poniedziałek, 24 czerwca 2013

Gotycki Cypr - wyprawy krzyżowe, Lusignanie i Opactwo Bellapais


cd      Zwiedzając Północny Cypr nie sposób nie wspomnieć o czasach wypraw krzyżowych i Lusignanach, którzy władali wyspą trzysta lat i odseparowali ją od prawosławnej Grecji. 
     Pierwszym z rodu, który odkupił Cypr od króla Ryszarda Lwie Serce, był Guy (Gwidon) de Lusignan, król Jerozolimy. Ryszard Lwie Serce sprzedał wyspę najpierw templariuszom, ale kiedy ci okazali się niewypłacalni, odsprzedał ją Gwidonowi.
      Gwidon nie był lubiany w Królestwie Jerozolimskim. Jego poprzednik, król Baldwin IV Trędowaty, ze względu na postępującą chorobę nie mógł samodzielnie rządzić państwem. Bez władzy w rękach i nogach, niemal zupełnie ślepy, powierzył urząd regenta Gwidonowi, który był mężem jego siostry Sybilli. Kiedy okazało się, że Gwidon jest kiepskim dowódcą i nie potrafi radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, Baldwin IV Trędowaty po naradzie z baronami pozbawił szwagra regencji i ponownie przejął rządy, ogłaszając Baldwina V, syna Sybilli, następcą tronu. Próbował także unieważnić małżeństwo siostry. 

W rok po śmierci trędowatego króla zmarł także jego dziewięcioletni następca Baldwin V.  W tysiąc sto osiemdziesiątym szóstym roku (1186) królową Królestwa Jerozolimskiego została Sybilla, która zaraz po swojej koronacji osobiście włożyła koronę na głowę swojego niepopularnego małżonka Gwidona…
 
     W tym momencie chciałabym przypomnieć inną historyczną postać Baliana z Ibelinu, który podczas uroczystości miał wykrzyczeć do Gwidona słowa ani roku nie będziesz królem. I tak też się stało. Rok później Saladyn rozprawił się z armią króla i wziął go do niewoli…
 
      Tym, którzy zainteresowani są przebiegiem bitwy pod Hittin, ścięciem Raynalda z Chatillon ręką samego Saladyna, losem członków zakonów rycerskich wziętych do niewoli, obroną Jerozolimy, rokowaniami z  Saladynem związanymi z pokojowym wyprowadzeniem ludności ze zdobytego miasta…, odsyłam do superprodukcji filmowej Ridley’a Scotta, Królestwo niebieskie 
z dwa tysiące piątego roku (2005). Spodziewam się, że miłośnicy scen batalistycznych, a także bardziej wymagający znawcy historii nie będą narzekać na tło wydarzeń historycznych, ani też nie potraktują obrazu Scotta jako jedynego źródła informacji o średniowiecznych krucjatach.
  
     W lipcu tysiąc sto osiemdziesiątego ósmego roku (1188), Saladyn wspaniałomyślnie uwolnił Gwidona de Lusignan, pod warunkiem, że powróci do Francji… Lecz ten, jak wiemy, nie wrócił do ojczyzny…
      W tysiąc sto dziewięćdziesiątym roku (1190), podczas epidemii zmarły jego dwie córeczki i żona Sybilla, a on straciwszy formalne prawo do korony, kupił dwa lata później Cypr i odtąd przez trzy wieki dynastia Lusignanów rządziła wyspą. Królestwem Cypru cieszył się krótko. Zmarł w tysiąc sto dziewięćdziesiątym czwartym roku (1194). Schedę po nim otrzymał jego starszy brat Amalryk II de Lusignan (król Cypru 1194 -1205 i król Jerozolimy 1198 -1205)…
 

     Lusignanie, objąwszy władzę na wyspie, poczęli wznosić twierdze, budować świątynie i klasztory, sprowadzać na Cypr rzemieślników i artystów z Francji. Były to czasy budowli gotyckich.
     Gotyk, a w szczególności gotyk płomienisty, jest moim ulubionym stylem architektonicznym, dlatego też z wielką ciekawością zwiedzam obiekty sakralne powstałe między połową dwunastego, a końcem piętnastego stulecia.
 
     Pierwszą budowlą gotycką w zachodnim świecie była okazała świątynia wzniesiona w Saint Denis pod Paryżem, miejsce pochówku królów francuskich. Ilekroć jestem w Paryżu, zawsze do niej zaglądam. Zresztą popatrzcie sami…

Bazylika św Dionizego w Saint Denis pod Paryżem - nekropolia królów francuskich

Rozeta - mistyczne wyobrażenie nieba, nazywana Kołem Katarzyny,  Kołem Sądu Ostatecznego...

Mauzoleum Ludwika XII i Anny Bretońskiej - wokoło 12 apostołów i 4 kardynalne cnoty

Grobowiec Henryka II i Katarzyny Medycejskiej

Posągi Ludwika XVI i Marii Antoniny

Przed Bazyliką w Saint Denis - wieży północnej nie odbudowano

Bazylika Saint Denis przed zniszczeniem wieży północnej

Saint Denis - projekt odbudowy według Viollet-le-Duc'a

     Jednak moim ulubionym przykładem gotyku płomienistego jest paryska Sainte Chapelle - dwukondygnacyjna kaplica zamkowa położona w centrum dawnej siedziby królewskiej na wyspie Cité w Paryżu…










     Lusignanie sprowadzili na Cypr także augustianów, którzy w Bellapais założyli opactwo. Nazwa opactwa pochodzi od jego wcześniejszej francuskiej nazwy Abbaye de la paix - Opactwo Pokoju.
      Fundatorami klasztoru wzniesionego  w tak modnym podówczas gotyku byli  Hugo III i Hugo IV
de Poitiers-Lusignan. Wkrótce Opactwo Bellapais ze względu na relikwie Krzyża Świętego stało się ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym, a także szkołą dla niesfornych młodzieńców. Poziom moralny noszących białe habity zakonników, zwanych także zakonnikami pokoju był wysoki. Głośno mówiło się o bogactwach klasztoru, który w czternastym stuleciu został rozbudowany, a opat otrzymał mitrę biskupią, która dawała mu prawo do noszenia szpady i złotych ostróg także poza terenem klasztoru…

     Dziwne to były czasy. Hugo IV nie tylko był królem Cypru, ale także królem Jerozolimy. Na tego pierwszego koronowano go w Nikozji, w Katedrze Mądrości Bożej, na tego drugiego w Famaguście w Katedrze Świętego Mikołaja. Oba wydarzenia miały miejsce tego samego tysiąc trzysta dwudziestego czwartego roku (1324). 
     Ponoć przed koronacją w Famaguście rywalizujący między sobą Genueńczycy i Wenecjanie spierali się o to, kto będzie prowadził do katedry konie rydwanu królewskiego. Poprowadzili Wenecjanie. Oliwy do ognia dolało porozumienie podpisane przez Hugona IV dotyczące kupców weneckich mieszkających na wyspie. Genueńczycy poczuli się urażeni i w akcie zemsty złupili między innymi skarbiec Opactwa Bellapais.
     Najazd Genueńczyków osłabił dyscyplinę klasztorną białych zakonników, poczęli wiązać się z kobietami cypryjskimi, a później przyjmować swoje dzieci do nowicjatu. Opactwo popadało w ruinę, a w
tysiąc pięćset siedemdziesiątym pierwszym roku (1571) przeszło w ręce kościoła ortodoksyjnego i zaczęło służyć jako kamieniołom do budowy okolicznych kościołów. Turcy nie przejęli obiektów mimo, że znajdują się w północnej części wyspy, w urokliwym miejscu na skalnym występie Gór Pentadaktylos (gór pięciopalczastych).

     To co pozostało z tego wspaniałego stylu architektonicznego przyciąga dziś rzesze turystów i rozbudza wyobraźnię sięgającą kilka wieków wstecz, do czasów świetności tego miejsca, opisanego także przez angielskiego powieściopisarza Lawrensa Durrella w książce Gorzkie cytryny Cypru. Durrell mieszkał w Bellapais przez trzy lata poznając i opisując historię wyspy, jej mieszkańców, a także swoje własne doświadczenia…

Cypr Północny - jadę z Nikozji do Kyrenii i Bellapais przez Góry Pentadaktylos

Opactwo Bellapais usytuowane na skalnym występie Gór Pentadaktylos

Kyrenia i Bellapais - Północny Cypr

Opactwo Bellapais

Tutaj mieszkał i przesiadywał Lawrence Durrel

























     Kto to powiedział?
Czas to dobry nauczyciel. Szkoda tylko, że uśmierca swoich uczniów.

     Jak nie zgubić się w gąszczu ewentualności, jak wybierać pomiędzy tym co opłacalne, a co nie, nie krzywdząc drugiego człowieka, jak nie zapomnieć się ani na chwilę…?

     Nie jest miarą zdrowia być dobrze dostosowanym do społeczeństwa głęboko chorego (Jiddu Krishnamurti).

