piątek, 10 lutego 2012

BUW

HINC OMNIA - budynek BUW

     Gdybym poprosiła o definicję biblioteki, każdy z pewnością powiedziałby, że jest to budynek, w którym zgromadzono książki na użytek publiczny i każdy przynajmniej raz w życiu przekroczył próg owego budynku.
    Wielu z nas na hasło biblioteka uśmiecha się tajemniczo, bo wielu z nas obcuje na co dzień z tym niezwykłym zjawiskiem jakim jest książka…
    Wczoraj moja internetowa przyjaciółka umieściła  na swoim profilu na Facebooku, link, pod którym mogłam obejrzeć zdjęcia wspaniałych nowoczesnych budowli, kryjących miliony woluminów. Zauroczona architekturą i aranżacją wnętrz postanowiłam odgrzebać moją przygodę z BUW, czyli Biblioteką Uniwersytecką w Warszawie.
    Pojechałam tam z moim Rici i moimi przyjaciółmi. Zrobiliśmy sobie taką jednodniową przejażdżkę po najciekawszych miejscach stolicy. Jako, że należę do tak zwanych zaściankowców, albo jak to żartobliwie ujmuje mój warszawski kolega podkreślając nieustannie, że jestem mieszkanką „ściany wschodniej”, w której nawiasem mówiąc  zakochał się jak tylko do tej ściany dotarł po raz pierwszy, interesuje mnie nie zaściankowy twór geniuszu ludzkiego. Bo czy można porównać małą prowincjonalną bibliotekę do tej w wielkim mieście?

    Wyobraźnia ludzka nieustannie się urzeczywistnia. Powstają co raz to piękniejsze budowle, których zadaniem jest chronić i udostępniać myśl ludzką nie tylko tę w formie drukowanej, ale także multimedialnej. Nowoczesną bibliotekę cechuje łatwy dostęp do kompletnych, dobrze skatalogowanych zbiorów. Systemy komputerowe pozwalają uzupełniać je o zasoby elektroniczne, a system całodobowego zamawiania, czy rezerwowania książek przez Internet nie jest czymś nadzwyczajnym. Mimo powszechnego dostępu do Internetu, czyli tak zwanej szybkiej informacji, jest cała rzesza realnych użytkowników, odbiorców drukowanej myśli. Świat realny i świat wirtualny przenikają się i uzupełniają wzajemnie kreując wizję nowoczesnej biblioteki.

    Ale dzisiaj nie chodzi już tylko o sam budynek i to, co się w nim znajduje. Architekci prześcigają się w pomysłach i tworzą cały kompleks, wpasowując weń zieleń. Nie są to jakieś pojedyncze zielone plamki, ale całe połacie kolorowych przestrzeni. BUW nie jest jedynym tego przykładem. Swego czasu podziwiałam BnF Bibliotekę Narodową Francji Site François Mitterrand w Paryżu, otwartą w grudniu 1996 roku. Dominique Perrault – znakomity architekt francuski - między czterema oddzielnie stojącymi budynkami, stanowiącymi narożniki kwadratu, symbolizującymi otwarte książki, wkomponował ogród…

BnF Site François Mitterrand w Paryżu

Moje dziecko nad ogrodem BnF Site François Mitterrand

Do BnF dotarliśmy najnowocześniejszym paryskim metrem

    Irena Bajerska zaprojektowała jeden z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Ponad połowę jednohektarowej powierzchni zajmują rośliny.
Ogród składa się z dwóch części: górnej i dolnej, połączonych strumieniem z kaskadowo spływającą wodą.   
    Dolny ogród z małym jeziorkiem i połaciami zielonych trawników zdobią granitowe rzeźby Ryszarda Stryjeckiego, tak zwany "Szkic sytuacyjny" nawiązujący do motywów kosmologicznych. Pochylnię prowadzącą na dach biblioteki, obsadzono bluszczem i barwinkiem. Na końcu schodów, nad "świetlikiem", wznosi się altana-antena, opleciona rdestówką Auberta. Przez okrągłe okna i szklany dach można zajrzeć z góry do wnętrza budynku.
    Górny ogród, w którym rośliny zasadzono w 30-centymetrowej warstwie ziemi podzielono na kilka części, różniących się formą, kolorem i zapachem. Autorka wyodrębniła ogród złoty, srebrny, zielony i karminowy. Będąc tam jesienią podziwialiśmy najrozmaitsze jego barwy. Nie umknęła naszej uwadze panorama miasta, rozciągająca się z tarasu widokowego, wąskich kładek i mostków. Wisła, Most Świętokrzyski, katedra na Pradze, iglica Pałacu Kultury i Nauki i całe mnóstwo mniej lub bardziej znanych dachów stolicy jawiło się przed naszymi oczami.

