środa, 6 czerwca 2012

Błyskawiczna decyzja... i poranek w Peraście


    PERAST
    Prawie codziennie zaglądam do ofert biur podróży, w nadziei, że znajdę coś odpowiedniego na moją kieszeń. Szukam tak zwanych wycieczek objazdowych z atrakcyjnym programem zwiedzania.
    Tym razem padło na Dalmację – historyczną krainę obejmującą wschodnie wybrzeże Adriatyku, Jeziora Plitwickie, Medziugorie i Mostar.
    Na stronę z wybraną przeze mnie ofertą zajrzałam we środę, 23 maja, około godziny 12:00. Szybki telefon do męża, a w słuchawce oczywiście głos niezadowolenia: Rób, co chcesz. Nie lubię, kiedy tak do mnie mówi, więc się rozłączyłam, przeczekałam kilka minut i zadzwoniłam raz jeszcze. Tym razem głos był przyjaźniejszy: No dobrze, dokąd tym razem…
    Około 12:30 miły głos pana Tomka z biura podróży oznajmił, że pomyślnie dokonałam przelewu pieniędzy i zostałam wpisana na listę uczestników wycieczki, mogę się pakować, a on sam życzy mi dobrej podróży …
    Jeszcze tego samego dnia o godzinie 23:30 wyruszyłam z Białegostoku do Warszawy na lotnisko Okęcie autobusem regularnych linii Podlasie – Express, a nazajutrz około godziny piątej rano czarterowy samolot linii Enter Air wylądował w Dubrowniku, na niewielkim lotnisku rozciągającym się wąskim pasem pomiędzy górami z jednej i morzem z drugiej strony…

Czarterowy samolot linii Enter Air wylądował na lotnisku w Dubrowniku

     Moja grupa liczyła czterdzieści cztery osoby. Pani Lidia Pac-Pomarnacka – pilotka wyprawy przydzieliła mi miejsce w autokarze w trzecim rzędzie od strony kierowcy. Usiadłam obok nieco starszej ode mnie kobiety i natychmiast stwierdziłam, że moja towarzyszka jest przesympatyczną osóbką.
- Ewa - wypowiedziałam głośno swoje imię.
- A ja Basia – usłyszałam w odpowiedzi.
    Rozejrzałam się dookoła. W autobusie, jak zwykle, przewagę stanowiły kobiety, wszystkie radosne, z oczami szeroko otwartymi, żądnymi wrażeń dokładnie takich, jakich natychmiast po wyjeździe z lotniska zafundowała nam olśniewająco piękna przyroda. I jeżeli piszę, że olśniewająca, to nie ma w tym ani krzty przesady. Zastanawiałam się, dlaczego wcześniej mnie tu nie było, co było powodem odkładania mojego wyjazdu do tak niezwykłej, fantastycznej krainy – cudnego zapiecka Pana Boga, która to jeszcze nie tak dawno, jak zwykle przez głupotę ludzką, widziała okropności wojny, na szczęście niewidoczne w przyrodzie, ale za to ciągle widoczne w zabudowie…
    Tymczasem Drago – tamtejszy kierowca - dawał popis umiejętności prowadzania autokaru po krętych wąskich drogach, z jednej strony ograniczonych pionowymi ścianami gór, z drugiej morzem albo przepaścią. Jechaliśmy w stronę Czarnogóry. Basia ustąpiła mi miejsca przy oknie, bo od razu zauważyła moją fotograficzną przypadłość. My podziwiałyśmy krajobraz górski, a ci po przeciwnej stronie - morski. Mijaliśmy wzniesienia porośnięte bujną roślinnością. Moją uwagę przyciągały ciemnozielone, strzeliste cyprysy, wyglądające jak różnej wielkości igły powtykane w zieloną tkaninę. Przy drodze kwitły żarnowce, juki, róże, magnolie, oleandry…
 
