wtorek, 8 stycznia 2013

Meksyk - historia słowem pisana i pędzlem malowana

    Historię można zapisać słowem i można ją namalować.
    To jak będzie napisana i jak będzie namalowana w dużej mierze zależy od twórcy słowa i obrazu…



    Obraz do mojego wybranego fragmentu historii Meksyku zaczerpnęłam od Diego Rivery, a słowo od Bernala Diaza del Castillo i Jana Gacia - współczesnego historyka, podróżnika, fotografa, autora wielu książek.
    Bernal Diaz del Castillo urodził się w Hiszpanii w rodzinie szlacheckiej, a jako, że był drugim, młodszym synem, Francisca Diaza del Castillo pozbawiono go prawa do majątku. Bernal, obdarzony żyłką podróżnika wyruszył w świat. Podczas konkwisty, jako żołnierz stanął przy Hernánie Cortésie. Ostatnią jego wyprawą u boku hiszpańskiego konkwistadora, była wyprawa na Honduras, z której powrócił do Meksyku zrujnowany zarówno pod względem materialnym jak i fizycznym. Stan taki nie trwał długo. Bernal Diaz ożenił się z majętną Teresą Becerrą, a odwiedziwszy Hiszpanię w 1539 roku upomniał się o majątek za zasługi i udział w kolonizacji Nowego Świata. Późnej starości dożył na Dominikanie w Santiago de los Caballeros, gdzie przeprowadził się z żoną Teresą, hodując pomarańcze i spisując swoje wspomnienia.
    Jego oryginalne dzieło liczyło cztery tomy i stało się sławne zanim je wydrukowano. Manuskrypt odnaleziony w prywatnej bibliotece wydano drukiem prawie pięćdziesiąt lat po śmierci Bernala Diaza. Obszerne fragmenty dzieła przełożyła na język polski Anna Ludwika Czerny pod tytułem Pamiętnik żołnierza Korteza, czyli Prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii.
    Dzieło to jest niezwykle cennym źródłem historycznym, opisującym czyny Cortésa. Autor podaje dokładne liczby, takie jak liczba żołnierzy, dotkliwość ran, maści, imiona i charaktery koni, trudne indiańskie nazwy, niezwykłe zjawiska przyrody, stany pogody, samopoczucie i nastrój żołnierzy we wszystkich okresach wyprawy…

    Dzisiaj, tuż obok katedry, w samym centrum starówki, na Zócalo widnieje rozległa odkrywka archeologiczna, dowód głównej świętości Azteków, najprawdopodobniej jednej z dwudziestu pięciu piramid zwieńczonej dwoma świątyniami, poświęconymi bóstwu wojny i słońca, Huitzilopochtli i bóstwu deszczu i płodności, Tlalokowi, wchodzącej w skład centrum sakralno-ceremonialnego Tenochtitlanu, które większych budowli w sumie posiadało około osiemdziesięciu.


Zócalo. Między handlarzami a katedrą makieta Tenochtitlanu na jeziorze Texcoco

Fragment Tenochtitlanu - miasta Azteków

Odkrywka archeologiczna - przyziemia gigantycznej piramidy Templo Mayor

    Kiedy Bernal Diaz del Castillo, schodził na równinę Meksyku z przełęczy między dwoma wulkanami Popo (Popocatépetl) i Itzta (Iztaccíhuatl)  
z jego ust wypłynęły słowa zachwytu, godne wielkiego pisarza:
Kiedy ujrzeliśmy tyle miast i wiosek pobudowanych na wodzie (…) wpadliśmy w zdumienie. Oświadczyliśmy, że wydaje się to być krajobrazem, o jakim opowiadają księgi Amadisa. Tyle tam było wież i świątyń, i budowli wznoszących się wprost z wody, a wszystkie murowane z kamienia, że niektórzy żołnierze nas pytali, czy to, co widzimy, nie jest snem. Widzieliśmy bowiem rzeczy, jakich nigdy nie widziano ani o jakich nie słyszano!
    A na widok zwiedzanego po wejściu do miasta Meksyku placu w Tlatelolco u stóp tamtejszej Wielkiej Świątyni wyraził się tymi oto słowami:
Byli między nami żołnierze, którzy znali rozmaite strony świata, bywali w Konstantynopolu, i w całej Italii, i w Rzymie, otóż mówili oni, że takiego placu, tak pięknie rozplanowanego, tak wielkiego, w takim porządku i tak pełnego ludzi nie widzieli jeszcze.
    Później dodał z nostalgią:
Dzisiaj wszystkie te cuda są zburzone, stracone i nic z nich nie zostało!


Muzeum Antropologiczne w Meksyku - rynek w Tlatelolco

Muzeum Antropologiczne w Meksyku - rynek w Tlatelolco

Muzeum Antropologiczne w Meksyku - rynek w Tlatelolco

Muzeum Antropologiczne w Meksyku - rynek w Tlatelolco

Muzeum Antropologiczne w Meksyku - rynek w Tlatelolco

Tlatelolco - bliźniacze miasto Tenochtitlanu, najważniejsze centrum handlowe Mezoameryki

    Czy Hiszpanie musieli zniszczyć Tenochtitlan? Odmienności religijne w renesansowej Europie niekoniecznie musiały dawać powodu do niszczenia miejsc kultu innowierców. Ale w tym wypadku chodziło o coś więcej. Po raz pierwszy Europejczycy spotkali się z tak okrutną wersją religii. Gdy czyta się ówczesne kroniki, jak chociażby tę Bernala Diaza del Castillo, wyczuwa się w ich treści przerażanie, wewnętrzny bunt, protest, obrzydzenie, jakiego doznawali konkwistadorzy na widok ofiar z ludzi masowo składanych pogańskim bóstwom. Szok to słowo zbyt słabe na wyrażenie wewnętrznych doznań żołnierzy. Odnotowano, że w okresie panowania ośmiu władców, od 1486 do 1502 roku, życie straciło osiemdziesiąt tysięcy jeńców. Sami Hiszpanie po wejściu do miasta doliczyli się stu trzydziestu tysięcy czaszek ludzkich, z których część nadziana była jeszcze na żerdzie, a inne były już z drągów zdjęte i starannie ułożone w odpowiednich pomieszczeniach.
    W muzeum na zamku Chapultepec wystawiono do oglądania czternaście czaszek z dużymi otworami w skroniach, ślad po nasadzeniu ich na żerdzie. Należały one do Hiszpanów, siedmiu mężczyzn i siedem kobiet, pochwyconych w 1520 roku podczas wycofywania się niedobitków armii Cortésa z Tenochtitlanu po noche triste i złożeniu na ofiarę Quetzalcoatlowi – Upierzonemu Wężowi…

Muzeum Antropologiczne - kamień ołtarza rytualnego, kamień Tizoca

    Składanie Indian w ofierze bóstwom pogańskim poczytywane było za zbrodnię, co  współczesnych także przyprawia o dreszcze. Ale czy na przestrzeni wieków praktyki Azteków były odosobnione? Znamy z historii wiele przypadków ludobójstwa, których nie sposób nawet wymienić! Przypomnę jedynie nie tak odległe nam czasy rosyjskich gułagów i tworzonych przez Niemców obozów zagłady, gdzie w równie okrutny sposób dokonywano eksterminacji jeńców i przeprowadzano różnego rodzaju eksperymenty… Czyż nie są to zatrważające liczby wiążące się z prowadzeniem nowego porządku?

    Cortés próbował przekonać Montezumę do zaniechania krwawych obrządków, rozcinania nożami z obsydianu piersi jeńców i wyrywania jeszcze gorących serc i składania w ofierze bóstwom, a później zrzucania ich ciał w dół, obcinania ramion i nóg, ściągania skóry z głowy i jej wyprawiania z zachowaniem brody i włosów, aby móc je użyć w czasie świątecznych orgii…
    Pod wpływem usilnych próśb Montezuma zgodził się jedynie na wygospodarowanie niewielkiego pomieszczenia na szczycie Wielkiej Piramidy - Templo Mayor, z przeznaczeniem na chrześcijańską kaplicę, w której ustawiono ołtarz z krzyżem i zawieszono obraz Matki Boskiej. Pogańscy kapłani nie mogli się tam zbliżać, chyba że dla palenia kadzideł i ustawiania świec płonących dniem i nocą oraz ozdabiania ołtarza kwiatami – pisze Bernal Diaz del Castillo. Jeden ze starych żołnierzy Cortésa pełnił tam obowiązki strażnika i zakrystiana. Zdarzało się nawet, że w pomieszczeniu tym Hiszpanie odprawiali msze święte.