BUW od strony Wybrzeża Kościuszkowskiego

Kaskadowo spływająca woda łączy dolny i górny ogród BUW-u

BUW - dolny ogród

Podziwiamy panoramę stolicy z systemu kładek mostków i tarasu

Z moim Rici w przejściu między różnymi częściami ogrodu

Mieszkańcy zielonych przestrzeni

Świetliki na dachu BUW-u

? złodziejki książek ?

Pomiędzy częściami ogrodu

"Szkic sytuacyjny"  Stryjeckiego

   Od strony ulicy Dobrej, znajduje się tzw. fasada kulturalna BUW-u. Ma ona "mówić o związkach z przeszłością, z różnorodnością cywilizacji, z grecko-rzymskim i judeo-chrześcijańskim źródłem polskiej kultury". Sześć wejść z tej strony rozdziela 8 tablic, na których znajdują się: fragment Etiudy b-moll op. 4 nr 3 Karola Szymanowskiego, zapis matematyczny, tekst sanskrycki, tekst hebrajski, tekst arabski, tekst grecki, tekst staroruski, tekst staropolski....

Pod dachem BUW-u

Fasada BUW-u z 8 tablicami od strony ulicy Dobrej

    O tym, co kryją w sobie te wspaniałe nowoczesne budowle ze szkła i stali nie muszę pisać. Wiem jedno, że należy dobrze strzec myśli człowieka zapisanych drukiem, czy też na różne elektroniczno-cyfrowe sposoby . Oby tragedia aleksandryjska i jej podobne nigdy się nie wydarzyły.

Nicea - głowa pełna książek przed budynkiem biblioteki


10 komentarzy:

  1. Kolejne piękne miejsce na liście "zobaczyć koniecznie" :)
    serdeczne pozdrowienia,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Już jestem...

    Ależ przepiękne miejsce, nie miałam pojęcia, że w tej paskudnej* Warszawce może się mieścić coś tak pięknego. Przyznaję, że nigdy tam nie byłam, chociaż zdarzyło mi się kilka razy odwiedzić stolicę. Może to dlatego, że nie przepadam za dużymi miastami..? W każdym razie biję się w pierś i obiecuję odwiedzić to cudne miejsce, ale jak zrobi się troszku cieplej. :) Przy okazji jakichś targów, być może.

    Dzięki za ciepły określnik, nie bardzo wiem czy zasługuję, ale z pokorą przyjmuję. Ech... Móc raz w życiu zobaczyć wszystkie te cuda -z książką w tle! Wiesz, że kiedyś marzyłam -- właściwie nadal o tym śnię -- aby niczym Corso z Klubu Dumas, Reverte jeździć po całym świecie wyszukując "białe kruki"? Od wielu lat odkrywam co rusz w sobie smykałkę do tego fachu, gdyż zawsze, jakimś dziwnym zrządzeniem losu, znajduję się w odpowiednim miejscu i czasie, i bęc! Biały kruczek leży przede mną, czy częściej -- wiem dokładnie gdzie kopać pod tonami innych ksiąg, aby go znaleźć.

    Chciałam kiedyś pracować w bibliotece, takiej zwyczajnej... Ale strasznie się sparzyłam. Pewna złośliwa jędza rzekła mi perfidnie, że samo moje wykształcenie i pasja do książek, to jeszcze za mało, aby zostać "bibliotekarką". Phi!, może gdybym oddała nerkę jako dotację - tak pomyślałam sobie - przecież praca bibliotekarki to co najmniej fizyka kwantowa. Nie to nie! Dzisiaj jednak rozumiem, że kobieta ta, drżąc o swoją posadę, najzwyczajniej w świecie wystraszyła się, że kiedyś ją zastąpię. Któż to wie? Jestem jednak w gruncie rzeczy szczęśliwa, że los potoczył się tak a nie inaczej, bo któregoś dnia "łoko" tej babie zbieleje ;]-

    Pozdrawiam cieplutko, pardon, że tak o sobie... Zazdroszczę odwiedzin tej biblioteki, ale na pewno nadrobię, niech tylko przestaną sztucznie nas zmrażać ci z HAARPA, a od razu tam pojadę. :)) :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co sądzisz o ogrodach bibliotecznych?
      Ja uważam, że ktoś kiedyś wpadł na dobry pomysł, żeby takowe tworzyć w miejscach użyteczności publicznej. Wyobraź sobie ciepłe lato i mnóstwo zielonych romantycznych zakątków, gdzie możesz się skryć i pochłaniać swoje "białe kruki" bez pamięci, z wypiekami na twarzy i wystarczającą ilością witaminy D, którą ofiaruje Ci letnie słońce.

      Nie wiem, czy czytałaś mój post o Hemingwayu, który zaczynam od Pauli McLain. Pisząc o niej wyobrażałam sobie jak z wielką swobodą porusza się po bostońskiej bibliotece i zatapia się w lekturze dokumentów, rękopisów, biografii...Zazdrościłam jej dostępu do tych wszelkich dobroci. W małej prowincjonalnej bibliotece nie ma książek, które chciałabyś przeczytać i nie wygrzebiesz niczego rewelacyjnego...
      W końcu z ciężkim sercem kupujesz kolejną książkę wydając majątek, ale cieszysz się bardzo jeżeli zakup ci się udał i pozostanie pod ręką na zawsze...

      Oglądając zdjęcia, które udostępniłaś na Facebooku, wyobrażałam siebie w swojej własnej bibliotece, moim własnym królestwie...

      Dzięki za odwiedziny i miły jak zwykle komentarz:)
      Buziaki:)))

      Usuń
  3. Ogród w samym sercu biblioteki, koffana, toż to Raj dla Mola Książkowego! Pardon, że zapomniałam wtrącić, ale pisałam komentarz pod wpływem chwili. Nie ma nic wspanialszego, niż czytać książkę pod gołym niebem, na świeżym -- w miarę możliwości, wiadomo jak to z tym tlenem jest w PL -- powietrzu. Dlatego korzystam do granic możliwości z uroków różanego ogrodu czy też latem przesiaduję nad stawem, prawie że jak jakiś ptaszek w sitowiu, tak iż nie raz zdarzyło mi się wrócić do domu z trawą we włosach i biedronką czy mrówkami za kołnierzem. Ale gdy siedzi się w trawie, pod drzewkiem nieruchomo przez wiele godzin, zatopiona będąc w ciekawej lekturze, łatwo przyrodzie zapomnieć o naszym istnieniu tuż obok. Pape nawet śmieje się ze mnie gdy wracam do domu, że po co przepłacam kupując kwiatowe bukiety perfum skoro po takim czytaniu zawsze przynoszę do domu świeży powiew łąki. ;D Ale cóż... Po kimś muszę mieć tę wyobraźnię... :)

    Myślę zatem, że koncept ogrodu w bibliotece, zwłaszcza takiej nowoczesnej jaką bez wątpienia jest Warszawska, jest jak najbardziej trafiony. Czytanie powinno kojarzyć się wyłącznie z czymś przyjemnym, pięknym, dotleniającym, nie zaś, beznamiętnym połykaniem streszczeń szkolnych, bryków czy zakuwaniem słów kluczy. A tak swoją drogą... To koszmarny pomysł uczyć dzieci w szkole podst. czy liceum uczenia się "słów kluczy". To zabija w nich wszelki popęd do czytania grubszych książek, odbiera im niczym nieskrępowaną wyobraźnię; ten kto to wymyślił powinien porządnie dostać w skórę. Na szczęście większość dzieci pomimo to przesiaduje nieraz (bo książki w PL bardzo drogie) całymi godzinami w Empiku, czytając namiętnie, co widuję często także i w bibliotece, do której jestem zapisana, i za każdym razem wzrasta we mnie pewność, że kultura w tym kraju jeszcze długo nie zginie. Na pewno także nie idzie takim torem, jakby chcieli debile z wiejskiej.

    Ale wracając do przyjemniejszych spraw. Link, który pożyczyłaś, ten ze zdjęciami pięknych bibliotek, jest moim ulubionym jako że osobiście przepadam za takim właśnie wystrojem oaz literackich, tzn: klasycznym, bajkowym, ociekającym pięknym drewnem, zdobieniami, malowidłami, etc... Móc zgubić się w takim miejscu, czy lepiej zamienić w małego duszka, który żyłby pośród tych regałów, by całymi nocami, przez wieki, móc poznawać kolejne tomy.... Ach... No cóż, jestem niepoprawną marzycielką, uzależnioną bezgranicznie od czytania, książek i wszystkiego, co z nimi związane. Czytanie mam we krwi, jak kawę, i jedno i drugie odziedziczyłam po papie za co jestem mu szalenie wdzięczna, i czym nie wstydzę się pysznić. ;D

    Pozdrawiam cieplutko, więcej takich postów sobie życzę, ale bez nacisku. Twoja wola, o czym piszesz, Ewuniu :)) :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest tak, że gdzieś w zakamarkach pamięci kryje się coś ciekawego... Wystarczy jakiś sygnał, bodziec, a pamięć się uaktywnia i wyrzuca na światło dzienne to co zostało w niej schowane:)
      Wrzuciłaś na Facebooka zdjęcia bibliotek i uruchomiłaś moją pamięć:)
      Zaczęłam przypominać sobie moje biblioteczne przygody, ulubione księgarnie, sposoby kupowania książek, których kiedyś w księgarniach polskich nie było. Nie raz trzeba było jakimś cudem wykupić subskrypcję na kilka tomów encyklopedii, czy innego dzieła.

      Chi, chi, najpiękniejsze moje spotkanie z książką miało miejsce w Paryżu, nad Sekwaną. Uwielbiałam zaglądać do wielkich walizek bukinistów, zamykanych na noc na kłódki. Samo oglądanie, dotykanie, przewracanie starych pachnących kurzem kartek przyprawiało mnie o zawrót głowy...

      Usuń
  4. Mnie przyprawia o zawrót głowy to, że tak wiele mnoży się w mojej głowie, a nie zawsze potrafię czy mam czas i środki, aby to przekazać. Jak jeszcze do tego dołoży się ilość wspaniałych książek, których zapewne nigdy nie przeczytam, bo nawet o nich nie usłyszę... No cóż, życie to jedna wielka lekcja, jak radzić sobie ze stratą. :)

    Pozdrawiam :DD :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie ogarniesz wszystkiego, bo jest to po prostu nie możliwe.
      Jedyne co możesz zrobić to wybierać i wierzyć, że dobrze wybrałaś.
      A jak to sprawdzić? Myślę, że miernikiem tego jest dobre życie. Nie mam na myśli jedynie materialnego dostatku, podobnie jak Ty. Myślę o sposobie życia i tym co przynosi radość i nadaje mu sens:)
      Moje życie zmieniało się radykalnie co jakieś dziesięć lat i to jest mój sukces:) Nie zatrzymałam się w drodze, mimo, że nie byłam sama:)
      Buziaczki:)

      Usuń
  5. Ja też nie zatrzymam się w miejscu, droga Ewo, tyle że jestem typem samotnika i to ona (samotność) daje mi szczęście. :)

    Pozdrawiam i raz jeszcze gratulations za udany post. :)) :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Hola hola, nie jest tak źle!
    Może i na Hawajach jest drogo, ale na Bali można mieć mieszkanie za 300-400zł miesięcznie (niewłasne, wynajmowane:))) I nie namiot:))
    Wszystko się da:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pocieszając, co napisałaś. Wiem, czytałam Twojego bloga i gdybym tylko miała kogoś, z kim mogłabym podróżować, tak jak Ty to zrobiłaś z Piotrem, nie zastanawiałabym się ani pięć minut. Wasze wyprawy są niezwykle ciekawe:) Życzę dalszych równie pięknych podróży:)
      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń