   
A oto mieszkanka Strigiforium, sowa śnieżna - Nyctea scandiaca, duży ptak rozmnażający się w Arktyce, a zimujący w Skandynawii, Ameryce Północnej, Azji i Europie, czyli w klimacie umiarkowanym. Żywi się przede wszystkim lemingami, a także innymi niewielkimi gryzoniami. Pojedyncze hukanie tej sowy da się słyszeć zarówno w dzień jak i w nocy. Gdy sowa śnieżna pojawia się w Polsce to znaczy, że na północy brakuje pożywienia. W naszym kraju gatunek ten jest bardzo nieliczny - zalatujący.


    W Polsce lęguje dziewięć gatunków sów. Gniazdują w lasach w dziuplach, w opuszczonych gniazdach innych ptaków, a nawet bezpośrednio na ziemi.

   
W Poczopku oprócz sowy śnieżnej zobaczyć można puchacza - Bubo bubo, największą europejską sowę, zasiedlającą lasy i góry umiarkowanej strefy klimatycznej.
Populację krajową szacuje się na około dwieście pięćdziesiąt - dwieście osiemdziesiąt par.
    Zajmuje opuszczone gniazda ptaków drapieżnych i półki skalne, gniazduje również na ziemi pod wykrotem lub między korzeniami drzewa. Jest to gatunek monogamiczny, osiadły i terytorialny. Puchacz poluje nie tylko nocą, ale i późnym świtem oraz wczesnym zmierzchem. Jego pokarm stanowią średniej wielkości ssaki i ptaki. Bubo bubo jest jednym z najgroźniejszych drapieżników, potrafi polować nawet na inne sowy.


    W nadleśnictwie mieszkanie znalazła także sowa jarzębata - Surnia ulula, gatunek w Polsce rzadki - raczej zalatujący. Dzięki dłuższemu ogonowi podobna jest do jastrzębia, a w locie przypomina sokoła. Prowadzi całodobowy tryb życia. Aktywnie poluje w dzień, na gady, płazy i ptaki - nawet wielkości drozda. Lęguje głównie w opuszczonych gniazdach myszołowów i kruków. W odróżnieniu od innych sów bardzo dba o gniazdo, czyści je, wykłada mchem i piórami.



    Kolejnym mieszkańcem Strigiforium jest puszczyk mszarny - Strix nebulosa - sowa wielkości puchacza, ale znacznie od niego delikatniejsza, wręcz muślinowa. Pięknie upierzona, z racji rozleglej szlary sprawia wrażenie ciągle zadziwionej światem. Prowadzi aktywny tryb życia, głównie świtem i o zmierzchu, chociaż w okresie lęgowym gdy trzeba wykarmić potomstwo, poluje również w ciągu dnia. Biotop puszczyka mszarnego to bory sosnowe i świerkowe, a menu zdominowane jest przez gryzonie, płazy, gady i niejednokrotnie spore ptaki. Młode, gdy jeszcze nie umieją latać sprawnie wspinają się po pniach.



    W Poczopku jest też uszatka - Asio otus, średniej wielkości, miniaturka puchacza przyozdobiona wyraźnie wyrośniętymi pęczkami piór w kształcie uszu. Jest to gatunek osiadły, niekiedy wędrowny. Zajmuje najczęściej gniazda myszołowa, wrony lub sroki. Spotkać ją można wśród polnych zadrzewień, na skraju lasów, często zasiedlają również cmentarze oraz nadrzeczne zarośla. Ze względu na jaskrawo pomarańczową tęczówkę oczu może polować nie tylko w nocy ale również wczesnym świtem i późnym popołudniem.



    W obszernej wolierze znalazło się miejsce dla puszczyka - Strix aluto, którego nazwa łacińska pochodzi od greckiego określenia czarownicy, polska natomiast najprawdopodobniej od genealogicznego bytowania w puszczach. Obecnie puszczyk coraz częściej zasiedla stare parki, śródpolne zadrzewienia i opuszczone domostwa. Jest to gatunek monogamiczny, osiadły i zdecydowanie terytorialny. Gniazduje w dziuplach, szczelinach skał, na strychach, a nawet w nieużywanych kominach. Bywa, że zajmuje również gniazda srok i wron. Ten czarnooki ptak lata wyłącznie nocą, polując na drobne gryzonie i ptaki.



    Jest jeszcze w Poczopku płomykówka - Tyto alba, która zasiedla nizinną część kraju. Najchętniej zamieszkuje w wieżach kościelnych, ruinach, stodołach i na zacisznych strychach. Płomykówkę charakteryzuje niezwykle szeroka gama głosów, którym nierzadko potrafi wprawić ludzi w przerażenie. Istotną cechą jej wyglądu jest charakterystyczny kształt szlary wyglądającej jak wiązka płomieni rozchodzących się od czarnych oczu. Poluje na gryzonie - wyłącznie w nocy.

   
Zdjęcia sów mieszkających w Strigiforium niestety nie są dobrej jakości. Ptaki zajmowały miejsca mało widoczne, jedynie dumna sowa śnieżna pokazała się w całej swojej okazałości.

   
Oprócz powyższych informacji na jednej z tablic poglądowych znalazłam taką oto opowieść o sowie i kocie. Kto wnikliwie przeczytał charakterystyki poszczególnych sów, ten doskonale zrozumie przesłanie autora opowiadania.

    
Kot i sowa
    Dziwna to była przyjaźń, kot i sowa. Czy połączyło ich zamiłowanie do nocnych łowów, czy może zbliżył swoisty dystans do otaczającego świata - trudno powiedzieć. W każdym razie całe godziny spędzali na niekończących się pogawędkach.
    Najczęściej przebywali przy dawno opuszczonej, pochylonej starością chacie, przytulonej do mocno przerzedzonego starodrzewia sosnowego, który w dzień wydawał się zapraszać na spacer wabiąc: to drobnymi prawdziwkami, to wysłodzonymi słońcem jagodami. Nocą zaś w świetle księżycowej poświaty emanował jakąś tajemniczą grozą, rzucając powykrzywiane cienie sosnowych pni na strachliwie przytulone do leśnego runa krzewy kruszyny i brzemienne kiściami czarniejących owoców, bzy.
     Sowa przysiadłszy na wpół spróchniałym
żurawiu, od dawna nie skrzypiącym pod ciężarem wiadra wypełnionego wodą, zdawała się drzemać słuchając opowieści kocura leniwie rozciągniętego w progu nieistniejących drzwi. Nie przeszkadzało jej, że futrzany przyjaciel swe myśliwskie dokonania ubarwiał tak niemiłosiernie, że nawet kotu to nie wypadało.

    Po pochmurnym, późnowiosennym dniu nadeszła mroczna noc. Kot wypoczęty ale głodny, przeciągnął się leniwie i bezszelestnie ruszył w stronę lasu.
    - Dokąd to? - zagadnęła sowa, która szykowała się właśnie do nocnych łowów.
    - Polowanko, moja droga, polowanko - futrzak mruknął złowieszczo - czas na kolację, dziś mam chrapkę na ptasią przekąskę.

    Nie łatwo było przestraszyć skrzydlatą królową nocy. Tym razem słowa kota zmroziły ją. Przecież w sąsiednim lesie, nieopodal bobrowej tamy, w dziupli świerkowego złomu, zostawiła trójkę dzieci.
    - Słuchaj drogi przyjacielu - zaczęła przymilnie podlatując w stronę oddalającego się kota - chyba nie skrzywdzisz moich maluchów?
    - Pewnie, że nie, ale jak ich rozpoznam?
    - To proste - w głosie sowy zabrzmiały, tak nie pasujące do jej drapieżnej natury ciepłe tony - są najpiękniejsze w całym lesie.

    Futrzany łowca, niby nocna zjawa przemykał się między drzewami. Stawał, bacznie nasłuchiwał. Nie musiał długo czekać. Jego czuły słuch wyłowił lekkie piski wydobywające się ze starej osiki. Wdrapał się na drzewo i ostrożnie zbliżył się do gniazda. Na dnie tuliły się do siebie przerażone pisklaki.
    - Ani ładne, ani brzydkie - ot takie zwykłe. Licho wie - pomyślał - a może to sówki. Słowo jest słowo. Zeskoczył lekko na ziemię i powędrował dalej. Nie musiał zresztą iść zbyt daleko, by usłyszeć nieostrożnie przepychających się w dziupli ptasich niemowlaków. Zajrzał do środka. Trzy milutkie, pokryte puchem maluchy wyciągały do niego żółte dziobki. Były całkiem ładne.
    - I na pewno smaczne - Kot oblizał się smakowicie. Mogły to być jednak dzieci sowy. Lekko zirytowany powędrował dalej. Minął brzozowy zagajnik i znów znalazł się w starym lesie. Wdrapał się na starą, suchą lipę. W obszernej, zadbanej dziupli, tuliły się do siebie dwa czyściutkie, ładnie opierzone ptaszki. Były naprawdę urocze - to bez wątpienia musiały być dzieci sowy.

    Głodny i coraz bardziej zdeterminowany kocur zdecydowany był jak najszybciej znaleźć coś do zjedzenia. Z rosnącego nieopodal pochylonego wiatrem świerka dobiegały go chrapliwe piski. Trzy zaniedbane, brudne i zasmarkane pisklaki wrzeszczały podskubując się złośliwie. To nie mogły być sowiątka. Po kolacji, zadowolony z siebie myśliwy udał się w powrotną drogę.

    Świtało, gdy sowa powróciła do gniazda. W dziupli było pusto. Porozrzucane piórka - efekt kolacji kota - ujawniły straszną prawdę. Zbolała przysiadła na pobliskim konarze.
    - Przecież obiecał, przecież obiecał - jak mógł - myśli kłębiły się w jej głowie.
    - Dlaczego to zrobił?

    Miłość matczyna, tak jak i boleść po stracie dzieci, jest ogromna. Potrafi przenosić góry nie zna granic poświęcenia. Dla każdej matki jej dzieci są najmądrzejsze, najpiękniejsze. Nie każdy jednak patrzy jej oczyma. A miłość ślepa, jak przysłowiowa sowa w dzień, nie pierwszy raz doprowadziła do tragedii.


O Poczopku
* Piękno letniej przyrody zamknięte w poczopkowym Silvarium
* Poczopek - Święto brzozy ...i ja tam byłam, i sok z brzozy piłam

* Żubry żyjące na wolności w Nadleśnictwie Krynki w Puszczy Knyszyńskiej

* Silvarium w Poczopku i wspomnienie Kruszynian
* Miłość matczyna i rzecz o morderczyni, którą przed karą uchroniła Dyrektywa  ptasia
* Bufosława z Poczopka, czyli rzecz o żabach i ropuchach


niedziela, 26 czerwca 2016

Bufosława z Poczopka, czyli rzecz o żabach i ropuchach



    Do dzisiejszego posta materiałów dostarczyła mi majowa wycieczka z moją przyjaciółką Marianną. Pojechałyśmy między innymi do Poczopka, gdzie staraniem wielu miłośników przyrody urządzono wspaniały ogród leśny zwany Silvarium. Ogród ten odwiedzam systematycznie od wielu lat. Wybieram się tam zazwyczaj ze znajomymi, którzy zjeżdżają do Supraśla na jednodniowe lub kilkudniowe pobyty i pragną poznać nie tylko miasto ale zwiedzić także okolicę.
     Tym razem ograniczę się tylko do zaprezentowania Bufosławy - najpiękniejszej ropuchy w Europie a może nawet i na świecie. O samej Bufosławie nie będę pisać bowiem informację o tej tajemniczej żabie znajdziecie na zdjęciu. Napiszę natomiast o żabach i ropuchach jakie można spotkać na Podlasiu.
    Do opracowania posta wykorzystałam materiały umieszczone na tablicach poglądowych, ustawionych na terenie Sylvarium. Resztę materiału o tym niezwykłym miejscu zamieszczę w kolejnych wpisach.
    A oto Bufosława, którą swoimi sprawnymi rękoma wyczarował w głazie narzutowym mój kolega Zbyszek Wasiluk w dwa tysiące jedenastym roku.





     Żaby i ropuchy należą płazów bezogonowych (Anura). Stanowią tak jak pozostali przedstawiciele tej gromady (Amphibia) formę pośrednią pomiędzy kręgowcami morskimi i lądowymi.
    Są to zwierzęta zmiennocieplne, których temperatura ciała zmienia się wraz z temperaturą otoczenia. Nazywane są również ziemnowodnymi, co oddaje ich tryb życia. Rozpoczynają jako skrzek (jaja), z którego wylęgają się, posiadające skrzela zewnętrzne, kijanki przystosowane do wodnego trybu życia. Po jakimś czasie skrzela zmieniają się w płuca, wyrastają im nogi, odpada ogon i dotychczas wodne zwierzęta, stają się dorosłymi osobnikami przystosowanymi do życia na lądzie. Mimo to do dalszego życia potrzebują wilgoci, gdyż przez przepuszczalną skórę tracą dużo wody.
    Zarówno żaby jak i ropuchy są mięsożerne. Polują głównie na owady za pomocą długich bardzo lepkich języków. Same zaś starają się unikać prześladowców dzięki szybkim, dalekim skokom (jedynie ropuchy potrafią chodzić), które umożliwiają im silne, tylne kończyny lub truciźnie wydzielanej przez gruczoły na skórze. Jad, odznaczający się różną, w zależności od gatunku, toksycznością pojawia się wyłącznie pod wpływem dotyku.
    Przeżycie bezogonowym płazom ułatwia również maskujące ubarwienie, upodobniające je do otoczenia, któremu niekiedy towarzyszą kolory ostrzegawcze (kumak).
    W okresie godowym samce wydają głosy wzmacniane przez znajdujące się w jamie gębowej pęcherze rezonujące.
    Wygląd żab i ropuch, ich tryb życia i rzeczywista lub domniemana jadowitość, budzi niejednokrotnie w ludziach strach i odrazę.
    Zwykle życzliwiej odnosimy się do żab. Chociaż ropuchy są nie mniej przyjazne, a niejednokrotnie w swej brzydocie piękne. Warto pamiętać, że są to zwierzęta pożyteczne, ze wszech miar ważne dla równowagi środowiska przyrodniczego.
I nie tylko w lesie, na łące i bagnie, w polu i ogrodzie, ale także na drogach chrońmy tych naszych sojuszników.

    Kumak nizinny - Bombinus bombinus (rodzina Ropuszkowate - Discoglossidae) - gatunek ciepłolubny ściśle związany ze środowiskiem wodnym gdzie poluje na owady (komary, ochotki), ślimaki, a nawet na kijanki.
    Z powodu maskującego zabarwienia grzbietu, jaskrawego - odstraszającego ubarwienia i silnie trującego jadu, kumaki nie mają zbyt wielu wrogów w świecie zwierząt. Główne zagrożenie stanowi człowiek, który likwidując środowisko ich życia (małe oczka wodne) sprawia, że należą do najbardziej zagrożonych płazów w Polsce.

    Ropucha szara - Bufo bufo (rodzina Ropuchowate - Bufonidae) - największy krajowy gatunek ropuch. Samice mogą osiągać do trzynastu centymetrów długości. Środowiskiem życia ropuchy szarej są cieniste lasy liściaste, zarośla, parki i ogrody. Do wody wchodzi tylko w okresie godowym.
    Dorosłe osobniki prowadzą wieczorny i nocny tryb życia, młode polują również w ciągu dnia. Na ukrycie i zimowanie wybierają głównie nory kretów i gryzoni.
    Ich menu stanowią duże dżdżownice, ślimaki, owady a także małe kręgowce. Zjadają również stonkę ziemniaczaną.
    Ropuchy mają niewiele wrogów, najgroźniejsze są dla nich różnorakie pasożyty. Jako gatunek długowieczny dożywają nawet trzydziestu lat.

    Ropucha zielona - Bufo vividis (rodzina Ropuchowate - Bufonidae) - jeden z najładniej ubarwionych i najbardziej ciepłolubnych naszych płazów. Unika miejsc zadrzewionych. Aktywna jest głównie o zmierzchu i w nocy.
    Zarówno dzień jak i zimę spędza w różnorodnych zakamarkach naziemnych.
    Samiec wydaje wibrujące dźwięki podobne do ptasich treli.
    Poluje dość żwawo wykonując nawet krótkie skoki. Jej pokarm to głównie stawonogi, owady i pajęczaki, nie gardzi również ślimakami i dżdżownicami.
    Ropucha zielona ma wielu wrogów, wystarczy wymienić chociażby zaskrońce, sowy, lisy, kuny i tchórze.

