sobota, 11 lipca 2015

Powrót taty



    W styczniu 1945 roku moi rodzice, wtedy jeszcze para narzeczonych, opuszczali Mózgowo (niemieckie Mosgau) - obecnie wieś polska należąca do województwa warmińsko-mazurskiego, położona w odległości około piętnastu kilometrów na zachód od Iławy.
    Dokumenty z 1346 roku podają, że pierwotnie była to wieś pruska na ośmiu włókach o nazwie Nosgowithen. W latach 1466 - 1772  jako część województwa chełmińskiego należała do Polski, a po I wojnie światowej, podobnie jak sąsiednia Zazdrość, pozostała w Niemczech. Była to wówczas jedyna korekta granic na terenie ziemi chełmińskiej i lubawskiej na niekorzyść Polski.
    W styczniu 1945 roku na tereny te wkraczali Ruscy, co zmuszało bauerów do opuszczania swoich gospodarstw i ewakuowania się na zachód. Rodzice w tym czasie pracowali  u Niemca Bilau'a (do lipca 1944 roku u Puhla) i wraz z nim i jego żoną ruszyli w kierunku Gdańska. Jechali dzień i noc, bez przystanków furmankami zaprzężonymi w parę koni. Dopiero po przeprawie przez Wisłę w odległości około dwudziestu kilometrów od jej brzegu zorganizowali pierwszy nocleg...





   
Była niedziela, pora obiadowa kiedy dojeżdżali do Rostocku. Zatrzymali się przed wjazdem do miasta, gdzieś na poboczu drogi, ażeby przygotować sobie posiłek i dać odpocząć koniom. Zapach gotującej się potrawy przyciągnął kilku młodych Polaków, którzy pracowali w odległym o około trzysta metrów niemieckim majątku. Ojciec nie chciał jechać dalej, zapytał więc jednego z nich czy przypadkiem w majątku nie potrzebują kogoś do roboty i kiedy dowiedział się, że praca była, poprosił Bilau'a o zwrot swojej i mamy arbeitskarty. Bilau nie protestował. Pożegnali się i wkrótce ojciec stanął przed właścicielem kolejnej posiadłości i zadał mu pytanie, czy przyjmie także jego narzeczoną. Ten nie tylko odpowiedział twierdząco, ale skory był nawet  "udzielić" im ślubu.
    U nowego gospodarza zostali trzy miesiące, do maja 1945 roku, aż do wejścia Ruskich, którzy to na teren ogromnego majątku wjechali czołgami. Witały ich polskie dziewczęta z kwiatami w rękach, podczas gdy ich chłopcy, około trzydziestu mężczyzn, pochowani byli w stodole.
    - Gdzie wasze rebiata - pytali - Giermańcy zabrali, a job ich mać...
    - A szto wy gołodnyje... a eto wsio wasze, bierycie...
    Ruscy przeczesali park i wykopali coś co wcześniej zakopane było w ziemi przez gospodarza. Dziewczęta znalazły ubrania, buty i wódkę. Mojej mamie udało się zebrać dwanaście butelek tego mocnego trunku, który później nie raz ratował ich z opresji. A kiedy Ruscy opuścili majątek chłopcy mogli opuścić kryjówkę i wyjść na poszukiwania tego co nie zostało zrabowane. Ojciec mówił, że niczego już nie znaleźli...

   
Ósmego maja młoda para narzeczonych, czyli moja mama i mój tata, wyruszyli furmanką do Polski.
    To co mi się w tej tatulowej opowieści najbardziej podoba to wydarzenie z dziesiątego maja, kiedy to stanęli na poboczu drogi i gotowali obiad, a kiedy już zapewne bardzo nęcący zapach roznosił się po okolicy przejeżdżał tamtędy ruski oficer, który po około dwudziestu metrach zatrzymał samochód, cofnął się do ich miejsca postoju i zapytał, czy może razem z nimi się posilić. Mama odpowiedziała, że jedzenie jeszcze nie gotowe, a on na to:
    - U mienia jest mnogo wremieni, ja podożdu...
    Zjedli razem, mama wyciągnęła z ukrycia butelkę wódki i poczęstowała przybysza. Gościnność młodych Polaków ujęła go bardzo więc po posiłku szczerze wyznał mojemu tacie:
    - Ot znajesz ty szto, ty choroszyj pareń, no ty daleko nie ujedziesz, potomu szto naszy bojcy wsio tobie zabieruć...
    - No, ja dam tobie recept.
    - Woźmi krasnyj połotok (w każdym opuszczonym domu były porozrywane wsypy z czerwonego inletu - poduszki, kołdry) i położy jego w karman, kak naszy bojcy prostupić wam dorogu, wytaszczy etot połotok z karmana i pokaży im...
    - No znajesz u nas bojcy nie wsie duraki jest i umnyje.
    - Imiejsz topor? Tak biery jego w ruki i skaży, uchodzi bo gołowu odroblu...

      Tata mówił, że czerwonej szmaty żołnierzowi z gwiazdkami przestępującemu  im drogę nie pokazywał bowiem wiedział że durakom taki nie był...
     Przez trzy dni w drodze do Polski nie spotkali nikogo. Wiedzieli, że wielu wracało pociągiem, gęsto zaludniając dachy wagonów...
    Polacy nie ufali Ruskom i kiedy przed przeprawą przez Odrę jeden z nich zajechał  im rowerem drogę i zaproponował nocleg w pobliskim majątku ujmując konia za uzdę i na siłę kierując w wybrane przez siebie miejsce, tata nie wytrzymał wyjął toporek i krzyknął:
    - Uchodzi, bo gołowu odroblu!
Napastnik strusił, ale nie dał za wygraną, trzymał się fury jeszcze przez około cztery kilometry, a kiedy zaprzęg zbliżył się do transportu Ruskich jadących samochodami i czołgami odjechał...
    Przed samą Odrą, do kontroli, stało paręset furmanek. Ruscy otwierali szlaban i przepuszczali dziesięć wozów, po czym kierowali je na prawo, plądrowali i zabierali niemalże wszystko.
    Ojciec widząc co się święci, po podniesieniu szlabanu śmignął konia batem i nie zważając na żołnierza z karabinem ruszył prosto przed siebie, a za nim trzy inne furmanki. Słyszał tylko strzępek zdania wypowiedzianego przez strażnika:
    - A ty kuda!
    Po przeprawie przez Odrę, na szosie, zatrzymał ich kolejny patrol. Żołnierze macali wóz wypełniony sianem, ale nie wymacawszy niczego rozkazali ojcu:
    - Snimaj sapogi!
    - U tiebia kożanaja obuw (skórzane buty), a u mienia rezinowe sapogi (gumowe buty), no dawaj pomieniajem!

   
W lesie na nocleg zatrzymało się, a właściwie schowało, dziesięć furmanek...

   
W Poznańskim, Poznaniacy odradzali im podróż szosą ze względu na kontrole ruskich patroli. Jechali w piętnaście a może dwadzieścia wozów, kiedy ci skierowali ich na drogę leśną w trosce o ich bezpieczeństwo.
    W sosnowym lesie czekała na nich pułapka - piaszczysty trakt  niemożliwy do przebrnięcia. Fury grzęzły, Poznaniacy poklepywali konie, mówiąc:
    - Dobry koń, ja konia kupię, a ty jedź pociągiem.
    Ojciec konia nie sprzedał i kiedy z ogromnym trudem udawało mu się wypchnąć wóz z kolejnej koleiny ta natychmiast wypełniała się piaskiem, jak woda zalewając zagłębienia w ziemi. Poznaniak nie dawał za wygraną, koniecznie chciał zdobyć konia na własność. Wreszcie tata i w stosunku do niego zastosował ten sam recept rosyjskiego oficera, wyjął toporek i krzyknął:
    - Odejdź, bo łeb ci odrąbię!
    Kiedy wyszli z opresji i podjechali kawałek, zobaczyli leśniczówkę. Koń słaniał się jak pijany ze zmęczenia więc się zatrzymali.
Leśniczy w mundurze ugościł ich obiadem, dał trawy koniowi i bardzo serdecznie zapraszał na nocleg.
    Tacie wydała się nieco podejrzana uprzejmość gospodarza. Podziękował więc za gościnę i możliwość odpoczynku i mimo sprzeciwów leśniczego ruszyli z mamą w drogę...
    Opowiadając mi tę historię, tata nie pamiętał jakie to miasteczko ujrzał w przebłyskach wyjeżdżając z lasu. A gdybym chciała dociekać dał mi wskazówkę, że przed wojną było tam słynne więzienie.
    W mieście, na skrzyżowaniu zatrzymał ich dwuosobowy patrol milicjantów, rozkazał zostawić konia, wóz, jednym słowem wszystko, iść na dworzec kolejowy i dalej jechać pociągiem.
    Tego było już za wiele. Taki kawał drogi, a tu jakieś niby swojaki i takie groźby:
     - A wy skurczybyki, spierdalajcie, bo łby siekierką poucinam! - Krzyknął mocno zdenerwowany ojciec.
    Na taką niespodziewaną reakcję jeden z milicjantów wyjął z kieszeni dokument i udowodnił swój status obywatelski.
    - W dupę sobie wsadź taki dokument!
   Jechali dwa kilometry lasem, aż dotarli do wioski i u sołtysa zapytali o nocleg. Sołtys podał im numer domu i nazwisko osoby, u której mogli by się zatrzymać. Ale zanim udali się pod wskazany adres do sołtysa zajechało dziesięć a może piętnaście innych, wcześniej nie kontrolowanych furmanek..., a za nimi... milicjanci z karabinami i wspomniany patrol ze skrzyżowania dróg.
    Chłopaki skrzyknęli się.
    - Teraz to my jesteśmy kupą i nic nam nie zrobicie!
    Milicjanci skontrolowali wszystkich i odjechali...

