Niegdyś miejsce to nosiło nazwę Le Cabaret des Assassins (Gospoda Morderców) - należy podkreślić, że słowo cabaret oznaczało pierwotnie po francusku gospodę nie związaną ani ze sztuką teatralną ani też z jakimkolwiek występem artystów i nazwa lokalu nie stanowiła aluzji do gości lecz do szeregu zdobiących salę obrazów, przedstawiających wyczyny głośnego zbrodniarza z końca Drugiego Cesarstwa, Troppmana.
Pierwszy w historii cabaret artistique, nazwany później Chat Noir, kojarzony z przestępcami, prostytutkami i bezrobotnymi otworzono w listopadzie tysiąc osiemset osiemdziesiątego pierwszego roku w dzielnicy Montmartre przy Boulevard Rochechouart, wtedy jeszcze na peryferiach miasta. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był artysta Rodolphe Salis.
André Gill, poeta i rysownik-karykaturzysta stworzył godło kabaretu - którego oryginał znajduje się dzisiaj w Muzeum Starego Montmartru - przedstawiające figlarnego królika wyskakującego z rondla z butelką wina w łapie.
Towarzystwo odwiedzające ów przybytek uciechy było co najmniej mieszane, ale mieszkańcy dzielnicy, ci co przychodzili posłuchać wierszy Gilla, atakujących burżuazję, policję i armię nie zwracali no to uwagi. Tolerowali obecność opryszków, których znali niekiedy od dzieciństwa, a z niektórymi uczęszczali do szkoły. Gorszyli ich zaś drobni stręczyciele i sutenerzy, którzy w chwili śmierci poety (1885) panowali w Lapin-Agile niepodzielnie.
W tysiąc osiemset osiemdziesiątym szóstym roku dziedzictwo po André Gillu przejęła była tancerka lokalu Elysée-Montmartre Adela, która nic sobie nie robiła z klienteli jaką otrzymała w spadku. Miała niewyparzoną gębę, niespożytą energię i umiała narzucić dla siebie szacunek. Dla uczczenia pamięci swojego poprzednika nadała gospodzie miano Cabaret-du-Lapin-A. Gill, co język ludowy przerobił szybko na Cabaret-du-Lapin-Agile.
Po siedemnastu latach prowadzenia lokalu położonego na rogu ulic des Saules i Saint-Vincent, w połowie wysokości Wzgórza, Adela uciuławszy trochę grosza sprzedała go i po krótkim czasie otworzyła u wylotu ulicy Norvins restauracyjkę w baraku z desek, w stylu traperskiej chatki, którą nazwała nie wysilając się zbytnio Le Chalet. W czasach Picassa restauracja ta opatrzona była już trzema gwiazdkami i początkowo banda Picassa z Bateau-Lavoir rzadko mogła sobie pozwolić na kolację w owym lokalu ze względu na wysoką cenę.
Nowym nabywcą Lapin-Agile był Aristide Bruant, który powierzył zarządzanie kabaretem Frédému. Ten w pierwszej kolejności zajął się usunięciem z niej opryszków, którzy czuli się tam jak u siebie, zwłaszcza w pierwszej salce, w której znajdował się kontuar. Nie było to łatwe zadanie. Wojna z rzezimieszkami trwała i Frédé pozostawał wciąż w stanie pogotowia, obserwując podejrzanych gości spod oka. W tysiąc dziewięćset jedenastym roku Frédé przeżył prawdziwy dramat. Oto jego zięć, za bardzo buszujący na terytorium alfonsów uważających Wzgórze za swój rezerwat dziewcząt został pewnego wieczoru zabity strzałem prosto w głowę przez przechodnia, który wstąpił do kabaretu ażeby rozmienić pieniądze.
Wprowadzając do Lapin-Agile nowy styl, Frédé zmienił także jego wystrój. Dla uzyskania czerwonego półmroku owinął żyrandole czerwonymi chustkami, a obok kominka umieścił figurę ogromnego Chrystusa z gipsu, o realistycznej fakturze, dzieło rzeźbiarza Wasleya, którego nazwisko, żeby nie to, zapadłoby w nicość zapomnienia. Na ścianach pociemniałych od dymu zawiesił dzieła zaprzyjaźnionych z nim malarzy. Sąsiadowały tam ze sobą i rzeczy genialne i szkaradzieństwa. Przez jakiś czas można było oglądać słynny autoportret Picassa jako Arlekina, obraz Zuzanny Valadon, trzy obrazy Utrilla, obrazy Girieuda i Poulbota.
W dni powszednie wieczorem nie było zbyt wielu gości, ale za to w sobotę i niedzielę w obu salkach wypełnionych powietrzem zgęstniałym od dymu, tłoczyło się dobre sto osób. Ludzie, którzy wdrapywali się na Montmartre głównie po to aby otrzeć się o świat artystów wdychali obrzydliwy odór absyntu, piwa, podłego wina, kuchni i niedomytego człowieczeństwa.
