środa, 15 października 2014

Cuda Afrodyzji




   
O Afrodyzji, starożytnym mieście karyjskim, w Azji Mniejszej nie zdążyłam napisać, bowiem wyjechałam do Francji, później na południe Polski i na blogu pojawiać się zaczęły bieżące wpisy. Dzisiaj nadrabiam zaległości, chociaż w tym poście będzie więcej zdjęć niż treści.
    Dla przypomnienia podam, że pisałam o Antalyi, Tahtali, Phaselis, Chimerze i Bellerofoncie, Olympos, Myrze i świętym Mikołaju, o rejsie na Kekovę i rejsie rzeką Daylan, o wąwozie Saklikent, o Kaş, Patarze, Ksantos, Letoon, Tlos,
Ölüdeniz, Fethiye, Kayaköy, Hierapolis, Trawertynach Pamukkale i innych ciekawostkach geograficzno-przyrodniczych.

   
Afrodyzję zwiedzałam we wtorek, dziesiątego czerwca tego roku. Był to przedostatni dzień mojego pobytu w Turcji, dzień upalny, parny, burzowy, z dynamicznym sklepieniem nade mną, na którym królowały chmury wysokie, średnie, niskie, pierzaste, kłębiaste, warstwowe, białe, niebieskie, granatowe..., niebo pomrukiwało i straszyło groźnymi wyładowaniami. Fotograficzne światło było wręcz rewelacyjne, ale nie potrafiłam go w pełni wykorzystać jako, że jestem tylko fotografem amatorem.
    Miałam na sobie długą do kostek, zieloną sukienką z odkrytymi ramionami, które przykryłam cienką bawełnianą chustą w pomarańczowych odcieniach z czarnym szlakiem dokoła z maszerującymi gęsiego żyrafami i olbrzymią palmą na tle zachodzącego słońca. Głowę omotałam jedwabnym, ciemno zielonym szalikiem. Ech..., wyglądałam jak jakaś zakręcona, no ale cóż kiedy słońce paliło niemiłosiernie na tym bezludziu.
    Błąkałam się po rozległych pozostałościach antycznej Afrodyzji w towarzystwie Pauliny i niewielkiej,  jedynej tam grupy turystów, ciesząc się, że tłumy ciekawskich nie przesłaniają mi fantastycznych zabytkowych ruin. A tak w ogóle, to dostaliśmy się tam... chi, chi, chi... niezwykłym środkiem lokomocji, a mianowicie przyczepą ciągnioną traktorem.
    O dziwo, nie spadła na nas ani jedna kropla deszczu,  burza swoim ogonem pogroziła tylko i odeszła tam gdzie ja nie miałam zamiaru podążać. To był piękny, niesamowity, pełen niezapomnianych wrażeń dzień. Zachwycałam się dosłownie wszystkim, a kiedy weszłam do wspaniale urządzonego Muzeum Afrodyzji, to zamiast przyglądać się eksponatom robiłam im zdjęcia, jedno po drugim łącznie z tabliczkami, na których zapisane były ich nazwy, pochodzenie, wiek, a także imiona i nazwiska sponsorów, dzięki którym je odrestaurowano. Dopiero w domu przyjrzałam się dokładniej eksponatom i je opisałam.

   
Pozwólcie zatem, że moją prezentację zdjęć zacznę od owego środka lokomocji, który zabrał grupę z parkingu w wiosce Geyre i zawiózł do antycznego miasta, które nazwę swoją wzięło od bogini-matki starożytnych Greków - Afrodyty i gdzie znajdują się pozostałości świątyni poświęconej jej kultowi z epoki hellenistycznej  w stylu jońskim, którą w szóstym wieku przekształcono w kościół.
 








    Stadion  o wymiarach dwieście sześćdziesiąt dwa na pięćdziesiąt dziewięć metrów i trzydzieści tysięcy widzów - jeden z najlepiej zachowanych antycznych stadionów. Pokazywałam już wcześniej i opisywałam stadiony w Delfach, w Olimpii... 



    Łaźnie Hadriana z drugiego wieku naszej ery. Były tam baseny z wodą zimną (frigidarium), ciepłą (tepidarium) i gorącą (caldarium). 







    Teatr na około siedem tysięcy osób z inskrypcją patrona budowli Gajusza Juliusza Zoilosa, wyzwolonego niewolnika cesarza Oktawiana Augusta.  
     Zoilos najprawdopodobniej porwany przez piratów, wywieziony z Afrodyzji i sprzedany w niewolę cesarzowi, a następnie przez niego uwolniony, wzbogacił się i jako bardzo zamożny człowiek powrócił do Afrodyzji i sponsorował wiele budynków publicznych. Kiedy zmarł w latach dwudziestych pierwszego stulecia naszej ery mieszkańcy Afrodyzji wznieśli na jego cześć wielki monument. 





    Sebasteion religijne sanktuarium poświęcone kultowi cesarzy rzymskich, których czczono jak bogów. 









    Tetrapylon - monumentalna brama na drodze wiodącej do świątyni Afrodyty 








    Ruiny Afrodyzji nie leżą w sąsiedztwie kurortów i daleko stąd do wybrzeża Morza Śródziemnego, a ślady osadnictwa pochodzą aż z epoki neolitu czyli z przed około sześciu tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa. 











                                      Eksponaty znajdujące się na zewnątrz muzeum






















                                        Eksponaty znajdujące się wewnątrz muzeum





















































    Turcja, Afrodyzja, 10 czerwca 2014 roku

6 komentarzy:

  1. ciekawe co przetrwa po naszej epoce...
    lubię te wielkie osty, kojarzą mi się z wakacjami i z południem Europy właśnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ziemia się nie rozpadnie za przyczyną człowieka albo jakiejś asteroidy to pewnie wiele przetrwa.
      A wakacje na południu Europy kojarzą mi się nie tylko z taką właśnie roślinnością, ale i z zapachami uwalnianymi z roślin przez słońce a także z cykadami...
      Ściskam serdecznie :))

      Usuń
  2. Wyjątkowe miejsce, piękne pomimo tego iż zostały z niego tylko ruiny...
    Myślę, że warto było przemierzać kilometry... traktorem aby zobaczyć coś tak wyjątkowego...
    Szkoda, że tak niewiele się zachowało :(
    Pomimo uroku miejsca najdłużej skupiłam się na... Twojej sukience - cudna ;-)))
    Pozdrawiam cieplutko choć jesiennie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, miejsce wyjątkowe to prawda, i nie są tylko ruiny, o czym świadczą odrestaurowane eksponaty zgromadzone w muzeum...

      Dziękuję za cieplutkie pozdrowienia i również cieplutko pozdrawiam kobietkę tak bardzo kreatywną :)))*

      Usuń
  3. Wspaniałości, cudowności, skarby nad skarbami. Cieszy mnie przeogromnie, że mogę poznawać kolejne fragmenty Starożytności dzięki twoim wędrówkom. :) A przy okazji zwróciły moją uwagę dwa imiona: Nysa oraz Leda z łabędziem. Toż to kropka w kropkę nawiązanie (powiązanie) ze słowiańską mitologią a nawet, celtycką. Może zatem rację mają rosyjscy badacze, którzy twierdzą, że Słowianie w Starożytności mieli o wiele większy (geograficznie i kulturowo) zasięg niż dzisiaj?!

    Pozdrawiam cieplutko :))) :*** (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruiny starożytnej Afrodyzji zwiedzałam w pośpiechu, bowiem z każdej strony nadciągała burza, paliło słońce, a zabytkowa przestrzeń była ogromna. Niewiele też czasu miałam na wspaniale urządzone muzeum, z wyjątkowo cennymi eksponatami. Fotografowałam je niemal w biegu, żeby spokojnie w domu im się przyjrzeć i je opisać.
      I tak jak Ty stwierdziłam, że znajdują się tam cudowności, skarby nad skarbami, które ciągle mnie zadziwiają i uzupełniają moją wiedzę...
      Cmoki, ćmoki, serdeczności :)))*

      Usuń