poniedziałek, 30 grudnia 2013

Posiadłość Marii Antoniny z wioską Hameau de la Reine


    W ogrodach Wersalu znajduje się założenie parkowo pałacowe, w skład którego wchodzą między innymi dwa pałace Grand Trianon i Petit Trianon oraz Hameau de la Reine, czyli wioska królowej.
     Petit Trianon wybudowano z rozkazu Ludwika XV dla jego faworyty markizy de Pompadour. Lecz kiedy ta zmarła nie doczekawszy zakończenia budowy, król podarował pałacyk kolejnej faworycie, hrabinie du Barry.
     W tysiąc siedemset siedemdziesiątym czwartym roku Ludwik XVI ofiarował Petit Trianon swojej młodziutkiej żonie, królowej Marii Antoninie, która z dala od etykiety dworskiej tworzyła swój własny świat. Pałac i ogród urządziła na nowo. Park w stylu angielsko - chińskim z belwederem Grand rocher nawiązywał do szwajcarskiego krajobrazu, przypominającego Austriaczce jej rodzimy alpejski pejzaż. Wkrótce Mały Wiedeń, bo tak nazywała tę posiadłość wzbogacił się o teatr, który zaprojektował Richard Mique. W tym celu wyburzono dawną szklarnię stojącą nieopodal menażerii w ogrodzie botanicznym Ludwika XV. Teatr stanął miedzy grabami ogrodu francuskiego a wysokimi drzewami ogrodu alpejskiego. Było to sekretne miejsce królowej z dala od dworu wersalskiego i jego problemów. Grała tam, z dobraną starannie trupą, przeważnie role komediowe ze sztuk współczesnych pisarzy, takich jak Beaumarchais, którego zakazano wystawiać na dworze francuskim.



Grand Trianon - Galeria obrazów Jean'a Cotelle'a

Salon lustrzany - mieszkał tu i Ludwik XIV i Napoleon

Sypialnia cesarzowej

Salon rodzinny Ludwika-Filipa. Jadał tu kolacje Ludwik XIV z panią de Montespan

Salon Malachitowy

Muzyczny salon rozrywki dworskiej

Gabinet Ludwika XV stał się pokojem Madame du Barry, później Marii Antoniny

Kaplica pałacowa w Grand Trianon

Ludwik XVI, Maria Antonina z dziećmi Ludwikiem Karolem, Ludwikiem Józefem i Marią Teresą

     Maria Antonina gustowała w roli pasterki do tego stopnia, że zleciła kolejny projekt architektoniczny. Tym razem Richard Mique inspirując się rustykalnymi widokami w Chantily i rysunkami Huberta Roberta stworzył wieś o jakiej marzyła królowa.
     Wokół sztucznego stawu przeznaczonego do hodowli karpi i szczupaków wybudował dwanaście drewnianych chat  w stylu normandzko-flamandzkim krytych w większości strzechą.
     W centrum wsi przedzielonej rzeką usytuował dom królowej - Maison de la Reine. Składa się on z dwóch odrębnych budynków o nie równym poziomie połączonych ze sobą drewnianym zadaszonym przejściem wspartym na murowanych łukach, okrągłej wieży i zewnętrznych spiralnych schodów pierwotnie biegnących wokół rosnącej tam topoli, podpartych drewnianymi słupami. Całość prostą lecz elegancką z dachami o różnych kątach nachylenia pokryto dachówką.
    W niewielkiej odległości posadowiono najmniejszy budynek - Buduar kryty trzciną zwany niegdyś małym domem królowej.  
 
Dom Marii Antoniny

Dom królowej z okrągłą wieżą

Dom królowej z pnączami milinu

Na ławce przed domem Marii Antoniny

Pasaż łączący dwa domy, dom bilardowy z domem królowej i drewniane schody

    Ciekawą konstrukcję, przypominającą średniowieczną latarnię, stanowi  Wieża Rybacka zwana także la Tour de Marlborough.  Dwa okrągłe piętra wieży spoczywają na solidnej sześciokątnej podstawie z kamienia ułożonego w paski. Dolną część przeznaczono na składowanie sprzętu rybackiego. Górna część drewniana, pomalowana, imitująca kamień, służyła do porozumiewania się z zamkiem.
    Nazwa wieży pochodzi od kołysanki Marlborough s'en va-t-en guerre (Marlborough idzie sobie na wojnę), którą śpiewała małemu delfinowi Ludwikowi Józefowi jego mamka Madame Poitrine, a Maria Antonina wygrywała melodię owej piosenki na swoim klawesynie.
 
Wieża Rybacka zwana la Tour de Marlborough

W tym sztucznym jeziorze hoduje się karpie i szczupaki

    Tuż obok rybackiej wieży znajduje się Mleczarnia. Pierwotnie na terenie wioski były dwie mleczarnie, w jednej ubijano masło i pasteryzowano nabiał, drugą nazywano czystą. Obie zostały zdewastowane w czasach Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Restaurację la laiterie de propreté zlecił Napoleon I. Wykonano nowy stół z białego marmuru podobnego do oryginału. Nogi stołu zdobiła litera O, którą za czasów Ludwika XVIII zastąpiono literą L.
     Do tej właśnie mleczarni lubiła przychodzić Maria Antonina i degustować nabiał, podawany w porcelanowych naczyniach wykonanych w jej ulubionej paryskiej manufakturze przy ulicy Thiroux. W pomieszczeniu z posadzką wyłożonym biało niebieskim marmurem panował przyjemny chłód. Temperaturę obniżano za pomocą zimnej wody, która spływała centralnym kanałem do czterech mis umieszczonych w niszach ściennych...
 
Mleczarnia

     Mleko do wyrobu nabiału pochodziło z Farmy, którą wioska posiadała także. Była tam obora, chlew, owczarnia, stajnia, kurnik, stodoła..., był tam także zatrudniony przez królową farmer Valy Bussard, który przybył z Touraine wraz ze swoją rodziną i zamieszkał w trzypokojowym rustykalnym domu.
    W mleczarni i na farmie pomagał mu młody mleczarz, który znał się także na pracach gospodarskich.
    Biuro Bussarda mieściło się nad oborą.
    W tysiąc siedemset osiemdziesiątym siódmym roku do gospodarstwa przybyło siedem kóz i jeden kozioł, osiem krów i jeden byk. Rok wcześniej sprowadzono ze Szwajcarii kozła o czterech rogach i białą kozę, która w trwającej dwadzieścia dwa dni podróży wydała na świat dwa koźlątka. Większość zwierząt pochodziła z modelowej szwajcarskiej wsi.
    W tysiąc siedemset osiemdziesiątym dziewiątym roku, kiedy rodzina królewska opuściła już Wersal na farmę przybył  jedyny koń. Na podwórzu farmy była studnia i żłób.

Farma


     W pobliżu jeziorka wybudowano Gołębnik. Na prośbę królowej sprowadzono do ptaszarni z Zachodniej Francji różne gatunki kogutów i kur, które karmiono ziarnem jęczmienia i wyką. W pomieszczeniu centralnym mieszkała osoba zajmująca się ptactwem. Na poddasze gołębnika wchodziło się schodami zewnętrznymi. Latem konstruowano wolierę na zewnątrz. W ogrodzie zamkniętym grabowym żywopłotem wytyczono alejki z gazonami i wybudowano owalny basenik.
 
Gołębnik


Gołębnik od strony kamiennego mostku pod którym gromadzą się karpie
 
Czekają na jedzenie rzucane do wody przez turystów


Wyprawiają harce przy mostku


    Inną bardzo malowniczą chatą jest Młyn ze swoim obrazkowym urokiem przypominającym o roli malarza Huberta Roberta w tworzeniu rustykalnego krajobrazu. Cztery fasady budynku są różne. Koło poruszane wodą płynącą wąziutką stróżką z jeziora jest jedynie dekoracją. W młynie nigdy nie zainstalowano żadnych urządzeń do mielenia ziarna z powodu leniwego prądu strumyka. Obecne koło jest już siódmym z kolei i dzisiaj porusza je silnik elektryczny, który także przyspiesza bieg rzeczki.

    Dwanaście metrów za domem królowej w gęstych zaroślach znajduje się dom zwany
Réchauffoir z obszerną kuchnią, piekarnią, spiżarnią, bieliźniarką, miejscem na srebra stołowe i porcelanę oraz drewutnią. Przygotowywano tam dania na kolacje wydawane przez królową w jej domu lub w młynie. W specjalnej kuchence dwumetrowej wysokości trzymano potrawy w cieple. Niewielka doklejona obok chatka przeznaczona była dla lokai. Dom ten jako jedyny nie posiada własnego ogrodu, otaczają go mury i chaszcze.

    Nad wioską królowej czuwał dozorca mieszkający w
Maison du garde usytuowanym za gołębnikiem na skraju posiadłości. Pierwszym zatrudnionym stróżem  był Szwajcar Jean Bersy, który wraz z rodziną dysponował dwoma pięknymi pomieszczeniami i kuchnią na parterze oraz pokojem na piętrze prowadzącym na strych, skąd mógł obserwować teren. Ponadto z piwnicy domu miał dostęp do ukrytych głębokich rowów, uskoków, tarasów, utrudniających przekroczenie granic ogrodu. Z francuska takie rozwiązanie nie zasłaniające widoku nazywa się fossé en ha-ha, w polskim tłumaczeniu aha. Stosowano je w ogrodach francuskich już w siedemnastym wieku. Wspomina o tym Jean Baptiste Alexandre Le Blond, równocześnie dając wyjaśnienie nazwy. Ha-ha (w języku francuskim litery h nigdy nie czytamy) czy też aha po polsku miało być okrzykiem zdziwienia i zawodu wydawanym zazwyczaj przez spacerowicza na widok niespodziewanej przeszkody.


    Zrekonstruowane uprawy, pola zbożowe i winnice sąsiadują z kolorową łąką i pastwiskami dla krów, owiec i kóz.
     W dwa tysiące trzecim roku posadzono tysiąc dziewięćset sadzonek winogron, odmiany francuskiego cabernet i merlot, a pierwsze winobranie urządzono trzy lata później. Zaś w dwa tysiące ósmym roku u stóp wieży Marlborough ustawiono sześć uli. Rok później zebrano sto kilogramów miodu i nazwano go Miodem z Trianon.
 

Ule u stóp Wieży Rybackiej

Kolorowa łąka

Turystów tutaj jest znacznie mniej niż w głównym pałacu wersalskim

Każdy dom ma swój ogród

Szpalery fasoli pnącej

Warzywne uprawy

Warzywne uprawy

Pastwiska

Do wioski Marii Antoniny weszłam od strony Świątyni Miłości z figurą Amora

Świątynia usytuowana jest na rzecznej wysepce

Tędy wiedzie tajemna, kręta ścieżka na teren Hameau de la Reine

Przechodzi się przez mostki przerzucone nad rzeczkami

    Maria Antonina zamawiała liczne obrazy, ryciny i akwarele prezentujące Hameau de la Reine. Jej ulubionym malarzem był Claude - Louis Châtelet. Jedną z jego prac ofiarowała swojemu bratu, arcyksięciu Ferdynandowi, którego gościła we wsi razem z jego żoną.
     Po swojej posiadłości królowa przechadzała się z damami do towarzystwa, przebrana za wieśniaczkę, w zwiewnej muślinowej sukience, słomkowym kapeluszu na głowie i szpicrutką w ręce.
    Używała porcelanowych wiader z S
èvres, w porcelanowych donicach rosły kwiaty. Naczynia dekorowano herbami w Manufakturze Królewskiej. 
    Miejsce to było całkowicie zamknięte ogrodzeniem. Można było tam wejść bądź od Trianon, bądź tajemną krętą ścieżką, albo też skrajem lasu Onze-Arpents, czy poprzez łąkę z lekkim spadkiem.
     Mimo idyllicznego aspektu, wieś była prawdziwym gospodarstwem perfekcyjnie zarządzanym przez farmera wybranego przez królową. Winnice, pola, sady, warzywniki produkowały owoce i warzywa, które w obfitości trafiały na stoły królewskie.
    Tylko zaufane osoby mogły przekroczyć progi chat królowej. Zapraszani goście ubierali proste stroje. Grano tam w bilarda, trik-traka, spacerowano brzegiem jeziora,
a przy dźwiękach małej orkiestry tańczono na trawnikach francuskiego gawota i angielskiego kadryla.
   Maria Antonina śpiewając i grając na klawesynie przed swoimi bliskimi zapominała o paszkwilach, które czasami jej tam podrzucano.
    Ludwik XVI rzadko bywał w hameau.



Pasażerka kolejki turystycznej kursującej po ogrodach Wersalu


Chwila odpoczynku w Świątyni Amora




10 komentarzy:

  1. Piękne miejsce. Chciałbym się kiedyś tam wybrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wypożyczyć rower i obejrzeć cały wielki obszar należący do wersalskiego zamku. Turyści zwiedzają zazwyczaj główny pałac i pobliskie ogrody, na dalsze wyprawy nie mają już sił. Miejscowa ludność w królewskich ogrodach urządza sobie pikniki i wypoczywa nad zbiornikami wodnymi. Polecam dwa dni zwiedzania.

      Usuń
  2. W Paryżu byłam tylko jeden dzień...nie sposób było tego wszystkiego ogarnąć. Byłam oszołomiona tymi widokami. Pewnie przydałby się tydzień pobytu aby to wszystko obejrzeć. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciągu jednego dnia można zobaczyć i zdziałać wiele.
      Buziaki i życzenia dłuższego pobytu w Paryżu :)

      Usuń
  3. Ale tam sielsko!, swietny pomysl na taka wycieczke, nastepnym razem jak pojade do Paryza .... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym zamieszkać w tym idyllicznym pejzażu. Wystarczyłby mi Buduar królowej o wymiarach 4,60 x 5,20 i ogródek wokoło.
      Buziaki

      Usuń
  4. Tez moglabym tam zamieszkac...nie w palacu tylko w takiej chacie...bylam tam kiedys, ale juz 20 lat temu...
    nie wyswietlil sie ten post u mnie...
    sciskam serdecznie z bardzo zmoczonej deszczami Portugalii, dzisiaj sie zbuntowalam i wyszlam na miasto, spacerowalam w deszczu i na wietrze...ale bylo i tak swietnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w nowym roku. Twój komentarz też nie dotarł mailem jak zawsze. Nie mam pojęcia co się dzieje z tym blogowym portalem.
      U nas na szczęście nie pada, rano wiał wiatr z północy, a wieczorem znowu z południa. Czy będą zmiany w pogodzie, których nie chcę?
      Lubię spacer w deszczu, ale wtedy kiedy jest ciepło. Myślę, że w Portugalii tak jest.
      Uściski jak zawsze serdeczne

      Usuń
  5. Witam serdecznie. Czy mogłaby Pani podać źródło, na podstawie którego stworzyła Pani ten post. Dowiedziałam się od Pani bardzo ciekawych informacji, których wcześniej nigdy nie udało mi się zdobyć :) Będę ogromnie wdzięczna za podanie literatury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mogę Ci podać, bowiem zazwyczaj są to moje własne tłumaczenia z języka francuskiego na język polski dokumentów, które zbieram podczas moich wędrówek po świecie. Najczęściej fotografuję takie materiały i później ze zdjęć je tłumaczę. Mozolna to praca, często wymagająca sprawdzania i porównywania faktów, wydarzeń itp. Zdarza się, że kiedy tłumaczę coś z jednego źródła, to zaznaczam z którego. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu informacji zamieszczanych na blogu nie znajdziesz w sieci w języku polskim. Chodzi mi też o to żeby ich nie powtarzać. Zajmuje mi to bardzo dużo czasu. To takie moje niezarobkowe hobby. Pozdrawiam :)

      Usuń