wtorek, 2 listopada 2021

Kefalos i nasze najlepsze all inclusive w życiu


    Badania archeologiczne wykazały, że to na półwyspie Kefalos znajdowała się niegdyś stolica wyspy Kos - Aspylea. Odkryto tam ślady akropolu z teatrem i dwóch świątyń, z których jedna poświęcona była Asklepiosowi, mitycznemu greckiemu herosowi, bogowi sztuki lekarskiej (Eskulapowi w mitologii rzymskiej).

   
Niektórzy badacze uważają, że początek kultu Asklepiosa związany był właśnie z Aspyleą, najstarszą stolicą wyspy, którą po trzęsieniu ziemi w 366 r. p.n.e. i po atakach spartańskiej floty przeniesiono na wschód, w bardziej spokojne miejsce. Nowa osada szybko przekształciła się w największe miasto: w centrum powstała agora, po zachodniej stronie sanktuaria, gimnazjon, arena zapaśników i stadion, we wschodniej i południowej części - domy mieszkalne. Za murami, w kształcie pierścienia o obwodzie około 4 kilometrów, znajdowały się pola i ogrody. Nowa stolica, mimo ciągłych ataków piratów, prężnie się rozwijała, czerpiąc zyski między innymi z napływu podróżnych, przybywających do znajdującego się w pobliżu Asklepiejonu.

   
Miasto Kefalos
, starożytna Aspylea, być może nazwę swą zawdzięcza kształtowi terenu, przypominającego głowę sępa kefáli gýpa (κεφάλι γύπα), a odkrycia w okolicy jaskini Aspri Petra (biała skała) dowodzą, że już w epoce neolitu istniało tutaj życie.

   
Kefalos dzieli się na dwie części, na tradycyjną osadę położoną na szczycie wzgórza oraz część dolną przybrzeżną zwaną Kamari.
    Na szczycie wzgórza znajdują się ruiny średniowiecznego zamku joannitów.


     Do jednego z najciekawszych punktów widokowych dojechaliśmy ciasnymi uliczkami, niewiele szerszymi od naszego auta. Osiedlali się tutaj pierwsi chrześcijanie, stąd też sporo tu pozostałości wczesnochrześcijańskich budynków sakralnych.




       W pobliżu ruin zamku, rzec można w samym sercu wioski, znajduje się Authentic Village & Gastronomy - Mylotopi (Μυλοτόπι – młyn/wiatrak). Twórcy tego obiektu - rodzina Voudouris - zagospodarowali przestrzeń tak, aby odzwierciedlała codzienne życie wyspiarzy ostatniego stulecia, a także okres włoskiej okupacji Dodekanezu. 


     Jak pamiętamy, w dniach 3-4 października 1943 roku stoczono bitwę o Kos w połowie września zajętą też przez Brytyjczyków. W ciągu dwóch dni oddziały włosko-brytyjskie zostały pokonane przez niemiecką jednostkę wojskową Brandenburg, przeznaczoną do działań specjalnych - dywersyjno-rozpoznawczych.
    Siły desantowe wylądowały w nocy na północnym wybrzeżu wyspy i szybko pokonały włoską obronę plaży. Oddział bez walki wszedł do miasta i zaczął je oczyszczać. W okolicznych jaskiniach Niemcy znaleźli skrzynki z alkoholem. Zamroczonym trunkiem żołnierzom porucznik Langbein podał środek pobudzający, który doprowadził do ich silnego ożywienia. W rezultacie, kiedy wieczorem Niemcy zostali zaatakowani przez siły angielsko-włoskie, odparli je z łatwością i przeprowadzili kontratak, uzyskali kontakt ze spadochroniarzami i zabezpieczyli całą wyspę.
    Do niewoli dostało się około 1400 Brytyjczyków i ponad 3100 Włochów. Części brytyjskich żołnierzy udało się uciec na pobliskie wyspy, skąd zostali ewakuowani. Dowódca włoskiego garnizonu Felice Leggio i około 100 oficerów, na mocy rozkazu Adolfa Hitlera, zostali rozstrzelani przez Niemców i pochowani w masowym grobie. Straty niemieckie wyniosły jedynie 15 zabitych i około 70 rannych.

    Kompleks Mylotopi posiada w pełni funkcjonalny odrestaurowany wiatrak i tradycyjny dom wiejski, który prezentuje życie dziewiętnastowiecznej rodziny.
Wiatrak ma nieco więcej niż sześć metrów wysokości a grubość jego murów wynosi 120 centymetrów. Dach przykrywa odwrócona do góry dnem sześciometrowej długości łódź.






