środa, 17 lipca 2013

Koralowa Zatoka i jubileusz, oraz niemoralny występek Agnieszki Radwańskiej i filozofia piękna












cd   Ostatnio w sieci wrzało od niemoralnego występku Agnieszki Radwańskiej, która podobnie jak wielu innych sportowców, pokazała w amerykańskim magazynie swoje nagie ciało, promując w ten sposób sport i zdrowy tryb życia.   

      O tym jak się ma nagość do zdrowego sposobu życia pisał wczesnochrześcijański teolog, Ojciec Kościoła, Titus Flavius Clemens, znany jako święty Klemens Aleksandryjski.
      W swoim dziele Paedagogus twierdził, że piękno ciał, piękno przyrody, całe piękno widzialne jest przemijające i nie wolne od niebezpieczeństw. Najpewniejsze jest, gdy pochodzi ze zdrowia, jest jego zewnętrznym objawem, czyli że zdrowy tryb życia jest najlepszą drogą do piękna.

    Jak piękno [ciała], tak i kwiat cieszy, gdy jest oglądany. Korzystając wzrokiem z tych rzeczy pięknych, należy chwalić Twórcę. Jednakże w użyciu te piękne rzeczy są szkodliwe. Jedno i drugie więdnie, kwiat tak samo jak piękno ciała. (Paedagogus, II, 8)

     Pięknem najlepszym, po pierwsze, jest duchowe… pojawia się ono wtedy, gdy dusza ozdobiona przez Ducha Świętego i natchniona jego blaskiem, sprawiedliwością, rozsądkiem, męstwem, umiarkowaniem, umiłowaniem dobra i wstydliwością, od której nic nie ma powabniejszej barwy. Następnie należy się miejsce pięknu cielesnemu, proporcji członków i składników połączonej z dobrą barwą… Piękno jest szlachetnym kwiatem wyrastającym ze zdrowia; zdrowie jest wewnątrz ciała, a piękno rozkwita na zewnątrz, objawiając się dobrą barwą. Najpiękniejsze i najzdrowsze sposoby życia ćwicząc ciało wytwarzają prawdziwe i trwałe piękno (Paedagogus III,11)

     I tak oto rozpoczęłam kolejny wpis w Naprzeciw SZCZĘŚCIU, który będzie,
i ostatnim, kończącym już moją kwietniową podróż po Cyprze, i sto siedemdziesiątym piątym, jubileuszowym, jako że dwudziestego pierwszego lipca miną dwa lata od powstania bloga.
     - Dlaczego traktuję go jako wpis jubileuszowy?
     Otóż post dotyczyć będzie mnie i jednego ze źródeł mojego szczęścia, czyli podróży, co pociąga za sobą także promowanie zdrowego stylu życia…
 
     Po burzy rozpętanej przez Agnieszkę Radwańską długo zastanawiałam się nad tym, czy powinnam opublikować swoje zdjęcia, wykonane na skalistym brzegu Koralowej Zatoki. I chociaż jako kobieta dojrzała nie występuję na nich nago, to przyznam szczerze, że nie widzę nic zdrożnego w obcowaniu z naturą, tego, kogo szaty krępują. Jest wszak jedno ale, jeżeli ktoś nie wypracował sobie pięknej sylwetki tak jak nasza polska tenisistka nie powinien publicznie pokazywać się nago, chyba, że jest sam na sam z przyrodą…







       Marsilio Ficino, włoski filozof wczesnego renesansu, założyciel i kierownik Akademii Florenckiej, twórca terminu miłości platonicznej pisał między innymi, że piękno jest doskonałością zewnętrzną, że doskonałość wewnętrzna wytwarza zewnętrzną.
      Ficino odróżniał piękno (pulchritiudo) od rzeczy pięknych (res pulchrae). Twierdził, że pięknem jest to, co z natury, piękne samo przez się. Dlatego pięknem nie mogą być ciała, bo dziś są piękne, a jutro gdy nastąpi ich znikoma zmiana będą niepiękne.

