niedziela, 24 czerwca 2018

Funchal - z portu kolejką górską na Monte

    Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - słowa powieściopisarza Paula Theroux znanego między innymi z Wielkiego bazaru kolejowego - pierwszej z wielu książek podróżniczych, w której Theroux opisuje swoją wyprawę z Wielkiej Brytanii do Japonii i z powrotem inną trasą.
    Ten podróżniczy cytat skłonił mnie do bardziej wnikliwego poznania obu słownikowych definicji, definicji turysty i definicji podróżnika. Przez siedem lat prowadzenia bloga, zaliczanego do kategorii blogów podróżniczych - kategorii turystycznej nie ma - zastanawiałam się często czy pisząc o podróżach jestem z definicji podróżniczką czy też najzwyklejszą w świecie turystką. Dla wielu określenie turysta ma wydźwięk pejoratywny, dla backpackerów uważających się za podróżników wręcz obraźliwy.
    - A zatem, czy tak naprawdę, wybierając się w podróż, znaczenie ma to, kim jesteśmy? - Świat uczy pokory i zanim podejmiemy starania poznania go, zastanówmy się nad tym, w jaki sposób chcemy go poznać. Tylko mądre zwiedzanie, szacunek do tego, co znane i nieznane wystawi o nas dobre świadectwo. Zostawiając po sobie miłe wspomnienia wrócimy z podróży szczęśliwi, z bagażem nowych wrażeń i doświadczeń, z wiedzą prawdziwego podróżnika, którą wciąż będziemy zgłębiać.

   
W jednym z kilku komentarzy do tekstu, na stronie National Geographic, w którym autor zastanawia się nad tym, czym różni się turysta od podróżnika czytam:
    (…) ktoś, kto pokazuje znajomym tysiąc nieprzebranych zdjęć z wyjazdu, kwalifikuje się nie tyle do kategorii podróżnik czy turysta, co do kategorii sadysta.

    Kiedyś pewna moja znajoma zarzuciła mi mnogość zdjęć na blogu, a podsumowując pracę blogerów stwierdziła, że przepisują treści wcześniej opublikowane w internecie. Kiedy zapytałam ją, jakie blogi czyta, odpowiedziała, że ich nie czyta, bo to strata czasu, wie to z innych źródeł, a na mojego zajrzała ot tak sobie. - No cóż?!
    Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku - tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc - nie widzieć, aby słuchając - nie słyszeć - pisał Ryszard Kapuściński w Podróżach z Herodotem.
    Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zadziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia - cytat z Podróży z Herodotem Ryszarda Kapuścińskiego.
    Ażeby nie być posądzoną o przepisywanie tylko i wyłącznie cudzych treści przejdę wreszcie do mojej ostatniej podróży na Maderę, traktując ten wpis raczej sadystycznie z zamiarem umieszczenia w nim wielu zdjęć zrobionych w Funchal, zaznaczając jednocześnie, że będą to zdjęcia przebrane, podkreślające prawdziwość słowa i mój nieskończony zachwyt nad tym, co dane mi było zobaczyć, moją fascynację tym, co inni odkryli już przede mną.

   
Wędrówkę zacznijmy od Marina do Funchal, która dopiero na początku tego stulecia otrzymała nowoczesną infrastrukturę. Port w Funchal funkcjonował już podczas kolonizacji archipelagu. Do drugiej wojny światowej był punktem postoju dużych statków, które zatrzymywały się w trasie pomiędzy Europą a Ameryką. W dwudziestym wieku oprócz bycia ważnym miejscem handlu stopniowo zyskiwał na znaczeniu turystycznym i dzisiaj znany jest z przyjmowania cruiserów - luksusowych statków wycieczkowych, dla których na trasie rejsu, port w stolicy Madery
należy do najbardziej atrakcyjnych. Ponoć najwięcej statków przyjmuje się w miesiącach letnich i … 31 grudnia, kiedy zatokę ozdabiają świąteczne iluminacje i odbywa się pokaz sylwestrowych fajerwerków. 











     Nie ukrywam, że bogatsza w doświadczenia z pobytu na wyspie i z uzupełnianą wiedzą o archipelagu Madery chętnie wyruszę tam raz jeszcze i tym razem promem Lobo Marinho, wybiorę się w rejs na Porto Santo, wysepkę, którą fotografowałam wiele razy z oddalonej o około 40 kilometrów Madery.
    Do mariny w Funchal ciągną poszukiwacze przygód, między innymi ci, którzy na własnej skórze chcą poczuć bryzę oceanu podczas rejsu repliką największego z trzech statków Kolumba Santa Marią, okrętem flagowym z pierwszej wyprawy w poszukiwaniu drogi morskiej do Indii w 1492 roku. Piętnastowieczna trzymasztowa karaka o długości 21 metrów zabrała wówczas na pokład 40 marynarzy.
 Dwoma pozostałymi były karawele Niña i Pinta. Nie zachowały się żadne wiarygodne dokumenty, które przedstawiałyby wygląd któregokolwiek ze statków Kolumba. Jedną z replik Santa Maríi, której konstrukcja bazuje jedynie na przypuszczeniach jest ta w Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie koło Poznania.



    Ssaki mieszkające w oceanie można podziwiać nie tylko z pokładu Santa Marii, ale także z katamaranów i innych łodzi. Przedstawiciele firm, rozlokowanych wzdłuż portowego nabrzeża, od wczesnych godzin rannych zapraszają na oceaniczne wyprawy udzielając dokładnych informacji. Ceny porównywalne.






    A teraz, wzrok nasycony portowymi obrazami przenieśmy na wspaniale zorganizowaną przestrzeń publiczną z Avenida do Mar e das Comunidades Madeirenses - droga z początków osadnictwa, która swój obecny wygląd otrzymała w 1939 roku. Do połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia funkcjonowała jej prosta nazwa Mar, później dla uczczenia społeczności maderskiej (comunidades madeirenses) rozproszonej po świecie i przybywającej na wyspę od strony oceanu nazwano ją Avenida do Mar i dodano Comunidades Madeirenses.
    Po Avenida do Mar spacerowaliśmy, przejeżdżaliśmy wypożyczonym autem i parkowaliśmy samochód. Aleja ze względu na położenie zadziwia każdego. Każdy znajdzie tam odpowiednią dla siebie miejscówkę, albo z widokiem na ocean albo na góry. Całość przypomina teatr antyczny zbudowany na stokach wzniesień, z tym, że widz może być także aktorem, zajmować miejsce, i w orchestrze, i na widowni.
























      Role widzów odegraliśmy dobrze po jednym ze spacerów, który zawiódł nas najpierw do znajdującego się nad brzegiem oceanu fortu de São Tiago, zbudowanego na początku siedemnastego wieku w celu obrony portu Funchal - dzisiaj Muzeum Sztuki Nowoczesnej z tarasami Restauracji do Forte, oferującymi widoki aż po daleki horyzont ponad ogromnym przestworzem Atlantyku, a później do kolejki górskiej Teleférico do Funchal







    Za podróż w obie strony, za dwie osoby dorosłe, zapłaciliśmy 32 euro. Piętnaście minut w jedną stronę piętnaście minut z powrotem to wspaniały półgodzinny spektakl, przyjemność oglądania Miasta Ogrodów, gdzie zielone przestrzenie z ogromnym bogactwem kwiatów i niewielkich upraw rolniczych na pionowych niemalże stokach współgrają znakomicie z biało-pomarańczową zabudową.
    Wysiadając z gondoli otrzymaliśmy w cenie 10 euro zdjęcie z krążkiem CD. Nie był to obowiązkowy zakup, ale byliśmy w doskonałych nastrojach i z przyjemnością pozwoliliśmy sobie na kolejną pamiątkę z Madery.





























    Na górze Monte chętnie odwiedzanej przez turystów znajduje się kościół Igreja de Nossa Senhora do Monte gdzie w odrębnej kaplicy został pochowany ostatni władca Cesarsko-Królewskich Austro-Węgier Karol I Habsburg (1887-1922). Wygnany z Austrii monarcha był ostatnim błogosławionym, którego Jan Paweł II 3 października 2004 wyniósł na ołtarze. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1949.
    Przed kościołem znajduje się pomnik błogosławionego Karola I Habsburga.
    W 1470 roku w miejscu tym wzniósł kaplicę poświęconą Matce Bożej Adão Gonçalves Ferreira, pierwszy człowiek urodzony na Maderze.




































    Nieco powyżej ogrodu tropikalnego (Jardim Tropical Monte Palace) i kościoła znajduje się jedna z wielu quintas (nazwę quintas wyjaśniłam tutaj) Quinta do Monte z precyzyjnie odrestaurowaną kaplicą, luksusowym pięciogwiazdkowym hotelem i romantycznym ogrodem z bogatą egzotyczną roślinnością.














    Na Monte można wjechać także inną kolejką górską z ogrodu botanicznego Jardim Botânico da Madeira, szczycącego się ogromną kolekcją roślin rodzimych, endemicznych i pochodzących z różnych zakątków świata. Nie lada emocji dostarcza widok wolno sunących po linach wagoników kolejki, białych kapsułek z czarnymi plamkami.
    Na Monte zaczyna się jeden z pieszych szlaków lewady do Camacha, ale o nim w innym poście.






     I na koniec dodam jeszcze jedną atrakcję, a mianowicie niecodzienny środek lokomocji, jakim jest kosz wiklinowy na drewnianych płozach, wyposażony w dwuosobową kanapę. Kierują nim dwaj odziani na biało mężczyźni zwani Carreiros. Oprócz wyróżniających ich ubrań, na nogach mają specjalne buty, podeszwy których działają podobnie jak ogumienie kół w samochodach, szybko nabierają prędkości, do 80 kilometrów na godzinę i z łatwością hamują. Drogę dwóch kilometrów pokonują w dziesięć minut. Ta turystyczna atrakcja pochodzi z 1850 roku i wciąż przyciąga tysiące żądnych wrażeń ludzi.




    My wracamy kolejką górską, ażeby raz jeszcze zachwycić się widokami z wyższej perspektywy. Gęby wciąż nam się nie zamykają.




















    Madera, Funchal, Monte, kwiecień 2018


7 komentarzy:

  1. Super wpis. Gratulacje ładnych zdjęć. Co do osób,które nie czytają blogów a wypowiadają się o nich to niestety cos mi wiadomo. Przykre,ale trudno. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przyjemnością obejrzałam kolejne widoki i ogrody Madery. Słyszałam o tych koszach do zjeżdżania, ale żeby pędzić 80 km/godz. Ja nie wsiadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz zastrzec sobie mniej szaleńczą jazdę i taka opcja istnieje. Polecam filmy na YouTube, na wielu z nich widać całą trasę, rozpędzanie, ostre skręty, hamowanie, skrzyżowania z uliczkami po których pędzą auta... no i ciekawa jest jeszcze legenda, a może i prawda związana z pierwszym zjazdem saniami...

      Usuń
    2. ... poza tym na tak stromym zjeździe uzyskać 80km/godz to pewnie nie problem... buziaki :)

      Usuń
  3. Świat jest piękny, wspaniale to widać na Twoich zdjęciach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń