Oczywiście chodzi mi o mój ogród, którym w tym roku nie mogę się zajmować, nie mogę kosić, nie mogę pielić, nie mogę kopać, nie mogę przesadzać, przycinać, wycinać, karczować…, jednym słowem niewiele mogę w nim robić. A zatem pełny luz, nie ingeruję w przyrodniczy nieład, niech rośnie co chce i jak chce i póki ogrodu nie zalewa deszcz póty zielska mało,
a to co rośnie nie razi.
Tak się złożyło, że ostatnimi czasy rzadko korzystam z ogrodowych przyjemności. Moje oczy cieszy jedynie widok z tarasu, bo tam zazwyczaj, wczesnym rankiem, jadam śniadania, tam wysłuchuję porannych ptasich koncertów i tam staram się utrzymać jako taki ład.
Dzisiaj wybrałam się do ogrodu w celu oceny jego stanu i wyszukania co ładniejszych zakątków. Wciąż przeważa w nim kolor zielony, nieliczne kwiaty jeszcze w pąkach, za to stokrotki zawładnęły wszystkimi wolnymi przestrzeniami.
W ubiegłym roku o tej samej porze było już bardziej kolorowo, kwitły hortensje pnące, kosaćce, irysy, dzwonki, goździki, żurawki…
Oto jak dzisiaj wyglądał mój dolny ogród.
A oto mój ubiegłoroczny ogród
























































































































