czwartek, 6 marca 2014

Paryż - Inwalidzi i Napoleon


     Dzisiaj zaprezentuję miejsce, które bardziej zainteresuje panów niż panie, chociaż ja, jako kobieta wiem na czym świat stoi i co, coraz częściej napędza także i kobiece żądze...
 

    Paryż - kompleks budynków Les Invalides, ze swoją ogromną zieloną przestrzenią zwaną Esplanade des Invalides usytuowaną między Placem Inwalidów, a Quai d'Orsay, podkreślającą północną fasadę Hotelu Inwalidów  i założoną na początku osiemnastego wieku według planów architekta Robert'a de Cotte'a.  
 
Pałac Inwalidów

Esplanade des Invalides

Nocne spacery - Esplanade des Invalides

    To tutaj, piętnastego grudnia tysiąc osiemset czterdziestego roku, król Ludwik Filip czekał na karawan z prochami Napoleona, sprowadzanymi z wyspy świętej Heleny.
    Na placu, który owego dnia przypominał bardziej scenę teatru, ustawiono trybuny dla trzydziestu sześciu tysięcy widzów i udekorowano go trzydziestoma dwoma posągami wybitnych postaci. Wśród wielu towarzyszących konduktowi Polaków, był nasz wieszcz Juliusz Słowacki, który pisał:
                         I wydarto go ziemi, popiołem;
                         I wydarto go wierzbie płaczącej,
                         Gdzie sam leżał, ze sławy Aniołem;
         

    Najpierw trumnę z prochami przewieziono na Pola Elizejskie pod Łukiem Tryumfalnym, którego budowę rozpoczęto w tysiąc osiemset szóstym roku na polecenie samego cesarza i poprzestano na fundamentach. Łuk wyrósł dopiero trzydzieści lat później, co i tak nie przeszkodziło w tryumfalnym wjeździe Napoleona do miasta, prawie dwadzieścia lat po jego śmierci.
    Dzisiaj wielkość historyczna Małego Kaprala przyciąga do okrągłej krypty w  rotundzie pod kopułą wielu turystów i miłośników walk napoleońskich.

    Zwłoki cesarza zamknięto w poszóstnej trumnie, którą umieszczono w sarkofagu z czerwonego porfiru -  z takiego kamienia Rzymianie budowali sarkofagi dla swoich cezarów. Bryły nadaremno poszukiwano we Włoszech, w Grecji i we Francji, odpowiedniej wielkości blok znaleziono dopiero w Karelii na pograniczu fińsko-rosyjskim. Sprowadzenie go zabrało rok czasu, a wykucie sarkofagu i oszlifowanie trwało dalsze dwa lata. 
     W bocznych wnękach rotundy spoczywają: Orlątko, Józef i Hieronim Bonaparte - bracia Napoleona, Vauban, Turenne, Duroc, Bertrand - towarzysz Napoleona na wyspie świętej Heleny oraz Foch. 
 
Kopuła oparta na bębnie. Fresk - Charles de la Fosse. Postacie świętych - Jean Jouvenet

Konstrukcję kopuły zakończono w 1807 r po 27 latach od położenia pierwszego kamienia węgielnego

W 1989 r poprawiono złocenia zużywając12 kg cennego kruszcu.

Porfirowy sarkofag Napoleona w otoczeniu 12 figur symbolizujących zwycięstwa cesarza

Niech moje popioły spoczną na brzegach Sekwany, pośród narodu francuskiego, który tak ukochałem

Posadzka w krypcie

Cesarz

Urna z prochami króla Rzymu

    W Kościele świętego Ludwika, zwanym też Kościołem Żołnierzy zgromadzono historyczne sztandary. Swego czasu było ich znacznie więcej, ale w tysiąc osiemset czternastym roku gdy wojska alianckie wkraczały do Paryża, marszałek Sérurier kazał spalić na podwórcu tysiąc czterysta chorągwi zdobytych na nieprzyjacielu. W kościele znajdują się grobowce zasłużonych wodzów, a w kaplicy napoleońskiej można oglądać kamienne płyty z grobów na wyspie świętej Heleny. 



    Muzeum Wojskowe Inwalidów gromadzi broń, mundury i plany fortyfikacyjne od średniowiecza do czasów dzisiejszych. Wśród starych zbroi dostrzec można na jednym z pancerzy herb Polski i Sforzów, który podobno należał do Zygmunta Starego. Szabla z datą 1559 na klindze używana była przez królów polskich podczas dworskich ceremonii, aż w końcu ofiarowano ją marszałkowi Murat po wkroczeniu wojsk napoleońskich do Warszawy. 



































   W dziedzińcu honorowym o wymiarach sto dwa na sześćdziesiąt trzy metry, we wnęce na głównym frontonie wzrok przyciąga posąg Małego Kaprala, który niegdyś stał na wierzchołku kolumny Vendôme.
    Na pierwszym piętrze wmurowano także tablicę ku czci żołnierzy polskich poległych we Francji w okresie obu wojen światowych. 



    Cały kompleks zajmuje powierzchnię o rozmiarach trzysta dziewięćdziesiąt na czterysta pięćdziesiąt metrów. Pałac z fasadą długą na dwieście dziesięć metrów zbudowano na polecenie Ludwika XIV . Pierwotnie był to przytułek dla inwalidów wojennych. Ilość ich dochodziła do siedmiu tysięcy. Z czasem pałac zmienił swoje przeznaczenie, stając się siedzibą dowódcy garnizonu i różnych urzędów wojskowych, a przede wszystkim sanktuarium Armii Francuskiej.

Kilka zdjęć archiwalnych z 1982 roku





wtorek, 4 marca 2014

Urodziny


    Ilekroć zbliżają się czyjeś urodziny tylekroć przypomina mi się wiersz dla dzieci napisany na tę okazję przez Dorotę Gellner. Zarówno ten urodzinowy jak i wiele, wiele innych wierszy tej autorki, zapisanych i fantazyjnie ilustrowanych na kartonowych kartkach książeczek dla najmłodszych, po dziś dzień stoi na półkach biblioteki  mojego syna i przypomina czasy czytania bajek i wędrowania po baśniowych krainach.
    Zanim zaczęłam pisać bloga, robiłam albumy, ale nie takie, w które tylko wkłada się zdjęcia, nie!
    Moje albumy nie posiadały celofanowych kieszonek, fotografie wklejałam, a obok często zamieszczałam ulubione wierszyki Wojtka, między którymi znalazły się i Urodziny Doroty Gellner.  Strony przyozdabiałam rysunkami.
W ten sposób powstawał swego rodzaju jedyny i niepowtarzalny egzemplarz pamiętnika dziecka pisany ręką jego matki...  















    Dzisiaj, czwartego marca mija sześćdziesiąt jeden lat od dnia kiedy krzykiem oznajmiłam swoje przyjście na świat. I niech liczba sześćdziesiąt i jeden nie ustawia mnie w szeregu z ludźmi starymi, bo tak naprawdę takowych nie ma. Ale, żeby się o tym przekonać i w to uwierzyć trzeba ileś lat przeżyć. Żaden nastolatek nie powie, że trzydziestolatek to ktoś młody.
    W każdym z nas pozostało coś z dziecka.
    Każdy z nas ma jakieś miłe wspomnienia z dzieciństwa, do których sięga pamięcią, wspominamy chociażby słodkie, kolorowe torty ze świeczkami i marzenia, które spełnić się miały po ich zdmuchnięciu. Co prawda kiedy ja byłam dzieckiem urodzin się nie obchodziło, ale swojemu synowi każdego roku wymyślałam nowe zabawy i przyjęcia nie tylko dla jego przyjaciół, ale także dla przyjaciół rodziny, którzy chętnie brali w nich udział.
    Nie ma chyba na świecie osoby, która nie pamiętałaby o swoich kolejnych urodzinach i o tym ile dokładnie ma lat! Podkreślam to zdanie grubą kreską i zaraz wyjaśnię dlaczego.
    Otóż od samego początku zakładałam, że w Naprzeciw SZCZĘŚCIU znajdą się tylko dobre wspomnienia i opowieści o najprzyjemniejszych wydarzeniach, którymi zamierzałam przyciągnąć takich czytelników, którzy podobnie jak ja postrzegają świat... I tak było, zanim któregoś dnia pod postem Boskie agrafki,czyli droga do Njeguši  nie pokazało się w  komentarzach słowo won z podpisem anonimowy. Pomyślałam sobie, że zupełnie do treści nie pasuje i zastanawiałam się przez jakiś czas o co anonimowemu chodziło i dlaczego przegania mnie z własnego podwórka. Nie snułam podejrzeń co do autora komentarza, żeby nikogo bezpodstawnie nie oskarżyć. Po jakimś czasie dałam sobie spokój, wykasowałam owe słowo i od tamtej pory zatwierdzałam komentarze.
    Jednak  anonimowy nie dał za wygraną i śledził moje wędrówki po blogosferze. Któregoś razu ni z gruszki ni z pietruszki, na blogu u jednego z moich znajomych, pod moim komentarzem do posta, przypiął mi łatę, godną sprawy sądowej.
    - Kto mógł być moim wrogiem!?
    Na pewno nikt z moich  przyjaciół czy znajomych, bo zawsze otaczałam się ludźmi szlachetnymi, godnymi zaufania.
    Zaprzyjaźniony bloger  przeprosił mnie za anonimowego gościa, skasował komentarz, a ja na jakiś czas o nim zapomniałam.  Ale któregoś dnia ów znajomy przysłał mi linka do bloga, do którego nigdy wcześniej nie zaglądałam i nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Jak się wkrótce okazało był to blog mojego prześladowcy i tak dzięki zaprzyjaźnionemu blogerowi  wpadłam na trop anonimowego, który okazał się być kobietą.
    - Dlaczego o tym piszę w dniu moich urodzin?
    Otóż w jednym z kolejnych komentarzy do posta Szczęśliwe chwile w Dubrowniku - wpis jubileuszowy, anonimowy napisała dużymi literami, cytuję: STARE PUSTE PRÓCHNO.
    Trzy nawzajem wykluczające się słowa, bowiem wiadomo, że próchno, z racji tego że próchnem jest, to musi być takie właśnie ze starości, w związku z tym przymiotnik stare jest zupełnie zbędny. Puste do próchna także nie pasuje, bo próchno ma jakąś masą, co prawda rozsypującą się ale samo w sobie nie jest puste.  I znowu zastanawiałam się czy anonimowy  chociaż przeczytała mojego posta opowiadającego o mojej podróży do Chorwacji i radosnych chwilach spędzonych w Dubrowniku. Doszłam do wniosku, że pewnie go przeczytała i uznała, że STARE PUSTE PRÓCHNO powinno siedzieć w domu, a nie czerpać szczęście z zagranicznych wojaży.
    Jakby tego było mało anonimowy przysłała komentarz do wpisu Pieniądz rządzi światem treści następującej: Pani egzystencja obraża inteligencję. Wiedziałam, że nie znała treści, bo treść była zbyt długa i ni jak nie pasowała do komentarza.
    Tym razem anonimowy uznała, że takie STARE PUSTE PRÓCHNO w ogóle nie powinno oddychać tym samym powietrzem co ona, inteligentna kobieta. Moja egzystencja ją obrażała. No więc eksterminować starą babę, która na dodatek publikuje swoje zdjęcia, na których z dumą i uśmiechem na twarzy obnosi się ze swoją starością. Do gazu taką, co by się więcej nie cieszyła, nie uśmiechała i nie zatruwała powietrza!
    W innym z kolei komentarzu do posta Przygoda na Pólku, anonimowy donosiła: Oczom nie wierzę ... Pani jest naprawdę na tyle tępa, żeby w takim wieku robić TAKIE błędy stylistycznie i interpunkcyjne?
    W te pędy tam zajrzałam i szukałam błędów, ale ich nie znalazłam. Zapewne to już taki wiek, że ich nie widzę, nie umiem trzeźwo myśleć, a nawet poprawnie pisać. Zresztą oceńcie sami, bo pewnie coś jest ze mną nie tak, skoro na kolejny komentarz nie musiałam długo czekać.
    Przebywając na Pólku zamarzyło mi się Być jak płynąca rzeka, co anonimowy, skwitowała słowami, cytuję: pani jest co najwyżej blisko stojącego szamba. No i po co mi było płynąć, nie lepiej stać w gównie i czekać, aż się szambo zapełni. Durna stara baba, marzyć się jej zachciało!
    - Ech...!
    Ale anonimowy pojechała za mną dalej i w poście Kraków - moje powroty  nie tylko zadała mi pytanie, ale także na nie sama odpowiedziała:
    - Co łączy Ewę z dzwonami? - Zapytała
    - Oba są puste w środku. Buziaki. - Odpowiedziała
    No takiej odpowiedzi to się nie spodziewałam! I jeszcze te buziaki dla kogoś kto pusty w środku i nic już odczuwać nie może!
    A ja lubię dzwony, bo one mają serca w środku i biją tak, że słyszy je cała okolica, a ich dźwięki odbijają się gdzieś daleko, daleko, po czym wracają i przyjemnym echem wpadają w ucho.
    - Słyszę dzwony!  Więc moje serce także bije, co znaczy stara baba żyje!
    - Ech..., co tam!
    Uzupełnię i ten post moimi zdjęciami zrobionymi wczoraj, w wigilię moich sześćdziesiątych pierwszych urodzin. Tak właśnie wyglądam, w mojej nowej sukience, jednym z prezentów urodzinowych od męża. 











       A dla tych, którzy nie czytali jednego z moich ostatnich postów zatytułowanych Jean-Louis-Toutain - wystawa rzeźby plenerowej w Saint-Jean-de-Monts cytuję krótki fragment stamtąd zaczerpnięty:
     Oniemiałam z zachwytu i tak jak wielu przechodniów kręciłam się wokoło przedziwnych w kształtach i proporcjach postaci. Mimo całego ogromu miały w sobie tyle wdzięku, tyle uroku i tyle lekkości.
    Zrozumiałam, że dla artysty przede wszystkim liczy się człowiek, jego talenty i umiejętności, jego zaangażowanie w życie rodzinne, jego uczucia...

    W czasach kiedy ludzie mają obsesje na tle swojego wyglądu, dla artysty wydawać by się mogło nie ma to znaczenia. Małe głowy, nieuchwytne rysy twarzy odwracają uwagę widza od złudnej piękności. Przyciągają zaś gesty, ruch, wszystko to co nadaje sens życiu, całe to piękno emanujące ze środka człowieka...
    I tego piękna życzę wszystkim moim Czytelnikom, a także anonimowej komentatorce, której tożsamości wyjawiać nie mogę, ze względu na jej dobro osobiste.
    Dodam  jeszcze tylko, że skoro mamy coś do powiedzenia i chcemy o tym mówić na forum publicznym podpisujmy się imieniem i nazwiskiem, i bierzmy całkowitą odpowiedzialność za słowa, nawet te którą ranią. Miejmy odwagę pokazać twarz, nie wstydźmy się jej, nie ukrywajmy się za maską awatara lub cieniem anonimowego.
    Moi rodzice, przeżywszy wojnę, nauczyli mnie jak nie być osobą anonimową. Według  nich wszelkie anonimy miały jeden cel: rzucić na kogoś podejrzenie, ośmieszyć i upokorzyć go przed światem, oskarżyć niesłusznie tylko dlatego, że ośmielił się oddychać tym samym powietrzem, był obcy,  inni niż wszyscy... i na dodatek szedł w przeciwną stronę...! 


   W przeddzień urodzin dotarła do mnie od Mar Caneli z Hiszpanii książka Inspiracje. Matka i córka. Dwa wszechświaty z cudowną wspólną częścią, z której ta książka powstała. Poprzez pędzel i pióro przelśniły się na światło dzienne obrazy, słowa i emocje, wcześniej ukryte. Zrodziły się z pragnienia, aby żyć własnym życiem - w naszych sercach.
    - Ech...! Tego mi trzeba było! Tego mi trzeba było Droga Mar! Tylko ktoś tak wrażliwy jak Ty wie, jak podnieść do lotu duszę i rozebrać z wszelkich ograniczeń. Dziękuję za prezent, dziękuję, że zaistniałaś w moim życiu, dziękuję za Miejsce Spotkań Wymyślonych. 













    Dziękuję Wszystkim, którzy mają czyste intencje, odwiedzają mnie z potrzeby serca i razem ze mną brną przez życie.
    Dziękuję za wszystkie dary, za wszystkie miłe słowa, które składały się w zgrabne komentarze. Są wśród Was tacy, których wyglądam z utęsknieniem za każdym nowym wpisem w Naprzeciw SZCZĘŚCIU

   
    Dla porównania polecam ubiegłoroczny post Urodziny, czyli rzecz o Rybach

    Wtorek, 4 marca 2014 roku

Linki do postów urodzinowych
Moje 65-te 
Urodzinowe echa
Cape Greko – cypryjski bezmiar błękitu na urodziny
Z okazji urodzin – mój cień, czyli podróż do wnętrza siebie

Urodziny 2014
Urodziny, czyli rzecz o Rybach

Wszyscy gdzieś się pochowali