Drago za kierownicą

Między górami, a morzem  jest tylko wąska droga

    Zbliżaliśmy się do granicy między Chorwacją, a Czarnogórą. Kontrola paszportowa trwała około godziny. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy na przeprawę graniczną czekało się nie raz klika godzin w dusznym autokarze.
    Ale co tam? Przepiękny pejzaż rozciągający się wzdłuż zatoki - Boki Kotorskiej zrekompensował całkowicie chwilowe niedogodności towarzyszące formalnościom celnym przy przemieszczaniu się między państwami Dalmacji. Zbliżaliśmy się do Perastu, niewielkiej miejscowości, którą trzydzieści trzy lata temu nawiedziło trzęsienie ziemi, dokonując znacznych zniszczeń. W chwili obecnej, według danych miejscowego księdza, mieszka tam dwieście osób. Ów ksiądz oprowadzał naszą grupę po muzeum, znajdującym się na sztucznie usypanej wyspie, zwanej Gospa od Škrpjela, w tłumaczeniu Wyspa Matki Bożej na Skale. Według legendy, 22 czerwca 1452 roku, znaleziono na wystającej skale ikonę z Madonną. Obraz trzy razy ustawiano w kościele św. Mikołaja, ale ten zawsze w tajemniczych okolicznościach wracał na wyrastającą z morza rafę. W końcu mieszkańcy Perastu zaczęli wysypywać tam głazy i zatapiać wraki nieprzyjacielskich okrętów tworząc wyspę - jedyną taką na Adriatyku. W 1630 roku wznieśli kościół, a w pierwszej połowie XVIII wieku dobudowali okrągłą dzwonnicę. Ostatecznie cudowny obraz umieszczono w marmurowym ołtarzu wyrzeźbionym przez Antonia Kapelano z Genui w końcu osiemnastego wieku. Rokrocznie, 22 czerwca, na pamiątkę znalezienia ikony, mieszkańcy Perastu w swoich tradycyjnych strojach podpływają łodziami do wyspy i rzucają na dno kamienie.

Wyspy św. Jerzego i Matki Bożej na Skale

Perast i wyspa św. Jerzego

Wyspa św. Jerzego z klasztorem Benedyktynów i cmentarzem

Sztucznie usypana wyspa - jedyna taka na Adriatyku

Wyspa Gospa od Škrpjela, w tłumaczeniu Matki Bożej na Skale

Perast - widok z wyspy Matki Bożej na Skale

Boka Kotorska - widok na druga stronę z wyspy Matki Bożej na Skale

     Moją uwagę skupiłam na sześćdziesięciu ośmiu obrazach znajdujących się w kościele Matki Bożej na Skale, których autorem jest Tripo Kokolja – późnobarokowy malarz chorwacki, urodzony właśnie w Peraście. Zaciekawiły mnie także organy z przed trzystu lat i srebrne tabliczki wotywne ufundowane przez szczęśliwie powracających do domów marynarzy.
    Zapamiętałam także informację na temat odbywających się tutaj uroczystych mszy świętych, na których dwoje młodych ludzi wypowiada przed Bogiem w obecności kapłana formułę przysięgi małżeńskiej. Na taki ślub czeka się w kolejce dwa lata. W ubiegłym roku w maju, formułę zaślubin wypowiedziała młoda para: ona - Polka, on – Irlandczyk.
    W świątyni odbywają się także koncerty muzyki kameralnej.
    A w muzeum przylegającym do tej niewielkiej jednonawowej świątyni wysoko pod drewnianym sufitem zawieszone jest kolejne dzieło Tripo Kokolji – Rzeź niewiniątek. Mówi się, że Tripo miał siedemnaście lat, kiedy namalował ten obraz.
    Ale oprócz obrazów, z których ponad sześćdziesiąt przedstawia statki, można obejrzeć neolity sprzed 3500 lat, a także wiele przedmiotów codziennego użytku. Zatrzymałam się chwilę przed małym gobelinem wykonanym przez mieszkankę Perastu - Hiacyntę. Obraz przedstawiający Matkę Bożą na Skale Hiacynta wyszywała dwadzieścia pięć lat, czekając na szczęśliwy powrót swojego męża z morza. Fryzury aniołów to włosy samej Hiacynty, która prawdopodobnie po dwudziestu pięciu latach oślepła.

