piątek, 10 października 2014

Nikifor Epifaniusz Drowniak - Ikona Krynickich Zdrojów


    cd W dwa tysiące czwartym roku na ekrany kin wszedł film Krzysztofa Krauze Mój Nikifor. Rolę najsłynniejszego polskiego malarza prymitywisty znakomicie zgrała osiemdziesięcioośmioletnia Krystyna Feldman, znana z licznych wyrazistych ról epizodycznych i drugoplanowych. Rola Nikifora była pierwszą w życiu aktorki rolą pierwszoplanową.
    Pamiętam, że jej kreacja wywarła na mnie ogromne wrażenie i wpłynęła na nieco inne postrzeganie malarstwa prymitywnego, które już wcześniej było przeze mnie zauważane. W szczególności bowiem doceniałam obrazy francuskiego malarza naiwnego Henryka Rousseau i... jego Muzę inspirującą poetę - Portret Guillaume'a Apollinaire'a i Marie Laurencin
z tysiąc dziewięćset dziewiątego roku, który to często pojawiał się w podręcznikach do nauki  języka francuskiego w rozdziałach Civilisatoin et Culture Française.





     W tym roku we wrześniu, przebywając w Krynicy Zdroju, w towarzystwie R, przyjrzałam się bliżej polskiemu artyście urodzonemu pod koniec dziewiętnastego wieku. Wędrowaliśmy oboje jego śladami, robiliśmy zdjęcia i próbowaliśmy wejść w przestrzeń, którą przedstawiał na swoich obrazkach.
    A malował na wszystkim co znalazł, na skrawkach papieru, kawałkach tektury, okładkach starych zeszytów...
    Swoje prace sygnował wykonanymi według jego instrukcji Pieczęciami Nikifora, nadając im rangę dokumentu urzędowego.
    Przez kilkadziesiąt lat wychodząc do pracy na krynicki deptak zabierał ze sobą drewnianą walizeczkę oraz list proszalny napisany na kartce o wymiarach formatu A4, umieszczony w małej przeszklonej gablotce zawieszonej na sznurku...  










    Śledząc jego losy, nie musiałam utwierdzać się w przekonaniu, że wielkości człowieka nie mierzy się jego wyglądem, stylem życia, ilością przyjaciół, majątkiem czy też licznymi dyplomami, wiedziałam, że sens życiu nadaje pasja tworzenia i tę właśnie pasję odnajdywałam u Epifaniusza Drowniaka - Łemka, którego tak jak i innych z tej wschodniosłowiańskiej grupy etnicznej ludzi, próbowano w ramach Akcji Wisła w latach tysiąc dziewięćset czterdzieści pięć - czterdzieści siedem wysiedlić do ZSRR, lub rozproszyć po innych regionach Polski.
    Nikifor zawsze wracał do Krynicy, z którą był uczuciowo bardzo mocno związany. Urodził się w Krynicy Wsi. Ojcostwo przypisuje się nieznanemu z nazwiska Polakowi, prawdopodobnie malarzowi, jakich wielu przebywało w tamtych czasach w willi Trzy Róże. Jego matka Jewdokia Drowniak, córka Hryhoria i Tatiany z domu Krynickiej ze wsi Powroźnik, była głuchoniema, żyła w nędzy, żebrała, wykonywała najpodlejsze roboty, nosiła wodę do pensjonatów. Ze swoim nieślubnym dzieckiem żyła w całkowitej izolacji. Mówiono że kiedy szła do pracy zawiniątko z chłopcem zostawiała pod mostem.
    Epifaniusz odziedziczył po matce upośledzenie. Bełkotliwa, bardzo niewyraźna mowa uniemożliwiała mu normalny kontakt z ludźmi i naukę w szkole, do której podobno przez krótki okres uczęszczał. Osierocony podczas I wojny światowej, traktowany był początkowo przez krynicką społeczność jako odmieniec. Po wielu latach malarza zaprowadzono do laryngologa, gdzie zdiagnozowano wrodzoną wadę - przyrośnięty język, co nieodwracalnie utrudniało mówienie.


   
Zanim zabrałam się za pisanie tego posta obejrzałam po raz drugi znakomicie zrealizowany obraz Krzysztofa Krauze Mój Nikifor. Chciałam bowiem przypomnieć sobie nie tylko postać samego Nikifora fenomenalnie zagranego przez Krystynę Feldman, ale także sylwetkę innego polskiego malarza Mariana Włosińskiego, który jako plastyk pracował w Krynickich Domach Zdrojowych i który rezygnując z własnej twórczości opiekował się przez osiem ostatnich lat życia chorym na gruźlicę Nikiforem.
    To on spełniał wszystkie zachcianki artysty. P
oleciał z nim nawet w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku na wystawę jego prac do Bułgarii, co nie było wcale takie proste, bowiem okazało się, że nie ma żadnych dokumentów, na podstawie których możliwe byłoby wydanie dowodu tożsamości krynickiemu artyście. Wówczas to, na wniosek Stefana Półchłopka sąd w Muszynie określił jego tożsamość jako Nikifor Krynicki i wystawił dla Nikifora Krynickiego akt urodzenia.
    W marcu dwa tysiące trzeciego roku działając na wniosek Zjednoczenia Łemków, Sąd Rejonowy w Muszynie unieważnił ten akt i uznał, że artysta znany jako Nikifor to urodzony dwudziestego pierwszego maja tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego piątego roku Epifaniusz Drowniak.
    Sam Nikifor podpisywał się na swoich pracach jako Matejko lub Netyfor (łemkowskie brzmienie imienia Nikifor), często popełniając błędy w pisowni, których nie sposób nie zauważyć na jego pracach.
    W Galerii Sztuki Romanówka przy Bulwarach Dietla 19, filii Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, oglądaliśmy akwarele, gwasze, rysunki namalowane kredką i ołówkiem, przedmioty należące do Nikifora oraz zdjęcia wykonane przez Mariana Włosińskiego. Mówi się, że wykonał ich trzysta, co przy dzisiejszych możliwościach technicznych wydaje się być znikomą liczbą, jednak w latach sześćdziesiątych była to nie lada sztuka. Podobały mi się wszystkie, wiele z nich pokażę. Pokażę też inne pamiątki, które fotografowaliśmy z R w Muzeum Nikifora.  


























    Naszą uwagę przyciągały liczne szczegóły na obrazkach, które artysta umieszczał w dziwnych miejscach, na przykład mężczyzna z papierosem na wierzchołku środkowej wieży zespołu budynków miejskich...
    Godną uwagi i chwili refleksji był Modlitewnik Nikifora wykonany przez niego samego w latach tysiąc dziewięćset dwadzieścia - dwadzieścia pięć, którego wszystkie eksponowane w muzeum strony  sfotografowałam.
  














   
      Innymi cennymi w zbiorach muzeum eksponatami była poezja mu poświęcona:

- Nikifor - Zbigniewa Herberta (1957)
- Epifania - Petro Murianka
- Tryptyk Nikiforowski - Jerzego Harasymowicza (1968)

oraz inne dokumenty, teksty, plakaty, książki...


















     Przy Bulwarach Dietla, słynnym deptaku miejskim, między równolegle położonymi względem siebie ulicą Kazimierza Pułaskiego i Aleją Nikifora Krynickiego postawiono pomnik, przy którym zatrzymują się kuracjusze, po czym po chwili zadumy, krótkich rozmowach, sesjach zdjęciowych..., wędrują dalej pięknie ukwieconą parkową Aleją Nikifora Krynickiego aż do Pijalni Wód Mineralnych Jana mijając po prawej dolną stację kolejki PKL i restaurację Hydropatia po lewej.











     Wspomnę także o ciekawej budowli, której wygląd i rozmiary przypominały bardziej stróżówkę niż letnią pracownią Nikifora. Postawiono ją przy długiej, biegnącej pod górę, ulicy Pułaskiego, przy której znajdował się także nasz Dom Zdrojowy Mielec.



    Tuż obok drewnianej budki stał drogowskaz kierujący kuracjuszy do Karczmy Łemkowskiej i Art Hotelu Nikifor.
    Zajrzeliśmy i tam. Oddzielne wejście do lokalu znajdowało się w dolnej części hotelu od strony ulicy Profesora Henryka Świdzińskiego. Ujmująca wdziękiem pani z obsługi zapraszała do środka. To od niej dowiedzieliśmy, że karczmę zbudowano z dwusetletnich bali pochodzących z rozbiórek domów łemkowskich i zachowano całkowicie styl chałupy łemkowskiej łącznie z jej wystrojem.  




















    Zajrzeliśmy także do kościoła greckokatolickiego pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła, w którym w wieku pięćdziesięciu dwóch lat Nikifor został ochrzczony i jak podaje informacja umieszczona na tablicy przy wejściu do świątyni, należał on tam do Bractwa Cerkiewnego, a sama cerkiew była Akademią Sztuki dla Nikifora Epifaniusza Drowniaka.
    Zastanawiający jest zapis w Księgach metrykalnych w parafii greckokatolickiej w Krynicy (nr 7372, s. 174, zał. 2) mówiący o tym, że  Nikifora ochrzczono na drugi dzień po jego narodzinach:
   1895 Meusis Maji, Natus 21, Baptisus 22, Neumerous Domes 49, Nomen Epiphanius, Religio Catolico, Sexus Puer, Thori Illegitimi, Parentes: Pater ignatus, Mater: Eudocia Drowniak filia Gregorii Drowniak et Tatianae natae Krynicka...”.
    Zatem dlaczego ochrzczono go po raz drugi skoro
przyjmuje się, że chrzest udzielony w Kościołach prawosławnych, w Kościele starokatolickim, anglikańskim i w wielkich Kościołach ewangelickich odpowiada i co do formy dopełnienia go, i co do intencji chrztowi w Kościele katolickim, a więc jest chrztem ważnym?










    Krynicki malarz prymitywista zmarł dziesiątego października tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku w sanatorium w Foluszu koło Jasła. Pochowano go w jego ukochanej Krynicy na cmentarnym wzgórzu przy ulicy Cmentarnej, tuż obok kaplicy z czerwonej cegły...

 



    Jak bardzo pasuje mi do zakończenia tego postu piosenka Czesława Niemena - Dziwny jest ten świat ludzkich spraw, czasem aż wstyd przyznać się. A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem.      Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. Nie! Nie! Nie! Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie.
   
Nikifor Drowniak niemal przez całe swoje życie żył w nędzy, żebrał i sprzedawał swoje obrazki przed Nowymi Łazienkami. Dzisiaj siedzi w kącie Starego Domu Zdrojowego, do którego ze specjalną kartą uzdrowiskową chodziliśmy po wodę mineralną  Słotwiczankę.
    Społeczność krynicka stroniła od boskiego szaleńca, często był przepędzany, ale kiedy o jego naiwnej sztuce zaczęto mówić w świecie, organizować wystawy, kupować i zawieszać jego małe naiwne dzieła w galeriach w Londynie, Rzymie, Zurychu, Brukseli, Amsterdamie, a nawet w Nowym Jorku i Chicago, to ta sama społeczność krynicka zainteresowała się rodzimym szaleńcem i choć sam artysta nigdy o to nie zabiegał stał się ikoną Krynickich Zdrojów.

    A zatem, pozwólmy żyć godnie obok nas owym odmieńcom, boskim szaleńcom, wszystkim artystom, z ich własnymi odmiennymi wizjami świata...



























 





Krynica Zdrój, wrzesień 2014 roku  
               cdn 



Tryptyk Nikiforowski
I
Pusto w cerkwi tu tylko słońce i księżyc
Leżą na posadzce krzyżem
Drogą zamiast wiernych dziś mrówki idą do cerkwi
I rosną świętym w rękach kwiaty prawdziwe

Jesienią dach cerkwi na wielkim wietrze
Zakołatał i jak jastrząb uleciał
Dziś strugi łez płyną świętym
Gdy błyskawica przyświeca

Lub śnieg ich kryje
Białym gronostajem
Lub czeremchy kwiatem
Są przyprószeni majem

I śpi łemkowski święty jak puchacz biały
W złotej dziupli ikony
Samotny jak palec jego
Do góry podniesiony

II
                                                              
Skończył się już
barwny ikonostas
nikiforowych dni

Zaszło już
ruskie słoneczko
Za górkę kudłatą

Weszli do izby
dotknęli ramienia
myśleli śpi

A jego już na ognistym wozie
zawiózł do siebie
Pantokrator

Boże Łemków
w kożuchu czerwonym
na dyniach cerkwi złotych

Przyjmij jak umiesz najlepiej
sługę swego Nykyfora
na swym stryszku małym
pełnym drewnianych lichtarzy

Daj mu kąt niebieski
w kurzu gdzieś za ikonostasem
daj rajskie kredki
Pięknie Cię prosi
ikonopis Harasym

I psa jego Haukę przygarnij
którą ukamienowali
i dziś niech płynie
między chmurami
jak łania biała

I niech będzie w niebie
Nikifor wesoły i młody
w kwitnącym sadzie
ruskich festynów
bo i taki był na świecie
wesoły pomocnik fryzjera
ale takiego nie znamy

I wielki Pantokratorze
chodząc z lichtarzem
w ciemnościach
znajdź nam
Matkę Nikifora Drowniaka
wesołą i śpiewającą
bo i taka była na świecie
ale takiej nie znamy

I niech nie chodzą z matką głodni
po niebie

III

Oto cmentarz
zielem zarosły
wiatrołom
świętego drzewa

Oto cmentarz Łemków
w Złockiem
w Szczawniku
w Leluchowie

Oto śpią na podłodze
dawno już spróchniałej
bez krzyża nad głowa

Włodzimierze
Drowniaki
Nykyfory

4 komentarze:

  1. Proste i bezpretensjonalne, w prostocie swej genialne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie powinno być życie, proste i bezpretensjonalne, w prostocie swej genialne :)
      Dziękuje i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ciekawa , bardzo kompletna Twoja relacja o Nikiforze....Krynica chlubi sie artysta jak widac, dobrze ,ze pamieta sie o tym artyscie, jest obecny teraz. Krynica zwiazana jest na zawsze z tym wielkim prymitywista. sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje,Ewa, tracimy duzo nie zwracajac uwagi kogo Pan Bog postawil na naszej drodze. A wystarczy byc swiadomym kto i co jest tuz,gdziekolwiek jestesmy. Interesujacy i wyczerpujacy wpis. Dziekuje i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń