piątek, 25 sierpnia 2017

Zespół Pałacowo Parkowy w Łężanach - perełka Warmińsko-Mazurska



    Jadąc z Olsztyna do Barczewa, później mijając Biskupiec i jadąc dalej w kierunku Reszla i Świętej Lipki, zatrzymaliśmy się we wsi Łężany, gdzie na uwagę zasługuje Zespół Pałacowo Parkowy, należący do Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
    Jak widać na zdjęciu brama na teren dawnej siedziby pruskiego rodu szlacheckiego von Fischer-Lossainen była otwarta. 




    Warto było się tam zatrzymać i zobaczyć, co kryje się za ogromnymi drzewami rozległego parku i w ich cieniu, i gdzie kręcone były sceny do filmu Filipa Bajona Kamerdyner, którego premierę przewiduje się na pierwszy kwartał 2018 roku.
    Z pewnością będzie to ciekawie opowiedziana historia Kaszubów i Niemców, z mocną sceną w Piaśnicy, o której mało kto słyszał.
    Producent tego obrazu mówi:
    - Akcja filmu toczy się w Kłaninie, między Puckiem a Krokową, gdzie autentyczni von Grassowie posiadali swój pałac i ogromne włości. W filmie są to von Kraussowie. Mój dziadek był nadwornym rzeźnikiem u hrabiego, a ojciec jako kilkuletni chłopiec przed wojną pasł krowy u von Grassa. I w tych opowieściach, niedopowiedzeniach, zobaczyłem niezwykły świat ludzi dwóch nacji, które przez wieki były na siebie skazane - kaszubskiej i pruskiej. Ten film, poza wątkiem miłosnym, to właśnie historia tych dwóch nacji, często żyjących w przyjaźni. Ale, kiedy wichry historii się w to wpieprzały, potrafiących się nienawidzić tak, że dochodziło nawet do takich zbrodni jak ta w Piaśnicy.
http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/8977273,kamerdyner-to-ma-byc-film-do-bolu-sprawiedliwy-zdjecia-wideo,id,t.html 
























     Na stronie http://www.uwm.edu.pl/lezany/?p=palac znalazłam notkę historyczną na temat pałacu w Łężanach.
    Pałac w Łężanach został wybudowany w latach 1909-1911 za przyczyną kontradmirała Reinholda Fischera. Rodzina Fischerów nabyła majątek ziemski w Łężanach w 1872 roku. Reinhold, jako 2-letnie dziecko, zamieszkał wraz z rodzicami we dworze na skraju parku, nad jeziorem Legińskim. W wieku 44 lat zmarł ojciec Reinholda - Gustaw. Zarządzania majątkiem podjęła się 37-letnia wdowa. Syn pobierał nauki najpierw w szkole wiejskiej, później miał własnego nauczyciela, a następnie ukończył Gimnazjum Wilhelma w Królewcu (Königsberg). W wieku 18 lat, zgodnie ze swoimi marzeniami, został kadetem marynarki cesarskiej. Tak rozpoczęła się droga kariery nierozerwalnie złączonej ze służbą w marynarce.
    W 1905 roku Reinhold zaręczył się, a następnie poślubił Edith, córkę Emila von Rath z Meklem koło Bonn. Po dwóch latach urodziła im się córka Erika Renate i po upływie następnych dwóch syn - Reinhold.

   
W 1910 roku został Reinholdowi Fischerowi i jego matce - Elli nadany tytuł szlachecki: von Fischer-Lossainen. W czasie swojej służby w marynarce Fischer przebywał w Berlinie, Sankt Petersburgu i Sztokholmie. Jego rodzina zamieszkała natomiast w nowo wybudowanym pałacu w Łężanach. Pałac posiadał już w tym czasie wiele udogodnień: łazienki, centralne ogrzewanie, elektryczność.

   
W 1919 roku, po I wojnie światowej, admirał przeszedł w stan spoczynku i powrócił na łono rodziny. Szczęście rodzinne nie trwało zbyt długo. Po trzech latach zmarła w wyniku ciężkiej choroby małżonka Fischera. Miała 41 lat. Bardzo długo żałobą okryta była nie tylko cała rodzina, ale również cała wieś. Dopiero wizyta księcia Heinricha von Preussen (brata ostatniego niemieckiego cesarza), przyjaciela admirała z czasów służby w marynarce, przerwała ten smutny okres.

   
Dzieci, podobnie jak wcześniej ich ojciec, swoje wykształcenie zdobywały najpierw w gimnazjum w Królewcu, a następnie na uczelniach na terenie Niemiec. Renate została doktorem filozofii, a Reinhold-junior - doktorem prawa. W 1931 roku admirał po raz drugi ożenił się. Jego wybranką była o 24 lata młodsza od niego Nora Myller von Rautenfels, która pochodziła z Rygi. Matka, Ella Fischer, była przeciwna temu związkowi i wkrótce wyprowadziła się do wnuczki, do Niemiec, gdzie po roku zmarła w wieku 86 lat. Reinhold Fischer zmarł w 1940 roku (70 lat) i został pochowany w rodzinnym mauzoleum, nieopodal pałacu. Zarządzaniem posiadłością musiała zająć się wdowa. W styczniu 1945 roku, gdy na teren Warmii wkroczyły wojska radzieckie, Nora Fischer postanowiła uciekać do Niemiec. Po pięciu dniach wędrówki, nie widząc sensu dalszego życia, popełniła samobójstwo - zastrzeliła się.
    Renate von Fischer zmarła w wieku 51 lat wskutek ciężkiej choroby. Jej brat w czasie II wojny światowej pełnił funkcję konsula poza granicami Niemiec. Po wojnie zamieszkał z małżonką we Włoszech.

    W 1989 roku Reinhold von Fischer odwiedził po raz ostatni rodową posiadłość w Łężanach. W 1991 roku zmarł w wieku 82 lat nie pozostawiając po sobie żadnego potomka.

   
Po II wojnie światowej w pałacu utworzono Fundusz Wczasów Pracowniczych, a następnie w 1957 roku przekazano go łącznie z całym gospodarstwem Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie. Od tego czasu gospodarstwo stanowi zaplecze doświadczalne olsztyńskiej uczelni. W latach 90-tych całość była dzierżawiona przez prywatną osobę.

   
Od 2003 roku opiekę ponownie przejęła uczelnia, która po przekształceniach stała się Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. 



    Wąska droga lokalna wokoło jeziora Legińskiego, którą można dojechać do wsi Leginy. Przy drodze rosną wspaniałe okazy drzew liściastych.











 

Łężany, 20 sierpnia 2017 roku

niedziela, 13 sierpnia 2017

Zespół pałacowo-parkowy Branickich w Białymstoku



    Park i pałac Branickich to najbardziej reprezentacyjna i godna uwagi część miasta Białegostoku - nie policzę ile razy odwiedzana i fotografowana przeze mnie przy takich okazjach jak koncerty i sympozja w Aula Magna, kilka lat temu fantastyczna prywatna impreza w pałacu, jak również liczne spacery po parku.
    Najdziwniejszym jest fakt, że wszystkie moje zdjęcia tam robione gdzieś przepadły, nawet te z ostatnich widowisk muzycznych. Czyżbym umieściła je we wspólnym folderze i niechcący, jednym kliknięciem wrzuciła do kosza, a później go opróżniła? Wciąż zadaję sobie pytanie, co z nimi zrobiłam?
 

     Do białostockiego parku Branickich, na spacer i oczywiście po zdjęcia, wybrałam się z Ryszardem, i tym razem postanowiłam, że po raz kolejny nie zapodzieję moich fotografii i od razu wrzucę je na bloga.
     Moją nieodżałowaną stratę zrekompensowała mi piękna pogoda no i oczywiście pora roku, pierwsza dekada sierpnia, a więc mnóstwo wspaniałych, słonecznych barw.
    Do parkometru przy Arsenale - dawnej hetmańskiej zbrojowni, wrzuciłam dwa złote i w zamian za to otrzymałam bilet uprawniający mnie do jednej godziny i czterdziestu minut postoju.

   
Weszliśmy boczną bramą, przy której w niewielkim osiemnastowiecznym pawilonie, niewiadomego przeznaczenia, znajduje się Multimedialne Centrum Informacji Turystycznej, znakomite źródło historycznych rozmaitości dla wszystkich odwiedzających domenę Branickich.
    Zatrzymaliśmy się chwilę na brukowanym dziedzińcu wstępnym - avant cour z dwoma fontannami i sfotografowaliśmy barokową Bramę Wielką z Gryfem - symbolem rodu Branickich.



    Stąd, przez przejście strzeżone przez dwa posągi, Herkulesa walczącego z hydrą i Herkulesa walczącego ze smokiem, dłuta Jana Chryzostoma Redlera przeszliśmy na dziedziniec paradny - cour dhonneur, zamknięty z trzech stron podkową zabudowań pałacowych - pałac połączony galeriami kolumnowymi z oficynami. 






 
   Na fasadzie pałacu - herb Branickich i grupa rzeźbiarska wieńcząca tympanon z figurą Atlasa, dźwigającego kulę ziemską. Drugi posąg Atlasa znajduje się w galerii kolumnowej po lewej stronie.





    Wejdźmy do Sieni Wielkiej z piękną klatką schodową, dziełem Jakuba Fontany, wspartą na czterech jońskich kolumnach z czarnego marmuru, gdzie bieg reprezentacyjnych schodów podtrzymują dwie rzeźby Atlantów, prace wybitnego artysty Jana Chryzostoma Redlera. Ech! I zróbmy sobie pamiątkowe zdjęcie w wielkim lustrze ustawionym po prawej stronie schodów, mając na uwadze, że niegdyś progi pałacu gościły - Augusta II Mocnego, Augusta III Sasa, Stanisława Augusta Poniatowskiego, Ludwika XVIII, cara Pawła I i cesarza Józefa II.






   
Teraz zwracając uwagę na postument przy wejściu na schody, na którym znajduje się rzeźba Rotatora, szlifierza, wykonana z białego marmuru genueńskiego, również autorstwa Jana Chryzostoma Redlera,
wejdźmy na pierwsze piętro i z balkonu rzućmy okiem na ogród francuski.
    Niestety nie będziemy mogli zajrzeć do kaplicy i auli, bo trwa tam remont. I tu po raz kolejny bardzo żałuję, że nie mogłam odnaleźć moich wcześniejszych zdjęć.






     A teraz przyjrzyjmy się pałacowi od strony ogrodu francuskiego. Na uwagę zasługują tu dwa freski ze scenami mitologicznymi, zabezpieczone szybami, jeden to Pan i Syrinks - córka boga Ladona, ukochana Pana - scena z Metamorfoz Owidiusza, w której Pan goni spłoszoną nimfę i drugi to Sąd Parysa - tu ze swoimi żądzami i wdziękami muszą się zmierzyć trzy boginie. Która z nich Hera, Atena, czy Afrodyta, zdobędzie złote jabłko (jabłko niezgody) rzucone przez Eris podczas wesela Tetydy i Peleusa?















    No i w upalny letni dzień najprzyjemniejsza do zwiedzania część posiadłości, ogród francuski i park w stylu angielskim, dalekie echo pierwotnej świetności.
    W górnej części, w ogrodzie francuskim o kształcie regularnego czworoboku, zwanym salonem ogrodowym, znajdują się partery bukszpanowe z czterema basenami. W alejkach ogrodowych ustawiono dwanaście osiemnastowiecznych, barokowych, odnowionych rzeźb i sześć powojennych kopii przedstawiających postacie mitologiczne oraz antyczne wazy z maszkaronami i maskami faunów.
    Taras górny, otoczony od strony parterów bukszpanowych balustradą tralkową, wzmocniony jest murem oporowym biegnącym wzdłuż kanału w kształcie litery L.  




























     A teraz główną aleją, bulwarem Tadeusza Kielanowskiego, przejdźmy przez most arkadowy, z dwoma sfinksami z kobiecymi popiersiami, do bulwarów Kościałkowskiego, biegnących równolegle z ulicami Akademicką i Legionową.














    Zanurzmy się też w cieniste alejki parku angielskiego obwiedzionego grabowym żywopłotem.













      Zatrzymajmy się jeszcze na granicy Ogrodu Górnego i Dolnego, w Pawilonie pod Orłem, gdzie niegdyś w letnie dni przesiadywali właściciele pałacu. Ściany pawilonu spowijały wówczas pnącza a wewnątrz zawieszone były klatki ze śpiewającym ptactwem.












    Popatrzmy też na dolny parter parku i dwie wieże Bazyliki Archikatedralnej Wniebowzięcia NMP.





    A na koniec spaceru kwiaty z ogrodu francuskiego. Najbardziej podobała mi się kolekcja różnych odmian jeżówek, słonecznej rośliny, wprowadzającej nieco wiejskiego klimatu do tego dworskiego salonu ogrodowego.





















Raj białostocki każdemu otwarty
w zupełnej szczęśliwości, w doskonałej
rozkoszy wszystkich kontentujący,
przez Adama stracony, przez Jana przywrócony.
Kto mówi, że raj zabroniony oku
Ludzkiemu, że trafić tam ścieżka kręta?
Ja mówię, że znajdziesz w Białymstoku,
Gdzie ani miecza, ani nawet pręta
Nikt na karanie ciebie nie podniesie,
Choć po fruktowym bujać będziesz lesie.
Tam Jan w swym raju wodami kieruje:
Jednym po głazach biegąc każe huczeć,
Drugim przechodu wolnego tamuje,
Strumień ton wyda kiedy mu zamruczeć,
Podziemne wody rozkazu naciskiem
Sążnistym w górę siłą się wypryskiem.
/wiersz Elżbiety Drużbackiej XVIII wiek/

Białystok, 9 sierpnia 2017 roku