    Ale Montezumie nie udało się powstrzymać niezadowolenia w mieście. Pod koniec czerwca 1520 roku, kiedy Cortés wrócił ze zwycięskiej wyprawy przeciw Narvaezovi, całe miasto wystąpiło do walki z Hiszpanami, która trwała kilka dni. Zdeterminowani Mexikowie postanowili wybić wroga do nogi. Konkwistadorzy zaatakowali Wielką Świątynię przebijając się do niej stopień po stopniu. Walcząc zaciekle dopadli szczytu i podpalili dwa sanktuaria, Huitzilopochtli i Tlaloca. Obrazu Matki Boskiej nie znaleźli…

    Po zdobyciu Tenochtitlanu Cortés przejął królewską własność Montezumy. Na miejscu pałaców i ogrodów władcy Azteków, w sąsiedztwie Wielkiej Świątyni – Templo Mayor wzniósł rezydencję, nowy pałac, o trzy arkadowych kondygnacjach, na wzór toskański.
    W 1562 roku król Filip II kupił tę posiadłość od spadkobierców Cortésa, z przeznaczeniem na siedzibę wicekrólów. Od tej pory pałac stał się oficjalnym gmachem państwowym i w takim charakterze pozostał do dziś.
    Prezydent republiki meksykańskiej odwiedza Pałac Narodowy każdego roku, ażeby na pamiątkę rozpoczęcia zrywu niepodległościowego w 1810 roku, uderzyć w dzwon.


Po lewej długa kolejka do Pałacu Narodowego i katedra w tle na Zócalo

Pałac Narodowy w Meksyku - środkowa kondygnacja z freskami Diego Rivery

Wewnętrzny dziedziniec Pałacu Narodowego

Egzotyczna roślinność w ogrodzie pałacowym

Wspaniałe egzemplarze kaktusów

W podcieniach Pałacu Narodowego

    Dwa lata temu, czternastego listopada mogłam i ja zwiedzić ten zabytek, którego wnętrza wyposażono we wspaniałe dzieła sztuki, których niestety, stwierdzam z wielkim żalem, nie mogłam sfotografować.
    Aparat fotograficzny wyjęłam z mojego małego podróżnego plecaka dopiero na zewnątrz, bo oto moim oczom ukazały się słynne murale – freski Diego Rivery.
    Po raz pierwszy z tym nazwiskiem spotkałam się jedenaście lat temu, kiedy to na ekrany kin wszedł biograficzny film o meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo. Owocem uczuć obojga artystów był związek małżeński zawarty w 1929 roku. Małżeństwo Fridy i Diego było bardzo burzliwe. Oboje nieustępliwi, o porywczych charakterach często spierali się między sobą i godzili. Mimo licznych romansów obojga, przelotnych znajomości i rozwodu, para wróciła do siebie poprzez zawarcie drugiego małżeństwa. Jednak nieporozumienia sprawiały, że oboje mieszkali po sąsiedzku. 
    Po śmierci Fridy, Diego utrzymywał jej rodzinny Niebieski Dom, w którym dwa lata po jego śmierci utworzono Muzeum poświęcone Fridzie Kahlo. Podczas przebudowy domu w ściennej szafie znaleziono sto osiemdziesiąt strojów z regionu Oaxaca, jak również kolczyki od Picassa, szale, buty, biżuterię. Przedmioty te pokazano na wystawie zorganizowanej z okazji stulecia urodzin artystki.

    Pamiętam, że oglądając film, specjalnie nie zachwyciłam się postacią Diego Rivery, meksykańskiego działacza politycznego ruchu komunistycznego, malarza, grafika, architekta, współtwórcy narodowego programu sztuki meksykańskiej, nawiązującej do tradycji prekolumbijskich…
    Ale to, co zobaczyłam nad głównymi schodami i w północnym korytarzu na pierwszym piętrze Pałacu Narodowego wpłynęło na większe moje zainteresowanie tym artystą. Jego znajomość historii sięgająca czasów Montezumy i Cortésa, jego osobista wizja dziejów Meksyku przedstawiona obrazem zmusiła mnie do refleksji, do głębszej analizy porządku świata, niemalże sielankowego, sprzed przybycia białego człowieka, i sielankowej przyszłości opartej na poglądach niemieckiego filozofa, działacza rewolucyjnego Karola Marksa, który wprowadził lud robotników, chłopów i żołnierzy do Ziemi Obiecanej, jaką była Rosja radziecka.

