poniedziałek, 23 listopada 2015

Écouen pod Paryżem tylko dla miłośników renesansu i gotyku płomienistego




   
W poprzednim poście pokazałam renesansowe wnętrza zamku w Écouen,
a d
zisiaj pokażę zamek z zewnątrz.
    W porze lunchu, między godziną dwunastą czterdzieści pięć a czternastą, postanowiłam pospacerować po posiadłości konetabla Anne de Montmorency i zorientować się w terenie. To co odkryłam wprawiło mnie w zdumienie i uświadomiło mi, że nie jestem aż tak bardzo spostrzegawcza jak mi się wydawało. Ale po kolei.
    W zamku nie było tłumów. Ci co chcieli spędzić więcej czasu w muzeum i wrócić do zwiedzania po przerwie obiadowej, rozsiedli się w usytuowanej na parterze restauracji Delyan z wyjściem na taras widokowy. Ja zaś, wybrałam odległy zakątek ogrodu, rozłożyłam się z drugim śniadaniem na obszernej kamiennej ławie wygrzanej słońcem, ustawionej jak wiele innych na granicy lasu i obserwowałam samoloty startujące z pobliskiego lotniska Roissy-Charles-de-Gaulle
































    Później dopiero ruszyłam na rekonesans. W lesie odkryłam obwiedziony wysokim murem mały cmentarz z kilkoma nagrobkami, a ponieważ furta cmentarna równie szczelna jak mur była zamknięta więc wyciągnąwszy do góry rękę z aparatem pstryknęłam kilka zdjęć i ruszyłam na taras z panoramą na Plaine/Pays de France (Nizina Francji). Dopiero tam dotarło do mnie, że tuż, tuż, pode mną, znajdował się przystanek autobusowy linii 269, ratusz, biuro turystyczne i kościół. Byłam tam przecież rano i zamiast poszukać jakieś ścieżki wiodącej pod górę do zamku, to ja przemaszerowałam kawał drogi ulicami miasta a potem lasem...
    No cóż, jak ktoś nie ma w głowie to ma w nogach, pomyślałam i postanowiłam rozejrzeć się, którędy mogłabym zejść na dół, ażeby znacznie skrócić sobie drogę powrotną. W pobliżu zamku napis na drewnianej tabliczce głosił, że przejścia nie ma. Nie dałam za wygraną i po popołudniowej wizycie w muzeum renesansu, dziką, mało uczęszczaną ścieżką dostałam się na plac kościelny place de l'Église.








    Biuro turystyczne Office de Tourisme naprzeciwko kościoła było otwarte, ale zanim weszłam do budynku odkryłam, że z okolonego także wysokim murem ogrodu jest przejście do zamku, ale być może czasowo nie uczęszczane i najpewniej napis na tabliczce dotyczył tego miejsca. 























    W biurze zapytałam dlaczego kościół jest zamknięty i czy w ogóle jest jakaś możliwość wejścia do świątyni. Pan mniej więcej w moim wieku odpowiedział, że chętnie otworzy mi szesnastowieczny zabytek i opowie mi jego historię. Usłyszałam także historię rodu Montmorency i historię miasta. Byłam mu bardzo wdzięczna, bowiem odczytanie wszystkich biblijnych i historycznych postaci umieszczonych w witrażowych oknach byłoby dla mnie zupełnie nie możliwe.  Obecnie w kościele odprawia się jedną mszę niedzielną o godzinie jedenastej i dwie tak zwane tygodniowe wieczorną we wtorek i poranną we czwartek.
    Miłośników witraży zapraszam do środka. Kto chce może zrobić sobie wirtualną wycieczkę tutaj z być może lepszą wyrazistością zdjęć niż te, które ja prezentuję.
 
    Kościół Saint-Acceul w Écouen jest jedynym kościołem we Francji pod takim wezwaniem. Jak się okazuje świętego Acceula nie ma i nie było, a ponieważ w kościele przechowuje się relikwie innego świętego męczennika Andeolusa z Vivarais (Andéol du Vivarais) to zapewne on jest właściwym patronem świątyni. Nie będę jednak wchodzić w szczegóły i wyjaśniać dlaczego te dwie postaci a nawet trzy mieszają się przy próbie bliższego poznania historii owej świątyni.
   Wiadomo, że pierwsze relikwie świętego Andeolusa (w źródłach odnajdujemy też świętego Acheula i świętego Acceula) przywiózł do Écouen powracający z krucjaty przeciwko albigensom Mathieu II de Montmorency w trzynastym wieku. Kolejną relikwię, obojczyk męczennika, przywieźli parafianie z Bourg-Saint-Andéol w tysiąc siedemsetnym roku - relikwiarz i witraż przedstawiający świętego znajdują się w kaplicy chrzcielnej. Podczas Rewolucji francuskiej pierwsza relikwia została spalona. Zniszczeniu uległy także dokumenty świadczące o wyglądzie i wieku tej budowli, która istniała na długo przed sprowadzeniem się do Écouen konetabla Anne de Montmorency, który wraz z budową zamku rozpoczął odbudowę kościoła.
    Od panowania Merowingów w Saint-Acceul odprawiono kilka milionów mszy i wygłoszono dziesiątki milionów kazań, przez jedenaście stuleci chrzczono dzieci, udzielano ślubów i grzebano zmarłych. Wcześniejsza budowla niestety pękała, chwiała się i niszczała. W tysiąc pięćset trzydziestym szóstym roku otrzymała nową formą i od tamtej pory Anne de Montmorency rozpoczął jej nową historią. Do jej budowy i budowy zamku zatrudnił swojego architekta Jeana Bullant. Dzisiaj ulica przebiegająca między tymi dwoma budowlami nosi nazwę tego wielkiego artysty epoki renesansu, a jego szczątki znajdują się w kościele prezentującym gotyk płomienisty.

    
Przyznaję - to tylko moje zdanie - że jest to najmniej ciekawa konstrukcja wzniesiona w tym stylu, jaką do tej pory widziałam, nie mniej jednak warta wyprawy do
Écouen.
    - Co mi się w niej podoba, a co nie?
    Jeżeli spojrzymy na nią od strony południowo-wschodniej, to prezentuje się dość okazale, wyraźnie widać różnicę poziomów między nawą główną a chórem (prezbiterium) zakończonym apsydą, przypominającym paryską Sainte-Chapelle, z tą różnicą, że ta ostatnia jest dwupoziomowa. I to chyba chór jest najbardziej imponującą częścią świątyni wzniesionej na niesymetrycznym planie.
    Spójrzcie na zdjęcie. Otóż składa się ona z nawy głównej i tylko jednej nawy bocznej w dodatku znacznie niższej, co od strony fasady nadaje konstrukcji przysadzisty wygląd. Od strony fasady dobrze widoczna jest także wieża wzniesiona po środku ściany północnej.
    Ponoć drugiej nawy bocznej nie wybudowano rozmyślnie, uzyskując tym samym optymalne doświetlenie nawy głównej, natomiast różnicę poziomów pomiędzy nawą główną a strzelistym chórem tłumaczy się brakiem środków na jej dokończenie. I co ciekawe, jak już wspomniałam wcześniej, od strony południowo-wschodniej nie widać nie dokończonej dzwonnicy, która wysokością nie imponuje i zobaczyć ją można tylko od strony placu kościelnego place de l'Église, albo ze wzgórza na którym stoi zamek konetabla. 







    Nie będę wtajemniczać we wszystkie szczegóły budowy świątyni długiej na trzydzieści sześć metrów i szerokiej na dwanaście i pół, bowiem największym jej skarbem są oryginalne szesnastowieczne witraże wykonane w tej samej pracowni co witraże zdobiące okna zamków w Écouen i w Fontainebleau i to właśnie im warto poświęcić więcej czasu.

   
W witrażach nawy bocznej przedstawiających Zaśnięcie NMP,
Wniebowzięcie NMP, Nawiedzenie świętej Elżbiety, Zwiastowanie NMP - wyraźnie widać wpływy włoskie.
    W apsydzie, portrety wielkich panów z Écouen i ich dzieci, wykonane zostały w najlepszej tradycji francuskiej.
    W dwudziestu oknach oświetlających wnętrze pięć witraży pochodzi z tysiąc pięćset czterdziestego piątego roku, a o rok starsze są trzy inne zainstalowane w kaplicy NMP.

   
Najdłużej chyba zatrzymałam się w apsydzie kościoła przyglądając się witrażom zamontowanym po lewej i prawej stronie ołtarza głównego. Kolorowe obrazy w oknach jak zdjęcia w rodzinnym pamiątkowym albumie:

- po lewej klęczący konetabl Anne de Montmorency (1493-1567),
a tuż za nim jego pięciu synów:

Franciszek (1530-1579) przyszły marszałek Francji i gubernator Paryża
Henryk (1534-1614) gubernator Langwedocji i konetabl Francji
Karol (1537-1612) przyszły admirał
Gabriel baron Montberon
Wilhelm (zm. 1593), pan Thoré
    górna część tego witrażu to dwie sceny Męki Pańskiej, biczowanie i wyszydzanie Pana Jezusa

- po prawej żona konetabla księżna Magdalena Sabaudzka (1510-1586?)
i jej pięć córek:
Eleonora
Anna
Joanna
Katarzyna
Ludwika
    Dwie kolejne córki tej przykładnej, pobożnej i wiernej sobie pary małżonków, Maria i Magdalena, urodzić się miały w czasach rosnącej rozwiązłości dworskiej.
    Podczas gdy Eleonora poślubi Franciszka de la Tour d'Auvergne i zostanie babką słynnego Turenne'a (Henryka de la Tour d'Auvergne) jej trzy siostry poświęcą się życiu zakonnemu.
    Na witrażu widać świętą patronkę księżnej Sabaudzkiej w scenie Zmartwychwstania. Jezus w stroju ogrodnika rozmawia z Marią Magdaleną, po tym jak odnalazła pusty grób.
    Górny fragment przedstawia świętą Magdalenę w otoczeniu dwóch innych świętych kobiet i świętego Jana, podtrzymującą NMP widoczną u stóp krzyża, na którym kona jej Boski Syn.

   
Główną postacią kolejnego witrażu jest mężczyzna w purpurze, Odet de Coligny kardynał z Châtillon (1515-1571) - siostrzeniec konetabla, który przysporzył wujowi nie mało zmartwień. Odet de Coligny w wieku szesnastu lat został kardynałem a mając ich czterdzieści dziewięć wywołał skandal wśród katolików zawierając związek małżeński z Isabelle de Hauteville, w obecności swoich dwóch braci, największych wojskowych przywódców protestanckich podczas wojen religijnych. Para mieszkała razem od trzech lat. Rok przed ślubem Odet de Coligny został wyznawcą kalwinizmu, ekskomunikowany przez papieża i pozbawiony biskupstwa w Beauvais schronił się w Anglii, gdzie wkrótce otruty zmarł. Pochowano go w katedrze Canterbury.  
    W dolnej części Odet występuje w podwójnej ewokacji: dobrego pasterza i raju ziemskiego, obok swojego patrona świętego Odona.
    Bardziej znanym od kardynała był jego brat, drugi siostrzeniec konetabla Anne de Montmorency, Gaspard II de Coligny, francuski admirał, przywódca hugenotów w czasie wojen religijnych we Francji - pierwsza ofiara Nocy świętego Bartłomieja. Trzecim zaś siostrzeńcem był François d'Andelot, pierwszy konwertyta wśród braci...

   
W przedostatnim witrażu nawy poprzez swojego świętego patrona przedstawiony jest Henryk de Montmorency, gubernator Langwedocji, który użyczył pomocy militarnej protestanckiemu królowi z Nawarry, Henrykowi IV, sugerując mu jak najszybsze przejście na katolicyzm. Henryk de Montmorency jako konetabl (1594) w duchu ekumenizmu służył swojemu królowi do końca.

   
Ostatni witraż nawy przedstawia Matkę Boską Siedmiobolesną
i Antoinette de La Marck pierwszą żonę Henryka de Montmorency - drugiego syna konetabla Anne de Montmorency i konetabla za rządów hugenota Henryka IV. Z tego związku narodzić się miały dwie córki, na witrażu Charlotte - przyszła księżna Angoulême i Małgorzata - księżna Ventadour...





















    Zamykając kościół mój przesympatyczny przewodnik zaproponował mi jeszcze obejrzenie w Manoir des Tourelles (dwór z wieżami, siedziba biura turystycznego) ekspozycji zatytułowanej Acte Sud Peintures de Kélyne.
    Budynek skonstruowano na trenie dawnego rozarium zamkowego. Na parterze znajdują się pomieszczenia administracyjne i salon herbaciany, ze stolikami także w ogrodzie, gdzie można chwilę odpocząć przy filiżance herbaty, bądź kawy, albo ugasić pragnienie zimnym napojem, lub posilić się ciasteczkami. Tam też można znaleźć wszystkie informacje dotyczące życia kulturalnego Écouen i działalności miejscowych artystów.

    Ciekawostką jest przestrzeń poświęcona francuskiemu wynalazcy telegrafu optycznego. Pierwszy w świecie eksperyment komunikacji wizualnej Claude Chappe przeprowadził w tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym trzecim roku między miejscowościami Écouen, Ménilmontant et Saint-Martin-du-Tertre.


   
Pierwsze piętro zajmuje galeria, w której swoje prace prezentują artyści lokalni. W ekspozycji stałej znajdują się obrazy, rzeźby, plakaty i ilustracje Théophile'a Hingre'a, należące do jego spadkobierców.











     Jest jeszcze drugie piętro z pracowniami witraży i malarstwa...

    
Po dniu pełnym wrażeń czekała mnie jeszcze długa piesza wędrówka na dworzec i podróż z przesiadkami...  









Écouen, 5 sierpnia 2015 roku

6 komentarzy:

  1. Jeden z witraży jest wymowny... Ciekawa podróż przez historię i architekturę. Zdumiewa mnie od zawsze, że jak na tak "niematerialne" bóstwa jakie ludzie sobie wymyślają, tak wiele zachodu wkładają w budowanie mu kamiennych świątyń, posągów, etc... a przecież w ich własnych pismach stoi jak byk, wszelkie wznoszenie przedstawień jest bluźnierstwem i próżnym trudem. Mnie tam bardziej przypadają do gustu celebracje w Naturze, choć nie biorę w takich udział z wiadomych względów. ;)

    Pozdrawiam ciepło, Ewuniu. Mam nadzieję, że świeci u ciebie słoneczko! :*** :))) (Ćmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero od kilku lat, podróżując, obserwując, porównując..., zaczynam pewne rzeczy lepiej rozumieć i aż żal bierze, że wcześniej nie miałam takiej sposobności uczenia się życia...
      I gdyby tak podsumować moje doświadczenia jednym zdaniem, to powiedziałabym, że głupota ludzka, a nade wszystko zazdrość, zawiść, chęć dominacji, władza absolutna, nieustanny zabór dóbr tym co w pocie czoła je wytworzyli... to wszystko nas niszczy i nie pozwala żyć w dobrobycie, bo od dawna ci co zabierają wmawiają ludziom, że raj czekać nas może dopiero po śmierci...
      Epoka renesansu, czas wojen religijnych pokazują o co tak naprawdę chodzi..., konetabl Anne de Montmorency korząc się przed Bogiem, chciał odkupić swoje winy...
      Ech, historia kołem się toczy. Właśnie oglądam film o Gotach, o zwykłych ludziach i nie o tych w hełmach rogami, którzy uciekając przed hunami szukali schronienia u rzymskiego władcy...
      A skoro już mamy jakąś spuściznę architektoniczną to jestem przeciwna jej wyburzaniu nie zależnie od czego czy jest świadectwem głupoty czy rozsądku...

      U nas zaczęło mrozić, co z jednej strony może cieszyć, bo ustały deszcze, których miałam już dość, śniegu jeszcze nie ma i słoneczka też nie, zaraz pędzę do lasu z psem...
      Buziaki i moc serdeczności jak zawsze :)*

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem Twoich postów, ponieważ widać w nich rzetelność i znajomość rzeczy o których piszesz. A to wynika chyba z fascynacji światem i wszystkiego co nasz otacza. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomością rzeczy powinni się wykazywać wszyscy blogerzy, po to żeby ci co czytają blogi niepotrzebnie nie tracili czasu...
      Sama wiesz jaka jest chociażby nasza poprawność społeczno-polityczna. Ilu wypowiada swoje zdanie na tematy, na których w ogóle się nie zna...

      Staram się więc rzetelnie prowadzić bloga, poświęcając wiele czasu na zgłębianie historii, historii sztuki i innych dziedzin, a tego czy mi to wychodzi nie będę oceniać.
      Dziękuję zatem za Twoją opinię i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Za sprawą Maurice Druon "Królowie przeklęci" wsiąkłem po uszy w te klimaty konetabli, parów, regentów, szambelanów czy też zwykłych lombardów i senechali. Jestem na etapie piątego tomu i nie mogę się oderwać. Polecam przy okazji świetny portal z panoramami 360 stopni http://paris.arounder.com/en/abbeys/st-denis-abbey Niestety nie działa na wszystkich przeglądarkach (ja polecam Firefox albo SlimBoat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś zafascynowana historią Francji i czasów kiedy to Filip IV Piękny prowadził nieustanne wojny i kolejno konfiskował majątki, w tym majątek Templariuszy..., ba spalił nawet szczątki papieża Bonifacego III co przyczyniło się być może do przeniesienia stolicy papieskiej z Rzymu do Awinionu i jak pamiętasz długiego braku papieża, a potem zamurowaniu kardynałów..., to zapragnęłam zobaczyć kiedyś ów słynny pałac papieski i zatańczyć na równie słynnym moście Pont Saint-Bénézet.... No i któregoś dnia moje marzenie się spełniło, co opisałam na blogu... Moja radość z wizyty w Awinionie była przeogromna...
      Od jakiegoś czasu interesuję się hugenotem, królem Francji z Nawarry Henrykiem IV, a wszystko to przez pewien obraz znajdujący się w Luwrze, obraz anonimowego malarza, przedstawiający Gabrielle d'Estrées i jej siostrę w kąpieli. Obraz ten pokazywałam także na blogu prezentując malarstwo Luwru...
      Dzięki za panoramę 360. Polecałam ją już kiedyś na blogu...
      Uściski :))*

      Usuń