poniedziałek, 17 lipca 2017

Wokół domu na Psiej Górce - coś dla miłośników Supraśla



   Skąd się wzięła nazwa wzgórza, tego nie wiem. Najwięcej informacji na temat Psiej albo raczej Psiaczej Górki, znalazłam w publikacji z 2002 roku Spacerkiem po Supraślu Wojciecha Załęskiego.
    Na Psią Górkę można dotrzeć między innymi drogą gruntową zwaną szumnie ulicą Kodeksu Supraskiego, przed zmianą nazwy, ulicą Cegielnianą. Wiedzie ona od stadniny, znajdującej się po przeciwnej stronie szosy do Krynek aż do Ośrodka Wczasowego Puszcza - obiektu policyjnego, mienia powojskowego, dzisiaj zamkniętego na cztery spusty.

    W czasach stanu wojennego - pisze Wojciech Załęski - wypoczywali tam chłopcy z ZOMO znużeni zmaganiami z demokracją, dlatego supraślanie nazywali tę drogę Zomostasse. A ze względu na często spotykających się w ośrodku specjalistów od ględzenia o ekologii nazywana jest drogą ekologiczną, jako że można na niej nogi połamać.

   
Zanim się tu wprowadziłam złamałam rękę przed domem, w którym wkrótce miałam zamieszkać. Kiedyś była tu glina, dzisiaj zaś gruzowisko zasypywane piachem, który wciąż spływa ze wzgórza odsłaniając kawałki prętów zbrojeniowych, drutów, gwoździ i innych śmieci, nawiezionych przez supraską gospodarkę komunalną. Wczoraj jechało tędy dwóch mężczyzn
na rowerach, zapewne turystów nieznających się na ekologii, byłam na podwórku, kiedy usłyszałam, ostre hamowanie przed kamienistym rowem wyżłobionym kaskadowo przez wodę w poprzek ulicy i okrzyk przerażenia - O! Człowieku!
     Bieżące utrzymanie dróg, dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców to nie temat dla radnych, każdy z nich ma przed swoim domem porządną nawierzchnię z chodnikami i nie musi się martwić czy kolejne opady deszczu nie naniosą mu przed bramę kamieni, pokruszonego betonu, zwałów piachu i pogłębią dziury. Nic się nie zmieniło, a wręcz pogorszyło od czasów, kiedy o tej ulicy pisałam i pokazałam ją na zdjęciach tutaj tutaj i tutaj

   
Na pierwszej krzyżówce dróg gruntowych Kodeksu Supraskiego i bp Jaworowskiego stał bazyliański zajazd i gdybyś Gościniec Tatarski, zwany tak przez starszych mieszkańców Supraśla, przemierzał przed stu laty, nogi by ci grzęzły w sypkim, kopnym, prawie białym piachu. Pokonywałbyś trawersy stromych wzniesień i bagniste imszary. Mijałyby cię bałagoły - wyładowane towarem wozy o wysokich kołach, z płóciennymi budami zaprzężone w siwe woły. Słyszałbyś krzyki poganiaczy śpieszących przed zmierzchem do karczmy lub zajazdu, jako że na drogach nie było zbyt bezpiecznie. Taka osiemnastowieczna, modrzewiowa, przejezdna karczma, środkiem której przebiegał gościniec, stała na supraskiej Psiej Górce. Na noc zamykano wrota i ruch na trakcie zamierał. Kto chciał jechać dalej musiał się opłacić. Ale niewielu było chętnych do jazdy nocą przez puszczę, chyba że towarzyszył mu poczet zbrojnych - pisze dalej Wojciech Załęski.
    Karczma straciła na znaczeniu, gdy nowy właściciel supraskich dóbr, baron Wilhelm Zachert zmienił trasę gościńca. Rozebrano ją na opał w pierwszych latach budowy socjalizmu.
    Ze wzgórza spójrzmy w stronę klasztoru. Wypełnijmy tę przestrzeń barwnym tłumem. Jeszcze przed wojną odbywały się tu odpusty i targi. Tu zatrzymywali się pielgrzymi dążący do Cudownej Supraskiej Madonny. Od bramy klasztoru do karczmy, na tych polach, popasały oddziały wojska rozmaitych nacji i formacji. Tędy ciągnęły na sejmy, wojny, koronacje i uroczystości państwowe magnackie poczty.
    W kolejnej swojej publikacji z 2012 roku Supraska Madonna Wojciech Załęski pisze: Każdy, ktokolwiek stanie na Psiej Górce, albo na najwyższej Szuchniczej górze, wodząc powili spojrzeniem wokoło, zobaczy ciemniejący po widnokrąg przestwór lasu. I każdemu, kto raz w życiu widział morze, niewątpliwie z morzem ten pejzaż się skojarzy.
    Taki to zapewne widok ukazał się oczom pobożnych zakonników, którzy około 1500 roku przybyli tu aby założyć swoją siedzibę, w imię idei przyświecającej zwolennikom unii florenckiej - jeden Bóg, jedna owczarnia.

   
Dzisiaj na polach Psiej Górki porastających zielenią, trawami, kępami ziół i polnych kwiatów, krzakami i drzewami, okoliczni mieszkańcy wydeptali ścieżki, a koła samochodów poprzecinały przestrzeń traktami - piaszczystymi i zielonymi mniej uczęszczanymi. Oaza zieleni cieszy oko, szczególnie latem, kiedy jego zapachy mieszają się w powietrzu. Znalazłam tutaj niewielkie poletko miododajnej rośliny zwanej przegorzanem.
Jej łacińska nazwa echinus pochodzi od jeża, do którego porównywano oryginalny kształt kwiatów. Wcześniej nie widziałam jej na tych terenach.
                                          (…)
                                         Pełno tu zapachu
                                         Pełno słodkiej ciszy,
                                         Lekko, błogo tutaj
                                         Serce moje dyszy

                                                        /Maria Konopnicka/

   
Moje serce także dyszy, a oczy błyszczą, kiedy patrzę na przyrodę wokoło domu usytuowanego niefortunnie na zboczu Psiej Górki. Kto by przypuszczał, że wszystkie sąsiednie ulice ubrane zostaną w asfaltowe nawierzchnie, z których po pochyłości Kodeksu Supraskiego spływać będzie woda fundując jej mieszkańcom iście górski fragment krajobrazu.


    Wokół pierwszego skrzyżowania dróg od szosy wiodącej do Krynek. Ulica Kodeksu Supraskiego - dawna Cegielniana, ulica bp Jaworowskiego (nie ma na zdjęciach) i droga polna wiodąca do zabudowań przy ulicy Aleksandra Chodkiewicza i Walerego Wróblewskiego.











   Pachnące ziołami pola na Szuchniczej Górze, widok na klasztor i część zabudowań Hotelu Supraśl 

















    Droga do gospodarstwa pana Baranowskiego, jego pole, widok na dolinę rzeki Supraśl.

    Senior pan Baranowski, pod koniec swojego życia zajmował się pszczelarstwem i swoje pola o ile dobrze liczę, obsiewał przez trzy lata miododajną facelią błękitną. Zachwycałam się nieustannie tym błękitno-fioletowym oceanem, spacerując tamtędy niemalże codzienne. Pamiętam zdenerwowanie gospodarza, kiedy przy miododajnym polu, swoje ule, oczywiście bez pytania i jakiegokolwiek pozwolenia ustawił pewien mieszkaniec Supraśla i bezkarnie korzystał z ciężkiej pracy rąk mojego sąsiada, który pisał skargi do burmistrza na nieuczciwego kolegę po fachu.
A kiedy urząd nie reagował, pan Baranowski zaniechał obsiewania pola facelią. Po jakimś czasie z braku pożytku, złośliwe, żądlące pszczoły, takie jak i niesympatyczny ich właściciel, zostały wywiezione.
    Dzisiaj pole leży odłogiem i póki co zadomowiły się na nim zioła i kwiaty polne. Dominuje przymiotno białe, znane także pod nazwą zimotrwału zwyczajnego. Niegdyś błękitno-fioletowy ocean zmienił barwę na białą. 
































Supraśl, 14 lipca 2017

1 komentarz:

  1. Dołączam do miłośników Supraśla :)

    Oczy się cieszą, i serce, że takie bujne łąki wciąż jeszcze żyją
    i mają się dobrze. Oby wiecznie!

    Ewo, ściskam Cię mocno z moich łąk kantabryjskich.
    A gdy skończy się lato, te zapachy wonne, kwieciste, dzikie, łąkowe,
    zachowamy w sobie na długie jesienno - zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń