czwartek, 2 lutego 2012

Moje spotkanie ze sztuką, czyli słów kilka o Andrzeju Bursie.


Andrzej Bursa /zdjęcie z internetu/

    Andrzejowi Bursie przyszło żyć w trudnych czasach. Urodził się przed wojną, a kiedy wybuchła miał zaledwie 7 lat. Podczas okupacji uczęszczał na tajne komplety, które prowadził jego ojciec. Już wtedy wykazywał niezwykłe zainteresowanie literaturą i poezją. Być może nawet sam już pisał i czytał swoje dzieła, do których się nie przyznawał i przypisywał ich autorstwo dziadkowi Leonowi Kopycińskiemu.

    Po wojnie ojciec Andrzeja opowiedział się za socjalistami, porzucił rodzinę, żonę, syna, córkę Martę i ożenił po raz drugi. Opuścił Kraków i osiadł we Wrocławiu. Za namową matki, młody Bursa dołączył do ojca, ale wrocławskiego domu macochy nigdy nie polubił.

    W 1950 roku nie zdał matury, najprawdopodobniej z powodu kilku wersów wiersza, o Bierucie i Stalinie, za co został wyrzucony ze szkoły. Innym powodem wydalenia go z liceum mogło być porzucenie legitymacji Związku Walki Młodych, która była przepustką na studia i otwierała młodym ludziom drzwi uczelni, z czym Andrzej Bursa nie mógł się zgodzić…

    Tęsknił za Krakowem i powrócił tam na stałe po śmierci dziadka. Przeniósł się do klasy maturalnej Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych; oprócz pisania wierszy lubił malować. W tym też czasie poznał o dwa lata starszą od siebie Ludwikę, studentkę Akademii Sztuk Pięknych. Ożenił się z nią w 1952 roku. Uważając się za deistę i wierząc w istnienie jakiegoś boga zgodził się na ślub kościelny. Młodzi zamieszkali za szafą, na ostatnim piętrze kamienicy przy ulicy Garncarskiej 9, gdzie rodzina Bursów wprowadziła się po zakończeniu wojny. Tutaj, w tym samym roku urodził się syn Michaś, tutaj także w 1957 roku, w wieku 25 lat, Andrzej Bursa zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu był niedorozwój aorty. Paradoksalne jest to, że w tej samej kamienicy trzy piętra niżej mieścił się Instytut Onkologii. Marta, siostra Andrzeja, dwukrotnie prosiła lekarza o udzielenie pomocy, ale ten odmówił, twierdząc, że jest na dyżurze. Kiedy przyjechało pogotowie Andrzej jeszcze żył. Oczekiwany na pogrzebie ksiądz nie pojawił się. W obecności rodziny, częściowo sparaliżowanej matki i przyjaciół Jan Adamski zaczął modlitwę…

    O Andrzeju Bursie nie wiedziałam nic, a z jego poezją zetknęłam się podczas czwartego Krakowskiego Salonu Poezji. Epoka, w której ten młody twórca żył jest mi znana. Wierz mi drogi Czytelniku, że nie lubię do niej wracać pamięcią, ani też przywoływać tych momentów mojego życia, gdzie lęk i strach panoszył się w zakamarkach mojej świadomości, gdzie każdego dnia walczyć trzeba było z niewidzialnym wrogiem…

    Przed pójściem na spotkanie z poezją nie wiedziałam, jakiego rodzaju twórczością zostanę potraktowana. Nie mniej jednak cieszę, że autor tych ciężkich czasów nie popadł w zapomnienie. Warto o nim opowiadać młodym ludziom, ku przestrodze tamtych lat.

    Jego twórczość w znacznej mierze przepełniona była buntem, brutalnością i cynizmem; wiersze cechowały naturalizm oraz antyestetyka. Bursa był poetą szukającym trwałych wartości humanistycznych i prawd o człowieku i sobie samym. Dzieła artysty idealnie opisują ówczesną rzeczywistość w sposób demaskatorski i bezkompromisowy, a zarazem przesycone są ukrytym liryzmem.
    Bunt przeciwko normom życia społecznego, tradycji romantycznej, konwencjom, moralności to jedynie powierzchowne odczytanie twórczości Bursy. Poeta dostrzegał istniejące wokół zło i wyrażał je adekwatnymi środkami literackimi, jednak w jego utworach zauważyć można wyrazistą potrzebę obcowania z dobrem.


    W tych kilku powyżej cytowanych przeze mnie zdaniach wyjętych z Wikipedii zawiera się cała prawda o tematyce poezji Adama Bursy. Notowałam w swoim notesiku wszystkie 34 tytuły wierszy czytanych na spotkaniu. Doszłam jednak do wniosku, że jeżeli zainteresowałam kogoś moim dzisiejszym wpisem, to sam powinien po nie sięgnąć. Tym razem na scenie Domu Ludowego w Supraślu, tego mało znanego autora zaprezentowali Piotr Cyrwus – aktor Teatru Starego w Krakowie i Alicja Dąbrowska – absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie.

Piotr Cyrwus

Alicja Dąbrowska

    To był najgorszy Krakowski Salon z dotychczas zorganizowanych. Na Sali zebrało się około piętnastu osób. Co było tego powodem? Być może źle zareklamowany występ bądź, co bądź znanego w Polsce aktora, być może sama osoba poety, być może temat… Kto wie?

Robert Jurko

    Moje rozczarowanie sięgnęło zenitu, kiedy para artystów wykazała się nie najlepszym przygotowaniem; szczególnie pani Alicja sprawiała wrażenie jakby pierwszy raz widziała teksty. Niespodzianką natomiast już po raz czwarty była muzyka towarzysząca spotkaniu. Tym razem na akordeonie zagrał Robert Jurko. Do uszu nielicznych odbiorców dobiegały dźwięki melodii doskonale harmonizujące z tematyką prezentowanych utworów. Miałam wrażenie, że znajduję się gdzieś na łonie przyrody, gdzie panuje tajemnicza cisza, gdzie coś pomału zaczyna się dziać, coś się rodzi, coś umiera, czułam smutek i radość życia, wędrowałam polami o wschodzie i zachodzie słońca, widziałam pracę ludzi na wsi, mgłę unoszącą się nad łąkami, bajecznie kolorowego motyla, przysiadającego raz na jednym, raz na drugim kwiatku…rzewna melodia istnienia i mój ulubiony instrument rozciągnięty do granic możliwości na końcu, którego słychać niepokój, albo spełnienie…?


Nieliczna publiczność

Piotr Cyrwus zaprasza na spektakl "Polowanie na łosia"

    Po występie zapytałam pana Piotra Cyrwusa, dlaczego wybrali tego właśnie autora. Okazało się, że to nie oni decydują o tym, co będzie prezentowane, tylko organizatorzy. Wtedy przyszło mi na myśl, że na pięć minut przed dwunastą otrzymują teksty. Jakaś wielka niechęć ogarnęła mnie do Krakowskiego Salonu Poezji. Poczułam się jak drugorzędny, nieważny odbiorca sztuki, gdzie ktoś chciał na naprędce wykonać jakiś plan i wydać pieniądze nie ze swojej kieszeni, a z drugiej strony brak szacunku dla zaściankowej publiczności kazał te pieniądze wziąć. Czy ktoś sprawuje pieczę i rozlicza organizatorów, czy tylko jest to tak zwana sztuka dla sztuki, tylko jakiej pytam? Czy ktoś mógłby zadbać o profesjonalne przygotowanie programu z porządną dekoracją i stworzeniem odpowiedniego nastroju? Czy aktor za każdym razem będzie sprawiał wrażenie, jakby przed chwilą wszedł wprost z ulicy na scenę, postawił teczkę przy krześle, po czym na nim zasiadł i przeczytał to, co mu wetknięto z marszu do ręki?
    Z bylejakością nie utożsamiam sztuki. Bylejakość jest skutecznym narzędziem do uśmiercenia jej, a nie o to przecież chodzi tym, co być może mieli dobre intencje, ale stracili zapał i chęci, a teraz  w pośpiechu realizują plan.

Wiara
wierzę że Bóg podobny jest do gołębicy
że człowiek może zmienić się
w dowolną część maszyny
co nie oznacza
że nie ma mu wyrosnąć lwia grzywa
albo skrzydła anielskie
(w anioły także wierzę)
Wierzę w insygnia wszystkich mocarstw
Wierzę we wszystkie ideały
i w szaleństwo ich głosicieli
Nie wykluczam:
samorództwa
dzieworództwa
zapłodnienia przez styk damskiego zadka z fotelem
na którym od dawna nikt nie siedział
Wierzę że facet któremu się nic nie udaje
może zostać nagle synem szczęścia
Że największym poetą naszego kraju
nie jest ten siwy pan z dochodami
ani ten młody dobijający się do dochodów
ale stary tragarz który nie napisał nic
oprócz kilku podań
Wierzę w praducha
i pramaterię
i wszystkie pre-pradokumenty
i we wszystkie pro anty korr i kontra
Nie wierzę tylko w niemożliwe
Wszystko jest możliwe na tym świecie
składającym się
hiii... hiii
z wirujących punkcików
których jeszcze
hiii... hiii nikt nie widział.

Dno piekła
na dnie piekła
ludzie gotują kiszą kapustę
i płodzą dzieci
mówią: piekielnie się zmęczyłem
lub: piekielny dzień miałem wczoraj
mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
po nowe nieznane przykrości
ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
a są zbyt doświadczeni
by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
mogliby jak ci starcy
hodowani dość często w mieszkaniach
(przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)
karmieni grysikiem
i podmywani gdy zajdzie potrzeba
trwać nieruchomo w proroczym geście
z dłońmi uniesionymi ku górze

ale po co
dokładne wydeptywanie dna piekła
uparte dążenie
z pełną świadomością jego bezcelowości
ach ileż to daje sytuacji.

5 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuje za ten wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, miło mi że mnie dzisiaj odwiedziłaś:)))
      Pozdrawiam ciepło:)))

      Usuń
  2. Cudowny wpis, pod którym podpisuję się słowami zachwytu. Bursa należy do nielicznych poetów, których szanuję, podziwiam. To był ktoś, Ktoś przez Duże K! Za poglądy gotowy był cierpieć, nie zaś zdobywać laury, jak co poniektórzy po których dzisiaj każe się nam płakać... Ach, któż by pomyślał, że czas zatoczy pełne koło? ;] W każdy razie... Dzięki za przypomnienie, za cytaty i jego zdjęcie. Podobnie jak Wojaczek, Bursa wywołuje we mnie jak najcieplejsze myśli, bo zawsze potrafił mnie pocieszyć, dodać wiary w ideały, które są dla mnie ważne a poza tym, ja też "mam w dupie małe, zapyziałe miasteczka" ;D (pardon za język, ale to klucz do zrozumienia ciasnego światopoglądu*, któremu sprzeciwiał się pan Andrzej, wcale nie dotyczą one małych miasteczek ;).

    Pozdrawiam cieplutko :)) :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu to jeden z Twoich najlepszych komentarzy:) Każdy kto umie rozróżnić dobrą literaturę od kiepskich wypocin, zrozumie każde słowo przez Ciebie napisane. Każdy, komu bliski jest Andrzej Bursa przypomni sobie jego wiersze, łącznie z "Sobotą" i okoliczności w jakich "Sobota" powstała. Na czwartym Krakowskim Salonie Poezji przeczytano aż 34 utwory tego "wyklętego poety". I tak jak pisałam warto by było, żeby jednak przygotowaniem takich spotkań zajął się ktoś, kto się na tym naprawdę zna. Po powrocie do domu przejrzałam sporo materiałów na temat życia poety. I to nie przypadek, że dzisiaj właśnie opublikowałam ten wpis na moim blogu. Wolałam jeszcze raz przejrzeć poezję Andrzeja Bursy, niż opłakiwać kogoś kim się nie zachwyciłam.
      Dziękuję Basiu:)))
      Jak zwykle ślę uściski serdeczne :)))

      Usuń
  3. Lubie placki :D Hi hi hi :P

    OdpowiedzUsuń