Wnętrze jednonawowego kościoła Matki Bożej na Skale

Koronacja Maryi według Tripo Kokolji  (ur. 1661 - zm. 1713)

Organy i dwa tysiące srebrnych płytek wotywnych

Sklepienie kościoła - malowidła Tripo Kokolji

Marmurowy ołtarz z cudownym piętnastowiecznym obrazem

Moja czterdziesto cztero osobowa grupa

    Niewysłowioną przyjemność sprawił mi krótki pobyt na wyspie, obserwacja lustra wody, zmieniającego kolor w zależności od padającego nań światła, robienie zdjęć…
    W niewielkiej odległości znajdowała się druga wysepka św. Jerzego – sveti Djorie z ruinami klasztoru Benedyktynów i cmentarzem, na którym spoczywają miejscowi kapitanowie.

Jestem na sztucznie usypanej wyspie Gospa od Škrpjela

Wokół kościoła Matki Bożej na Skale

Jakie to niewysłowione szczęście mnie upaja

W przykościelnym muzeum - Rzeź niewiniątek - Tripo Kokolji

Gobelin Hiacynty

Widok z okna muzeum

    Samo miasteczko swój rozkwit przeżyło w siedemnastym i osiemnastym wieku za panowania Wenecji. Z tamtego okresu, mimo przeciwności losu, zachowały się pałace rodzin szlacheckich i kościoły. W dawnym barokowym pałacu Bujevića mieści się Muzeum Miejskie z ekspozycjami o tematyce marynistycznej…

Perast - fragment miasteczka. Dom z arkadami i balkonami to Pałac Bujevića

Pałac Bujevića - Muzeum Miejskie

    Ech, jednym słowem moja dalmatyńska przygoda miała cudowny początek, a dzień tak naprawdę dopiero się rozpoczynał, bo wyspę opuściłam około godziny jedenastej i jechałam już w stronę Budvy, o której opowiem w następnym wpisie…

Wspomnienia z Dalmacji z 24 maja 2012 roku
cdn...

niedziela, 3 czerwca 2012

A w Supraślu kwitną akacje


    Właśnie wróciłam z kolejnej wyprawy po świecie wprost na kilka ciekawych wydarzeń kulturalnych w moim rodzinnym mieście. Ale zanim opiszę moją ostatnią podróż pełną niesamowitych przygód opowiem, co działo się w Supraślu w niedzielę 3 czerwca na kolejnych już XVII Spotkaniach z Naturą i Sztuką Uroczysko 2012. 

Mroczne piwnice Pałacu Buchholtzów. Rozpoznajecie twarze?

     Niestety pogoda tego dnia nie była łaskawa, wiatr co i rusz przepędzał nad Supraślem deszczowe chmury, z których na szczęście żadna się nie urwała, jedynie pokropiła trochę i ustąpiła miejsca innej mniej zasobnej w wodę. 
W godzinach popołudniowych gości odwiedzających miasto ucieszyły skąpe przebłyski słońca…
    Kiedy wychodziłam z Ryśkiem na długi spacer padał drobny deszcz. 
Do bulwaru nad rzeką doszliśmy od strony klasztoru. Z klasztornego wzgórza roztaczał się widok na zainstalowane nad rzeką kolorowe namioty. Pod płóciennymi dachami gromadziły się grupki spacerujących, a w powietrzu unosiły zapachy kuchni. Trwał konkurs na babkę i kiszkę ziemniaczaną, a także turniej nalewek puszczańskich. Na zadaszonej polowej scenie grała orkiestra Zespołu Szkół Elektrycznych w Białymstoku. Wspaniały koncert!
     Niektórzy z Was zapewne pamiętają czasy, kiedy to w Supraślu przy każdej uroczystości występowała nasza supraska Orkiestra Zespołu Szkół Mechanizacji Rolnictwa? Cudowne czasy! W Supraślu grzmiało od instrumentów dętych!
    Zainteresowała mnie wystawa zdjęć. Kilka z nich prezentuję poniżej. Mam nadzieję, że krople deszczu nie przeszkodzą Czytelnikowi w odbiorze tych pięknych starych fotografii, starannie porozwieszanych wzdłuż bulwaru…  

Bulwar od strony wzgórza klasztornego

Ekspozycja starych fotografii...

Rozmaitości, rzemiosło i produkty spożywcze własnego wyrobu

Zespół Szkół Elektrycznych w Białymstoku

Niektórym parasole są niepotrzebne.