      Zdaniem Ficina, piękno dostępne jest tylko wiedzącym (cognoscentes).
tym, którzy zdolni są do wydawania o nim
sądu (iudicium pulchritudinis). Inaczej mówiąc piękno objawia się jedynie tym, którzy mają wrodzoną ideę piękna. Idea jest więc potrzebna zarówno do tego, by rzeczy były piękne, jak i do tego, by ludzie piękno spostrzegali. Jest potrzeba w rzeczach, aby były piękne, i w umysłach ludzi, aby spostrzegali piękno.

      Wracając do skandalu wywołanego fotografiami nagich sportowców twierdzę, że nie wszyscy ludzie je oglądający byli wiedzącymi i patrzyli na nie, nie umysłem lecz…, wyrażę się niefilozoficznie, z pozycji własnych tyłków.

     - Któż z nas nie marzył o idealnej figurze? - Zapewne każdy!
     - A któż z nas zapracował na nią? - Zapewne nie każdy!

     Agnieszka Radwańska nie korzystała z usług chirurgów plastycznych, zamiast kupować ciało, wolała je modelować grając w tenisa…

     Zapewne nie wszyscy wiedzą, że słowo gimnastyka wywodzi się od greckiego słowa gymnos / γυμνός - nagi, że zawodnicy w starożytnych igrzyskach olimpijskich występowali nago.

     No cóż, przyznam szczerze, że publikując swoje zdjęcia pragnę jedynie udowodnić, że każda moja aktywność fizyczna opłaciła się, że moje ciało starzeje się inaczej, że jestem ciągle zwinna, sprawna, szybka…, ciągle ciekawa świata, tego nasyconego pięknem i przepojonego mądrością ludzką…
      Wiem, że niedołężność jest zmorą starości, wiem także, że ode mnie samej w dużej mierze zależy jaka będzie moja starość. Wiem także, że wielu z nas mając do wyboru spacer i kanapę, wybiera kanapę, usprawiedliwiając się śmiertelnym zmęczeniem.

     Charles Bukowski, poeta i powieściopisarz amerykański, alkoholik, znany z literatury pisanej słowami powszechnie uznawanymi za wulgarne pisze:
      Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju...

     Wszędzie panuje chaos. Ludzie po prostu rzucają się na wszystko w zasięgu ręki: komunizm, zdrową żywność, zen, surfing, balet, hipnozę, terapię grupową, orgie, rowery, zioła, katolicyzm, podnoszenie ciężarów, podróże, ucieczkę od rzeczywistości, wegetarianizm, Indie, malarstwo, rzeźbę, pisanie, komponowanie, dyrygenturę, wyprawy z plecakiem, jogę, kopulację, hazard, alkoholizm, wędrówki bez celu, mrożony jogurt, Beethovena, Bacha, Buddę, Chrystusa, samobójstwo, szyte na miarę garnitury, podróże odrzutowcem do Nowego Jorku, dokądkolwiek... Te fascynacje zmieniają się nieustannie, mijają, ulatują bez śladu. Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć. To chyba dobrze, że istnieje jakiś wybór

     Ech, życie…! 
     Wracam na Cypr, do Koralowej Zatoki, o której pisałam tutaj i której pięknem byłam tak urzeczona, że musiałam pojechać tam jeszcze raz w ostatnim dniu pobytu na wyspie. A była to sobota, 13 kwietnia 2013 roku.
     Jednak nie o samą Zatokę Koralową chodzi, bo ogranicza się ona do około sześciuset metrowej długości półkolistego wcięcia w linii brzegowej. To co najpiękniejsze rozpoczyna się tuż za jej przylądkiem. Tam dopiero widać całe piękno ziemi, targanej siłami wiatrów i działaniem wody…

     Tym razem nie byłam sama. Towarzyszyła mi Alicja, z którą dzieliłam pokój i urocza para małżonków z Łodzi, Urszula i Janusz, ciekawi miejsca, o którym im tyle opowiadałam i obiecałam pokazać.
      Mimo, że pogoda zachęcała do wylegiwania się w słońcu na piaszczystej plaży, to cała trójka zgodnie przystała na moją propozycję wędrówki po skalistym brzegu i wśród niskiej roślinności porastającej czerwone połacie ziemi. Moi towarzysze zachwyceni pejzażem robili zdjęcia, a ja jako że miałam ich już całe mnóstwo nie wyjmowałam aparatu z plecaka. Dopiero kiedy zatrzymaliśmy się na dłużej na jednym ze skalistych wcięć, w miejscu gdzie woda wyrzeźbiła schodkowe tarasy wyjęłam swój aparat. 
     Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, poprosiłam więc Janusza o zrobienie kilku fotografii. Janusz zaś nie był nowicjuszem w tej dziedzinie i jak profesjonalista naciskał spust migawki i kręcił obiektywem. Nie potrzebowałam stylistów, strojów, makijażu, dodatkowego oświetlenia, wystarczył mi jedynie bawełniany szeroki szal, którym mogłam się owijać i motać go nad piersiami… Czasami przy zmianie stylizacji wiatr zwiewał niebieskozieloną płachetkę materiału, która rogiem zaczepiała się o porowate skały i wydymała jak żagiel, na szczęście nie odsłaniając za wiele ciała, czasami zbyt słabo zamotana opadała przy przeskakiwaniu z jednego występu skalnego na drugi lub przy zeskokach z półek skalnych. Zasłaniałam co mogłam, a Janusz wykorzystywał każdy moment. Bawiłam się doskonale, czułam się jak na planie filmowym i po raz kolejny utwierdziłam w przekonaniu, że moje trapery są niezawodne w chodzeniu, przeskakiwaniu i skakaniu po tego typu porowatych górotworach brzegowych. Ech, to było moje pięć minut!
 


  






















     Obiad postanowiliśmy zjeść w Peyia, w restauracji Othello’s. Mimo pory lunchu byliśmy jedynymi klientami tego lokalu. Zamówiliśmy słynne cypryjskie meze. Uzgodniliśmy z kelnerem, że wystarczy nam jedna porcja i do tego cztery zimne piwa. No i zaczęło się. Obsługa traktowała nas iście po królewsku podając kolejno aromatyczne przekąski, mięso, sery, rybę, owoce morza, warzywa…, a kiedy myśleliśmy, że to już koniec postawiono nam na stół kolejne danie. Nie liczyłam potraw, ale wiem, że jedno meze, w naszym wypadku meze mieszane może liczyć ich co najmniej piętnaście, często od dwudziestu do dwudziestu pięciu różnych potraw. Przy takiej ilości jedzenia zamówiliśmy kolejne cztery piwa. 







     Całe to miłe wydarzenie zakończyło się wyjściem do nas kucharza przyodzianego w ciemnozielony fartuch,  który z szerokim uśmiechem na twarzy chciał się upewnić, czy aby wszystko to, co nam przyrządził, było smaczne. Nie jestem bywalczynią restauracji i po raz pierwszy spotkałam się z tym, że kucharz wychodzi do gości. Tego typu, nawiasem mówiąc, przyjemne spotkania, widziałam tylko na filmach. Upewniliśmy naszego Cypryjczyka, że wszystko było pyszne i poprosiliśmy o wspólne pamiątkowe zdjęcia, do których pozowali nam także dwaj pozostali panowie z obsługi. Informacyjnie podam, że łącznie z napiwkiem zapłaciliśmy niewiele ponad pięćdziesiąt euro...





     Wracając do Pafos Ula stwierdziła, że jej ażurowy biały kapelusz został w Othello’s. I kiedy tak ubolewała nad jego stratą, Janusz wysiadł z autobusu i wrócił do Peyia po zgubę. Nie powiem roztargnienie żony kosztowało go sporo czasu i nie była to pierwsza strata tego dnia. Przed południem Ula zostawiła w plażowej, miejskiej przebieralni okulary przeciwsłoneczne, ale wtedy to ona wróciła po nie…

     Wieczorem pożegnałam się z tą uroczą parą. Ja wracałam do Polski, oni zostali kolejny tydzień w Pafos. W niedzielę świętować mieli czterdziestą rocznicę ślubu. Przed wyjazdem na lotnisko Jubilaci zaprosili mnie na kieliszek wina. W niedzielę, już z Polski wysłałam im smsa z jubileuszowymi życzeniami…







       I tak oto moje wspomnienie z ostatniego dnia pobytu na Cyprze podkreśla dwa lata pisania bloga…

24 komentarze:

  1. Tego mi było dzisiaj trzeba, Ewuś. Mogłabym czytać takie wpisy co ranek. Natchnęłaś mnie energią, optymizmem, świeżością, pięknem (twoim i natury)...
    ściskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, Słonko moje, mnie także trzeba było tak miłego komentarza. Dziękuję i jak zawsze ślę moc serdeczności i buziaki :)

      Usuń
  2. dziwnie się ludziom którzy są przeciw na gości i oburzają się gdy widzę kogoś ładnego i ładne ciało.. zapominają że człowiek rodzi się nagi.. skąd to oburzenie wynika? ciekawe..
    zapewne z własnych kompleksów albo z zazdrości..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Nino Kolorowa :)
      Pozdrawiam ciepło i zapraszam do Naprzeciw SZCZĘŚCIU :)

      Usuń
  3. Moja ty piękna Wenus!!!!

    Wiele kobiet może ci zazdrościć figury, zdrowia, jędrności, tej życiowej energii, która wprost z Ciebie tryska. I to nie tylko panie w pewnym szacownym wieku, coraz więcej niestety młodych, które nie dbają o siebie nic a nic. Ja nie należę do najlepszych przykładów, ale wiele mi uchodzi ponieważ mam geny, które czynią ze mnie szczupłą czy tego chcę czy nie, niemniej kiedy patrzę na Ciebie sama się zastanawiam czy będę miała tyle szczęścia za te 20, 30.... lat, prowadzę bowiem siedzący tryb życia. Pisanie w biegu raczej nie uchodzi, ale na usprawiedliwienie powiem, że dużo spaceruję z psem a był czas, kiedy i szalałam na swej ukoffanej Holenderce, ach, bardzo za nią tęsknię.... :(

    Ostatnio odeszło mi sporo energii. Zachód i jego problemy mocno mnie zainfekowały, czuję się chora, przez chwilę siebie nie poznałam, dlatego patrząc na twoje zdjęcia, w tej zwiewnej błękitnej szacie, od razu zabiło mi szybciej serce. Wyglądasz na tych zdjęciach jak morska nimfa, naprawdę. Niech się czerwienią ci, co mają coś do ukrycia i zazdroszczą. Ale to prawda, że spór wokół decyzji Isi okazał się męczący. Robię właśnie porządki na FB, pozbywam się wszystkie o "n-i" oraz innych spraw o negatywnym wydźwięku. Masz pojęcia ile sam FB skasował mi niepoprawnych politycznie postów? Szok! Zwłaszcza między marcem a majem. Zgroza. Ale zaoszczędził mi sporo pracy.

    Nie zamierzam jednak pisać o sobie... Przecudnie ci w błękicie, zdjęcia są boskie, tekst z odp. cytatami - strzał w dziesiątkę ;) Wyglądasz kwitnąco :****** :))))) Pozdrawiam i ściskam :* (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiak, siedzący tryb życia wcześniej czy później odbije się "żylakami dupnymi" - przypomina mi ciagle o tym moja przyjaciółka Marianna - anestezjolog, zalecając profilaktykę.
      Od momentu powstania bloga ja także mniej się ruszam. Ruch zamieniłam na zbyt długie przesiadywanie, czytanie, pisanie... Czasami siedząc przed książką i komputerem umykają mi dni, bywa tak, że zginie mi któryś dzień tygodnia, ostatnio utraciłam jedną z niedziel, dopiero późnym wieczorem zorientowałam się, że to dzień świąteczny...
      Całe szczęście, że masz Faksia, a ja Mahonia.
      Wczoraj zrobiliśmy długi spacer ponad sześć kilometrów lasem. Oboje padliśmy po powrocie, ale warto było zmęczyć członki...

      U mnie administrator FB także wyczyścił profil z niektórych starszych wpisów.
      Myślę, że powinnaś na jakiś czas odpocząć od polityki i dać sobie spokój z tym wszechobecnym Złem i cieszyć się tym co Dobre wokoło Ciebie...

      Dziękuję Ci za tę cudną charakterystykę mojego zewnętrza, którego piękno, jeżeli mogę tak powiedzieć o sobie, wypływa z wnętrza, z moich pozytywnych doznań na łonie natury, tak dla mnie innej niż ta, która mnie otacza na co dzień.

      Twoja opinia jako filozofa dotycząca doboru fragmentów tekstów jest dla mnie również bardzo ważna i pochlebna.

      Cieszę się, że zajrzałaś tutaj.
      Buziaki i serdeczności przesyłam :)))

      Usuń
    2. Cała przyjemność .... po mojej stronie ^ ^

      :****** (Ćmoki) ;)

      Usuń
  4. Cieszę się, że masz taki zdrowy dystans do siebie. I przyznam, że mocno mnie zaskoczyłaś- chórzystka chóru kościelnego- no, no... Co prawda, niewiele "pokazałaś", ale zawsze... Trzeba dużo odwagi, aby to jeszcze upublicznić i dlatego ogromnie mi zaimponowałaś. Gdy czytałem komentarze odsądzające od czci i wiary Agnieszkę R. za pokazanie kawałka gołego ciała (parę zdjęć widziałem i wydały mi się zupełnie zwyczajne, bez żadnej perwersji), to świętoszkowatość tych ludzi mnie wręcz poraziła.
    A Twoje podejście do dbania o siebie (o swoje ciało) jest ze wszech miar godne naśladowania (sam postępuję podobnie, ale na "sesję zdjęciową" nigdy bym się nie zdecydował). Serdeczności przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak, gdybyś miał dobrego fotografa, który potrafi wydobyć z Ciebie wszystko to, co najpiękniejsze i udowodnić Ci, że możesz sam sobie się podobać, to na pewno byś się zdecydował. Nieliczni "widzący" wiedzą jak to zrobić i wierz mi, że byłbyś zadowolony, a może nawet szczęśliwy, że Twoje najlepsze JA ujrzało światło dzienne.

      Pamiętam jak na starożytnym stadionie w Delfach kilku panów ustawiło się w kolejkę po to, żebym zrobiła im zdjęcia na tle zabytku. Nie wiem skąd takie pomysły przyszły im do głów. Potem fotografowałam jeszcze pary, które przyglądając się całemu zajściu, prosiły także o fotki wykonane przeze mnie.

      Ważny jest moment, który chce się uwiecznić! Czasami musisz cierpliwie na niego poczekać.

      A na temat mojej wiary i wiary w ogóle może kiedyś się wypowiem.
      Ten dzisiejszy post dużo mówi o tym jak ja widzę świat...

      A tak szczerze mówiąc, to czekałam na Twój komentarz, pamiętając Twoje poprzednie wpisy...

      Ściskam serdecznie :))*

      Usuń
    2. Dodam jeszcze, że obejrzałam zdjęcia pozostałych sportowców. Byli tam też i panowie z pięknie wyrzeźbionymi sylwetkami, jak greccy atleci...
      Nie podobały mi się jedynie dwa zdjęcia młodej kobiety na motocyklu...

      Usuń
  5. Tak to juz jest,ze radosc z posiadania czegos dobrego nie jest pelna dopoki nie podzielimy sie nia z innymi.Czyli,ze potrzebujemy siebie nawzajem bardziej niz sobie zdajemy z tego sprawe. A najbardziej potrzebujemy Pana Boga,bo On oczyszcza nasze motywy. Ewa,wygladasz swietnie,gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Tereniu
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Ujawniając swój pogląd na temat wiary, sporo ryzykujesz. W swoim środowisku jesteś w pełni "rozpoznawalna" a małomiasteczkowe środowiska są szalenie nietolerancyjne. I działa to bez względu na opcję wyboru. Ogromna większość kieruje się życiowym oportunizmem- dla świętego spokoju bierze ślub w kościele, posyła dzieci na religię (nawiasem mówiąc, religia w szkole- to dla mnie- absolutne nieporozumienie!) i obchodzi Święta. A skrytykować i obgadać potrafi, oj potrafi!
    Z okazji drugiej rocznicy prowadzenia bloga- serdeczne uściski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do moich uszu nie docierają małomiasteczkowe opinie, nie szukam też kontaktów z tymi, którzy o wszystkich wiedzą wszystko...

      Podziwiam ludzi głębokiej wiary, tej prawdziwej bez zbędnego blichtru, bez przejawów zacofania...

      Dzięki za serdeczne uściski :)

      Usuń
  7. Gratuluje jubileuszu. Życzę kolejnych dwóch, a nawet i dwudziestu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Andrzeju i wzajemnie pozdrawiam wakacyjnie, ciepło...

      Usuń
  8. Z tą Radwańską to dużo szumu o nic nie pokazała wiele a taka afera. Nie wiem, dlaczego nagie ciało ludzie traktują tak emocjonalnie ? Ciało jak ciało ważne, aby było zdrowe i użyteczne, ale jak nie jest to jest to duży problem. Niektórzy naprawdę żyją jeszcze w emocjonalnym średniowieczu. Masakra !
    A co do twoich zdjęć pięknie widzę, ze boginie Afrodytę masz po swojej stronie. Gratuluję rocznicy i życzę dalszego miłego pisania Pozdrawiam wakacyjnie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszym świecie media, firmy, rożnego rodzaju organizacje i stowarzyszenia... potrzebują "twarzy" na promowanie swojej działalności.
      Gdybym ja chciała propagować na jakimś mitingu zdrowy styl życia, to nie miałabym publiczności, ale gdyby na taki miting przyjechała Agnieszka Radwańska to już zupełnie co innego...
      Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często bezgraniczna ufność młodych ludzi wystawiana jest na ocenę publiczną i to oni płacą najwyższą cenę, inni zaś bez skrupułów nabijają sobie konta bankowe i zyskuję aktywistów...
      Nie znoszę reklamy, jest fałszywa i popycha niejednego do bankructwa i utraty zdrowia... Weźmy na ten przykład ofiary fast foodów. Nigdy w czasach mojej młodości nie widziałam takich grubasów, żyłam w świecie bez reklam i "twarzy".

      Dzisiaj najchętniej robi się zakupy w marketach (okropne słowo), ludzie nie mają czasu na zbiory owoców i przetwarzanie ich...

      Mam około 300 metrów zarośniętej dziko ziemi. Rosną na niej wiśnie. Wczoraj, zanim trafiły do mojej kuchni, musiałam najpierw wykarczować dwumetrowej wysokości pokrzywy i inne chaszcze, później obciąć niepotrzebne gałęzie, wreszcie wspiąć się po metalowej drabinie na drzewo. Roboty "huk" a wiśni wiaderko... Ale to moje własne, bez dodatków konserwujących... i ten niesamowity zapach gotujących się owoców rozprzestrzeniający się na cały dom...

      Ivano, dziękuję za miły komentarz.
      Ściskam serdecznie, ciepło, także wakacyjnie :)))*

      Usuń
    2. Media nas ogłupiają tanimi filmami (nie zobaczysz w telewizji żadnego wartościowego filmu czy programu o przyzwoitej porze tylko o północy) oraz ogłupiają nas reklamami, propagującymi niezdrowy tryb życia, ale przede wszystkim te wszystkie koncerny produkują niezdrową żywność pełną konserwantów i modyfikacji genetycznej, co powoduję choroby i inne dolegliwości w tym otyłość. Najlepiej kupować żywność na bazarach tam sprzedają rolnicy produkty zdrowe, smaczne i bez chemikaliów. Ja tak robię.
      Polecam Ci książkę Mireille Guiliano Francuzki nie tyją- mnie uratowała życie. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Dlatego też Ivano, nie oglądam telewizji, ani w dzień, ani w nocy i nie jestem z tego powodu nieszczęśliwa.
      Tytuł książki zanotowałam...
      Dziękuję i pozdrawiam również ciepło :)

