Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caen. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lutego 2014

Normandia. La Haye-du-Puits - polowanie na czarownice i ostatni proces o czary we Francji.


    Młodość karmi się snami, starość - wspomnieniami, mówi żydowskie przysłowie. Mnie, zawieszonej gdzieś pomiędzy jawą a snem, wspomnienia rozgrzewają od środka.
    Przygodę z Normandią zawdzięczam Ewie, młodszej siostrze mojego męża.
    Jako, że obie nosimy to samo imię i nazwisko, to w rodzinie i gronie moich przyjaciół przyjęło się mówić Ewa Paryżanka i Ewa Ryśkowa.



    Do wynajętego przez Ewę domu w La Haye-du-Puits pojechałyśmy z naszymi synami Florianem i Wojciechem, latem, na przełomie czerwca i lipca. Na północny zachód Francji wyruszyliśmy po śniadaniu, bez pośpiechu, jak na czas wakacji przystało. Z Fontenay-sous-Bois do La Haye-du-Puits było ponad trzysta pięćdziesiąt kilometrów.
    Po drodze w ramach odpoczynku zatrzymaliśmy się w Caen.
    Około dwóch godzin zajęło nam zwiedzanie muzeum Le Mémorial de Caen, poświęconego historii dwudziestego wieku, wybudowanego w pobliżu plaż, gdzie miała miejsce największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen, tak zwane Lądowanie w Normandii. 

Rytualny taniec Ewy sprowadził ulewę

Deszczowa chmura nas nie ominie

To jakieś tornado chyba

Na nic zdały się parasole

Plaża w Arromanches

W czerwcu 1944 plaże oznaczono kryptonimami Utah, Omaha, Gold, Juno, Sword

Pozostałości sztucznego portu Mulberry w Arromanches

Nie zdążyliśmy się schronić przed ulewą

Przemoknięci

Nie, nie... wrzucę cię do bagażnika

W Memorial de Caen

W Memorial de Caen

W Memorial de Caen

    Po raz drugi samochód zaparkowaliśmy w centrum Bayeux, tuż obok gotyckiej katedry, do której wróciliśmy dwa dni później na niedzielną przedpołudniową mszę świętą.  

Xsara Ewy zaparkowana nieopodal katedry w Bayeux

Katedra Notre Dame w Bayeux - XI - XIV w - styl romański i gotyk normandzki

Witraże katedry upamiętniają sagę Wilhelma Zdobywcy

W katedrze znajduje się lista rycerzy biorących udział w bitwie pod Hastings

Po mszy wchodzimy do wspaniałego zamykanego wieczorem ogrodu w Bayeux

Bayeux

Bayeux

Ogród w Bayeux

Ogród w Bayeux

Plac zabaw... dla dzieci

Nie ten rozmiar

Podsuń się

Zakręcony

    Do wynajętego przez Ewę domu dotarliśmy przed wieczorem. Pamiętam, że chwilami padał deszcz, a wąska droga prowadząca do miasteczka była obsadzona bujnie rosnącymi krzewami i drzewami. Zielone tunele upstrzone kwitnącymi krzakami różnokolorowych hortensji ciągnęły się aż do samego domu. Jak się później okazało, krzak hortensji jest charakterystycznym elementem krajobrazu normandzkiego, tak jak oleander włoskiego. Nigdzie przedtem nie widziałam tak wspaniałych okazów.

   
La Haye-du-Puits swoją nazwę wywodzi od germańskiego słowa Haye - Haga, którą Francuzi przyjęli jako haie - co w tłumaczeniu oznacza żywopłot z drzew i krzewów pokrytych liśćmi. Natomiast puits w języku francuskim oznacza studnię. Nie będę szczegółowo analizować tego toponimu, chcę jedynie podkreślić, że do średniowiecznego miasteczka ze wszech stron prowadzą zielone gęste tunele.