 
   Do Brodnicy mama i tata dotarli 29 lub 30 maja. Tam odmówili milicjantom kolejnej kontroli. W Brodnicy ojciec znalazł pracę. Koń także poszedł do roboty.
    - A wóz? Kiedy ojciec wrócił z pracy szwagier powiedział, że przyszło UB z więźniami, którzy go pociągnęli, a ty jak chcesz też go ciągnąć to idź i upominaj się o niego...
    18 czerwca 1945 roku rodzice wzięli ślub w Brodnicy. Za 20 tysięcy i świniaka sprzedali konia rolnikowi i wyprawili weselisko...

   
To zaledwie niewielki fragment z życia mojego taty, Władysława, który czekał aż dwadzieścia pięć lat, żeby wreszcie połączyć się ze swoją ukochaną żoną Anielą.
    Pisałam o nich wcześniej i gdyby kogoś zainteresowały ich losy polecam klikać na Obrazy na pasku po prawej stronie bloga w kolumnie Piszę o...
    Gdyby Aniela nie wyprzedziła swojego Władka o ćwierć wieku, obchodzili by właśnie razem z nami, tu na ziemi, swoją siedemdziesiątą rocznicę ślubu, tak zwane gody kamienne, a tak świętują ją sami w niebie, razem, szczęśliwi...

    
- A ja?
     - Ja tak jak ojciec kocham las, rower, taniec...
     Po rodzicach odziedziczyłam wiele pozytywnych cech charakteru, a jeżeli ktoś zna moje wady, to nie są to wady odziedziczone!




                                 
Byłem kiedyś przy umierającym,
                                  który odchodził w takim nastroju,
                                             jakby szedł na bal.
                              Wiedział, że starość nie jest starością,
                                              tylko dojrzałością.
                                            Oczekiwał spotkania
                                 z Kimś dla siebie najukochańszym.
                                        /ksiądz Jan Twardowski/
 


        90 urodziny mojego Taty w remizie w Supraślu - 16 sierpnia 2010 roku 























                                Tata odszedł 5 lipca 2015 roku, przeżywszy 95 lat




18 komentarzy:

  1. Bardzo pięknie opowiadasz o swoim Tacie. Przyjmij moje Kondolencje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Andrzeju i bardzo serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Wspolczuje Ewuniu! a Tate mialas wsoanialego i widze,ze jestes z tego faktu bardzo dumna, bardzo mi sie podobaja zdjecia tanczacego 90 latka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata nie mógł usiedzieć w miejscu, kiedy grała muzyka do tańca. Zawsze pierwszy podrywał się z miejsca....
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. :( Nie mogę nawet sobie wyobrazić co czujesz. Bardzo mi przykro, Ewuniu. Brak mi słów. Po zdjęciu i tytule posta w ogóle nie domyśliłam się, że spotkało cię coś tak smutnego. W takich razach jest mi ogromnie wstyd, że nie zajrzałam od razu na twojego bloga. Przepraszam, Słońce. Naprawdę bardzo ci współczuję, kiedyś na pewno sama będę to przechodzić. Jak każdy... Historia życia twojego taty jest długa i kręta, tak jak meandry wielu Polaków. Boję się, jak wyglądałaby historia mojej rodziny, gdybym zabrała się za jej spisywanie. Ale w moim przypadku lepiej nie otwierać puszki Pandory. Posyłam ci koffana moc ciepłych myśli, zresztą jak każdego dnia, gdy proszę w sercu o opiekę nad tymi których koffam, którzy są mi bliscy a ty należysz do tych osób i nigdy w to nie wątp. Napiszę jeszcze na G+, bo pamiętam, że miałaś pojechać niebawem do Francji. Najszczersze kondolencje, Szmimi R.I.P. [*] Niech twój pape spoczywa w pokoju.

    Pozdrawiam :**** (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się czy mogłabym jednym słowem zdefiniować mojego tatę, chodziło mi coś po głowie, ale dopiero moja przyjaciółka w rozmowie telefonicznej wspominając nasze wspólne spotkania szczególnie podczas przyjęć urodzinowych Wojtka, podsumował go jako człowieka pogodnego, pełnego pokory, takiego, który nie naprzykrzył się nikomu. I właśnie tego słowa nie naprzykrzył się nikomu szukałam. Czasami słyszę narzekania dzieci, że rodzice ich szantażują na różne sposoby, po to tylko, żeby ich zatrzymać przy sobie, uwiązać, zrzucić całą odpowiedzialność na nich za ich złe samopoczucie, czy kiepskie zdrowie...
      Trzymałam się doskonale przez cały tydzień, dzisiaj czuję się zmęczona... Wyczerpały mnie wszystkie sprawy związane z pochówkiem i po pochówku... Mam nadzieję, że zregeneruję siły we Francji...
      Dziękuję Basiu za wszystkie ciepłe słowa, i te na blogu, i te na G+. Kochana jesteś. Ściskam Cię bardzo, bardzo mocno, cmoki i ćmoki przesyłam także :)))*

      Usuń
  4. Powrót taty... tak... wrócił tam, skąd przyszedł, bo przecież śmierć nie istnieje, a jedynie transformacja.
    Witalność, niezłomność i umiłowanie życia. A jaki tancerz!

    Ściskam Cię mocno i ciepło pozdrawiam ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mar, dziękuje z całego serca...
      Tak sobie przemyśliwując wszystko to, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu, zajrzałam na Twojego bloga i zadumałam głęboko nad ostatnim postem, pięknym postem...
      Buziaki :)))*

      Usuń
  5. Ewuniu, przepiękne wspomnienia, zdjęcia wzruszające,... W tym szczególnie trudnym czasie rozstania z twoim tatą, ściskam cię mocno i jestem z tobą myślami i sercem. Przesyłam kondolencje dla całej twojej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aguś za to że jesteś obecna nie tylko w trudnych dla mnie chwilach.
      Ściskam Cię również mocno, mocno :)))*

      Usuń
  6. Twój Tata dożył pięknego wieku, a wiem, jak się czujesz, bo przeżyłam to jedenaście lat temu (mój tata nie miał "szczęścia", jakkolwiek to zabrzmi dożyć sędziwego wieku, a też był niezwykłym człowiekiem, radosnym i pełnym energii i pasji życia. Dlatego rozumiem co czujesz, bo jak długo by nie żył zawsze to będzie dla nas za krótko, za mało, zawsze człowiek zadaje sobie pytanie, czy wypowiedział wszystko, co było do wypowiedzenia. Z doświadczenia mogę napisać tylko, że czas złagodzi poczucie straty. Trzymaj się moja blogowa koleżanko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Małgosiu
      Tak sobie myślę, że wraz z odchodzącymi bliskimi nam osobami odchodzi też jakaś część nas...
      Ściskam serdecznie

      Usuń
  7. Ewa,ladnie napisalas o swoim tacie i dajesz tym przyklad bysmy widzieli i pamietali to co pozytywne w naszych rodzicach.Najwazniejsze jest przeciez to ze mamy rodzicow i zycie na tej ziemi ze niezmierzonymi mozliwosciami.Dziekuje,ze sie podzielilas. Lacze serdeczne wyrazy wspolczucia i usciski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu dziękuję za ciepłe słowa i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Tak się zastanowiłem, że nawet nie doceniam tego iż my nie jesteśmy doświadczani takimi przeżyciami jak Twoi czy moi rodzice.
    Myślę, że możesz być szczęśliwą, że miałaś możliwość tak długo cieszyć się obecnością swojego Taty. Mój zmarł, gdy miałem niewiele ponad 20 lat i wiem, że zabrakło mi męskich z Nim rozmów...

    Ściskam Cię bardzo, bardzo serdecznie i przesyłam buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy to szczęście urodzić się po wojnie i żyć w miarę bezpiecznym kraju.
      Myślę, że każdy rodzić zarówno matka jak i ojciec odgrywają ważne role w życiu dziecka.
      Jako dwudziestolatka specjalnie nie potrzebowałam rad moich rodziców. Uważałam, że jestem już na tyle dorosła, że w życiu poradzę sobie sama. To były inne czasy, czasy kiedy nie potrafiłam rozmawiać z rodzicami o ważnych dla mnie sprawach. Wyszłam za mąż mając dwadzieścia jeden lat i od tamtej pory moim najlepszym przyjacielem jest mój mąż, rodzice zeszli na drugi plan i największą przyjemność sprawiały mi spotkania przy okazji różnych uroczystości rodzinnych i świąt i momenty w których opowiadali o swoich przeżyciach...
      Dziękuję za serdeczności i jak zawsze je odwzajemniam

      Usuń
  9. Twój Tata miał piękne i bogate życie..
    Przekazał Ci piękne ideały i wartości...
    A dziś.. dziś jest z Ojcem w Niebie i z Anielką - będą czekać tam oboje na Ciebie - jeszcze będziecie razem tańczyć...

    Przytulam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu dziękuję za przytulanki i buziaki przesyłam :)

      Usuń