Świat wiośnieje, w słońcu cały… pisał Julian Tuwim.
Taki właśnie wiośniany nastrój nastał w pierwszych dniach tegorocznego maja.
Chłodny front
atmosferyczny ustąpił wreszcie ciepłej masie powietrza i temperatury w ciągu
dnia wzrosły nawet do 25°-27°. Pogoda taka, według prognoz,
ma potrwać do 6 maja, później znowu ma przyjść ochłodzenie. Jednak
ludziska głów sobie tym nie zaprzątają i póki co masowo korzystają ze słońca -
w Augustowie tłumy nad jeziorami, na plażach, na ścieżkach
spacerowo-rowerowych, parkach, parku linowym, w kawiarniach, pubach,
restauracjach...
Maj, najpiękniejszy miesiąc roku, obfitujący
w liczne święta państwowo-kościelne, dni wolne od pracy w kalendarzu zaznaczone
na czerwono: Święto Pracy i
wspomnienie świętego Józefa Rzemieślnika, Dzień Flagi RP, Święto Narodowe
Trzeciego Maja i uroczystość NMP Królowej Polski, później Wniebowstąpienie
Pańskie, Zesłanie Ducha Świętego - Zielone Świątki, Dzień Matki, gromadzi
ludzi na różnego rodzajach uroczystościach, wydarzeniach kulturalno-sportowych,
spotkaniach towarzyskich, itp.
Trzeciego maja, przed obiadem wyszłam
na krótki spacer w celu spenetrowania fragmentu
ulicy Zdrowej - okolic hotelu
Warszawa i sanatorium BiaVita. Ryszard nie mógł mi towarzyszyć.
W jednym z moich blogowych postów kliknij tutaj wspominałam,
że przed hotelem Warszawa znajduje się stara FSO
Warszawa M20,
której nie udało mi się sfotografować podczas zimowego pobytu w Augustowie.
Dzisiaj postanowiłam zaspokoić swoją ciekawość i bliżej przyjrzeć się temu modelowi
auta. Nie jestem biegła w dziedzinie konstrukcji samochodów i informacje, które
tu zamieszczam pochodzą z kilku źródeł.
Miniaturowy model M20 z 1951 znajduje się w recepcji hotelowej i wyglądem nieco odbiega od modelu M20 stojącego na zewnątrz. Samochód utrzymany w doskonałym stanie jest do dyspozycji gości tylko z kierowcą - godzinna przejażdżka, na przykład do Studzienicznej, kosztuje 500 złotych.
Jak podaje Wikipedia: Pierwsza Warszawa M-20 zjechała z taśmy montażowej 6 listopada 1951 o godzinie 14:00. Plany zakładały produkcję na poziomie 25 000 sztuk rocznie, jednak do końca 1951 powstało jedynie 75 egzemplarzy.
W początkowym okresie produkcji samochód montowany był z części radzieckich, dopiero 19 września 1953 zmontowano silnik M-20 w całości z części polskich. W marcu 1954 wykonano pierwsze nadwozie z polskich wytłoczek, natomiast w lipcu tego samego roku rozpoczęto seryjną produkcję mostów napędowych, przekładni kierowniczych oraz wałów napędowych. W 1954 rozpoczęto również eksport. Początkowo samochód trafiał do Chin, Rumunii, Albanii oraz Bułgarii. Zakładano, że w 1955 zostanie wyprodukowanych 12 000 egzemplarzy, jednak ich liczba okazała się trzy razy mniejsza. Pierwsza Warszawa M-20 wyprodukowana wyłącznie z podzespołów produkowanych w Polsce wyjechała z fabryki w 1956.
Wersja Warszawy M20 produkowana w latach 1951–1957 została skrytykowano za zbyt słaby i nieekonomiczny silnik, niską prędkość maksymalną, słabe przyspieszenie, przestarzałą stylistykę nadwozia oraz słabą widoczność z wnętrza kabiny. Ponoć dzisiaj, dobrze utrzymane lub odrestaurowane modele M20 z lat 50. osiągają bardzo wysokie ceny.
Mnie się podoba i z przyjemnością w charakterze pasażera wyruszyłabym tym modelem na wycieczkę.
W lobby hotelowym, niektóre elementy dekoracji, wykonano z desek pochodzących ze starej stodoły z okolic Ostródy. Moją uwagę zwróciły dwie wiszące lampy - unikalne dwa egzemplarze.
Stromymi schodami zeszłam do przystani jachtowej, w której znajduje się należąca do hotelu Warszawa Przystań Zdrojowa 1.
Dziką ścieżką postanowiłam przejść na sąsiednią plażę, z której korzystają goście sanatorium BiaVita. Ścieżka po kilkunastu metrach kończyła się podmokłym bagiennym terenem. Mogłam wrócić, albo wspinać się po zboczu czepiając się wystających korzeni drzew. Wybrałam wspinaczkę.
Doszłam do sfatygowanych nieco betonowych schodów i mniej więcej z połowy ich wysokości zeszłam na dół.
Mocząc stopy w jeziorze przeszłam kawałek plażą, po czym rozłożyłam ręcznik na trawie i leżąc na plecach kontemplowałam wiosenne bezchmurne niebo. Pogoda była wspaniała. Ciepły wietrzyk od jeziora przyjemnie muskał twarz.
Wciąż podziwiając smukłe, strzeliste sosny wracałam w dobrym nastroju, wierząc, że tak piękna pogoda utrzyma się przez cały nasz pobyt w sanatorium.
Augustów, 3 maja 2026 roku

_PMS14.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz