środa, 10 lipca 2013

Góry Troodos, Klasztor Kykkos i jego skarby


Góry, góry, góry...

cd    Piątek na Cyprze był kolejnym dniem pełnym niezapomnianych wrażeń odbieranych wszystkimi zmysłami. Prawie cały dzień spędziłam w Górach Troodos i jeżeli piszę o wszystkich zmysłach biorących udział w tej wyprawie, to tak naprawdę było. Działały wzrokowe, słuchowe, smakowe, węchowe, dotykowe, termiczne, stawowe, mięśniowe, równowagi ciała i … te ustrojowe.
     Nigdy przedtem w całym moim życiu na podjazdach i zjazdach górskich  mój organizm nie funkcjonował tak źle. Nie potrafię nawet określić co się ze mną działo. Ogólnie ujmując była to jakaś dziwna niemoc, słabość, stan, w którym czułam, że oto zaraz zakończy się moje jestestwo ziemskie w tej przecudnej krainie. Próbowałam skupić się na krajobrazie oglądanym z okien autokaru, którym kierował Spiros i na słowach uroczej pani Eli, przewodnik, która zagadywała turystów i kierowała myśli na legendy i historię powstawania klasztorów, które miałam zobaczyć.
     W autokarze było sporo wolnych miejsc, przechodziłam więc z jednej strony na drugą, z jednego okna do drugiego w nadziei zrobienia dobrych zdjęć. Ale nic z tego! Moja nadzieja była płonna i po raz pierwszy nie mogłam zrozumieć dlaczego mój błędnik nie działa jak trzeba. Wkładałam palce wskazujące w uszy i wierciłam nimi chcąc przywrócić prawidłowe przemieszczanie się endolimfy i odbiór impulsów nerwowych…, i mimo, że Spiros nie jechał zbyt szybko, to jednak mnogość zakrętów, hamowanie, przyspieszanie…, powodowały zachwianie mojej równowagi. Z wizjerem aparatu przy oku, wstawałam, siadałam, podskakiwałam, uderzałam głową o półkę, obijałam się o oparcia foteli…, a w domu wykasowałam prawie wszystkie zdjęcia zrobione podczas jazdy. Jak się później okazało moja sąsiadka Ula, czuła się tak samo niedobrze jak ja, powiedziała mi o tym, a innych nie pytałam, bo było mi wstyd…
 







     Poprosiłam Spirosa, żeby zwolnił do żółwiego tempa, kiedy będziemy mijać nieliczne skupisko cedrów libańskich w Cedrowej Dolinie, znajdujących się po drodze między dwoma monasterami Kykkos i Chrysorrogiatissa. Ech, wspaniałe to było widowisko! Jednak tej niepowtarzalnej urody drzewa nie oddaje żadne moje zdjęcie! Cedry wyróżniały się na tle innych roślin. Ich proste, niemalże równolegle rozłożone względem ziemi gałęzie przypominały mi wirujące w tańcu falbany kloszowych spódnic, albo sukien wirujących derwiszów.
    To niesamowite jakie niespodzianki kryje w sobie natura!





      Równie imponujące obrazy zafundował moim oczom szczyt Góry Kykkos, na którym znajduje się słynny klasztor o tej samej nazwie, o którym wspominałam już w poście zatytułowanym Trochę o Cyprze w drodze do Nikozji i o samej Nikozji, pisząc o Makariosie, zwierzchniku Cypryjskiego Kościoła Prawosławnego i pierwszym prezydencie Republiki Cypru.
     Makarios urodził się we wsi Panagia (Παναγιά) niedaleko zabytkowego monasteru
Chrysorrogiatissa, a na szczycie Throni, trzy kilometry na zachód od klasztoru Kykkos został pochowany na własne życzenie. Spod pałacu arcybiskupa w Nikozji przeniesiono tam jeden z jego pomników, a w pobliżu jego grobu buduje się kaplicę Tronu Matki Bożej.
 









     Klasztor Kykkos wybudowano na górze na wysokości tysiąca trzystu osiemnastu metrów. Jest to jeden z największych i najbogatszych prawosławnych klasztorów na Cyprze. Ponoć liczy sobie około dziewięciuset lat ale swój obecny wygląd zawdzięcza ostatniej wielkiej przebudowie jaka miała miejsce w dziewiętnastym stuleciu.
     Klasztor jest czynną wspólnotą, a dzisiejsi mnisi w przeciwieństwie do surowych warunków panujących tu w średniowieczu, korzystają z wielu wygód.
     W skład kompleksu klasztornego wchodzą między innymi: muzeum klasztorne, cele mnichów, rotunda, kościół klasztorny, znajdująca się w pobliżu nowa dzwonnica, a także sklep i restauracja dzierżawiona od monasteru.
     Mnisi produkują na Zivanii rozmaite ziołowe nalewki, słodkie i wytrawne. Dwudziestoletnia Commandaria Nama kosztuje około trzydziestu euro. Obok alkoholi sprzedaje się także ikony.  
 









     Każdy może zatrzymać się w klasztornych pomieszczeniach na trzy dni i jadać posiłki w klasztorze, nie płacąc za gościnę. Jak słyszałam od miejscowych na swoiste darmowe dni skupienia przyjeżdżają i kobiety, i mężczyźni. Wielu wiernych wchodzi na stałe do klasztoru oddając swoje majątki. Są wśród nich wdowy, kobiety samotne, często traktujące monaster jako dom starców. Zdarza się, że wstępują w szeregi zakonników mężczyźni, pozostawiając za murami swoje rodziny, żony i dzieci.
     Prawosławny Kościół cypryjski jest najbogatszym kościołem na świecie
. Jego zwierzchnik, arcybiskup Nowej Justyniany i całego Cypru Chryzostom II oświadczył w marcu tego roku, że gotów jest przekazać państwu nieruchomości i finanse, aby pomóc w przezwyciężeniu kryzysu.
     Słyszałam od pani Eli, że w ostatnich wyborach arcybiskupa uczestniczyło trzynastu duchownych wysokich rangą. Jak zwykle brali w nich udział i wierni. Jednak ich głosy nie miały wpływu na wynik głosowania, zwyciężył ten który otrzymał ich najmniej. Ech, życie!
     W katolikonie Kykkos widziałam największy jak do tej pory ikonostas, urządzony z przepychem, pokryty dwudziestoczterokaratowym złotem. Olbrzymie kryształowe żyrandole, pierwszy i trzeci, dar cara Mikołaja, zapala się tylko dwa razy w roku, na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Warto tu przyjechać na najpiękniejszą liturgię światła odprawianą podczas Wielkanocy.
     W internecie można znaleźć zdjęcia prezentujące wnętrza kościoła i muzeum. Zwykły turysta nie może fotografować wnętrz. Ja jednak złamałam ten zakaz i weszłam po raz drugi do świątyni, w której jak mi się wydawało nie było nikogo. W momencie kiedy mój aparat wydał charakterystyczny pstryk, usłyszałam zza carskich wrót męski niski głos. Speszona, przeprosiłam niewidoczną postać i opuściłam złocone pomieszczenie. Jak się później okazało moja cyfrówka zapisała środkową niewielką część ikonostasu, podczas gdy cały ikonostas rozciąga się za pasiastymi kolumnami daleko na prawą i lewą stronę…