 















   
Rekonstrukcję eksponatów rozpoczęto zimą 2016 roku i ukończono wiosną w 2018, myśląc już o kolejnych pracach. Stuletni kamienny piec o bardzo grubych ścianach funkcjonuje do dziś i służy do pieczenia tradycyjnych potraw, a przede wszystkim chleba. 


   
Z okresu włoskiego pochodzi dwudziestometrowy tunel, którym przejść można do części restauracyjno-rekreacyjnej. Przechodząc tunelem, w którym żołnierze włoscy pełnili straż, można obejrzeć kilka eksponatów i piwniczkę.


     Przyznaję, że sam obiekt jak i jego lokalizacja wywarły na mnie ogromne wrażenie. Z tarasów rozciąga się wspaniały widok na dolną część miejscowości, czyli na południową stronę wyspy, o której nieco więcej w kolejnym poście i na stronę północną.












   
Stąd też widać wyraźny podział wyspy Kos. Półwysep Kefalos od reszty wyspy oddziela niespełna dwukilometrowej szerokości przewężenie. Tak widziałam półwysep i fragment wyspy z samolotu.






    A te dziury w wapiennych skałach wydłubano ponoć dla zwierząt, po to, aby mogły się w nich chronić przed upałami. Podczas wycieczki na wyspę Nisyros dowiedziałam się od pani przewodnik, że zwierzęta hodowlane takie osły, kozy, kury i inne chodzą wolno, nikt ich nie więzi i nie wygradza pastwisk. A zatem spotyka się je wszędzie.



   
Dzisiaj przejedźmy się jeszcze na północną stronę półwyspu do oddalonej o około pięć kilometrów plaży i portu Limnionas. Zaintrygowała mnie nazwa Limnionas, jako że i na wyspie Zakynthos występuje oblegane przez turystów Porto Limnionas kliknij tutaj












   
Najpierw, na podstawie obserwacji terenu próbowałam porównać obie lokalizacje i stwierdziłam, że są podobnie usytuowane i że prowadzi do nich podobna krajobrazowo droga. Obie zatoki wżynają się w ląd i do obu woda morska wdziera się poprzez skalną bramę. Próbowałam się dowiedzieć, co wyraz ten może znaczyć, ale nikt nie znał znaczenia słowa limnionas. Słownik też niewiele mi pomógł. Wreszcie trafiłam na słowo hypolimnion. Pomijając znaczenie przedrostka hypo- dowiedziałam się, że limnion to skrót od limnionas
- Λίμνη / Límni i w języku greckim oznacza jezioro. Tak czy siak nie rozwiązałam zagadki i nie wiem czy jezioro w nazwie występuje ze względu na kształt powiedzmy zatoki, czy też ze względu na jakieś inne czynniki i uwarunkowania.


















     Jadąc na północ zatrzymaliśmy się przy kościółku Limnionas. W drzwiach świątyni tkwił klucz. Przekręciliśmy go i weszliśmy do środka. Uderzył w nas zapach palących się kadzidełek, oczy drażnił wypełniający całe pomieszczenie dym. Drzwi zostawiliśmy otwarte, zapaliliśmy świeczkę i zrobiliśmy kilka zdjęć. Już w wielu kościołach spotkaliśmy się z gościnnością skierowaną na pielgrzyma czy podróżnika. Tutaj na stole stały butelki z wodą, a w szklanej miseczce leżały cukierki. Piękny zwyczaj uczynków miłosierdzia - względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać i względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych. Ech!














   
Rozejrzeliśmy się jeszcze po okolicy, z dominującą w krajobrazie sucholubną roślinnością. Zastanawiałam się, do jakiej formacji ją zaliczyć, do makii czy gariga. Niemal na wyciągnięcie ręki znajdował się nasz cel - plaża i port Limnionas.






     
Kiedy zjechaliśmy dość stromą szutrową drogą w dół okazało się, że port przeznaczony jest dla kilku małych jednostek rybackich a w jego obrębie znajduje się całkiem przyjemna, zaciszna plaża z łagodnym zejściem do morza, darmowymi leżakami i parasolami. Ale zanim się tam ulokowaliśmy obejrzeliśmy chyba właściwą nazwie zatoczkę, do której znany na Dodekanezie wiatr meltem toczył fale i rozbijał je o skały, kolorem przypominające te na Zakynthos (zdjęcia wyżej). Wspaniały widok!











   
Atrakcją na tym pustkowiu była restauracja serwująca dania ze świeżych ryb i owoców morza, a także tradycyjną kuchnię. Zamówiliśmy mezes. Jednak na wyspie Kos, zestaw potraw w mezes był zdecydowanie uboższy niż na przykład na Cyprze.






   
Po kąpielach morskich i słonecznych ruszyliśmy na kolejną plażę tego dnia, niezbyt odległą
w linii prostej i leżącą również w północno zachodniej części wyspy - plażę Volcania.  
    Jednak dojazd do plaży Volcania przez niezasiedlone dzikie tereny, drogą piaszczystą był dość długi. Po drodze, minęliśmy winnicę Volcania (οινοποιείο Βολκανια) ledwo widoczną, ukrytą w zaroślach.







     Ponoć nazwa Volcania pochodzi od wulkanicznej gleby i niewielkich kraterów, na które można się natknąć penetrując okolicę. Niektórzy twierdzą, że bardziej w głębi lądu czuć zapach siarki. Mnie, na pierwszy rzut oka, krajobraz tego miejsca w niczym nie przypominał pozostałości po aktywności wulkanicznej.

   
Trafiliśmy na piękne morskie wybrzeże wydmowe, plażę z białym piaskiem i strefę spoza działania fal morskich z bogatą formą roślinną.















   
W chacie z trzciny, zapewne niejeden podróżnik znalazł schronienie przed silnym wiatrem. Rozbawiło nas to lokum, do tego stopnia, iż uznaliśmy je za nasze
najlepsze all inclusive w życiu.
    Wczułam się w rolę Piętaszka i zabrałam się za porządki, Ryszard zaś udawał Robinsona i zastanawiał się, co by tu jeszcze zmodernizować. W poszukiwaniu materiałów budowlanych zauważyliśmy odsłonięte przez wiatr kamienie, ślady aktywności wulkanicznej. Nie natknęliśmy się ani na ludożerców, ani na zbuntowanych marynarzy.
Szczęście nam dopisywało!

























    Wyspa Kos, 6 października 2021 roku

   Zobacz także:
* Stolica Kos - aktywny i beztroski wypoczynek w słonecznej scenerii 

* Zachód słońca w Zia, Marami, Tigaki, Alikés i inne atrakcje wyspy Kos

* Kefalos i nasze najlepsze all inclusive w życiu 

* Kos - bajeczne krajobrazy, piękne plaże, naturalne spa u podnóża wysokiego klifu i…my

* Kos - twierdza Antimachia, cebula morska, Plaka Forest czyli pawi raj i...

 

6 komentarzy:

  1. Urzekł mnie kompleks Mylotopi i Wasze all inclusive w trzcinowej chace. Prócz tego niezmiennie podobają mi się białe cerkiewki z błękitnymi kopułami, cudowne plaże, kolory morza i nieba. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspa Kos (i nie tylko ona) jest przebogata w białoniebieskie świątynie i świątynki wtopione często w dziki krajobraz i właśnie to jest wyjątkowe i niepowtarzalne.
      Nie podoba mi się to, że świat dąży do ujednolicenia zabudowy, wszechobecne molochy, ogromne centra handlowe nie wróżą zachowania odrębności kulturowej.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Fajny wpis na nasze nieciekawe, deszczowe popołudnie. Powiało ciepłem i błękitem. I cudnymi widokami! Robinsonowy domek rzeczywiście robi wrażenie, widać, że poczuliście się jak dzieci w ulubionej zabawie!
    Zaraz robi się przyjemniej, gdy ogląda się te greckie klimaty. Dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pochmurne, deszczowe dni tęsknimy za błękitnym niebem i morzem, za słońcem i ciepłem.
      Zbliża się nasz 47 jubileusz i już myślę o kolejnym wyjeździe. Najlepsze, nie tylko cenowo, są oferty do Turcji, ale nie śmiem rezerwować hotelu na miesiąc wcześniej, bo nie wiadomo jakie będą obostrzenia i zmiany w przepisach wyjazdowych, a im bliżej wyjazdu tym ceny większe, taka teraz polityka biur podróży...
      Buziaki Ulcia i życzenia rychłych wyjazdów ze Zbyszkiem :) :) :)

      Usuń
  3. Oj, cudnie, cudnie.:)
    A Wasze all inclusive do pozazdroszczenia.:)
    Zjadłabym świeżą, usmażoną rybkę w takich okolicznościach.:)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Basiu, to było super all inclusive, uśmieliśmy się...
      A w Limnionas rybacy wprost z łodzi dostarczają swoje połowy do restauracji.
      Buziaki :)

      Usuń