środa, 20 lipca 2016

Podlasie deszczem skąpane


     Lipiec słoneczną pogodą nas nie rozpieszcza. Deszcz pada niemalże każdego dnia, czasami ciurkiem przez kilka godzin i na nic się zdaje wypatrywanie poprawy pogody. Ci, co nie lubią wody z nieba, wakacyjny czas spędzają pod dachem. Są i tacy, którym deszcz w organizowaniu wycieczek nie przeszkadza.

   
W niedzielne przedpołudnie nie padało, pomyślałam, że przynajmniej do zmierzchu będzie sucho i warto ruszyć się z domu. Chęć na przejażdżkę po okolicy wraziła Bogusia. Obrałyśmy kierunek na Sokółkę i później dalej na północ. Minęłyśmy Kopną Górę, Międzyrzecze, Łaźnisko, Wierzchlesie, Starą Kamionkę, Nową Kamionkę, rozejrzałyśmy się po Sokółce, w której byłam nie tak dawno, bo w maju i ruszyłyśmy dalej drogą wiodącą do Dąbrowy Białostockiej. Wielkim zaskoczeniem była świeżutka asfaltówka na odcinku Kopna Góra - Wierzchlesie – Stara Kamionka.
    Za Sokółką zaczęło siąpić. Mijałyśmy kolejne wsie przyglądając się zabudowaniom i kolorowym przydomowym ogródkom, dojrzewającym łanom zbóż, polom gryki, polnym drogom i ścieżkom wiodącym w niewielkie enklawy leśne. Wciąż miałyśmy nadzieję na przejaśnienia i piknik na łonie natury, ale niebo nie było dla nas łaskawe i rozpadało się na dobre. Postanowiłyśmy wracać i zatrzymać się na obiad w Zajeździe Sokołda







     Jednak bez materiału zdjęciowego ni jak nam było wracać do domu. Zatrzymałyśmy się na moment w Majewie Kościelnym. Mokro i pusto. Zamknięty był kamienny kościół usytuowany na wzgórzu w brzozowym zagajniku.
    Niegdyś, jak stoi napisane na tablicy informacyjnej, teren obecnej parafii Majewo, do szesnastego wieku porastała puszcza zwana Grodzieńską...

   
Pomysłodawcą budowy nowego kościoła i erygowania nowej parafii był ksiądz Tadeusz Makarewicz. Ludowa opowieść głosi, że miał on widzenie Matki Bożej, która poprosiła o wybudowanie świątyni ku Jej czci na górze Kramieniec.
     Wybudowanie kościoła na terenie Polski wschodniej, należącej wówczas do zaboru rosyjskiego, nie było łatwe, wymagało wielu pozwoleń zarówno władz świeckich jak i kościelnych. W daleką podróż do Moskwy, do cara Mikołaja II, wybrali się Franciszek Kochanowski, jego syn Wiktor, Bolesław Stupakowski, Wiktor Deputat i Konstanty Raczkowski. Car przychylił się do prośby i wydał zgodę na budowę świątyni.
    Delegacja udała się także do Wilna do biskupa Edwarda Roppy z prośbą o akceptację projektu wykonanego przez szlachcica, inżyniera Mariana Behra pochodzącego z Inflant, a mieszkającego we wsi Polne Nory, obecnie Jałówka.

   
W tysiąc dziewięćset siódmym roku położono kamień węgielny pod budowę nowej świątyni w Majewie, a dwanaście lat później powołano nową parafię i kościołowi nadano wezwanie Opieki Matki Boskiej i świętego Kazimierza. Kościół oddano do użytku dopiero w tysiąc dziewięćset dwudziestym siódmym roku. Długość kościoła wraz z wieżą i prezbiterium wynosi trzydzieści dwa metry, szerokość zaś dwadzieścia cztery, wieża osiąga wysokość trzydziestu sześciu metrów.
    W tysiąc dziewięćset trzydziestym roku proboszczem parafii został ksiądz Antoni Czechowicz, któremu marzyła się w Majewie mała Częstochowa. We wrześniu wraz z delegacją ruszył do Częstochowy po zakup kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Ofiarę na ten cel złożyli Petronela i Wiktor Deputatowie z Kładziewa. Obraz zawisł z głównym ołtarzu. Zakupiono także trzy żyrandole z brązu każdy po trzydzieści dwie świece. Fundatorem żyrandoli był pan Kaszuba ze wsi Jałówka.
    Rok później pod obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej postawiono tabernakulum z brązu, a na nim wykonany również z brązu krzyż oraz dwadzieścia osiem lichtarzy w stylu gotyckim. Te precjoza ufundowała również rodzina Deputatów. Nieznany rzeźbiarz krakowski wykonał naturalnej wielkości figurę Zbawiciela Ukrzyżowanego.
    W tysiąc dziewięćset trzydziestym szóstym roku na wieży kościelnej zamocowano dzwon Ignacy, nazwany tak na cześć jego ofiarodawcy Ignacego Prororczyka, pochodzącego ze wsi Jałówka, z napisem Niech głos mój przenika do serca grzesznika.
    Mur kamienny rozpoczął budować ksiądz Jan Malinowski (1938), a dokończył ksiądz kanonik Mieczysław Skrobot (1970). Fundatorami muru i kaplic Drogi Krzyżowej byli Waleria Kochanowska i Aleksander Samojłowicz.









    W drodze powrotnej Bogusia opowiadała mi o kolejnej świątyni w Sokolanach, godnej uwagi ze względu na położenie i otaczający ją ogród - dzieło tamtejszego proboszcza, księdza Wojciecha Tekielaka.

   
Kiedy wysiadałyśmy z samochodu, a jakże, padał deszcz. Zdjęcia robiłam więc w deszczu, czasem stojąc pod drzewem. Ażeby uniknąć kropel wody na obiektywie kierowałam go raczej w dół niźli w górę, no i po tej sesji wyglądałam jak przysłowiowa zmokła kura, ale chyba się opłaciło. Nie mogłam sfotografować pary pawi, która skryła się w swoim domku za metalową siatką woliery. A ponieważ na jednym ze zdjęć widać niewyraźnie, tylko okazały, bajecznie kolorowy ogon samca, więc go nie publikuję.
    W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym szóstym roku, w miejscu świątyni zniszczonej podczas drugiej wojny światowej, za przyczyną księdza proboszcza Władysława Kulikowskiego, podjęto inicjatywę budowy nowego murowanego kościoła pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego.
    A oto ogród księdza Wojciecha Tekielaka, w którym znajduje się wiele gatunków kwiatów, krzewów i drzew.



















































    No i nie udało mi się sfotografować w pełnym słońcu białych pól gryki. Deszcz padał już nieustanie. 






    Zajazd Sokołda wypełniony był po brzegi, i na zewnątrz pod zadaszeniami, i wewnątrz. Musiałyśmy chwilę zaczekać aż zwolnią się miejsca. Zamówiłyśmy pyszną soliankę i pierogi z jagodami i malinami. Ze względu na ogromną ilość gości czekałyśmy dość długo na realizację zamówienia.

   
Resztę deszczowego popołudnia i wieczór spędziłam u Bogusi przy kawie i przyjemnych pogaduszkach. 









Niedziela, 17 lipca 2016 roku

5 komentarzy:

  1. Podlasie nawet w deszczu prezentuje się pięknie. Ogród w Sokolanach jest zachwycający, a zdjęcia tych cudnych nenufarów dosłownie skradły me serce! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie, żebym gdzie indziej widziała podobne przedsięwzięcie, tak duży, piękny, zadbany ogród wokół kościoła. No może jeszcze, wówczas w budowie, Muszyńskie Ogrody Biblijne.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Ależ przecudny zielony zakątek. Tchnie zeń spokój, bezpieczeństwo oraz to coś, co pozwala zamyślić się nad sobą i światem. A ten pędzi jak szalony... Deszcz spłukuje nie tylko pył, brud, deszcz przeciera to czego nie widać, abyśmy zatrzymali się i przypomnieli sobie jakie wszystko jest ulotne. Jak zawsze prześliczne zdjęcia, Ewuniu.

    Pozdrawiam cieplutko :**** (Ćmok) :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, deszcz spłukuje nie tylko pył i brud...
      W deszczu lub po deszczu świat wydaje się odnowiony i jakoś tak lżej się oddycha...
      Ech Basiak, Twoja wizyta zawsze raduje moje serce.

      Pozdrawiam również cieplutko, cmoki i ćmoki załączam także :))**

      Usuń
  3. Ogród bardzo przyjemny i ładnie pokazałaś go na zdjęciach mimo braku słońca. Fajny też łan zboża.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń