...cd
Skąd się wzięła magia Meteorów, przykład mariażu siły, potęgi
i piękna natury z ludzką wytrwałością i pracowitością? Każdy, kto widział na
własne oczy ten fenomen bajecznego kamiennego lasu z posadowionymi na czubkach skalnych wież
klasztorami mnisimi zadawał sobie takie pytanie!
I gdziekolwiek byś nie
stanął, widok jest oszałamiający!
Te niezwykłe w kształtach skały
uformowały się około dwudziestu pięciu, trzydziestu milionów lat temu na skutek
działania rzeki Penejos wpadającej w tym miejscu do wielkiego jeziora, które
pokrywało niegdyś prawie całą Równinę Tesalską. Między górami Olimp i Ossa
położonymi nad brzegiem jeziora, na skutek rozmaitych zjawisk tektonicznych,
pojawiła się szczelina i z czasem przekształciła się w dolinę Tembi. Tędy, wody
pokrywające Tesalię, znalazły odpływ do Morza Egejskiego. W konsekwencji
jezioro cofało się, aż wreszcie zanikło. Na skutek erozji i wietrzenia,
pozostałości dawnej delty przekształciły się w unikatowy kompleks skalny.
W
dzisiejszych czasach, przy wykorzystaniu technik komputerowych i wiedzy
badaczy, nie trudno zrobić symulację krajobrazu i głębin jeziora, po to tylko żeby zaspokoić własną ciekawość i zobaczyć jak owo miejsce wyglądało...
W dziesiątym wieku w licznie
powstałych jaskiniach osiedlali się pierwsi mnisi. Pierwszym odnotowanym
pustelnikiem był Barnaba. Eremici w samotności oddawali się pracy i modlitwie,
razem jednak spotykali się podczas niedzielnych i świątecznych nabożeństw...
Z czasem pojawiły się
wspólnoty klasztorne. Na przełomie wieków jedenastego i dwunastego
ukształtowała się grupa mnichów wokoło tak zwanego skitu w Dupiani - odosobnionej
budowli, pustelni, gdzie prowadzono surowsze niż w monasterach życie.
Pierwszym zorganizowanym
monasterem był Wielki Meteoron, założony
przez mnicha Atanazego z góry Athos, zwanej także Agion Oros.
W tysiąc trzysta
czterdziestym czwartym roku Atanazy zebrał czternastu mnichów z okolicy i
wdrapał się na Platy Lito, skałę o
wysokości sześciuset trzynastu metrów nad poziomem morza i czterysta ponad
miastem Kalmbaka i jak na
współczesne mu czasy rozpoczął tytaniczną pracę wznoszenia budowli dla
monastycznej wspólnoty. On także ułożył zasady i kanony życia zakonnego w
Meteorach.
W tym okresie do Tesalii z
Agion Oros powrócił młody Jan Uresi
Paleolog, który objął władzę po swoim bogobojnym ojcu Symeonie. Młody władca jednak długo nie zajmował się sprawami świeckimi.
Poruszony do głębi osobowością Atanazego wkrótce porzucił królewską purpurę i
przywdział habit zakonny, a kiedy Atanazy zmarł przejął po nim funkcję przeora.
Joasaf, bo takie było jego nowe imię, dzięki wielu darowiznom ziemi od
pobożnych wiernych, odnowił Kościół Przemienienia Pańskiego, zbudowany przez
jego poprzednika, dobudował nowe cele i założył szpital dla mnichów…
Wyjątkowo bezpieczna
lokalizacja doprowadziła przez lata do utworzenia wielkiego i dobrze
zorganizowanego państwa klasztornego z wieloma monasterami wspomaganymi
licznymi darami i przywilejami nadawanymi przez pobożnych władców i
arystokratów.
Okres największego rozkwitu
życia monastycznego w Meteorach przypadał na czasy Sulejmana Wspaniałego, kiedy to prócz licznych pustelni funkcjonowały
dwadzieścia cztery klasztory…
Ciężkie czasy nastąpiły w
osiemnastym wieku, a okres największego upadku przypadł na połowę dwudziestego.
Był to burzliwy okres kłótni przeorów, niepokojów politycznych, licznych
napadów wojsk tyrana Epiru, Alego Paszy, a nawet duży napływ Greków z Azji
Mniejszej w latach dwudziestych ubiegłego stulecia, kiedy to rząd przejął wiele
majątków na potrzeby imigrantów. Dopiero w latach siedemdziesiątych zaczęło
odradzać się na nowo chrześcijaństwo ortodoksyjne, a monastery stały się
rozpoznawalną na całym świecie atrakcją turystyczną. Współcześnie, mnisi posiadają
swoje ziemie i swoje domy towarowe, żyją w sześciu klasztorach, czterech
męskich i dwóch żeńskich. Są to:
- Klasztor Wielkiego Meteora
- Przemienienia Pańskiego
- Klasztor Świętej Trójcy
- Klasztor św. Stefana
- Klasztor św. Mikołaja
Anapafasa (Odpoczywającego)
-
Klasztor Russanu
– św. Barbary
-
Klasztor Warlaam
Oprócz życia duchowego mnisi
i mniszki zajmują się różnymi rzemiosłami, takimi jak rzeźbienie w drewnie,
malowanie przenośnych ikon, różne prace ręczne, rolne i inne nie nastawione na
zysk osobisty, lecz wspomagające instytucje dobroczynne…
Z moich notatek wynika, że
obecnie w klasztorach przebywa dziesięciu mężczyzn i czterdzieści pięć kobiet w
tym piętnaście sióstr w Klasztorze św. Barbary, pięciu mnichów w Klasztorze
Warlaam, jeden mnich w Klasztorze św. Mikołaja…
Ciekawość nowego miejsca
spędza mi sen z oczu. W niedzielę, dziewiątego września wstałam jeszcze przed
świtem, a ponieważ do śniadania miałam trochę czasu, postanowiłam obejrzeć
okolicę, a właściwie pójść w kierunku olbrzymiej ściany skalnej, która wydawała
się być na wyciągnięcie ręki. Kiedy wychodziłam z hotelu szary mrok ustępował
światłu poranka. Szłam cały czas pod górę i fotografowałam skalne wypiętrzenia
nad Kalambaką. Ulice były puste, a miasteczko uśpione. Jedyną osobą, którą
spotkałam idąc w kierunku Meteorów był Grek, w wieku około pięćdziesięciu lat,
dość schludnie ubrany, przeczesujący zawartość kontenerów na śmieci,
poustawianych przy prywatnych posesjach. Nie przeszkadzaliśmy sobie nawzajem. Zatrzymałam
się przy niewielkim kościółku, po czym dotarłam do nowo wybudowanego,
niezamieszkałego domu z głębokimi, jeszcze niezasypanymi wykopami dookoła, za
którymi był już tylko teren porośnięty wyschniętymi trawami i niewysokie krzaki.
Jeszcze kilkanaście metrów, a dotknęłabym skały.
Z przykrością stwierdziłam, że
muszę wracać. Przyspieszyłam kroku i jak to mi się czasami zdarza pomyliłam
ulice i zaczęłam kręcić się w kółko. Próbowałam nie popadać w panikę, ale oto
uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy nie wiem, w jakim hotelu mieszkam. Co
robić? Na szczęście miałam przy sobie telefon komórkowy z numerem kontaktowym na
wszelki wypadek. Zadzwoniłam. W słuchawce usłyszałam spokojny, jeszcze zaspany, znajomy głos
pilotki, który podpowiedział mi gdzie spędziłam noc. No tak, ale kogo zapytać o
moją noclegownię! W dość dużej odległości spostrzegłam kobietę, która
najwyraźniej gdzieś się spieszyła. Krzyknęłam Madame! Kobieta zatrzymała się, a ja podbiegłam do niej. Była na
tyle miła, że podprowadziła mnie prawie do samego hotelu. Dziękowałam, niemalże
ją obłapiając ze szczęścia…
 |
| Taki oto widok rozpościerał się przede mną po wyjściu z hotelu |
 |
| Byłam ciekawa co też znajduje się dalej |
 |
| Nie miałam zamiaru zbytnio oddalać się od hotelu |
 |
| Im wyżej szłam, tym bardziej moja ciekawość rosła |
 |
| Wydaje się że miasteczka strzegą te właśnie kamienne twory |
 |
| Stąd mogłam zobaczyć całą Kalambakę |
 |
| Potem byłam już tylko coraz bliżej kamiennej ściany... |
 |
| ... i obok niezamieszkałego jeszcze domu |
 |
| Tutaj kończyła się zabudowa, ale można było iść dalej |
 |
| Widok z góry na Kalambakę i przeciwległe wzgórza był również imponujący |
 |
| Zrobiłam kilka zbliżeń |
 |
| Moja ciekawość nie była aż na tyle silna, żeby się tam wdrapać |
Przed zwiedzaniem klasztorów,
Efi zatrzymała się na parkingu tarasu widokowego, a troskliwa pilotka
uprzedziła wszystkich o czyhających niebezpieczeństwach, zalecając ostrożność w
poruszaniu się po szczytach kamiennych wież. Byliśmy pierwszą wycieczką tego
dnia, chociaż na czubku jednej ze skał siedziała jakaś młoda para i zapewne od
dłuższego czasu obserwowała krajobraz. Światło do fotografowania nie było
łaskawe, ze względu na długie cienie ścielące się po okolicy, spowodowane
wczesną porą dnia.
Poprosiłam o zrobienie mi
kilku zdjęć na pamiątkę. Ale zaraz do wybranego przeze mnie miejsca ustawiła
się długa kolejka i cień ścielił się gęsto. Udało mi się jednak wyselekcjonować
kilka fotografii.
Lubię góry i otwartą przestrzeń. Zawsze w takich momentach
nabieram dystansu do tego, co na dole. Nie czuję na sobie ciężaru trosk,
zmartwień i kłopotów, jestem wolna od wszelkich dóbr materialnych, które nie
jednego przygniatają mocno do ziemi i nie pozwalają się od niej oderwać…
Tej wolności nie czułam
niestety w zwiedzanych przeze mnie klasztorach. W ciasnych, dusznych
pomieszczeniach, przepełnionych turystami, czułam zmęczenie. Nie byłam nawet w
stanie przyjrzeć się dokładniej wnętrzom,
a to, co mogłam dostrzec znajdowało
się ponad głowami zwiedzających lub na sufitach. W szczątkowych ilościach docierały
do mnie informacje Olimpii – polskojęzycznej młodej przewodniczki, która towarzyszyła
mojej grupie od rana. W pomieszczeniach sakralnych nie można było robić zdjęć,
ani też fotografować mnichów. Kupiłam więc następną, drugą już książkę i to
były moje jedyne pamiątki z Grecji, nie licząc drobnych kamieni i muszelek
zebranych na plaży w Agia Triada następnego i ostatniego, wyjazdowego już dnia.
 |
| Przyjaciele, Tomasz i Jan |
 |
| Tomasz już wybrał korale dla swojej żony |
 |
| Jan kupił identyczne i od razu humor mu się poprawił |
A tak w ogóle, to w tym
uroczym duecie dominował Jan, chociaż zdarzyło mi się podczas zwiedzania Delf
przyłapać obu kolegów na ostrej wymianie zdań, ale ani Tomasz, ani Jan zaaferowani
sobą, nie zauważyli nawet, że ich obserwuję. Jan na samym początku wycieczki
podzielił obowiązki. On fotografował, a Tomek zaś miał chodzić krok w krok za
przewodnikiem i nagrywać wszystko to, co zostało wypowiedziane. W innych
sytuacjach byli nierozłączni, wszędzie razem, a kiedy zdarzyło się, że Jan na
moment stracił kolegę z oczu, a ja wykorzystując chwilę nieuwagi podchodziłam
do Tomka, on natychmiast jak z podziemi wyrastał między nami. Lubiłam
obserwować tę parę przyjaciół. Jan obiecał mi, że po powrocie do domu prześle
wszystkie zdjęcia, na których jestem i które zrobił mi swoim aparatem. Całe
szczęście, że mu nie uwierzyłam, chociaż bardzo zależało mi na fotografiach z
Delf. Słowność poznawanych przeze mnie ludzi jest niezwykle rzadką zaletą.
Zdarzają się jednak wyjątki, prawdomówne, dotrzymujące słowa osoby.
Z takimi
utrzymuję stały kontakt…
Tego jeszcze dnia w
trzydziestostopniowym upale dotarłam do malowniczej wioski Kastraki, zagnieżdżonej w objęciach ogromnych bloków skalnych na
północno-zachodnim krańcu Równiny Tesalskiej. Społeczność Kastraki powstała w
czasie panowania Imperium Osmańskiego, ze zjednoczenia małych osad Greków z
Epiru, którzy schronili się przed okrutnym władcą z Joaniny, Ali Paszą. Do
czasów drugiej wojny światowej wioska zachowała nienaruszony obraz greckiej
społeczności rolniczej. Dziś jednak wraz z rozwojem transportu i stałym
napływem turystów przekształciła się we wspaniałe miejsce do wypoczynku z
campingami, tawernami i hotelami, które zapewniają miły relaks zwiedzającym
Meteory.
Moja wielka grecka wycieczka zatrzymała się w
manufakturze ikon. Już na wejściu uraczono nas lokalnymi alkoholami. A jak
wszystkim wiadomo alkohol spowalnia aktywność ośrodkowego układu nerwowego, w
wyniku czego stajemy się bardziej odprężeni, pewni swoich możliwości, czujemy
się szczęśliwsi, łatwiej nawiązujemy kontakty z ludźmi i… łatwiej podejmujemy
decyzję o zakupie pamiątek! Na dodatek każdy, kto zrobił zakupy otrzymał
numerek do losowania rzeczowej nagrody, które to odbyło się już w autokarze, ku
uciesze wszystkich, nie tylko tych kupujących…
 |
| Manufaktura ikon w Kastraki |
 |
| Prezentacja |
 |
| Nakładanie złota na ikonę |
 |
| Wydawało się, że każdy mógł znaleźć swojego patrona, tylko nie ja |
 |
| Nieco zmęczeni zakupami czekamy na resztę grupy |
 |
| - Czekaj! - Nie wysuwaj się przed szereg! |
 |
| A teraz losowanie dodatkowych prezentów od manufaktury ikon i Szczęśliwcy... |
Podczas lunchu znowu
przyglądałam się Janowi i Tomaszowi. Jak zawsze kupowali jakieś danie na
spółkę, bo w Grecji porcje są obfite i zawartość talerza wystarcza na dwóch.
Grażyna, moja towarzyszka podróży, z którą przypadło mi dzielić miejsce w
autokarze zapraszała mnie także do wspólnej biesiady. Czasami dałam się skusić
jej zaproszeniu. Ale tego dnia coś wisiało w powietrzu i nikt nie wiedział,
co! Młody grecki kelner to zabierał talerze, to je oddawał, szedł za
zgłodniałym Polakiem mamrocząc pod nosem, że nie zapłacił tyle ile potrzeba, przeglądał
paragony, przestawiał, przemieszczał, przesadzał, biegał po sali szukając
odpowiedniego tłumacza…To była dziwna restauracja! Nie mniej jednak, mimo
całego zamieszania nikt nie stracił dobrego humoru!
 |
| Wydaje mi się, że wewnątrz restauracji nie mogliśmy zasiąść |
 |
| Każdy wybiera co chce, po czym płaci w kasie |
 |
| Tomasz i Jan mają na tacy wszystko co potrzeba! Ta buźka prawie w trąbkę to dla mnie! |
 |
| Nieświadomi niczego pozują mi do zdjęcia... Jan przelicza kalorie... |
 |
| - Patrz! - Zabrał nam tacę z jedzeniem! - O co tutaj chodzi?! |
 |
| - Nie wiem jak, ale odzyskałem jedzonko ! |
 |
| - Dziel sprawiedliwie ! |
 |
| - Pospiesz się, jestem głodny ! |
 |
| Ech..., Jan jako żywo przypominał mi francuskiego aktora Louis de Funes'a... |
 |
| Kelner dopadł i Grażynkę, całe szczęście, że Ireneusz był pod ręką |
 |
| Mimo ciągłego zaglądania w talerze, przestawiania, zabierania, oddawania, humor wszystkim dopisywał |
Pomału, pomimo wielu
brakujących jeszcze elementów układanki, wyłaniać mi się zaczął obraz Grecji, w
której spędziłam osiem cudownych dni. Osiem cudownych dni w kraju o
niewyobrażalnie bogatej linii brzegowej z olbrzymią ilością zatok, cieśnin,
półwyspów, przylądków i otaczającymi część kontynentalną wyspami, których sami
Grecy nie są w stanie policzyć i ustalić dokładnej liczby wszystkich, nawet
tych zamieszkałych, bo czy wyspę z jednym pasterzem i kilkoma owcami można
uznać za taką?