    Kiedy Diego Rivera przystępował do pracy w Pałacu Narodowym miał czterdzieści trzy lata, kiedy ją kończył dochodził pięćdziesiątki. Był już wtedy po pobycie w Rosji radzieckiej, gdzie spędził kilka jesienno-zimowych miesięcy na zaproszenie Stalina, któremu zależało na propagandzie komunistycznej także i w Meksyku. Podczas tej wizyty, Stalin dobrze wykorzystał państwowych propagandystów i pokazał Riverze Rosję taką, jaką chciał mu pokazać. Diego Rivera wrócił z podróży zaczadzony komunizmem i sztuką proletariacką jako narzędziem zaangażowania się w zmianę świata, czyli wprowadzaniem kolejnego nowego porządku. Odtąd sztuka miała być czytelna dla mas, w większości analfabetów.
    Na szczęście tak pojmowana przez Riverę sztuka i misja malarza została nieco zachwiana w wyniku podróży do stanów Zjednoczonych na zaproszenie tamtejszych kapitalistów. I tak oto nieświadomy jeszcze wówczas najkrwawszej utopijnej w dziejach ludzkości, wizji radzieckiej, zderzył się pragmatyczną wizją amerykańską.

    Wchodząc po schodach obserwowałam gigantycznych rozmiarów fresk, malarską wizję starego i nowego. Stary ukształtowany od wieków porządek, może nie do końca doskonały, ale do zaakceptowania przez tubylców ten, co minął bezpowrotnie, zajmował dolne partie murów klatki schodowej, nowy zaś chaotyczny i brutalny wyrastający ze starego, charakteryzujący się krwawym wtargnięciem obcej cywilizacji rozciągał się w górnych partiach ścian…

    Na pierwszej ścianie, prostopadłej do pięciu niszy z kolejnymi freskami, Diego Rivera przedstawił La lucha de classes, zmiany zachodzące na świecie w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku, głównie w Europie, jak na przykład rodzący się faszyzm i wspaniałe nowe oblicze Rosji pod czerwonymi sztandarami z sierpem i młotem. Zmianom tym patronuje Frida i Krystyna Kahlo – nauczycielki marksizmu. Nad całością zaś czuwa Karol Marks z napisem wyrwanym z Kapitału: Cała historia ludzkich społeczeństw, aż do czasów obecnych, jest historią walki klas.
     Na przeciwległej ścianie, Diego namalował La leyenda de Quetzalcoatl

     
Pierwszy z lewej to La lucha de classes /Karol Marks w górze, Frida Kahlo na dole fresku/

W środku - inwazja francuska, z prawej La leyenda de Quetzalcoatl - Pierzastego Węża

    W pięciu niszach na wprost wchodzących wyrastają kolejne obrazy. Widzimy piętnowanie rozpalonym żelazem skrępowanego sznurami Indianina, przywiązaną do pala ofiarę inkwizycji, chrzest Indian i ich nawracanie, przymus pracy… 

    Środkowa scena prezentuje zryw Meksyku do niepodległości, z księdzem Miguelem Hidalgo, w otoczeniu zbuntowanych kapitanów armii wicekróla. Nie zabrakło tam drugiego bohatera buntu, księdza José Marii Morelosa z charakterystyczną, piracką opaską na skroniach i meksykańskiego cesarza Augustyna Iturbida, rozstrzelanego przez swoich jako jednego z pierwszych w długim scenariuszu wzajemnego mordowania się polityków, a także  dziewiętnastowiecznych socjalistów z hasłem na czerwonym sztandarze, ponad chorągwią z Matka Boską z Guadalupe...


Rewolucja Meksykańska - 1910 rok / Niepodległość Meksyku /  Prawa Reformy 1856-57.

Dolna część muralu - Konkwista Tenochtitlanu - 1521 rok

Trzy środkowe freski Diego Rivery

    Następna nisza to ludzie z połowy dziewiętnastego stulecia z indiańskim prezydentem Benito Juárezem i księdzem Miguelem Hidalgo – największym bohaterem narodowym Meksyku i wystrojonym we frak Zapotekiem z kartą o reformie - aktem oddzielenia Kościoła od państwa, co w praktyce skutkowało nie tylko odebraniem Kościołowi ziem i nieruchomości, ale i rozwiązaniem wielu zakonów i ograbieniem ich z ruchomej własności, przy tym z jakże zasobnych bibliotek, które bezpowrotnie przepadły. Nie brak tam i karykaturalnego przedstawienia ludzi Kościoła, nad wyraz otyłego franciszkanina i szyderczo spoglądającego biskupa...


Niepodległość Meksyku / Prawa Reformy 1856-57z  Benito Juarezem / Inwazja Stanów Zjednoczonych

Walka klas / Inwazja francuska / Rewolucja Meksykańska / Niepodległość Meksyku

    Kolejne pole w arkadzie poświęcone zostało rewolucji meksykańskiej z 1910 roku, zwolennikom reżimu Porfirio Diaza – człowieka obwieszonego medalami, którego symbolem władzy są szyby naftowe i nowa generacja ludzi pod przewodnictwem Francisco Madero, który obalił rządy poprzednika populistycznymi hasłami: Ziemi, Wolności i Chleba, wypisanymi na czerwonym transparencie. Rewolucja meksykańska a właściwie wojna domowa trwająca dziesięć lat pochłonęła blisko dwa miliony ofiar…

    Dwa skrajne pola w arkadach, Diego Rivera poświęcił amerykańskiej inwazji na Meksyk w 1847 roku, zakończonej zdobyciem przez generała Scotta stolicy i zamku Chapultepec. W wyniku sprowokowanej przez generała Santa Ana wojny z Ameryką, Meksyk utracił na rzecz Stanów Zjednoczonych połowę swojego terytorium, zamienionego na Kalifornię, Arizonę, Nowy Meksyk, Utah, Kolorado i Teksas.
    Druga interwencja w drugiej skrajnej niszy to tym razem interwencja francuska z lat 1862-1867. Osadzony przez cesarza Napoleona III na tronie Maksymilian Habsburg doprowadził do próby obalenia republiki na rzecz monarchii konstytucyjnej. Próba się jednak nie powiodła i cesarz Maksymilian na Wzgórzu Dzwonów w Queretaro został rozstrzelany wraz z dwoma generałami meksykańskimi…


Z przewodnikiem meksykańskim w północnym korytarzu Pałacu Narodowego

    Równie ciekawe są murale w korytarzu północnym, przedstawiające imperium Azteków, wielkie Tenochtitlan, wznoszące się na jeziorze Texcoco, a także majestatyczne wulkany IztaccíhuatlBiała albo Śpiąca Kobieta i Popocatépetl – Dymiąca Góra. Jest tam targ Tlatelolco z częścią kwiatową, warzywną, medyczną, mięsną, ceramiką na użytek domowy i religijny, tekstyliami i liśćmi palmy, a także częścią gdzie dokonywano wymiany towarów…


Po lewej władca Azteków Huey-Tlatoani i Tenochtitlan wznoszące się na jeziorze Texcoco

Mieszkańcy Tenochtitlanu


    Przedstawieni są tam Taraskowie, zwani także Indianami Purepecha, którzy zajmowali się uprawą bawełny, barwieniem tkanin, łowieniem ryb… Jest tam młoda kobieta rozmawiająca z astronomem oraz staruszka ucząca dwóch młodych Indian, techniki malowania kodeksów …

Civilizacion Taraska

    Diego Rivera pokazał także kulturę Zapoteków i Mistyków z Oaxaca, którzy posiedli sztukę układania piór i zajmowali się złotnictwem. Jest tam dwóch wojowników w strojnych pióropuszach i grupa Indian zbierająca złoto w rzece, pokazana jest obróbka metali ze szlachetnymi kamieniami…

Civilizacion Zapoteka

    Następny fresk, to kultura Totonaków, ludu prekolumbijskiego, zamieszkującego wschodnie wybrzeże i górzyste tereny Meksyku, a obecnie północną część stanów Veracruz i Puebla. Jest tu przywódca Azteków pobierający daninę – trybut od wodza Totonaków, który płaci kakaem, tabaką i regionalnymi owocami…


Civilizacion Totonaca - piramida z El Tajin z 365 wnękami

Wódz Azteków pobiera trybut od wodza Totonaków

    Kolejny mural to kultura Huasteków, ludu zajmującego się rolnictwem, a przede wszystkim uprawą kukurydzy, kawy, owoców. Widać pola uprawne i narzędzia rolnicze, różne dania z kukurydzy oraz boginię kukurydzy Teozintle i wulkan Citlaltepetl.


Cyvilizacion Huaxteca

    Diego Rivera pokazuje także owoc tropiku – kakao, który zbiera się w tradycyjny sposób, łuska się suszy na ziemi, następnie praży i rozciera… Choco-atl w języku nahuatl znaczy gorzka woda, którą nazywano również napojem bogów, a dziś jest powszechnie znana jako czekolada...

La planta del cacao - plantacja kakao


   Jest też roślina maguey, agawa, z której pobiera się ciecz i poddaje najpierw fermentacji, w wyniku której otrzymuje się napój alkoholowy zwany pulque, później destylacji, w wyniku której otrzymuje się tequilę. Z agawy sizalowej pozyskuje się włókna. Liście maguey moczy się i wyrabia z nich papier przeznaczony na kodeksy, na których spisywano historię ludów prekolumbijskich…

Drogocenna agawa el maguey
 
    Ostatni Mural, to przybycie Hernana Cortésa do Veracruz w 1519 roku. Zdeformowana postać to sam konkwistador, przedstawiony zgodnie z badaniami antropologicznymi przeprowadzonymi przez Diego Riverę. Są tu niewolnicy, zwierzęta domowe przywiezione przez Hiszpanów do Ameryki, Indianka z dzieckiem o niebieskich oczach, wskazujących na rasę metyską, kapitan płacący podatek tak zwanego piątego reala, naznaczenie Indian i przywóz murzynów do Ameryki…

El arribo de Hernan Cortes - 1519 rok


     Diego Rivera własny dom zbudował w dzielnicy San Angel, w sąsiedztwie Coyoacanu. Bywały okresy, że mieszkał tam razem z Fridą, której wygospodarował oddzielny apartament. Dla siebie zarezerwował większe pomieszczenia z powodu odwiedzających go licznie gości i z potrzeby na przestrzeń do zainstalowania swojej ogromnej kolekcji starożytnych zabytków sztuki indiańskiej. Obiektów tych zgromadził taką ilość, iż zamierzał wznieść własne muzeum. Na obrzeżach miasta kupił nieużytki z myślą o uprawie zdrowej żywności, a kiedy w latach czterdziestych ubiegłego wieku zdobył większe fundusze, zabrał się za budowę ogromnego budynku, wzorując się na architekturze świątyń Tolteków i Teotihuacanu. Trzykondygnacyjny gmach Anahuacalli z czarnego tufu wulkanicznego, zaprojektował sam i umieścił w nim kilka tysięcy najcenniejszych obiektów reprezentujących wszystkie najważniejsze kultury i cywilizacje starożytnego Meksyku.
    Jak widać był namiętnym kolekcjonerem sztuki prekolumbijskiej. W pięćdziesiątą rocznicę śmierci artysty, w dwa tysiące siódmym roku, zorganizowano w meksykańskiej stolicy klika ważnych wystaw. Najcenniejsze obiekty,  starannie wyizolowane z mnogości Anahuacalli pokazano w Muzeum Antropologicznym. Pozwoliło to skupić uwagę na artyzmie starożytnych mistrzów o wrażliwości nie ustępującej w niczym współczesnym twórcom. Wiele z tych obiektów posłużyło Riverze jako modele. Niektóre figurki obecne są we freskach na ścianach Pałacu Narodowego. Znajomość sztuki starożytnej i starożytnej historii inspirowała poczynania Diego Rivery jako malarza. W związku z tym zamiłowaniem jego malarstwo osadzone jest głęboko w przeszłości sprzed konkwisty.



    Pisząc ten post zastanawiałam się jak długo istota ludzka może przetrwać na Ziemi, z której człowiek na swoją zgubę czyni jedną globalną wioskę, a nadmiernie eksploatowana natura odgrywa swoje makabryczne przedstawienie. 
    Zachłanność, chęć posiadania w nadmiarze przez jednych, bieda i głód drugich, niesprawiedliwość społeczna nieuchronnie zmierzają ku zagładzie. 
    Które czasy były lepsze, czy te, w których jedne cywilizacje upadały ustępując miejsca następnym, zdrowszym i bardziej nowoczesnym, czy te obecne, z nierównomiernym rozmieszczeniem ludności, zbyt szybko rosnącą populacją i złym gospodarowaniem zasobami? 
    Czy Ziemia będzie w stanie wykarmić swoich mieszkańców, czy na wyjałowionych obszarach człowiek ponownie będzie mógł siać i zbierać plon? Kto ma prawo żyć, a kogo zabiją przedwcześnie rządzące elity?
    Polityka prorodzinna czy pronatalistyczna to jedna wielka bzdura, uśpienie czujności obywateli, nękanie podatkami, wysokie kredyty, których często pozbawiani pracy ludzie nie są w stanie spłacić, a ich długi wzbogacają nieliczną grupę i tak już nieprzyzwoicie bogatych oligarchów…
    Niccolò Machiavelli formułując tezę, iż w działaniu cel uświęca środki, nie przypuszczał, jak wiele nadużyć i podłości zostanie usprawiedliwionych nadrzędnym dobrem celu, który wytyczy sobie jakiś człowiek. Rozumiejąc państwo jako twór złożony z władcy i podporządkowanych mu jednostek, mało interesował się społeczeństwem. Jego absolutne nowatorstwo polegało na tym, że traktował państwo jako twór całkowicie ludzki, bez pierwiastka boskiego, do którego przydatna była według niego wiedza psychologiczna. Polityka w jego mniemaniu nie obejmowała już wychowania, realizacji ideałów czy moralności…
    Ech…, książka Zwierzęce instynkty autorstwa dwóch wybitnych amerykańskich ekonomistów, w tym laureata Nagrody Nobla, stała się pretekstem do dyskusji na temat sił rządzących globalną gospodarką. Tezy przedstawione przez autorów głęboko wnikają w teorię ekonomii i istotę natury ludzkiej… 
    Moim zdaniem przetrwanie gatunku ludzkiego możliwe jest jedynie poprzez kolonizację innej planety! Zglobalizowana Ziemia nie zaspokoi zwierzęcych instynktów człowieka!

    Potwierdzenia słów, mamy tutaj niezły Meksyk nie musiałam szukać. Kraj rządzi się swoimi pisanymi i niepisanymi prawami. Na potwierdzenie tego pokażę kilka zdjęć z nieplanowanej parady w stolicy Meksyku, która miała miejsce na długo przed wschodem słońca. Turysta musi wiedzieć, że niczego nie może sobie tutaj zaplanować, bo w każdej chwili jego plany mogą lec w gruzach, w każdej chwili ulice miasta mogą zostać zablokowane nieprzewidzianymi manifestacjami, zgromadzeniami, pochodami...  Podróżnik musi mieć zawsze duży zapas czasu i uzbroić się w nie lada cierpliwość, tak jak było to w moim przypadku, kiedy na lotnisko wyjechałam z bardzo dużym zapasem czasu i już w niewielkiej odległości od hotelu zapas ten wyczerpałam, czekając półtorej godziny w mroku w bocznej uliczce, na spontaniczną defiladę jakiś formacji konnych, pieszych i zmechanizowanych, wojskowych i innych być może cywilnych...













    Ech..., Meksyk!
    Meksyk, 14 - 20 listopada 2010 roku 
    cdn...
 

8 komentarzy:

  1. Witaj, Ewuniu :)

    Masz niewyobrażalne szczęście, że było Ci dane tam pojechać i na własne oczy ujrzeć bogactwo kultury meksykańskiej. Znam wiele anegdot i mitów, które można by tłumaczyć na różne sposoby, ale prawda jest nawet dużo piękniejsza i wciąż nie odkryta. Pamiętam, jak przy okazji śmierci N. Armstronga, pierwszego człowieka na Księżycu, dowiedziałam się także, że był on wielkim pasjonatem kultury azteckiej, dużo podróżował, na własną rękę, często z podobnymi do siebie zapaleńcami po regionie Środkowej i Południowej Ameryki. Idąc tropem mitów, legend etc, penetrował zapomniane czy też raczej wciąż nie odkryte przez świat jaskinie, w których Aztekowie mieli nie tyle gromadzić swe skarby, co raczej miały one dla nich być przejściem w Zaświaty. Aztekowie wierzyli, że przejście takowe znajduje się głęboko pod Ziemią. Któżby przypuszczał, że Neil da się uwieść takim opowieściom.... tymczasem najgłośniej o cudach w dżungli etc, prawią właśnie sympatycy teorii Danikena, czyżby Neil także był jej zwolennikiem? Ale mniejsza oto...
    Twoje zdjęcia powalają kolorami. Obrazy, które od razu przywiodły mi przed oczy wspomnienie filmu "Frida", wprost bajeczne i także i mnie szlag trafia, że Amerykanie nie poznali się na tego rodzaju sztuce. To żaden kicz, przynajmniej daleko mu do bzdet pokroju Puszki Campbella, A Warhol alias "Warchoła", jak ja Go nazywam, nie mam pojęcia, co w nim świat widzi. Toż to taka męska wersja Lady Gagi tyle że w malarstwie.
    No nic...

    Piękne zdjęcia, jak zawsze ciekawy opis i moc pozytywnych wibracji płynących z bogatych doświadczeń. Mam nadzieję, że zdrowiejemy, że apetyt na życie nie powraca a w prywatnym gniazdku, wszystko zaczyna powracać do harmonii, czego życzę z całego serca. :)))

    Trzymaj się, Słońce :) :**** (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz i informacja o Neilu Armstrongu skłoniły mnie jeszcze do napisania kilku ciekawych słów o Diego Riverze. Potraktuj ten wpis jako moją odpowiedź na komentarz. Zapraszam więc po raz kolejny do lektury fragmentu o Diego Riverze. Myślę, że powinnam była od razu napisać o jego pasji...

      Jak zwykle całuski przesyłam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Kolorowo,historycznie,artystycznie.Dziekuje.To jest naprawde blogoslawienstwo,ze mozemy poznac to co nas interesuje w sposob jaki nas interesuje.Ja, aktualnie, jestem w procesie poznawania kultury i natury narodu Meksyku przez poznanie wspolczesnych obywateli tego kraju. Bardzo to jest interesujace.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Poprzez "poznawanie kultury i natury narodu Meksyku" rozumiem, że obecnie tam przebywasz?
      Niewątpliwie jest to kraj kontrastów pod każdym względem...

      Mnie jednak najbardziej podobał się dwudniowy wypoczynek w Acapulco, z dala od wszelkich problemów... To była odrobina mojego luksusu, którego człowiekowi czasami potrzeba, żeby odreagować całe to zło, które nas otacza...
      Ściskam serdecznie :)

      Usuń
  2. Meksyk - to moje nierealne marzenie, ale dzięki Tobie mogę zwiedzić kawałek świata. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko przed wyjazdem do Meksyku, moja była uczennica napisała do mnie ze Stanów Zjednoczonych, że jej wielkim marzeniem jest wyjazd do Meksyku. Pomyślałam wtedy, że mnie jednak nie stać na taką podróż i marzyć o niej nie będę. Nawet nie przypuszczałam, że kilka miesięcy później dzięki mojej przyjaciółce pojadę do Meksyku i na Kubę.
      Szczerze mówiąc bardziej podobała mi wyspa, jej plaże zawsze ciepłe z białym jak śnieg piaskiem, taki rajski obrazek z katalogów biur podróży...
      Nierealne w każdej chwili może stać się realne! Czego Ci z całego serca życzę :)

      Usuń
  3. Fajny reportaż. A co do Rivery, to był to zagorzały komunista o odchyleniach trockistowskich. Najpierw hołubiony przez samego Stalina, był nawet na trybunie mauzoleum Lenina podczas obchodów 10 rocznicy Rewolucji w Moskwie w 1927 roku,a więc był VIP-em albo inaczej nazywanym "pożytecznym idiotą"; podobno został zwerbowany przez CzeKa (protoplastę NKWD), później był wykorzystany do zgładzenia Trockiego. Bo to on namówił Fridę Khalo do przechowania u siebie głównego wroga Stalina, zaraz po uzyskaniu przez niego, od rządu Meksyku, azylu politycznego. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze, że w ZSRR zaaplikowano mu bombę kobaltową, która miała zapobiec postępującemu rakowi, zdiagnozowanemu jeszcze w Meksyku. Niestety rak rozprzestrzeniał się, a kiedy Diego wrócił do kraju, pewnego dnia wkroczył do Hotelu del Prado i własnoręcznie namalował na fresku "Sen w niedzielne popołudnie w Parku Alamada" napis: "Dios no exsiste, Bóg nie istnieje". Dwa dni później zwołał konferencję prasową i oznajmił publicznie: "Jestem katolikiem". Następnego dnia w prasie znaleziono oświadczenie następującej treści: "Wyznaję Dziewicę z Guadalupe. Była sztandarem Zapaty, jest symbolem mojego kraju. Jest moim pragnieniem zadośćuczynienia moim ziomkom, meksykańskim katolikom, którzy stanowią 96 procent ludności kraju"
      Zmarł w swojej pracowni, odwiedziwszy uprzednio dom w Guanajuato, w którym przyszedł na świat. Ponoć długo patrzył z ulicy w jego okna i płakał.
      Tak jak pisałam, życzenia zmieszania jego prochów z prochami Fridy Kahlo nie spełniono. Pochowano go w Panteonie Dolores na jednym z największych cmentarzy Meksyku, położonym na zachód od miasta na terenie Chapultepec Park...

      Pozdrawiam ciepło:)))*

      Usuń