Ikonostas w klasztornym kościele

     Klasztor, którego patronką jest Matka Boża powstał z fundacji cesarza bizantyjskiego Aleksego I Komnena pod koniec jedenastego wieku. Pierwszym mnichem, który zamieszkał na górze Kykkos, był pustelnik Izajasz. Według przekazu, w okolice te wybrał się na polowanie Manuel Voutomites, bizantyjski zarządca Cypru. Zgubiwszy się w lesie, spotkał zakonnika i zapytał o drogę, a gdy ten milczał i nie odpowiadał Manuel go obraził i pobił. Kiedy po powrocie z polowania Voutomites ciężko zachorował, zrozumiał, że oto w ten sposób został ukarany za zaatakowanie mnicha. Kiedy gorliwe modlitwy przywróciły mu zdrowie postanowił poprosić go o przebaczenie. Izajasz wysłuchał Manuela i zobowiązał go do przewiezienia na Cypr ikony Matki Bożej napisanej przez ewangelistę Łukasza, która znajdowała się w pałacu cesarza Aleksego I Komnena i któremu we śnie objawiła się Matka Boża i poleciła przekazać ikonę na Cypr.
     Święty wizerunek Matki Boskiej Miłościwej znajduje się dziś w złoconym ikonostasie w katolikonie klasztornym. Zakrywa go srebra sutanna, ponieważ surowo zakazane jest wpatrywanie się bezpośrednio w sam obraz.
     Zanim napiszę ważnych słów kilka o ikonach z wizerunkiem Bogarodzicy wspomnę jeszcze o bardzo ciekawej postaci historycznej Annie Komnen, córce cesarza Aleksego I Komnena. Już jej współcześni uznawali ją za najbardziej wykształconą kobietę Bizancjum. To ona napisała słynną Aleksjadę zafascynowana sukcesami ojca w umacnianiu cesarstwa w połowie jedenastego wieku. Jej gloryfikujące odtwórcę potęgi Bizancjum dzieło, miało wpływ na pozytywną ocenę cesarza przez późniejszych historyków. Współcześnie, pomimo błędów w chronologii Aleksjada jest nadal podstawowym źródłem do historii Bizancjum, jak również pierwszej wyprawy krzyżowej…
     Wędrując po terenie należącym do klasztoru, oglądałam malowidła i mozaiki zdobiące zewnętrzne ściany budynków, podcienia, loggie, a także wewnętrzne płaszczyzny długich korytarzy, przedstawiające barwne sceny z przypowieści biblijnych.























      Na dolnym dziedzińcu moją uwagę przyciągnęła ikona Matki Bożej wykonana techniką mozaikową. Do tej pory widziałam wiele ikon typu  Eleusa (Miłująca) przedstawiającą Matkę Boską z pochyloną głową, przytulającą swój policzek do policzka Syna, który  zazwyczaj obejmuje szyję Matki. Podobnej do tej w Kykkos nie spotkałam nigdzie indziej. Na obrazie widać ogromny smutek, rozpacz Matki, która wie, że straci swoje umiłowane Dziecię. Przewidując jakie cierpienia Go czekają, próbuje Go zatrzymać, chwyta mocno za rękę, niemal ją wykręcając…



     Skoro jestem przy ikonie typu Eleusa, to przypomnę jeszcze dwa pozostałe.
     Drugi typ to Matka Boża Orantka (Modląca się) przedstawiająca Maryję ze wzniesionymi ku górze rękoma w tradycyjnym geście modlitwy orędowniczej. Zgodnie z tradycją ikonograficzną Dzieciątko Jezus przedstawiane jest często na medalionie przed Maryją. Taka forma  wyrazu ukazuje prawdę o Chrystusie, który przychodzi przez Maryję. Medalion jest jakby oknem do łona matki, realistycznym wyobrażeniem dziecka poczętego.


     Trzeci najstarszy typ to Hodegetria (Przewodniczka, wskazująca drogę) przedstawiająca Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Maryja najczęściej ukazana jest w półpostaci, czasem w pełnej figurze: siedząca na tronie lub stojąca, bez matczynej poufałości w stosunku do Syna, głowę trzyma zazwyczaj prosto, rzadziej  pochyloną, lekko zwróconą w kierunku Chrystusa. Na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko, prawą dłonią wskazuje  ludziom Syna Bożego.
     Chrystus znajduje się w pewnym oddaleniu od twarzy Matki, patrzy prosto przed siebie ukazując swe oblicze i nie jest to bynajmniej oblicze dziecka tylko twarz dojrzałego, inteligentnego człowieka. Prawą dłoń wznosi w geście błogosławieństwa, w lewej trzyma zwój, księgę lub kulę…
     Dla nas Polaków najbardziej znaną Hodegetrią jest Czarna Madonna.