Były i takie środki lokomocji

Inteligencja Supraska z okresu lat 20 XX wieku

Ślub Zofii Knobloch z domu Alt

Józefina Zachert w towarzystwie znajomych

Maria Buchholtz w towarzystwie znajomych

Rodzina Zachertów przed pałacem

Ostatni autobus do Izraela

Ludwik Zachert

Józefina Zachert - zdjęcie zrobione w Nicei

     Mijaliśmy kolejne stragany, oglądaliśmy różne przedmioty i ozdoby, zatrzymywaliśmy się przed stołami pełnymi różnych gatunków serów, chleba, wędlin, ciast, glinianych garnców z kiszonymi ogórkami i domowym pachnącym smalcem…
     Miejsca siedzące pod płóciennymi zadaszeniami były zajęte i ciągle siąpiło z nieba. Postanowiliśmy przejść bulwarem aż do Zajmy i skręcić do miasta, do pani Czesi do baru Jarzębinka na kartacze i babkę ziemniaczaną. 
    Ale oto zaintrygowała nas kolejna wystawa zdjęć porozwieszanych na ogrodzeniu Pałacu Buchholtzów - żartobliwa forma pastiszu z uczniami, nauczycielami, pracownikami szkoły Liceum Plastycznego zręcznie pozującymi do znanych dzieł malarskich. Byłam oczarowana pomysłem i pełna uznania dla Kasi Zabłockiej – plastyka, nauczyciela fotografii, a także uczniów klas drugich, którzy prace te wykonali. Dwie bramy wejściowe były otwarte, okazało się, że w budynku pałacowym były inne wystawy, a jako że mam sentyment wielki do tej szkoły i nieustannie podziwiam młode talenty zajrzałam i tam. Wierzcie mi prace licealistów są znakomite. Nie raz gościłam w akademiach sztuki i nie raz stwierdzałam, że dzieła tych mniejszych w niczym nie ustępują dziełom tych większych, ba, nawet są lepsze. Jeżeli kochacie sztukę i interesujecie się tym, co w głowie młodego człowieka siedzi przyjedźcie i zobaczcie na własne oczy!

Prace uczniów klas drugich porozwieszane na ogrodzeniu pałacowym

Ech...,

Stabilne i wygodne siedzisko

Ozdobiłabym takim księgozbiorem moje mieszkanie

Palce zaciskające siedzisko fotela i moje ulubione kolory na ścianie

Pozdrawiam zza drewnianego parawanu

Znakomite prace uczniów Liceum Plastycznego w Supraślu

Teatrzyk

Prawda, że to niezwykłe miejsce ???

Komplet

Galeria w drzwiach

Galeria - wystawa fotografii na parterze Pałacu Buchholtzów

Fotografie licealistów

Co w tych głowach siedzi ?  Przyjedźcie i zobaczcie sami !

Podziwiam latami młode talenty

To zdjęcie z Jubileuszu 50-lecia Liceum Plastycznego w Supraślu wisi w  "pałacowym teatrze"

Jestem w środku, a na głowie księdza proboszcza ktoś położył sobie rękę...
 
     U pani Czesi jak zwykle pełno gości. Znaleźliśmy wolne miejsca w nieco dusznym wnętrzu, zamówiliśmy babkę i podwójną porcję kartaczy – jedną na wynos dla Wojtka. Po sycącym obiedzie, nieco ospali wróciliśmy tą samą drogą do domu. Na bulwarze było znacznie więcej ludzi, nie padało. Do występów na scenie szykował się jakiś zespół taneczny, który do Supraśla przyjechał starym pomarańczowym autosanem, słychać było także głos przedstawiciela jury, który ogłaszał zwycięzców konkursu w pieczeniu babki ziemniaczanej i sporządzaniu nalewek…

A w Supraślu kwitną akacje - droga do domu

Piękne leciwe akacje
   
    Wlekliśmy się drogą biegnącą wzdłuż ogrodzenia Domu Dziecka. Tam także było gwarno. Ochotnicza Straż Pożarna dawała popis sikawkowy, ku  uciesze dzieci. W powietrzu unosiła się nieskończona ilość kropelek wody tworząc olbrzymią wodną mgłę w olbrzymim przydomowym ogrodzie…
    Wszędzie kwitły i zapach roztaczały akacje…

Supraśl, 3 czerwca 2012 roku