Bellapais, czwartek 11 kwietnia 2013 roku 

niedziela, 23 czerwca 2013

Walka z wiatrakami


     W sprawie mojej ulicy nic się nie zmienia! Na nic zdały się moje pisma, prośby, żądania! Urząd Gminy milczy! Nie poprawia drogi! 
     Dwadzieścia lat walki z wiatrakami! Czy ktoś może mi wskazać podobne miejsce w Supraślu?  Czy ktoś, tak jak ja, z lękiem wychodzi lub wyjeżdża poza granice własnej posesji? Kto mi pomoże w tej beznadziejnej sprawie? Kto?

     A przecież ustawa Dz. U. z 2001 roku Nr 142 poz. 1591 o zadaniach gminy mówi: 
    Zadania gminy
Art. 7. 1. Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy. W szczególności zadania własne obejmują sprawy:
1) ładu przestrzennego, gospodarki nieruchomościami, ochrony środowiska i przyrody oraz gospodarki wodnej,
2) gminnych dróg, ulic, mostów, placów oraz organizacji ruchu drogowego,
3) wodociągów i zaopatrzenia w wodę, kanalizacji, usuwania i oczyszczania ścieków komunalnych, utrzymania czystości i porządku oraz urządzeń sanitarnych, wysypisk i unieszkodliwiania odpadów komunalnych, zaopatrzenia w energię elektryczną i cieplną oraz gaz,
4) lokalnego transportu zbiorowego,
5) ochrony zdrowia,
(…)

      Tak dzisiaj, dnia 23 czerwca 2013 roku wygląda moja ulica, konkretnie wjazd na posesję. 








     Proszę powiedzcie mi, czy w czymkolwiek przesadziłam domagając się utwardzenia nawierzchni na tym trudnym odcinku?! Dlaczego władze miasta ciągle spychają budowę ulicy na dalsze lata? Dlaczego nikogo to nie obchodzi?
     Do kogo mam się odwołać, do kogo apelować?! 

     Po 20 latach walki budowa ulicy już mnie nie interesuje, bo każda obiecanka ze strony urzędników to tylko puste słowa. Interesuje mnie jedynie kawałek drogi na wysokości mojego domu, najbardziej dziurawy, zaniedbany przez gminę i gospodarkę komunalną, która to jak pisałam wcześniej zrobiła na nim jedno wielkie wysypisko gruzu, cegieł, starej dachówki, kamieni, śmieci z rozbiórek przykrywanych od czasu do czasu piaskiem, który po każdym deszczu spływa niżej, na wąski pasek asfaltówki prowadzący do dawnego ośrodka wypoczynkowego MSW Puszcza i tam zalega. 
     Dwa tygodnie temu byłam świadkiem wypadku motocyklisty, który właśnie tam na tym piasku wpadł w poślizg. Na szczęście nic mu się nie stało, ale poważnie uszkodził swój pojazd i wzywał pomoc przez telefon komórkowy. Dziwię się młodzieńcowi, który jechał jednośladem, że nie zażądał odszkodowania od gminy.
 

Supraśl, niedziela 23 czerwca 2013 roku

niedziela, 16 czerwca 2013

Ścieżki rowerowe wokół leśnych jeziorek



      Kiedy w sobotę po południu zaterkotał  telefon, czytałam nowy wpis na zaprzyjaźnionym blogu. Dzwoniła Łucja z propozycją przejażdżki rowerowej do lasu, na poziomki.  Odpoczywałam po obfitym obiedzie i nie mogłam natychmiast się zerwać i przejechać rowerem ponad jedenaście kilometrów w jedną stronę.
     Umówiłyśmy się na szesnastą i lasem koło grobu nieznanego żołnierza pojechałyśmy w stronę Krasnego Lasu. Droga była w opłakanym stanie, ze względu na wywózkę ściętych pni drzew. Dojechałyśmy tamtędy do miejsca, w którym dwa tygodnie temu znalazłyśmy poziomkowe pole. Niestety czerwonych pachnących jagód było jak na lekarstwo.  

     Ale nie miałyśmy zamiaru wracać. Wjechałyśmy na fragment urokliwej trasy rowerowej wiodącej z Supraśla do Białegostoku poprzez żwirownię w Ogrodniczkach, jezioro w Komosie, Leśniczówkę w Krasnym Lesie, Trakt Napoleoński, jeziorko koło leśniczówki w Zielonej i Grabówkę. Cała trasa ma około dwudziestu dziewięciu kilometrów.
      Dawno nie byłam nad jeziorkiem w Zielonej…
 

     Zanim usiadłyśmy na betonowo blaszanym przepuście, do którego prowadziła krótka kładka z metalową poręcza, rozejrzałyśmy się trochę po okolicy. Łucja dostrzegła wygrzewającą się na białym kamieniu żmiję, która zdążyła czmychnąć w zieloną przybrzeżną gęstwinę, kiedy wyjmowałam  telefon komórkowy, żeby zrobić zdjęcie. Żałowałam, że nie wzięłam aparatu fotograficznego, bo owa niezmiernie ciekawska gadzina pokazała się nam raz jeszcze koło betonowego przepustu, na którym siedziałyśmy, po czym przepłynęła kawał jeziora w stronę drewnianego pomostu. Stał na nim rybak z zarzuconą do wody wędką. Obserwowałyśmy żmiję przez lornetkę do momentu, kiedy płynąc pod kładką zniknęła w niewielkiej zatoczce. Oczywiście, że zrobiłam zdjęcie telefonem komórkowym, ale trzeba się dobrze wpatrzyć w lustro wody, żeby zobaczyć wystający łepek i koliście rozchodzące się fale. Nie miałam możliwości odpowiedniego zbliżenia fotografowanego węża. 







      To był moment, w którym przypomniałam sobie moją klasę, z którą jako wychowawczyni wybrałam się w czasie matur na wycieczkę rowerową właśnie nad to jeziorko w Zielonej. Do naszej grupy dołączył wtedy mój mąż Ryszard z uprawnieniami ratownika i moja biała suczka, doskonała pływaczka, o imionach Fika, Fikunia, Fifka, Fifcia, Fifi…, którą zawsze woziłam w koszyku przymocowanym do bagażnika.  Pamiętam, że do wody weszła Bożena i ktoś jeszcze, chyba Radek. Ochoczo, jak zawsze zanurzyła się też moja psina. A działo się to dwadzieścia trzy lata temu, 8 maja 1990 roku i jak sobie pomyślę, że moje dzieciaki  kąpały się w towarzystwie żmij, to  ciarki po plecach mi przelatują…

Kartka z kroniki klasowej

Ten w żółtej koszulce i podwiniętych dresach to mój R, w wodzie Bożenka, chyba Radek i Fifcia
 
Dwadzieścia trzy lata temu nad jeziorkiem w Zielonej
 
     W sobotę w Zielonej była piękna pogoda. W gładkiej tafli wody odbijało się niebo i przybrzeżny leśny krajobraz. Miałam wrażenie, że jezioro nie ma dna, że nieskończona głębia pochłonie mnie, kiedy zbyt długo będę się w nią wpatrywać. Błogiego nastroju nie zakłócił nam żaden bzykowaty…
 

     Wracałyśmy Traktem Napoleońskim do Krasnego Lasu, stamtąd wąską asfaltówką do Supraśla. W drodze wyprzedził nas rowerzysta, mniej więcej w moim wieku. Pomyślałam, że to wstyd dać się tak łatwo wyprzedzić. Nacisnęłam na pedały i przejechałam obok nieznajomego wyrzucając z siebie słowa, że tak łatwo się nie dam.
Zaskoczony tempem mojej jazdy mężczyzna dołączył do mnie po chwili i od tamtej pory jechaliśmy razem, dyskutując na temat znanych nam tras rowerowych, ich długości, stopnia trudności, a także na temat samego sprzętu, siodełek rowerowych, opon, pedałów z zaczepami na buty i odpowiednim sportowym obuwiu…
      Rozstaliśmy się na moście Zajma przy bulwarze Wiktora Wołkowa…
 

     Resztę popołudnia spędziłam z Łucją. Zaprosiła mnie na piwo i flaczki…
 

     Dzisiaj przejechałyśmy jeszcze więcej kilometrów. Chciałam zrobić kilka zdjęć nad jeziorkami w Komosie. Po kilkudniowym braku opadów, leśne piaszczyste drogi nie były łatwe do pokonania…

















sobota, 15 czerwca 2013

Piwonia




     W ogrodzie mam dwa krzaki piwonii.  Jeden rośnie w słońcu, drugi ginie w cieniu. Pierwszy zakwitł, drugi tylko liście zielone wypuścił. 
     Lubię piwonię ze względu na jej intensywny mocny zapach, jej miły oddech w powietrzu.
     Francis Bacon pisał, że ogród stanowi najszybsze odświeżenie ducha człowieka i jest najczystszą z ludzkich przyjemności.
      Przechadzam się ścieżkami mojego ogrodu, przyglądam każdej roślinie, obserwuję jak zmienia się każdego dnia... i czuję się jak widz spektaklu trwającej
wciąż natury, którego także jestem reżyserem... 



  





Sobota, 15 czerwca 2013 roku