czwartek, 28 stycznia 2016

Kolonie flaminga różowego, czyli rowerami wokół Jeziora Słonego w Larnace




   
Poprzedni post Czterdziesta pierwsza rocznica ślubu..., na Cyprze! cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem i już w pierwszym dniu publikacji miał kilkaset wejść. Nie wiem jak to się dzieje, że o wiele ciekawsze wpisy mają tych wejść znacznie mniej, a liczba odsłon nieraz stoi w miejscu jak zaklęta i dopiero po jakimś czasie zdobywa sobie czytelników. Być może taki stan rzeczy spowodowany jest turystyczną popularnością danego miejsca w określonym czasie.
    A dzisiaj ciąg dalszy moich wspaniałych wakacji na Cyprze z moim ukochanym towarzyszem życia.

   
Poniedziałek był jedynym dniem deszczowym podczas całego naszego ośmiodniowego pobytu w południowo - wschodniej części Cypru. Nie  przeszkodziło to nam jednak w zorganizowaniu wycieczki rowerowej wokoło Jeziora Słonego w Larnace i obserwacji ogromnych kolonii flaminga różowego (Phoenicopterus roseus).
    Ech, na tę wyprawę czekałam na tyle długo iż momentami zaczęłam wątpić czy aby dojdzie do skutku! 



    Pierwsza okazja spotkania z tymi urodziwymi ptakami o mało nie nadarzyła mi się kilka lat temu w Prowansji na południu Francji. Przejeżdżałam właśnie przez Camargue, fantastycznie położoną między dwoma odnogami Rodanu krainę geograficzną, z największą na kontynencie kolonią lęgową flamingów i żyjącą tam od tysięcy lat dziką rasą białego konia camargue, jak również dzikim okazem byka czarnego... chi, chi, chi i niesamowitą ilością komarów..., ale niestety, z braku czasu, w delcie, na rozlewiskach Rodanu, udało mi się zobaczyć jedynie ogromne połacie upraw ryżu.

    Na Cyprze znajdują się dwa obszary wodne, zamieszkiwane przez flamingi w okresie zimowym. Jest to Słone Jezioro Akrotiri w Limassol i Słone Jezioro w Larnace. To drugie składa się z czterech akwenów Alyki - główne Salt Lake, Orphani, Soros, oraz Air-port Lake, które zostało odcięte od Orphani po wybudowaniu pasa startowego na miejscowym lotnisku. Na niektórych zdjęciach widać poszczególne akweny, które jeszcze do niedawna połączone były z morzem i z których pozyskiwało się sól.
    Główne jezioro, o największym zasoleniu, w porze letniej zazwyczaj wysycha, a w porze zimowej kiedy ponownie wypełni się wodą tętni życiem ogromnej ilości flamingów (Phoenicopterus roseus), których głównym pożywieniem są krewetki (Branchinella spinosa), a także jednokomórkowe glony (Chlorophyceae), których kolor pochodzi od produkowanych
β-karotenoidów, chroniących glony przed intensywnym światłem.
   
W sprzyjającym okresie  w płytkich wodach brodzić może od pięciu do siedmiu tysięcy flamingów i jak sądzę na taki sprzyjający okres trafiłam i ja.
    Ale nie tylko flamingi zatrzymują się w Larnace. Zimuje tam także wiele innych gatunków ptaków, zakładają gniazda, rozmnażają się, wychowują młode...

    Moim zamiarem nie jest szczegółowy opis flaminga różowego lecz wyrażenie niekłamanego zachwytu jaki oferuje cypryjska przyroda zarówno latem jaki i zimą, i o której pisałam podczas poprzedniej mojej wyprawy na wyspę.
    Na objazd jeziora wyruszyliśmy po śniadaniu, a ponieważ było pochmurno i zanosiło się na deszcz włożyliśmy nieco cieplejsze ubrania. Temperatura była iście komfortowa do jazdy rowerem, ani za zimno, ani za gorąco.
    Hotel, w którym się zatrzymaliśmy, usytuowany był w pobliżu lotniska, które dostarczało nam wspaniałych widoków lądujących i startujących samolotów. Naprzeciw hotelu, niemalże na wyciągnięcie ręki szumiało morze, a pobliska plaża gromadziła miłośników raczej zimnych kąpieli, z temperaturą wody porównywalną do temperatury Bałtyku latem, na naszym polskim wybrzeżu. Za hotelem rozciągał się fantastyczny widok na Słone Jezioro. A zatem była to wspaniała baza wypadowa na nasze wycieczki nie tylko rowerowe.


     Najpierw ruszyliśmy w kierunku lotniska, którego ogromny obszar z oczywistych względów nie był dostępny, a zaspokoiwszy ciekawość co do tej części miasta, drogą - groblą, dzielącą jezioro pojechaliśmy na przeciwległy brzeg, na którym z daleka połyskiwały biało-różowe plamki  flamingów na tle meczetu Hala Sultan Tekke, o którym mówi się, że w zielonych palmach tworzy bajkową oazę - obrazek, niczym wyjęty z Baśni 1001 nocy.
     Piękny widok, w szczególności kiedy w kolejnym tle, w miarę przemieszczania się, raz po środku, raz po lewej, innym zaś razem po prawej stronie pojawiała się fascynująca mnie
Góra Świętego Krzyża - Stawrowouni ze słynnym klasztorem męskim
o tej samej nazwie, na jej wierzchołku. Niestety mimo moich szczerych chęci dotarcia do niej rowerem, Ryszard postawił weto i zapewne miał rację, bowiem odległość była zbyt duża, a i wspinaczka na nią nie łatwa, no i potem jeszcze powrót, w sumie około osiemdziesięciu/dziewięćdziesięciu kilometrów. Nie protestowałam, bowiem rowery z wypożyczalni nie za bardzo spełniały nasze wymagania - w szczególności niezbyt sprawne hamulce... 
     Kiedy na początku naszej trasy zrobiliśmy sobie krótki przystanek siąpił ciepły deszczyk, a kiedy rozpadało się mocniej schroniliśmy się w zbudowanej z drewna altanie obserwacyjnej usytuowanej u stóp zielonego wzgórza.




























    A potem niebo było dla nas łaskawsze, a zatem dotarliśmy do punktów widokowych w pobliżu meczetu Hala Sultan Tekke wzniesionym na grobowcu Umm Haram, piastunki Mahometa, która podczas arabskiej inwazji na wyspę ponoć niefortunnie spadała z konia łamiąc sobie kark. Na Cyprze uważa się ją za ciotkę proroka.  
    Na grobli usypanej ze żwiru wzdłuż wąskiego asfaltowego przesmyku dla samochodów osobowych spędziliśmy trochę więcej czasu. Ja robiłam zdjęcia flamingom, a Ryszard rejestrował kamerą ich zachowania. Najbardziej zależało mu na nagraniu charakterystycznych odgłosów wydawanych przez ptaki podczas powolnego oddalania się od brzegu. Szczerze mówiąc byłam nieco zawiedziona, bo kiedy tam dotarliśmy flamingi pokonały już sporą odległość brodząc w płytkiej, słonej wodzie sięgającej im mniej więcej do połowy długich nóg i teraz wydawało nam się, że są bliżej zabudowań po drugiej stronie jeziora, właśnie tam skąd przyjechaliśmy.






    Dalej postanowiliśmy jechać nie żwirową ścieżką wzdłuż akwenu lecz górą ponad taflą wody. Droga prowadziła na zielone pola uprawne upstrzone palmami. Tam też kończyła się jej asfaltowa nawierzchnia i zaczynał gliniasty trakt.  Zatrzymaliśmy się na chwilę, ażeby uwiecznić na fotografiach ten egzotyczny krajobraz, a kiedy rozpadało się na dobre wyjęłam z plecaka foliowe pelerynki i tak chronieni przed nadmiernym przemoczeniem, stojąc pod przydrożnym drzewem oczekiwaliśmy na przebłyski słońca.
    Nieopodal pod innym drzewem siedziało kilka kocurów ze ślepiami wbitymi w górne gałęzie, na których schroniła się ruda kotka. Kiedy tam podeszłam, zawodziła płaczliwie, najprawdopodobniej obawiając się nadmiaru uczuć ze strony różnorakiej maści samców czyhających na nią, a kiedy być może także ze strachu przede mną zeskoczyła na dół i długimi susami pomknęła w stronę innej kryjówki, kociska ze sztywnymi uniesionymi ogonami popędziły za nią... Ech!










    Opady jakby nieco zmalały na sile. Zwinęłam mokre okrycia i postanowiliśmy wracać. Nie, nie, nie..., w to samo miejsce wróciliśmy innego dnia, przy pięknej słonecznej pogodzie, ale póki co jechaliśmy z górki w siąpiącym deszczu na rowerach bez błotników i jak się łatwo domyśleć z opłakanym skutkiem, bowiem błocko ochlapało wszystko co  się tylko dało. Nie było to jednak naszym zmartwieniem. Wiatr szybko suszył ubrania zostawiając na nich plamki z błota.

   
Po raz drugi obserwowaliśmy flamingi z tej samej co poprzednio altany. Tym razem ptaki znajdowały się bliżej, jedne pokazywały swojemu potomstwu jak należy zdobywać pożywienie, inne zaś, na przykład pary, zalecały się do siebie, splatając smukłe szyje i ocierając się śmiesznie zagiętymi dziobami. Niektóre wzbijały się w powietrze rozpościerając różowe skrzydła z czarnymi lotkami. Kiedy w domu przeglądaliśmy zdjęcia stwierdziliśmy, że ich nogi i długie szyje podczas lotu wyglądają niemal identycznie i na pierwszy rzut oka nie widać czy lecą w prawo czy w lewo... 




































    Po południu rozpogodziło się na dobre, wyjrzało nawet słońce, tak że Słone Jezioro zaatakowaliśmy z drugiej strony i zupełnie zapomnieliśmy o powrocie do hotelu kiedy oczom naszym ukazały się ogromne ilości ptaków. Cóż za wspaniały widok!
    Ponieważ flamingi są nieufne szliśmy cichutko w takiej odległości, żeby ich nie spłoszyć. Ryszard prowadził oba rowery, zatrzymywał się co parę metrów, ustawiał jeden z nich tak, żebym mogła oprzeć na siodełku aparat i w miarę możliwości robić wyraźne zdjęcia.
     Ech! Jednak ludziska nie umieją się zachowywać spokojnie. Jakoś biegnąca brzegiem Chinka czy też Japonka, spiesząc się najwyraźniej, robiła wielkie zamieszanie, płosząc tym samym ptaki, które na jej widok poczęły się oddalać. Dziewczyna przeprosiła grzecznie, kiedy Ryszard poprosił ją o zwolnienie tempa i ciszę. 




























































    Inna kobietka, w innym miejscu, gdzie była ustawiona kolejna ambona, skierowana na zachód, poczęła brodzić w butach gumowych po grząskim dnie w nadziei zrobienia dobrych zdjęć, jednak ptaki i tym razem nie pozwoliły zbliżyć się do siebie, co także mocno i nas zdenerwowało, bowiem obserwowaliśmy je z ambony i mieliśmy nadzieję uwiecznić je z bliższej odległości na tle zachodzącego słońca.
     Ale zanim usadowiliśmy się na tej ambonie, to najpierw malowniczą ścieżką,  fantastycznie poprowadzoną poprzez jeziorne mokradła dotarliśmy jeszcze na obrzeża Larnaki, zatrzymując się po drodze przy akwedukcie Kamares, który był całkiem sprawny i używany aż do tysiąc dziewięćset trzydziestego roku. W pobliskim sklepie zrobiliśmy... hym, drobne zakupy, kupiliśmy greckie wino do kolacji, po czym tą samą drogą wróciliśmy do hotelu obserwując chylące się ku zachodowi słońce. Cudownie spędzony dzień był zapowiedzią fantastycznych wakacji tylko we dwoje... 









































Larnaka, 11 stycznia 2016 roku

12 komentarzy:

  1. Noooo! niesamowite miejsce! flamingi w takich ilosciach!!! jakie piekne ptaki, i te szyje jakies poplatane, jakies milosne wygibasy! cudowne! zwariowalbym w takim miejscu. Twoje zdjecia znakomite, objelas swoim aparatem cale olbrzymie przestrzenie, ktore oddaja jak wiele tych ptaszysk tam jest! drugi dzien z lepsza pogoda pozwolil na oddanie calego kolorytu tych niezwyklych scen! jakie delikatne kolory! Bardzo mi sie spodobala Wasza wyprawa! sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był pierwszy dzień obserwacji flamingów, kolejne wycieczki były także fascynujące chociaż nie wszystkie dni spędziliśmy nad jeziorem...
      A jak Cię znam, to Ty na pewno dostrzegłabyś więcej ptaków. Utrudnieniem w ich fotografowaniu był grząski grunt...
      Buziaki

      Usuń
  2. Rower to świetny pojazd do takiego zwiedzania. Wspaniała przygoda, piękne widoki, ptasi raj i wspaniała fotorelacja. Myślę, że Twój aparat fotograficzny był gorący od używania. Ale właśnie o to chodzi, by w wyjątkowych miejscach uchwycić każdą chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz czasami widzisz coś tak pięknego, że nie możesz przestać fotografować, chcesz jak najwięcej momentów zapisać, zatrzymać...
      Ech, a rower to wspaniały środek komunikacji, szkoda tylko, że latka lecą i coraz krótsze trasy robimy
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Interesujace miejsce i swietne zdjecia,Ewa! Ciesze sie,ze macie dobry czas! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tych pięknych miejsc na świecie... tyle do zobaczenia, tyle do podziwiania, tyle zachwytu...
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. i tylko pomyśleć, że tyle egzotyki w naszej starej, poczciwej Europie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio podziwiałam Twoją grecką egzotykę :))**

      Usuń
  5. Piękne te flamingi. Ja widziałam tylko jakieś niedobitki w tej części jeziora od strony lotniska, a przy meczecie nie było ani jednego. Może po prostu połowa marca to już za późno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam wszystkie Twoje posty o Cyprze, podziwiałam tempo zwiedzania i chęć zobaczenia jak najwięcej zabytków, świadków historii...
      Jestem pewna, że po raz kolejny tam się wybierzesz, ja zresztą też, bo nie da się tak w kilka, kilkanaście dni ogarnąć wszystkich tych cudowności. Mnie przyciąga jak magnes przyroda wyspy i wiem co kolejnym razem chciałabym zobaczyć...
      Pozdrawiam serdecznie :))*

      Usuń
  6. Piękne widoki! Zawsze Pilica była jednym z moich ideałów pod tym kątem, ale te flamingi naprawdę robią wrażenie!

    OdpowiedzUsuń