Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatarszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatarszczyzna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 grudnia 2017

Sama ze sobą w dzień Bożego Narodzenia - wycieczka na północ


    Poniedziałek, 25 grudnia, pierwszy dzień świąt upłynął mi oczywiście na … świętowaniu. Jednak moje świętowanie różniło się bardzo od świętowania innych homo sapiens-ów. I już wyjaśniam dlaczego.
    Otóż nie chcąc się nudzić własnym towarzystwem wyruszyłam na wycieczkę samochodową, bo jak już nie raz wspominałam, z mojej posesji najlepiej wyjeżdżać a nie wychodzić, bowiem już za bramką można ugrzęznąć w błocie, poślizgnąć się, wyrządzić sobie krzywdę, albo jak kto woli urządzić sobie błotne spa.


      Od samego początku mojej podróży widać było, że podobnych pomysłów na spędzanie świąt ludzie raczej nie mieli. Drogi świeciły pustkami i ruch był naprawdę niewielki, nawet na granicy z Białorusią na przejściu granicznym w Kuźnicy nie było ani pojazdów, ani pieszych, i kiedy wysiadłam tam z aparatem fotograficznym w ręku natychmiast z budki wyszedł przystojny młody mężczyzna i poprosił mnie o dokument tożsamości i dowód rejestracyjny pojazdu. Dokumenty sprawdzał drugi młody mężczyzna, a ja tymczasem wdałam się w rozmowę z tym pierwszym. Dowiedziałam się między innymi, co należy zrobić, ażeby przejechać na druga stronę, pytałam także o to, jak dojechać w jeszcze inne miejsca, po naszej polskiej stronie i tu informacja, że w miejsca, które mnie interesują najlepiej wybierać się pojazdem z napędem 4x4.
    Zdjęć na przejściu granicznym nie mogłam niestety zrobić, nawet z daleka. Zrobiłam jedynie kilka zdjęć w ciągu drogi ekspresowej S19, która od Sokółki do prawie samej Kuźnicy jest tak prosta, jakby ktoś odrysował ją od linijki. Warto sprawdzić to na mapie. Trasa prosta, ale bardzo falista. Jej urok, mnogość różnej wysokości pagórków, podziwiać można z najwyższych wzniesień. Zatrzymałam się na jednym z nich, ale końcowych punktów  odległych od siebie o około 13-15 kilometrów nie wypatrzyłam.
    Prawda, że jest pusta!






    Dzień był ciepły i deszczowy, i opady nie były na tyle uciążliwe, żeby nie móc pospacerować po okolicy.
    Trasa mojej wycieczki wiodła jedną z moich ulubionych leśnych dróg. Najpierw Kopna Góra, później Woronicze, Łaźnisko, Podłaźnisko, Wierzchlesie, Stara Kamionka, Pawełki, Kurowszczyzna, Wojnachy, Kamionka Nowa i Sokółka. Na wzniesieniu w Kamionce Nowej zrobiłam kilka zdjęć Sokółce, po czym nie zatrzymując się w tym mieście ruszyłam S19 w stronę Kuźnicy.














    Skręciłam w boczną lokalną drogę do Kundzina. Kolonia Kundzin, to stara osada niegdyś otoczona lasami puszczy królewskiej, jej nazwa pochodzi od bojara Piotra Kundy.
    Pierwszy drewniany kościół powstał tu w 1562 roku, z woli króla Zygmunta Augusta dla potrzeb dworu. W Kundzinie istniał myśliwski dwór królewski i polscy władcy chętnie wyprawiali się tam na polowania.


    Polował tu także Stefan Batory. Łowy tak pociągały króla, że mimo mrozów i chorej nogi polował tu w 1586 roku, przeziębiwszy się zmarł 12 grudnia 1586 roku w Grodnie.

   
Stałą opiekę duszpasterską i prawa parafii otrzymał Kundzin z nadania króla Zygmunta III Wazy w dniu 13 stycznia 1593 roku. Na uposażenie parafii dał on wówczas dziewięć włók ziemi. Ten sam król parafię przekazał później jezuitom i oni sprawowali opiekę duszpasterską. Zbudowali też nowy kościół w Kundzinie (przed 1665 rokiem), który przetrwał do połowy dziewiętnastego stulecia.
    Dzięki staraniom księdza Ignacego Jaworowskiego, który w 1851 roku uzyskał pozwolenie gubernatora grodzieńskiego na budowę nowej świątyni, wzniesiono ją głównie z kamienia polnego.
    W 1930 roku, dzięki staraniom księdza Witolda Sarosieka, kościół ten powiększono i wybudowano nowy ołtarz główny. Arcybiskup Romuald Jałbrzykowski w czasie wizytacji parafii w maju 1931 roku dokonał konsekracji ołtarza i kościoła.
    W latach 1987-1992, z inicjatywy księdza Mariana Cierpika, przeprowadzono generalny remont świątyni.

   
Kościół i cmentarz usytuowane są na wzgórzu skąd rozpościera się widok na całą okolicę. W dole za świątynią biegnie trakcja kolejowa, przez osadę przepływa malownicza rzeka Łosośna.




























    Pojechałam jeszcze dalej za Kundzin do kolonii Tatarszczyzna. Tam zrobiłam sobie krótki spacer. Ale popatrzmy na zdjęcia.


















     W Poniatowiczach zawróciłam, ze względu na kiepską drogę gruntową
i znalazłam się znowu na S19. Próbowałam dotrzeć jeszcze do jeziorek w Łosośnej, ale również ze względu na nie najlepszą nawierzchnię pojechałam do Kuźnicy, a stamtąd do Sokółki.
    Samochód zostawiałam na parkingu przy Sanktuarium Cudu Eucharystycznego, kolegiacie świętego Antoniego, a ponieważ o kolegiacie i Sokółce pisałam już wcześniej tutaj i tutaj, więc ograniczę się tylko do prezentacji kościoła na zdjęciach.






















    Do domu wróciłam o zmierzchu. To był dobry dzień i mimo deszczowej pogody jestem zadowolona z plenerowych zdjęć.
 

    Boże Narodzenie, 25 grudnia 2017 roku