Frédé przyjaźnił się z Picassem i gdy przez kilka dni nie widział malarza szedł do Bateau-Lavoir, by go rozruszać. Za Frédé podążał jak pies osioł Lolo. Picasso kochał zwierzęta i pewnie nic sobie z tego nie robił, kiedy Lolo wykorzystując jego uczucia zachowywał się nieładnie i gryzł paczki papierosów scaferlati albo arkusze z rysunkami.
W tysiąc dziewięćset piątym roku w dowód przyjaźni Pablo ofiarował mu swój autoportret w roli Arlekina. Obraz przedstawia malarza siedzącego przy stole z elegancką kobietą, ustrojoną w zadziwiający kapelusz z piórami. Z tyłu widać Frédégo pochylonego nad gitarą. Trzynaście lat później Frédé, potrzebujący pieniędzy na zapłacenie rachunku za dostawę napojów alkoholowych odstąpił obraz za pięć tysięcy franków Rolfowi de Marée, twórcy Baletów Szwedzkich. Suma wydała mu się ogromna i był niepocieszony kiedy dowiedział się, że był wart dziesięciokrotnie więcej.
W tysiąc dziewięćset jedenastym roku, na miejsce gromady Hiszpanów, która opuściła Wzgórze w tym samym czasie co Picasso, na rzecz bardziej luksusowych kawiarń na bulwarze Clichy i Pigalle, przybyła mniej liczna gromadka futurystów z Włoch. Niektórzy przebywali tam krótko, ale wszyscy pokazali się w Lapin-Agile. Częstym gościem na początku swojego pobytu na Montmartrze był Modigliani, ale kiedy pewnego razu podpiwszy sobie, stał się agresywny i wytłukł szyby w oknie baru, zdał sobie sprawę, że nie jest tam pożądany i przestał przebywać w kabarecie. Odtąd łącznikiem między bandą Picassa a gromadą Włochów był Severini, którego do Lapin-Agile zaprowadził Modigliani. Lecz rola Severiniego trwała krótka, bowiem większość artystów zaczęła opuszczać Montmartre i przenosić się na Montparnasse.
Długo dzieckiem Lapin-Agile był Maurice Utrillo. Frédé znał go od najdawniejszych czasów, podobnie jak jego matkę Zuzannę Valadon. W czasie, kiedy Zuzanna pochłonięta była miłością do jasnowłosego André Uttera i zaniedbywała syna pozwalając mu się włóczyć całymi nocami, wyrozumiały pełen litości dla tego dziecka Frédé przyjmował go i pokrzepiał, przygarniała go u siebie w kuchni Burgundka Berta, odkrawała mu kawałek piekącego się udźca, a Utrillo w dowód wdzięczności dawał swoje gwasze i akwarele. Trzy z nich - między nimi bardzo piękny widok Lapin-Agile - zdobiące ściany dużej sali podzieliły los Autoportretu Picassa.
Życzliwość Frédégo zmalała, kiedy ten, jako krzykliwy i zaczepny pijak zaczął molestować gości, żeby zapłacili mu kolejkę i kiedy stawał się nieznośny wypraszano go za drzwi. Utrillo jednak nie żywił urazy i mnożył widoki Lapin-Agile aż do śmierci.
- Jak wyglądały ostatnie lata Maurice Utrilla, wielkiego malarza trzymanego w niewoli, kiedy pozbawiony niemal pamięci kopiował kolorowe reprodukcje swoich dawnych obrazów na zlecenie Lucie Valore...?
Lapin-Agile był ostatnią scenerią tragikomedii Wyklętej Trójcy. Pewnego wieczoru, zimą tysiąc dziewięćset czterdziestego ósmego roku - Zuzanna Valadon nie żyła już od dziesięciu lat - mający chandrę André Utter, poszedł upić się do Lapin-Agile i zapomniawszy płaszcza, kompletnie zalany, przemarznięty na kość wrócił do siebie. W ciągu nocy rozwinęło się zapalenie płuc i na ratunek było już za późno. Umarł trzy dni później wyprzedzając młodszego od siebie Utrilla. Ale ten ostatni od dawna był tylko żywym trupem...
Po pierwszej wojnie światowej kabaret Lapin-Agile stał się jednym z elementów cukierkowego folkloru...
/Na podstawie książki Jeana-Paula Crespelle'a Montmartre w czasach Picassa 1900-1910/
Naprzeciwko kabaretu, na przeciwległym rogu ulic Saint-Vincent i des Saules znajduje się winnica zwana Clos-Montmartre. Każdego roku, w drugi weekend października, począwszy od tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego roku na Wzgórzu organizowane jest Święto Winobrania - Fête des Vendanges, ale o tym może innym razem...