    Rzekotka drzewna - Hyla arboreta (rodzina Rzekotkowate - Hylidae) - zwierzęta nadrzewne, wspinają się po pniach i konarach, przeskakują z liścia na liść. Potrafią w trakcie skoku łapać lecące owady. Przylgi na palcach, pokryte specjalną, lepką substancją pozwalają im utrzymać się i poruszać się po zupełnie gładkich powierzchniach.
    Zjadają głównie muchówki i błonkówki, nie omijają także niewielkich chrząszczy, skorków, pluskwiaków oraz pajęczaków.
    W okresie godowym (druga połowa kwietnia) samce odzywają się bardzo donośnie (są najgłośniejsze z naszych płazów).
    Rzekotka zimuje w szczelinach lub pod grubą warstwą liści.

    Żaba trawna - Rana temporaria (rodzina Żabowate - Ranidae) - najpospolitszy i najszerzej rozprzestrzeniony gatunek płazów bezogonowych w Polsce. Występuje głównie w wilgotnych, cienistych lasach liściastych i mieszanych, w zaroślach, na cmentarzach i w parkach oraz ogrodach.
    Dorosłe osobniki polują o zmierzchu i nocą, młodsze również w ciągu dnia. Zjadają głównie owady, pajęczaki, pierścienice i ślimaki. W ich menu zdarzają się także małe płazy.
    Głównymi wrogami żaby trawnej są lisy, jenoty, borsuki, tchórze, zaskrońce i żmije oraz drapieżne ptaki.
    Żaba trawna zimuje w wodzie, zagrzebana w liściach na dnie zbiorników wodnych.

    Żaba moczarowa - Rana arvalis (rodzina Żabowate - Ranidae) - w okresie godowym samce przybierają piękne, intensywne niebieskie zabarwienie. Najczęściej przebywają na odsłoniętych łąkach - zarówno suchych, jak i wilgotnych. Można je także spotkać w lasach grabowych, na torfowiskach i polach uprawnych.
    Polują zarówno w nocy i w dzień. Zjadają owady i pajęczaki, w mniejszym stopniu również ślimaki oraz pierścienice.
    Głównymi wrogami żab moczarowych są lisy, jenoty, borsuki, tchórze, a także zaskrońce i drapieżne ptaki.
    Zimę spędzają głównie w zakamarkach i szczelinach na lądzie, niekiedy również w wodzie.

    Żaby zielone:
    - żaba jeziorkowa - Rana lessonae
    - żaba wodna - Rana esculenta (rodzina Żabowate Ranidae)
    - żaba śmieszka - Rana ridibunda
    Zamieszkują brzegi zbiorników wodnych, świetnie skaczą i pływają.    Atakują wszystkie możliwe do złapania i połknięcia obiekty - głównie owady. Chociaż w ich menu zdarzają się również ryjówki, myszy, jaszczurki, a nawet małe zaskrońce. Nie obcy jest im kanibalizm.
    Są to zwierzęta łowne, ich okres ochronny wypada między pierwszym marca a trzydziestym pierwszym maja. Poza człowiekiem polują na nie także różne gatunki ptaków, ssaków i węże.
    Zimę spędzają w wodzie, za wyjątkiem żaby jeziornej, która najczęściej zakopuje się w ziemi.

   
Na koniec dodam, że w tym roku jest znacznie mniej żab, krótko też słyszałam ich odgłosy w okresie godowym. 


 O Poczopku
* Piękno letniej przyrody zamknięte w poczopkowym Silvarium
* Poczopek - Święto brzozy ...i ja tam byłam, i sok z brzozy piłam

* Żubry żyjące na wolności w Nadleśnictwie Krynki w Puszczy Knyszyńskiej

* Silvarium w Poczopku i wspomnienie Kruszynian
* Miłość matczyna i rzecz o morderczyni, którą przed karą uchroniła Dyrektywa  ptasia
* Bufosława z Poczopka, czyli rzecz o żabach i ropuchach


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Uście Gorlickie, Wawrzka, Wierchomla, Wysowa



    Dzisiaj cztery ostatnie świątynie ze Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce na trasie Nowy Sącz - Gorlice.
    Zwiedziliśmy ich około czterdziestu podczas trzytygodniowego pobytu w jednym z sanatoriów w Krynicy Zdroju. Wszystkie opisałam i wszystkie zaprezentowałam na zdjęciach. Dzisiaj mogę powiedzieć, że te wspaniałe zabytki architektury drewnianej wzbogaciły bardzo moją wiedzę nie tylko o samych budowlach, ale także o ludziach osiadłych na tych terenach w szczególności o Łemkach, o których
niewiele wiedziałam. Podczas sanatoryjnego pobytu, zwiedzając kościoły, urokliwe dworki, kasztele, zamki, skanseny..., zgłębiłam także historię Polaków z południa Polski,

   
Szczególne zasługi w udostępnianiu zabytkowych obiektów należy przypisać powołanej w dwa tysiące pierwszym roku Małopolskiej Organizacji Turystycznej
. Będąc w tamtych rejonach warto wybrać się na koncerty organizowane od wielu lat latem, pod wspólną nazwą Muzyka Zaklęta w Drewnie. Odbywają się one w świątyniach wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO oraz w wybranych obiektach na Szlaku Architektury Drewnianej. Oprócz muzyki dawnej usłyszeć można współczesne brzmienia a także obejrzeć widowiska taneczne czy misteria sceniczne. Przewodnicy MOT-u, pełniący dyżury w zabytkowych obiektach to osoby kompetentne, opowiadają z pasją i chętnie udzielają informacji.
    Kiedyś pewien góral z Kościeliska, u którego zimą wynajmowałam pokoje z dwiema przyjaciółkami, powiedział, że góry najpiękniejsze i najbardziej przyjazne są we wrześniu. Mnie się podobają o każdej porze roku i zimą kiedy mogę pojeździć na nartach i latem kiedy mogę je poznawać i pieszo, i rowerem.

    
Ale wróćmy do architektury drewnianej Małopolski. W dalszym ciągu, w kolejności alfabetycznej  Uście Gorlickie i cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem świętej Paraskewy.
    Cerkiew zbudowana w 1786 roku, po wysiedleniu Łemków (1947) użytkowana jako kościół rzymskokatolicki, przeszła w ręce prawowitych właścicieli w 1997 roku.
    Świątynia jest trójdzielna, nawa i węższe od niej prezbiterium zbudowane są na planach kwadratu, pochyła wieża obejmuje część babińca. Ściany nawy, prezbiterium oraz dolna część wieży pobite są gontem. Górna część wieży odeskowana pionowo od dołu zakończona jest ozdobną falbanką. Nawę nakryto dachem namiotowym łamanym podwójnie, prezbiterium zaś dachem namiotowym łamanym pojedynczo. Dachy pokryte blachą zwieńczono baniastymi hełmami z pozornymi latarniami. Podobny hełm zdobi wieżę.
    Wewnątrz świątynia ozdobiona jest polichromią ornamentalno-figuralną z 1938 roku, na stropie przedstawienie Opieka Bogurodzicy, na ścianach podobizny świętej Olgi i świętego Włodzimierza.
    Na uwagę zasługuje późnobarokowy ikonostas z ciekawymi, rzadko spotykanymi płaskorzeźbami na antepediach: poniżej ikony Matki Boskiej przedstawienie Adama i Ewy, poniżej Chrystusa Nauczającego proroków. Moje oko szczególnie wyczulone jest na wszelkie wyobrażenia  pierwszych rodziców.
    W prawym ołtarzu bocznym zwieńczonym Okiem Opatrzności znajduje się przedstawienie Zmartwychwstania, w lewym obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

















    Wawrzka - miejscowość położona na południowych stokach góry Chełm. Droga wiodąca przez wieś jest niezwykle urokliwa. Zatrzymywaliśmy się przed wsią tyle razy ile razy tamtędy przejeżdżaliśmy i podziwialiśmy fantastyczny górski krajobraz.
    Wawrzka podobnie jak wiele innych wsi należała do biskupów krakowskich i podobnie jak Żegiestów, o którym wspominałam w poprzednim poście, założona została przez biskupa Franciszka Krasińskiego w tysiąc pięćset siedemdziesiątym czwartym roku.
    Osiedlająca się tam ludność wołoska początkowo była wyznania prawosławnego, później przyjęła obrządek greckokatolicki.
    W latach 1935-1936 mieszkało w Wawrzce 471 osób wyznania prawosławnego, 15 rzymskokatolickiego i 99 grekokatolików.
   W 1947 roku Łemkowie zostali wysiedleni z tych terenów. Trzy lata później zakończono budowę cerkwi rozpoczętą przed wojną i przystosowano do obrządku rzymskokatolickiego, a zatem Kościół parafialny Matki Boskiej Szkaplerznej nigdy nie był konsekrowany jako cerkiew.





    Połemkowska cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem świętego Michała Archanioła w Wierchomli Wielkiej. Zbudowano ją w tysiąc osiemset dwudziestym pierwszym roku. Składa się z nawy oraz węższego od niej zamkniętego trójbocznie prezbiterium. Do nawy od strony zachodniej przylega niewielka kruchta, a do prezbiterium od południa i północy zakrystie. Nawę i prezbiterium przykrywają dachy wielopołaciowe, zakrystie zaś trójspadowe, a kruchta posiada daszek dwuspadowy. Na kalenicy nawy i prezbiterium wznoszą się baniaste wieżyczki z pozornymi latarniami i cebulkami. Malutkie banie wieńczą zakrystie. Ściany cerkwi pobite są gontami, dachy i wieżyczki pokryte  blachą miedzianą.
    Obok świątyni wznosi sie kamienna dzwonnica z dziewiętnastego wieku. Teren otoczony jest kamiennym murem, w którym znajdują się trzy z pięciu zachowanych kaplic. Między kamiennym murem a płotem z drewnianymi przęsłami znajduje się cmentarz z łemkowskimi nagrobkami, pomiędzy którymi odnaleźć można grób rodziców greckokatolickiego księdza, łemkowskiego pisarza Wołodymyra Chylaka. Wołodymyr Chylak autor opowieści, opowiadań, felietonów, bajek a także szkiców etnograficznych  zmarł w Lityni i tam został pochowany.
    Na terenie cmentarza znajduje się dąb Jana Pawła II a przy nim kamienna tablica z napisem: Niech Wasza praca pomoże uratować piękno polskich lasów dla dobra naszej Ojczyzny i jej mieszkańców. Jan Paweł II.
    Niżej na tym samym kamieniu informacja: Dąb Jana Pawła II wyrósł z żołędzi dębu Chrobry. Nasiona dębu zostały poświęcone przez Ojca Świętego Jana Pawła II podczas pielgrzymki Leśników Polskich do Watykanu 28 kwietnia 2004 roku.
    Wierchomla 10 czerwca 2006 roku
.
    W dowód wdzięczności za Błogosławieństwo Boże Leśnicy Nadleśnictwa Piwniczna
.















    Kościół parafialny NMP Wniebowziętej w Wysowej powstał w latach 1936-1938 według projektu polskiego architekta Zdzisława Mączeńskiego, który w okresie międzywojennym opracował wzór kościoła drewnianego. Jest to kościół jednonawowy z węższym prezbiterium zamkniętym trójbocznie i dość wysoką wieżą oraz niskimi przybudówkami po obu stronach nawy i zakrystiami po obu stronach prezbiterium.
    Kościół zdobi barokowy ołtarz przeniesiony z innej świątyni a w nim obraz Wniebowzięcia NMP.
    W Wysowej znajduje się także osiemnastowieczna cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem świętego Michała Archanioła. Niestety nie zwiedzaliśmy jej.







    I tak oto moje zmaganie się z zaprezentowaniem około czterdziestu drewnianych zabytkowych świątyń dobiegło końca. Wreszcie uporałam się z całym zebranym podczas trzytygodniowego pobytu w Małopolsce materiałem.