     Drugim klasztorem, do którego dotarłam krętymi, wąskimi, leśnymi drogami, zjeżdżając chyba cały czas w dół z Góry Kykkos był klasztor Chrysorrogiatissa
założony w dwunastym wieku, poświęcony Naszej Pani Złotego Granatu. Obecny budynek, ukończony w tysiąc siedemset siedemdziesiątym (1770) roku, posiada kolekcję ikon i skarbów o ogromnym znaczeniu. Co roku piętnastego sierpnia odbywa się tam wielkie święto.
 

Budynki klasztoru Chrysorrogiatissa
 
Ikonostas w kościele klasztornym

Gineconitis (gyneocium) - wydzielone na górze miejsce dla kobiet
 
Ambona i symbole

Dwugłowy orzeł - symbol Bizancjum

Wejście do klasztornego kościoła

Klasztor Chrysorrogiatissa

Cicho tu, spokojnie..., pięknie...

Widok z krużganków klasztornych - mozaika winorośli

Z widokiem na góry

       Stara klasztorna winnica produkuje znakomite wina cypryjskie. Można je tam degustować i kupować…

W upalne lata podcienia dają upragniony chłód

Tak jakoś skojarzyło mi się z hacjendą Hernána Cortésa w Meksyku

Zejście do klasztornych piwnic...

Wokół klasztoru Chrysorrogiatissa

Szlakiem winnic

Na parkingu Spiros i Ela

W drodze powrotnej do Pafos

 Góry Troodos, piątek, 12 kwietnia 2013 roku
cdn

sobota, 6 lipca 2013

Lania, Dionizos, winorośl, oliwki i strąki zwane chlebem śwętojańskim...



     Lania lub Laneia (Λανεια) to wieś w południowej części Cypru, oddalona o mniej więcej dwadzieścia dwa kilometry na północ od Limassol.
     Do Lanii związanej z kultem Dionizosa pojechałam wczesnym rankiem, ale zanim opowiem o tej małej miejscowości położonej u podnóża Gór Troodos najpierw słów kilka o jednym z najważniejszych greckich bogów i jego złożonej naturze, o Dionizosie, którego Hera poraziła szaleństwem i od tamtej pory błąkał się po całym świecie, ucząc w każdym kraju uprawy winnej latorośli i wyrobu wina. Z pomocą przychodziła mu bogini Kybele wtajemniczając w swoje misteria.
     Kiedy Dionizos, zaszczepił swój kult w krajach śródziemnomorskich wyruszył w tajemniczą podróż do Indii
na rydwanie zaprzężonym w pantery, z orszakiem składającym się z sylenów, bachantek i satyrów. Po powrocie do Beocji i pobycie w Tebach, popłynął statkiem do Naksos. W drodze załoga złożona z piratów postanowiła go uwięzić i sprzedać w niewolę, ale Dionizos objawiał swoją moc i sprawił, że statek porósł bluszczem i wypełnił się dźwiękiem niewidzialnej fletni. Przerażeni  żeglarze rzucili się do morza i zostali przemienieni w delfiny…
     Celem Dionizosa był Olimp, gdzie należało mu się miejsce w gronie bogów, ale zanim tam dotarł wstąpił jeszcze do Podziemi i zabrał stamtąd swoją matkę Semele, która spłonęła w ogniu piorunów po tym jak zapragnęła ujrzeć swojego boskiego kochanka Zeusa, w całym majestacie. Zeus zdążył jednak wyjąć z jej łona sześciomiesięczny płód, który na pozostałe trzy miesiące zaszył w swoim udzie…
 
     Dionizos, którego kult rozprzestrzenił się w całej Grecji razem z uprawą winnej latorośli stał się symbolem oszałamiającej potęgi przyrody, soków wzbierających w winnych gronach, stanowiących o życiu rośliny. Czczono go  jako boga upraw i lasów, a będąc wychowankiem nimf, jako boga wody, pierwszego i podstawowego składnika wszelkiego życia.
     W epoce klasycznej, zwłaszcza w cesarstwie rzymskim, jako Bachus przeobraził się w boga wesołości, zabaw i uroczystości, w których z upodobaniem uczestniczył otoczony bachantkami.
     Grecy jednak uważali go za opiekuna sztuki, zwłaszcza tragedii i komedii, wywodzących się z przedstawień, jakie odbywały się ku jego czci. 
     W kosmogonii orfickiej został utożsamiony z Zagreusem.
 
     Dionizos w sztuce przedstawiany jest jako młody mężczyzna, obwieszony bluszczem, winną latoroślą i kiściami jej owoców. Zwykle towarzyszy mu orszak flecistów i menad, odzianych w skóry jeleni, wymachujących tyrsami, oddających się bez opamiętania uciechom i tańcom…

     Mieszkańcy Lanii jako jedni z wielu posiedli wiedzę na temat produkcji boskiego trunku i upraw winorośli. Ponoć francuski król Henryk I wywiózł z tych okolic zdrowe sadzonki krzewów po tym jak te w Szampanii padły zarażone jakąś chorobą.
     Z winogron pochodzących z lokalnych upraw mieszkańcy produkują Zivaniję, Commandarię i Soutzoukos.

     We wsi panuje błoga cisza i spokój, ale kiedy pojawia się tam grupa turystów, wieś ożywa…
     Kiedy ja wkraczałam do tej oazy spokoju uliczki były wyludnione, być może ze względu na wczesną jeszcze porę dnia. Na początku drogi prowadzącej do centrum zauważyłam figę, gatunek wydający owoce dwa razy w roku, tak zwane figi letnie i figi jesienne. Nieco dalej wzdłuż kamiennego muru wznosiła się okazała stara fontanna, ujęcie wody pitnej. Idąc, zaglądałam w wąskie uliczki, niegdyś budowane na szerokość obładowanego na dwa boki osła. 

W drodze do wsi

Akacja, cypryjskie drzewo lenistwa według L. Durrella autora "Gorzkich cytryn"

Figa

Zabytkowe już ujęcie wody we wsi

O tej wczesnej jeszcze porze dnia mieszkańców zaledwie trzech...

Wąskie na szerokość objuczonego osła uliczki Lanii

Po takich uliczkach żaden pojazd mechaniczny nie jeździ

Kwiaty, ozdoby

Należy pamiętać, że to dopiero połowa kwietnia

Niska kamienna zabudowa

     Uwagę moją przyciągała historia miasta, pokazana poprzez zdjęcia rozwieszone na murach. Zatrzymałam się przy fotografii, prezentującej grupę Turko-Cypryjczyków, zatrudnionych przy budowie mostu w 1894 roku. Były to czasy, kiedy analfabetyzm był powszechnym zjawiskiem, a bieda na wyspie dokuczała nie jednemu…
     We wcześniejszych postach pisałam o wielkiej ilości kotów, które sprowadziła na wyspę święta Helena. Miały one polować na węże, od których roiło się na Cyprze. A skoro mieszkańcy mieli problem z tymi gadami, to zabezpieczając się przed ich ukąszeniem nosili długie skórzane buty, w rękach zaś dzierżyli laski, którymi uderzali rytmicznie o ziemię wychodząc na pola i do lasów. 
     Przyjrzałam się też drużynie piłkarskiej z 1934 roku, rozwojowi motoryzacji w pierwszej połowie dwudziestego wieku, uczniom ze szkół: tej sprzed drugiej wojny i tej powojennej…, zatrzymałam się na chwilę na placu, słynącym z cienia dwóch platanów pod którymi stały prostokątne stoły przykryte kraciastymi obrusami, po czym weszłam do muzealnego pomieszczenia, w którym wzrok mój padł na gliniane pitosy, służące do przechowywania wina.
     Jak się później okazało w takim pitosie dochodzącym nieraz do dwumetrowej wysokości, często wkopywanym w ziemię, ze względu na utrzymanie odpowiedniej temperatury, kąpano kobiety zaraz po porodzie, a właściwie zanurzano je w gorącej wodzie z mieszanką ziół. Po takiej oczyszczającej parówce, mocno osłabioną niewiastę kładziono do łóżka, ale nie po to żeby sobie odpoczęła, nie! Zaraz po takim obrządku miała wstać i iść do pracy, nikt się nad nią nie rozczulał i nie pomagał jej w codziennym trudzie i znoju…
 