   
Historia La Haye-du-Puits, siedziby baronii normandzkiej, sięga pierwszej połowy jedenastego wieku, kiedy panem był Thorsten Haldup (Turstin Haloup), zwany Ryszardem, który wraz z żoną Emmą założył opactwo abbaye de Lessay, w pobliżu Coutances.
    W historii miasta zapisał się ostatni proces o czary, który rozpoczął się w tysiąc sześćset sześćdziesiątym dziewiątym roku, a zakończył dziewiętnastego lipca siedemdziesiątego.
    O tym wydarzeniu pisze ksiądz Louis Costel w książce Car ils croyaient brûler le diable en Normande ?,  wydanej nakładem Sodirel w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym roku. Za powieść tę Louis Costel - pisarz, ksiądz i egzorcysta otrzymał Literacką Nagrodę miasta Caen.

 
  W tysiąc sześćset sześćdziesiątym dziewiątym roku, w trzecią niedzielę Wielkiego Postu do kościoła w Coigny z coroczną wizytą przybył  archidiakon, który wysłuchiwał wszystkich tych, którzy mieli coś do powiedzenia w sprawie uprawianej w regionie magii.
    W pierwszym rzędzie nawy głównej siedziała Charlotta Le Vavasseur, służąca, a zarazem bratowa księdza Antoine'a Questier'a, którą ten podejrzewał o zabójstwo brata. Opryskliwa, zgryźliwa i wiecznie niezadowolona była pierwszą plotkarą, nie cierpiała nikogo, chodziła od domu do domu, zbierała i roznosiła złe wieści, przekręcała fakty i dodawała od siebie najgorsze komentarze. Nie znosiła też swojego pryncypała, który nie tylko głosił słowo Boże, ale pomagał ubogim, także tym którzy nie uczęszczali na msze święte.
    Za przyczyną swojej babki ksiądz Questier zgłębił tajemnice leczenia ziołami, zbierał je na bagnach i na wrzosowiskach, produkował maści i mikstury, rozdawał je cierpiącym i leczył w domu chorych, których Le Vavasseur nie znosiła, a nadto nie miała dostępu do medykamentów uzdrowiciela - czarownika.
    Opat Questier wspomagał także pewnego buntownika z Avranches, Ryszarda Baude, który zajmował się tam pozyskiwaniem soli morskiej i tak jak wielu innych robotników uczestniczył w rebelii w tysiąc sześćset trzydziestym pierwszym roku. Miał więcej szczęścia, jako że wielu powstańców poniosło śmierć.
    Ryszard Baude grywał pod kościołem, kiedy wierni wychodzili z niedzielnych Nieszporów. Nie mający innych rozrywek, młodzi, dziewczęta i chłopcy tańczyli, na co starzy patrzyli złym okiem.
    Złym okiem patrzyli także na swojego księdza, który wspomagał bezrobotnego Baude. Nie rozumieli jego zachowania wobec renegata, tego także na wpół czarownika, któremu zdarzało się leczyć zwierzęta...

   
Wkrótce zaczęły się pierwsze aresztowania i pierwsze przesłuchania, które ujawniły pierwsze nazwiska. I kiedy podczas przesłuchań Ryszard Baude nie powiedział nic, to Le Vavasseur wyznawała wszystko co chciano od niej usłyszeć. Jej gorliwość była tak wielka, że sypała nazwiskami tych których nie lubiła, a sabat opisywała z takimi szczegółami jakby sama w nim uczestniczyła.
    Ksiądz spodziewając się najgorszego udał się do zamku La Haye-du-Puits, aby oczyścić z zarzutów oboje. Szybko jednak zrozumiał, że ani oni, ani on, ani inni nie unikną stosu. Razem z innymi oskarżonymi przewieziono go do więzienia w Carentan, gdzie podtrzymano wyroki śmierci. Pięciu innych przetransportowano do Rouen. Tam także wyroki poprzez powieszenie i spalenie na stosie utrzymano w mocy.
    Proces o czary w La Haye-du-Puits spowodował wielkie poruszenie. Skłoniło to króla Francji Ludwika XIV (na prośbę jego ministra Colberta) do wstrzymania egzekucji.
    Kiedy rozkaz króla dotarł do więzienia w Carentan opat Questier już nie żył. Torturowany, wyczerpany z niedostatku zmarł w swojej celi w przeddzień egzekucji. Nie dowiedział się o rozkazie króla i nie zdążył pobłogosławić współwięźniów. Oszalałą Charlottę Le Vavasseur zabrał do swojego zamku marszałek Ludwika XIV markiz Bellefonds.
    Tak skończyła się historia diablicy z Coigny, której nienawiść doprowadziła do polowania na czarownice i osadziła w dziejach La Haye-du-Puits ostatni we Francji proces o czary.

   
Właścicielką wynajętego domu, w którym zamieszkaliśmy we czwórkę była Amerykanka, która sprowadziła się do miasteczka po ślubie z francuskim pilotem. Zapewne mieszkała tam już jakiś czas, bo jej francuszczyzna była nienaganna.  Wkrótce też opowiedziała nam swoją historię, a to za przyczyną pewnego nieporozumienia...

   
Kiedy otrzymaliśmy klucze, okazało się że całe wnętrze było nie posprzątane. Na dole w salonie fruwały koty, zlew w kuchni był zatkany, łazienka wymagała pucowania, a w sypialniach na górze między pościelą walała się damska bielizna.
    Zakasałyśmy rękawy i zabrałyśmy się za porządki. Kiedy męczyłam się z odkorkowaniem zlewu w kuchni, Ewa oświadczyła, że ma dość i poszła opowiedzieć o wszystkim Amerykance i przynieść świeżą pościel.
    Amerykanka mieszkała klika kroków dalej w olbrzymim domu z kamienia. Nie czekałam długo, kiedy obie pojawiły się w drzwiach. Właścicielka naszego lokum trzymała w rękach butelkę Calvadosu, taki prezent na przeprosiny. Od razu też zmniejszyła opłatę za wynajem, tłumacząc się tym, że nic nie wiedziała o bałaganie.
    Rozgościła się na moment. Dowiedziałyśmy się, że pracuje w miejscowej szkole i mieszka tu z synem w wieku naszych chłopców, a mąż ze względu na wykonywany zawód lotnika samolotów pasażerskich bywa gościem w domu. Lokatorami są także cztery psy rasy york i dwa koty, a cała posesja zaś należała niegdyś do mnichów, którzy w wynajętym przez nas domu mieli piekarnię, a którą oni przerobili na turystyczne bardzo przyjemne lokum. Podłogi na parterze zostały wyłożone białą terakotą, pod którą zainstalowano ogrzewanie tak bardzo potrzebne nawet i latem, ze względu na panujący tu wilgotny klimat. Piec przerobiono na kominek, a na górze urządzono dwie sypialnie. Kuchnia była doskonale wyposażona, również w eleganckie kieliszki do winiaku. Otworzyłyśmy butelkę Calvadosu i ani się spostrzegłyśmy kiedy była pusta. To był najlepszy Calvados jaki piłam w życiu. Pochodził ze starych zapasów gospodarzy, którzy w niedzielę uraczyli nas drugą butelką.  


















    Zapisałam oczywiście adres i nazwisko Amerykanki, a także adres mailowy na wszelki wypadek gdyby ktoś chciał skorzystać z ich gościnności. Niestety nie mogę go znaleźć w stosach moich notatek z podróży.
    A opowieści o Normandii jeszcze nie koniec. Następna będzie o Opactwie Le Mont Saint Michel.  

cdn

Posty o Normandii:
La Haye-du-Puits - polowanie na czarownice i ostatni proces o czary we Francji
Mont-Saint-Michel
Bazylika w Lisieux