czwartek, 26 kwietnia 2012

Katedra w Mediolanie i Galeria Vittorio Emanuele II

... cd

    Mediolan – budzi różne skojarzenia i wyobrażenia.
    Od dawien dawna interesowało mnie to miasto, a tak na dobre zaczęłam poważnie myśleć o wyprawie do Mediolanu po obejrzeniu znakomitego moim zdaniem włoskiego melodramatu Luki Guadagnino „Jestem miłością” z Tildą Swinton w roli głównej, którego premiera miała miejsce w 2009 roku. I gdybym nawet zapomniała fabułę tego filmu, to z pewnością w pamięci pozostaną mi na zawsze luksusowe wnętrza posiadłości - potężnej i bogatej rodziny mieszkającej w Mediolanie, wspaniała muzyka i oczywiście fascynujące obrazy i nie tylko te miejskie, ale także i te plenerowe – opanowana do perfekcji sztuka operatorska. Jednym z takich właśnie obrazów, który utkwił mi w głowie, był moment, kiedy Emma – główna bohaterka - filmowana jest na dachu katedry. Ta scena tak mnie urzekła, że już wtedy zapragnęłam się tam znaleźć i tak jak Emma zadumać i przez nieskończoną ilość pinakli i łęków oporowych spojrzeć z góry na panoramę miasta i ludzką egzystencję, a także spojrzeć z dołu na tę przeogromną marmurową bryłę, na wzniesienie której zaangażowane były nie policzone rzesze ludzi. Innych rewelacyjnych scen nie będę opisywać, bo nie film jest tematem dzisiejszego mojego wpisu i tutaj zakończę mój zachwyt nad dziełem Guadagnino i skupię się na katedrze, którą zostawiłam sobie na koniec zwiedzania Mediolanu, tak jak poobiedni deser.
    Do katedry szłam od strony Piazza della Scala ogromnym krzyżowym pasażem wybudowanym w dziewiętnastym wieku przez Giuseppe Mengoni, zakończonym łukiem triumfalnym wychodzącym wprost na Plac Katedralny Piazza del Duomo. Pasaż ten, oficjalnie został otwarty 1 stycznia 1878 roku przez króla zjednoczonych Włoch Vittorio Emanuele II i przyjął nazwę tegoż władcy. Do tej niezwykłej krzyżowej konstrukcji, użyto cementu zmieszanego z ochrą - nieorganicznym pigmentem, bogatym w związki żelaza, uzyskując w ten sposób naturalny, trwały i ciekawy efekt w kolorze jasnego brązu. Dach ze szkła i metalu na skrzyżowaniu dwóch ulic połączyła ogromna kopuła i tak galeria Vittorio Emanuele II stała się mediolańskim salonem, łączącym dwa najważniejsze chyba miejsca Teatr La Scalę i Katedrę - trzecią co do wielkości na świecie, po Bazylice w Rzymie i Katedrze w Sewilli.

Galeria Vittorio Emanuele II

Centralna ośmiokątna przestrzeń zwieńczona kopułą

Cztery strony świata - Europa

Cztery strony świata - Azja

Cztery strony świata - Ameryka

Cztery strony świata - Afryka

Ekskluzywne sklepy z haute couture

Mediolańska haute couture

    Budowę świątyni zapoczątkowaną pod koniec czternastego wieku, przez Gian Galeazza Viscontiego, tak naprawdę ukończono dopiero w dziewiętnastym stuleciu, a niektóre prace trwają do dziś. Moim skromnym zdaniem, jest to niewątpliwie jedna z najciekawszych, a może nawet najciekawsza budowla sakralna, jaką dotąd widziałam. Moim ulubionym stylem architektonicznym jest francuski gotyk płomienisty, a katedra w Mediolanie jest w większości gotycka, nie brak tutaj elementów barokowych czy neogotyckich.
    Budowla na planie krzyża łacińskiego posiada pięć naw, trzy transepty i głębokie prezbiterium otoczone deambulatorium w wielokątnej apsydzie, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale i wewnątrz. I tak jak niewysłowioną radość sprawia mi oglądanie witraży w Sainte Chapelle w Paryżu, tak i tutaj popadłam w zauroczenie tą niezwykłą techniką dekorowania olbrzymich otworów okiennych.
    Na skrzyżowaniu transeptu pnie się w górę wieża - latarnia - w stylu bardziej francuska niż włoska. Jej strzelistość łagodzą różnice w wysokości naw bocznych – element architektoniczny charakterystyczny dla gotyku lombardzkiego. Wieża zwieńczona jest pozłacaną w całości figurą Matki Bożej, zwanej La Madonnina. W czasie Drugiej Wojny światowej została dokładnie owinięta szmatami, ażeby odbijające się od złotych powierzchni światło nie ściągało nad katedrę samolotów bombardujących miasto. Zdjęto także witraże i zastąpiono je roletami. Dzisiaj można jeszcze dostrzec ślady po nalotach bombowych.
     Kiedy wreszcie dotarłam na szczyt katedry wieża z La Madonniną osłonięta była rusztowaniami. Przyglądałam się ułożonym dachówkowo płytom marmurowym, podziwiałam elementy konstrukcji, mniejsze i większe detale ozdobne, dotykałam, gładziłam, aż wreszcie przysiadłam tak jak wiele innych osób w wiosennym słońcu i po prostu trwałam tak przez jakiś czas. Potem tak jak wszyscy podziwiałam panoramę Mediolanu, zerkając z góry na Plac Katedralny i tłum ludzi krążący wokół świątyni. Niesamowite jest to, że konstrukcja ma kilka poziomów i zanim weszłam na szczyt pokonałam wiele marmurowych stopni schodów, korytarzy, tarasów, przejść otwartych i zamykanych drzwiami, prostych i łukowatych...
     Ech…, warto było przyjechać tutaj dla samej budowli, która także i wewnątrz okazała się być niezwykła. Wielkim zaskoczeniem dla mnie była mnogość obrazów porozwieszanych między pięćdziesięcioma dwiema kolumnami różnych stylów, dzielącymi nawy i podtrzymującymi żebrowane sklepienia. A posadzka? To melanż jasnego i ciemnego marmuru: czarny pochodzi z Varenny, biały, różowy i szary z Candogli, czerwony z Arzo, jest jeszcze i marmur z Werony
    Wnętrze katedry jest tak bogate w treści, że pewnie zanudziłabym niejednego z Was opisując drobiazgowo każdy ołtarz, każdy grobowiec, świętych, czy też artystów, którzy całe lata spędzili przy budowie i dekorowaniu kościoła.

















































    Obszerne pięcionawowe wnętrze katedry zdobią witraże, przez które przenika światło i penetruje najciemniejsze zakątki wydobywając z każdego szczegółu jego niepowtarzalne piękno.
    Warto wejść do krypty i zobaczyć grobowiec św. Karola Boromeusza. Tam w kryształowej trumnie pod ołtarzem głównym złożono relikwie świętego – arcybiskupa Mediolanu oddanego bez reszty dziełu reformy trydenckiej. Znany z wielkiej skromności i dobroci wspierał ubogich, nawiedzał chorych i zajmował się nimi w czasie epidemii dżumy, ospy…, wykorzystując całą wiedzę medyczną jaką posiadał.
    Kiedy obejmował diecezję jako arcybiskup Mediolanu, jej stan religijny był żałosny, tak w odniesieniu do duchowieństwa, jak i świeckich. Założył pierwsze seminarium duchowne, wyższą szkołę filozofii i teologii, kolegium w Pawii dla uboższej młodzieży, zakładał szkoły żeńskie, fundował sierocińce, przytułki dla bezdomnych, przytułki dla dziewcząt i kobiet, wspierał Bractwo Nauki Chrześcijańskiej, zakładał bractwa dla świeckich… Jego energia i chęć niesienia pomocy w potrzebie była ogromna. Zachorował na febrę i na skutek gorączki zmarł przedwcześnie, mając zaledwie 46 lat. Kiedy umierał diecezja była wzorem dla całego chrześcijańskiego świata. Jego dzieło rozbłysło takim blaskiem, iż można było słusznie napisać: reforma Kościoła była córką reformy mediolańskiej.
    Święty Karol Boromeusz był patronem Karola Wojtyły papieża Polaka Jana Pawła II.





























Mediolan, 22 marca 2012 roku 
cdn ...