      Usuń
  9. Dziś media potrafią zaszczuć człowieka w każdej kwestii. Straszne to. Oczywiście, jest też wiele przypadków, w których to celebryci sami dają się wystawić, może robią to specjalnie, nie wiem. Jakoś sprawa Radwańskiej umknęła mi. Doczytam.
    Ale zdjęcia znakomite i promienne. W życiu chodzi przecież o szczęście, to najważniejsze. Jesteś szczęśliwa, a inni niech zazdroszczą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka dni temu odpowiedziałam na Twój komentarz Zbyszku, ale nie wiem jak to się stało, że się "nie wkleił". Podejrzewam, że w momencie kiedy kliknęłam "opublikuj" straciłam połączenie z internetem i później nie sprawdziłam.
      Dziękuję Ci za tę promienność i pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  10. W temacie "bezpruderyjnej" Agnieszki Radwańskiej polecam ciekawą aczkolwiek kontrowersyjną publikację
    http://www.fronda.pl/a/najpierw-radwanska-teraz-pazura-kogo-jeszcze-niewstydzi-sie-jezus,29619.html Przy okazji polecam także portal fronda.pl gdzie często zaglądam, nie koniecznie do końca zgadzając się ze wszystkimi prezentowanymi tam tezami. Sam należę do krucjaty "NIE WSTYDZĘ SIĘ JEZUSA" (patrz także www.mt1033.pl) o której wspomina się we wskazanej publikacji, nie mniej trudno mi potępiać Agnieszkę Radwańską - no bo niby za co ? Najciekawsze są zaś komentarze internautów. Na wystąpienie spowiednika Radwańskiej, że kiedy będzie chciała wyjść za mąż to może pożałować tej sesji zdjęciowej i pewnie będzie chciała wycofać owe zdjęcia jakże licznie już egzystujące w sieci - pewien dowcipniś odpowiedział aby ksiądz w kwestiach moralnych był łaskaw pouczać swoich...przyjaciół i przyjaciółki, oryginalne określenia pominę. Zdjęcia Ewuni super i jak mi się wydaje utrzymane w starym stylu. A przynajmniej podobne oglądałem w albumach dziadka. Ja jednak dziękuję najbardziej za zdjęcie kocurka-rudaska. Przy okazji serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kliknęłam na zaproponowane przez Ciebie linki, przeczytałam, ale wypowiadać się już na ten temat nie będę. Co miałam do powiedzenia, powiedziałam...
      Ech... te nieposkromione emocje, całe mnóstwo nieprzemyślanych wypowiedzi...

      Nad moim biurkiem wisi brelok - świadectwo "Nie wstydzę się Jezusa". Do breloka dołączony jest klucz "Lednica 2000". Tę metalową pamiątkę, otrzymałam w prezencie od mojego syna...

      Ja mam taką zasadę Aleksandrze, że nie zapisuję się do żadnych kółek, stowarzyszeń, organizacji... Nie podpisuję niczego, co by ograniczało moje myślenie, staram się nikogo nie oceniać, bo nie zawsze wiem jak ja mogłabym się zachować w jakiejś niezręcznej dla mnie sytuacji...
      Jestem jak ten kocurek-rudasek, który tak Ci się spodobał, chodzę własnymi ścieżkami, unikam predatorów..., czasami daję się pogłaskać...

      Ech, Aleksandrze!
      To przecież dzięki Tobie i Tereni pojechałam na Cypr.

      Ściskam Was Oboje najgoręcej jak tylko potrafię :)
      Dziękuję :)

      Usuń