Na Morzu Jońskim najsławniejsza wyspa to Korfu, największa zaś Kreta,
która kilkanaście milionów lat temu stanowiła część lądu i systematycznie
powiększa tę odległość, mniej więcej o jeden centymetr, co dwadzieścia pięć
lat. Pod wpływem rozmaitych ruchów tektonicznych zachodnia część Krety wypiętrza
się, natomiast wschodnia powoli zanurza się w morzu. Na północny zachód od
Krety, w bezpośrednim sąsiedztwie Aten znajdują się wyspy Zatoki Sarońskiej i Argolidzkiej,
w centralnej zaś części Morza Egejskiego
leżą Cyklady. Na wschód od tego
archipelagu znajduje się inny równie ciekawy archipelag Dodekanezem z najbardziej urokliwą wyspą Rodos. Nie sposób pominąć przybrzeżnej, górzystej Eubei, której towarzyszy niewielka
grupa wysepek zwanych Sporadami. Są
też i te, które uchodziły niegdyś za pomost pomiędzy Wschodem a Zachodem, a
mianowicie Samos, Chios i Lesbos. Na tej ostatniej mieszkała Safona - najsławniejsza poetka starożytnej Grecji z przełomu
siódmego i szóstego wieku przed naszą erą, wybitna przedstawicielka poezji
lirycznej.
Sam kontynent można podzielić
na sześć regionów, które różnią się od siebie, czasem nawet znacznie pod
względem kulturowym i geograficznym.
Czy wiecie, że w Grecji
rośnie sześć tysięcy gatunków kwiatów? Pomiędzy marcem a czerwcem kwitną
mieczyki, czystek szałwiolistny i rozmaite odmiany storczyków. Suche i upalne
lato przerywa sezon kwitnienia kwiatów, ale we wrześniu po pierwszych opadach
deszczu przyroda wchodzi jakby w fazę drugiej wiosny, co pozwala zakwitnąć
cyklamenom, krokusom i cebuli morskiej. Grecki świat zwierząt nie ustępuje
swoim bogactwem i różnorodnością tutejszej roślinności. Ze względu na obszary
położone w strefie śródziemnomorskiej można spotkać stosunkowo dużo gatunków
gadów. Do najbardziej charakterystycznych należą gekony o nieproporcjonalnie
wielkich oczach, które pomagają im w
polowaniu nocą i specyficznie zbudowanych kończynach, umożliwiających bieganie po
pionowych skałach. Innym interesującym przedstawicielem świata gadów jest
czterdziestocentymetrowej długości jaszczurka agama hardun, o mocnej budowie ciała, z grzbietem pokrytym ostrymi
łuskami i ubarwieniu, które może zmieniać się pod wpływem temperatury i
nastroju zwierzęcia. Można też spotkać kameleony i liczne, w większości mało
groźne węże, chociaż jadowita nosoroga żmija o charakterystycznych zygzakach na
grzbiecie do rzadkości nie należy. Na wyspie Zakynthos, w parku narodowym znajduje się ostoja żółwi Caretta,
którego samice składają jaja w piasku…
Wracałam do domu bogatsza o
nowe doświadczenia i znajomości. Kilka dni później Supraśl odwiedził Ireneusz,
który przyjechał z Warszawy na zaproszenie jakiejś instytucji, ze swoim
wykładem z socjologii. Spacerowaliśmy po miasteczku, bulwarem nad rzeką, zwiedzaliśmy
ciekawe obiekty, aż wreszcie zasiedliśmy na tarasie Biesiady i gawędziliśmy
przy karmelowym, domowej roboty podpiwku i znakomitych pierogach z jabłkami. Do
dziś ciepłe komentarze na temat moich blokowych wpisów przysyłają Wandzia i
Marian.
Kończąc moją
wrześniową przygodę z Grecją, zastanawiam, czy jeszcze kiedyś tam wrócę. Ale dokąd
i kiedy wyjadę zależy od ostatecznej ceny wycieczki, którą kupuję na dzień
przed wyjazdem, albo nawet na kilka godzin wcześniej w dniu wyjazdu….
Póki co nabieram sił po ataku
paskudnego wirusa, który już drugi tydzień trzyma
mnie w łóżku.
Niedziela, 9 września 2012 roku