Turko-Cypryjczycy zatrudnieni przez Anglików do budowy mostu - zdjęcie z 1894 roku

Historia Lanii opowiedziana poprzez zawieszone we wsi zdjęcia - tutaj koło starej fontanny

Mieszkaniec wsi

Szkoła w Lanii

Szkoła w Lanii

Mieszkańcy wsi

Święta w Lanii

Drużyna piłkarska

Środki lokomocji

Pitosy wykonywano na miejscu

Przechowywano w nich nie tylko wino

     Zanim dotarłam do muzeum, w którym pokazano jak tłoczono olej, zatrzymałam się przed jakąś kawiarnią - ponoć oazą mężczyzn, na zacienionym placu, na którym stały niewielkie stoły i pomalowane na niebiesko krzesła. Na ścianie budynku wisiała słynna neolityczna figurka, wreszcie w dużym wyraźnym wymiarze…
     Ponoć tłocznię odnowił i sponsoruje wieś niejaki Lanitis, najbogatszy mieszkaniec wsi, ale na stałe nie mieszkający tam. Dba on o to, żeby przyciągnąć do Lanii jak najwięcej turystów i w ten sposób wzmocnić budżet swoich ziomków.
     A skoro jestem przy tłoczni, to powiem, że oliwę z pierwszego tłoczenia wlewano do butelek i niesiono do kościoła, zaś z drugiego przeznaczano na potrzeby własne.
 
Kościół w Lanii

Kościół otwarty jest w niedzielę w godzinach 11:00 -16:00

W drodze do muzeum

Obeszłam dookoła ten kościół

Wejście do muzeum

Dawne urządzenia tłoczni

Tłoczono i olej i soki

Na słynnym placu pod platanami

Z kory platanów pozyskuje się bursztynowego koloru barwnik

Ponoć męska oaza spokoju - robię notatki

     Jest około trzydziestu pięciu gatunków drzewa oliwnego. Na Cyprze występuje gatunek z gorzkimi owocami olea europaea. Należy pamiętać, że czarne i zielone oliwki pochodzą z tego samego drzewa. Te pierwsze są dojrzałe, te drugie zbiera się wcześniej. 
      Elia (ελιά) - drzewo oliwne, jako materiał jest bardzo trwałe, służy do wyrobu naczyń, z niego najprawdopodobniej wykonana została maczuga Herkulesa i posąg Ateny…
     W Niedzielę Palmową Cypryjczycy zamiast liści palmowych przynoszą do kościołów gałązki oliwne. Podczas kiedy kapłan śpiewa, podrzucają je do góry, po czym zostawiają je w cerkwiach na pięćdziesiąt dni. Poświęcone zabierają do domów i każdego wieczoru
kładąc na węgielki zapalają kadzidełka. Okadzają wszystkie pomieszczenia w domach, a także głowy jego mieszkańców.
     W aptekach cypryjskich można kupić kapsułki zawierające sproszkowane liście oliwne. Służą jako lekarstwo, zwalczają gronkowca złocistego, obniżają poziom cholesterolu…
     Innym cennym drzewem na Cyprze, które rośnie także w innych krajach regionu śródziemnomorskiego jest drzewo karobowe inaczej szarańczyn strąkowy, czy też po prostu karob. Karob podobnie jak i oliwka znane i uprawiane było już przez pierwszych osadników osiem tysięcy lat temu. Niegdyś ludzie miażdżyli jego strąki i karmili nimi zwierzęta. 
     Syn marnotrawny straciwszy majątek, cierpiał głód i niedostatek. Według ewangelii Łukasza 15,15-15:
Poszedł więc na służbę do jednego z obywateli tego kraju, a ten go posłał do swojej posiadłości, aby pasł świnie. Tam pragnął najeść się chociaż strąkami, które żarły świnie; ale nikt mu nie dawał.
      Chodzi tutaj o strąki z drzewa karobowego.
      Natomiast ewangelia według Mateusza wspomina o innym jeszcze wydarzeniu, związanym działalnością Jana Chrzciciela. Fragment 3,4 mówi:
A Jan miał odzienie z sierści wielbłądziej i skórzany pas na biodrach. Pokarmem jego była szarańcza i miód leśny.
     
W tym wypadku chodzi także o karob, którego strąki przypominają owada szarańczy, a drzewo z dojrzałymi długimi owocami wyglada tak jakby napadła na nie chmara tych pustoszących wszystko owadów. Zapewne od tych szkodników pochodzi nazwa drzewa jak i jego strąków zwanych od świętego Jana chlebem świętojańskim.
      Po raz pierwszy ujrzałam karob na Sycylii, później w Grecji. 
      Niegdyś jego nasiona ze względu na jednolity rozmiar i stałą wagę około dwóch gramów służyły jako precyzyjna jednostka masy, ważono nimi cenne kamienie i złoto. Dziś tej jednostki masy pochodzącej od greckiego słowa κεράτιον - owoc karoby używa się w jubilerstwie jako karat.
 
Karob z mocno już dojrzałymi strąkami - Grecja wrzesień

Cypr, Płw Akamas - Petros zatrzymał się specjalnie, żebym mogła sfotografować karob - kwiecień

      Zapas pożywnych strąków na wypadek głodu zabierał ze sobą Aleksander Macedoński. Posiadają one aż do siedemdziesięciu procent węglowodanów, głównie cukrów, dojrzałe owoce zawierają tylko piętnaście procent wody, około sześciu procent białka, żelazo i wiele innych składników odżywczych. Dopiero po przeżuciu twardych strąków czuć ich przyjemny, słodki smak..
     Wenecjanie nazywali strąki czarnym złotem Cypru. 
     Podczas drugiej wojny włókien szarańczynu używano do produkcji spadochronów, a także klisz filmowych. 
     Dzisiaj z suszonych sproszkowanych nasion przypominających w smaku kakao robi się czekoladę, mączki używa się do produkcji lodów, dodaje do witamin… 
     Popularne są bardzo syropy, jako dodatki do serników, naleśników, jogurtu, do podprażanych orzeszków zmieszanych z miodem, naciera się też nim delikatnie schab, dodaje do herbaty… Kupiłam dwie buteleczki syropu, w cenie trzy euro każda. Polecam, jest wyśmienity!
 
Już prawie pusta butelka

     Lania to nie tylko wieś rolników. Mieszkają tu także artyści. W swoich domach urządzili małe galerie, w których można kupić ich prace. Weszłam do studia Pata Thomsona, który maluje farbami wodnymi i wybrałam dwie kopie akwarel, bo na oryginały niestety nie było mnie stać. Na pamiątkę zrobiłam sobie zdjęcie z autorem wybranych prac, przed galerią, pod krzakiem obsypanym niebieskim kwieciem ...
 
Przed galerią Pata Thomsona

Z Patem Thomsonem

Akwarela Pata Thomsona - wieś Kakopetria

Obecne wszędzie gliniane pitosy - akwarela Pata Thomsona

     Po wiejskich klimatach jechałam na Olimp, którego sam szczyt nie jest dostępny dla turystów, ze względu na bazujących tam Anglików. Szczęście mi tam jednak nie dopisało, bo niechcący przy zmianie karty pamięci w moim aparacie fotograficznym skasowałam większość zdjęć zrobionych na tym niespełna dwutysięczniku. Na dodatek niesłychana ilość zakrętów w Górach Troodos wywołała we mnie jakąś dziwną niemoc. Nigdy nie czułam się tak źle jak tam podczas wjazdów i zjazdów. Tę paskudną przypadłość rekompensowały niesamowite widoki, ale o nich opowiem w następnym poście mojej podróży po Cyprze...

Droga na Olimp

Jestem w niewielkiej odległości od szczytu góry Olimp - 1951 m

Ta ledwo widoczna biała kula to szczyt Olimpu i brytyjska instalacja wojskowa

Ogromne wrażenie sprawiały te pokręcone sosny pod szczytem góry

Lania, 12 kwietnia 2013 roku